O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Jak ewangelizować? Rozdawać duże i smaczne owoce pestkowe ...


Jak ewangelizować?
Rozdawać duże i smaczne owoce pestkowe
Dwa dni po drugim etapie

 

Napełniony po drugim etapie Lectio Divina łaską Bożą, (…) przeżywam go jeszcze i jakoś niektóre treści dopiero teraz powoli dojrzewają we mnie. Trawią mnie. A w moim sercu rodzą się różne pragnienia.

Przybyłem żałosnym wrakiem wspaniałej limuzyny stworzonej kiedyś dla mnie przez Pana. Bez karoserii, do podłogi czy ramy przymocowany był silnik pracujący na dwa cylindry, tylko trzy koła, z czego dwa bez powietrza. Zamiast fotela siedziałem na skrzynce po jabłkach. Wyjechałem znowu wspaniałą limuzyną, ze wspaniałą tapicerką, lśniącym lakierem, „podrasowanym” silnikiem i z działającą klimatyzacją. Chcę powiedzieć, że Miłość zawarta w Słowie stworzyła mnie na nowo, odnowiła moje człowieczeństwo, godność, relacje z Bogiem itd.

Myślę, że jestem w stanie inaczej popatrzeć na mogące nastąpić wokół mnie różne zmiany, np. odejście bliskiej osoby, komplikacje zdrowotne i różne inne tym podobne zdarzenia. Wszystko to, co nazywamy potocznie nieszczęściem, tragedią, przykrością, a co już z samej nazwy zakłada, że dotyka mnie krzywda, ból i żal.

Zrozumiałem, że Pan mnie nie krzywdzi. Nie zabiera mi niczego. Niczego mnie nie pozbawia. Nie karze mnie w ten sposób. On mnie niezmiennie i cały czas tak samo, absolutnie i bezgranicznie kocha. Rozumie mnie doskonale. Współczuje mi i cierpi razem ze mną, a może nawet jeszcze więcej niż ja. Ale stawia mnie w konkretnej życiowej sytuacji, bo może potrzebuje przekonać jeszcze kogoś do swojej miłości. Bo może moje świadectwo wiary w tą Jego miłość, ma kogoś przekonać, że ona jest-- istnieje. I że jest również dostępna dla niego. Może jest to potrzebne, aby ten ktoś uwierzył i zaufał Tej miłości. Bo jego wiara jest potrzebna, aby jak syn marnotrawny, mógł przyjść do strapionego i udręczonego jego odejściem Ojca, po Zbawienie. Potrzebny jest choć cień tej wiary. Dla tego cienia Jezus po ludzku mówiąc zrobił nadludzki wysiłek. Ale liczy też na moją pomoc. Liczy na mój współudział. Liczy, że może uda się obudzić choćby tylko krzyk zbłąkanej owcy. Liczy na to, że uda Mu się obudzić w zagubionej owcy choćby tylko cichutką nikłą nadzieję, nadzieję, że jeśli gdzieś naprawdę jest Ten dobry i wierny Pasterz, to może jakoś odnajdzie ją i uratuje. Być może tylko to już wystarczy. I być może tylko o to Panu chodzi, aby ten jeden człowiek, dał sobie tę jedną jedyną szansę. Może Panu chodzi o to, by tak stać się mogło przez mnie, tzn. aby mogło się to stać, choćby tylko dlatego, że będzie on tylko trochę zdezorientowany i zaniepokojony w swojej niewierze, przykładem mojej wiary i zaufania, moim słowem Bożej Miłości. A czy na drodze mojego nawrócenia nie było gdzieś takich ludzi? Czy nie było tam „cyrenejczyków” nie do końca świadomych swojej roli? A może i ja kiedyś z trudem będę powstrzymywał objawy dezaprobaty i buntu? Nie ulegam zwątpieniu i nie tracę Ducha, ale tylko Ty, Panie, znasz serce człowieka…

Zrozumiałem też, że jakiekolwiek dotykanie tematu Boga czy którejkolwiek z Osób Boskich, ich istnienia, tego czym są, relacji z nami, w rozmowach, które gdzieś przyjdzie nam prowadzić, musi być wyrażane „słowami życia” (miłości i nadziei) oraz być dodatkowo „opakowane” w całą Bożą Miłość do nas, jakiej potrafiliśmy kiedykolwiek doświadczać. A jeśli nasze ewangelizowanie byłoby systematyczne i stałoby się procesem, nie może być tylko zakazywaniem grzechu, ale powinno być jak bardzo duży i bardzo smaczny owoc pestkowy. Powinno pozwolić najeść się bardzo smacznie i na długo, a w rękach powinna pozostać twarda pestka, która będzie przypomnieniem tej uczty. Pestka ta kojarzyć się winna raczej ze wspaniałym smakiem i aromatem miąższu miłości niż z twardością i szorstkością jakiegoś przez Boga wypowiedzianego ograniczenia i czy Jego braku zgody na coś. Takie przecież było Boże wypowiedziane w raju przykazanie, przykazanie „rajskie”: wszystko jest wasze, a tylko z tego jednego drzewa nie jedzcie. Jeśli takiej ewangelizacji brakuje, to oddajemy Bożym sprawom „niedźwiedzią” przysługę.

Głęboko w serce zapadło mi stwierdzenie, że Boga należy szukać w codzienności, w moim „tu i teraz”, bo On „tu i teraz” jest, bo On moją codzienność ożywia i uświęca. A także, że we wspólnocie miłość jest ważniejsza od ewangelizacji. Prawdy zasłyszane, a teraz już jakby moje.

(Słowa te piszę nie tylko jako świadectwo dla innych, ale przygotowując niejako „konserwę” dla siebie na czas posuchy). Szczęść Boże wszystkim… z siostrą Justyną również.

 
Stanisław, 56 l
uczestnik rekolekcji lectio divina
7-15 lutego 2011
KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl