O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Brat wyprowadził mnie z otchłani ...


Brat wyprowadził mnie z otchłani

 

Jechałam z radością do domu CFD w Krakowie, do mojego Domu. Miałam pragnienie, by świętować radośnie Zmartwychwstanie Chrystusa, wszak przede mną był czwarty Tydzień Ćwiczeń Ignacjańskich.

Pierwszym odczuciem, którym Pan tu mnie obdarzył, była radość: "Dobrze, że tu jestem!". Trochę później przyszło zmaganie ze swymi słabościami i choć Słowo mówiło mi, że "po udrękach duszy ujrzę światło" (por. Iz 53, 11), to tak zagłębiłam się w te moje niedoskonałości tak, że przyszedł jedynie smutek. Wciąż jednak ponawiałam pragnienie serca, by całkowicie zanurzyć się w Chrystusie.

Rozważanie wydarzenia, które miało miejsce o świcie pierwszego dnia tygodnia, bardzo mnie poruszyło. Bóg dał mi radość z przeświadczenia, że zawsze może być początek - świt, że Zmartwychwstanie Chrystusa jest początkiem mojej przemiany. Pojawiły się jednak pytania i obawy, co musi jeszcze we mnie umrzeć, by móc zmartwychwstać? Miałam świadomość, ile we mnie jest lęków i słabości. Wtedy Pan wlał w moje serce ogromną radość. Oczyma duszy oglądałam siebie jako niemowlę tulone przez Ojca, który o wszystko się zatroszczy, nauczy mnie chodzić, a kiedy będzie źle, pośle mi swego Syna - mojego Brata, by wyprowadził mnie z otchłani. Pojawił się w mej pamięci obraz z dzieciństwa, kiedy mój starszy brat prowadził mnie za rękę, a ja szłam za nim taka pewna. Dziś mój brat jest daleko od Boga, a ja dopiero w drodze do domu otrzymałam światło, że od bardzo dawna nie modliłam się w jego intencji. Bóg posłużył się obrazem mojego dzieciństwa, by ucieszyć mnie prawdą, że mam Brata - Chrystusa, ale też przypomnieć mi o trosce wobec brata ziemskiego. Tego samego dnia Bóg Ojciec w Eucharystii wzbudził jeszcze większą radość, kiedy powiedział mi: "patrz karmię cię Najwyborniejszym Pokarmem, Ciałem Mojego Syna".

Kolejne rozważane Słowo o Marii Magdalenie płaczącej przy pustym już grobie, przywołało we mnie myśl o tęsknocie. Przez cały ubiegły rok powracało do mnie pytanie o tęsknotę za Chrystusem. Pytałam ciągle, co to znaczy tęsknić za Chrystusem? Nie umiałam odpowiedzieć na nie. Kiedy po konsideracji na temat tęsknoty dotarła do mnie prawda, że zawsze tęskniłam za Chrystusem, pojawiła się znów radość, ale na krótko. Potem przyszedł smutek: tak prostych rzeczy nie wiem! Jaka ja jestem malutka, a przecież jestem teologiem! Tyle lat uczestniczę w rekolekcjach! I zaczęło się. Zły zamieszał i to mocno.

Każda następna medytacja to chwile radości, wdzięczności za miłość, które przeplatały się z poczuciem winy, słabości. Cieszyłam się wezwaniem mnie po imieniu, moją historią życia, a potem przychodziły Słowa: "Dotknijcie Mnie i przekonajcie się". Patrzyłam na niedowiarstwo uczniów, którym objawiał się Zmartwychwstały i byłam przygnębiona swoim niedowiarstwem. Pytałam: ile jeszcze musi się stać w moim życiu, żebym wreszcie uwierzyła i mogła z radością wyznać, że żyje we mnie Chrystus. Zastanawiałam się, dlaczego tak trudno przyjąć mi prawdę, że Bóg mnie kocha nawet wtedy, gdy sobie nie radzę. Pan dał mi światło. Całe moje życie było pełne wymagań, bym była samodzielna i samowystarczalna. To odkrycie wywołało wiele łez i żalu. Jedyne, co wciąż mi kołatało w sercu, to żeby oddawać wszystko Panu i tak też czyniłam.

Jezus mnie uzdrowił w sakramencie pokuty! Jedno ważne zdanie mojego spowiednika. Trzeba zmienić Osobę adoracji. Zamiast siebie i swoje słabości, adorować Boga i Jego miłość. Nagle przypomniały mi się wszystkie słowa ojca Joachima, że miłość Boga jest większa od moich słabości, że Bóg kocha mnie bezwarunkowo. Wieczorem pochyliłam się nad Psalmem 139 i wreszcie Bóg odkrył przede mną tajemnicę Słów: "sama ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie, a noc jak dzień zajaśnieje: <mrok jest dla Ciebie jak światło>". Dał mi poznać, że moje słabości są jak ta ciemność, którą On się nie zraża. On wszystko może przemienić w światło, bylebym tylko Mu to oddała! Wracałam z kaplicy radosna, choć jeszcze taka zaskoczona.

Ostatni dzień to było już dla mnie wielkie święto radości. "Łaska wesela i silnej radości z powodu tak wielkiej chwały i radości Chrystusa, Pana Naszego", którą w każdej medytacji ponawiałam za radą św. Ignacego, stała się moim udziałem.

Dziękuję Bogu za wielki dar - zobaczenie, że choć jestem na początku drogi, to jednak gdy będę szła z Chrystusem, nie zginę, bo On mnie podtrzyma, pomoże, poprowadzi dalej. Dziękuję też Bogu za dar ojców posługujących w Centrum Formacji Duchowej. Niech mój Pan i mój Bóg będzie uwielbiony na wieki!

 

Lidia
uczestniczka 4 tygodnia ćwiczeń ignacjańskich
28 XII 2010 - 5 I 2011

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl