O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Jeśli zajmę się Słowem Bożym, Ono zajmie się moim życiem< ...


Jeśli zajmę się Słowem Bożym, Ono zajmie się moim życiem


Przez ostatnie kilka lat mocno doświadczam Bożego prowadzenia. Dlaczego dopiero teraz to tak wyraźnie widzę? Jest to łaska trwania w zgłębianiu Słowa. Zawsze byłam przeświadczona o tym, że moje życie zależy od Boga, że wszelkie doświadczenia są mi dane lub dopuszczone w jakimś celu, ale ta prawda była daleko od mego serca, ona była jedynie w mej głowie.

Piszę o tym, ponieważ coraz bardziej dostrzegam Bożą pedagogię względem mnie. Zawsze obecny i troskliwy Pan prowadzi mnie z delikatnością i niezwykłą cierpliwością. Kiedy jeszcze rok temu zadawałam sobie pytanie, co dalej, a we mgle moich myśli pojawiała się ta o lectio divina, to odpychałam ją jako nierealną. A Pan objawiał mi swoją miłość i czekał, jednocześnie obdarzając kolejnymi natchnieniami. Wkrótce stało się dla mnie oczywiste, gdzie zaprasza mnie Bóg. Wszystkie inne plany na ten czas runęły. Mogłam uczestniczyć w sesji „Dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba” organizowanej w ramach Szkoły Wiary, którą poprowadził o. Marko Rupnik SJ oraz ekipa z Centro Aletti w Rzymie i duszpasterze Centrum Formacji Duchowej. Dzięki gościnności ojców salwatorianów mogłam też pozostać w domu i poczekać na rekolekcje lectio divina. Cały czerwiec to było jedno wielkie oczekiwanie i uczucie przepełnienia taką nadzieją, jakiej nigdy dotąd nie czułam. Oto, jak Pan mnie prowadził.

Po sesji Szkoły Wiary jedna myśl przepełniała me serce – mam trzy domy! Dwa dał mi Pan odkryć już wcześniej: rodzinny – w Starym Mieście i duchowy – CFD w Krakowie. A oto teraz Słowo objawiło mi z całą mocą trzeci dom – niebieski! Czeka w nim na mnie miłujący Ojciec, który zesłał swego Syna, by mnie odkupił, przygotował mi mieszkanie, a teraz mnie doń prowadzi.

Z tą radością wchodziłam w lectio divina, wyciszona, ufna i pełna oczekiwań.

Najpierw dowiedziałam się, że moim kierownikiem duchowym będzie ks. Piotr, ucieszyłam się, bowiem bardzo cenię jego konkretne słowa, wiele razy wyprostowały mój sposób myślenia i patrzenia na Słowo, na życie… Potem przyszedł niepokój, zwyczajny lęk, że oto jestem w „miejscu” nie dla mnie, że będzie mi ciężko i że „miecz obosieczny” jest nade mną. Jedyne, co mogłam w tym stanie lęku uczynić, to kolejny raz oddać się Panu z ufnością.

W homilii podczas pierwszej Eucharystii uderzyły mnie słowa, które ks. Piotr przytoczył za abp Bruno Forte: „Czy jestem gotowa oddać Bogu Izaaka swego serca? Jeśli nie, to jestem biednym ateistą, który jeszcze nie poznał Boga”. Dopiero moja gotowość oddania wszystkiego tego, co kocham i tego, czego nienawidzę będzie moim prawdziwym wyznaniem Bogu miłości. W mym sercu kołatało jedno pytanie, czy mogę powiedzieć, że kocham Boga? Z pomocą przyszły mi kolejne zacytowane słowa, tym razem św. Faustyny, zapisane w Dzienniczku pod datą 10 X 1937: „Przez śluby oddałam Ci się cała, już nic nie mam, co bym Ci ofiarować mogła. — Jezus mi powiedział: Córko moja, nie ofiarowałaś mi tego, co jest istotnie twoim. Zagłębiłam się w sobie i poznałam, że kocham Boga wszystkimi władzami swej duszy; a nie mogąc poznać co jest, co nie oddałam Panu, zapytałam: Jezu, powiedz mi o tym, a oddam Ci natychmiast z hojnością serca. — Jezus rzekł mi z łaskawością: Córko, oddaj mi nędzę twoją, bo ona jest wyłączną twoją własnością” (Dz.1318).

Te słowa wytyczyły mi drogę moich rekolekcji – zapragnęłam całym sercem wyznać miłość Bogu.

W rozmowie usłyszałam słowa, że to Pan sam przychodzi i zanurza się w moim życiu, a ja nie muszę stawać na palcach, by Go zobaczyć. Przyszła myśl, że mam ufać, jak św. Faustyna, że Pan mi wskaże, co mam czynić, moim zadaniem jest otwierać się na Słowo i łaskę.

Najpierw usłyszałam słowa, że Ojciec upodobał mnie sobie, więc nie muszę niczego się bać. Obraz pustyni jeszcze niepokoił, ale powoli przyszła łaska pewności, że żadne lęki, słabości mnie nie pokonają, bo jest ze mną sam Zbawiciel. Zagościła we mnie zgoda na czas pustyni i wszystko, co Pan zechce mi dać.

Ciekawe, że tyle razy słyszałam na wcześniejszych rekolekcjach, jak ważne jest to, by kłaść się spać ze Słowem, które nazajutrz otworzy mój dzień, ale w domu czytałam Słowo dopiero rano, podczas przygotowania do medytacji. Tu wreszcie Pan odkrył bogactwo przeżyć związanych z wiernością Słowu. Przez ostatnie 3-4 lata pochylając się nad Słowem w porannej medytacji korzystałam z punktów przygotowanych przez ks. Krzysztofa Modlitwa Ewangelią na każdy dzień. Tak przyzwyczaiłam się do tej pomocy, że całkowicie się nią kierowałam. Tu w rozmowie ks. Piotr poradził mi, bym skupiła się na treściach, które mnie mocno poruszają, a wprowadzenia i punkty niech służą mi pomocą o tyle, o ile to konieczne. Ta rada pomogła mi zrozumieć, że istotnie oddalam się od Słowa, że ignoruję poruszenia serca dane mi przez Pana.

Kiedy przyszedł dzień rozważania męki i śmierci Chrystusa, doświadczyłam niezwykłej łaski. Najpierw zostałam mocno dotknięta słowami Jezusa z krzyża, pochodzącymi z Psalmu 22. Zagłębiłam się w cały Psalm, i moją duszę wypełniła niezwykła radość. Moimi stały się słowa: „ Od urodzenia Tobie jestem powierzony, od kolan matki Tyś jest moim Bogiem” (PS 22,11).Poczułam się taka szczęśliwa. Tego dnia dał mi też Bóg możliwość udziału w pogrzebie Jezusa, w owijaniu płótnem Jego Ciała i składania Go do grobu. Potem była bezsenna noc, podczas której martwiłam się swoim zmęczeniem i słabością następnego dnia. Nad ranem zasnęłam, by obudzić się zdecydowanie za wcześnie. Dopiero pochylając się nad Słowem o świcie zrozumiałam, że doświadczenie udziału w wydarzeniach paschalnych się nie skończyło. Niewiasty, które złożyły ciało Ukochanego do grobu z całą pewnością nie spały. One czuwały, by skoro świt iść zakupić wonności i namaścić ciało Pana, było to ok. 5:30. Droga poranna i wejście do grobu, gdzie kamień został odsunięty, to kolejne doświadczenie. I oto najbardziej radosne przeżycie: w grobie niewiasty słyszą orędzie zmartwychwstania. W najtrudniejszych chwilach mego życia, Bóg jest ze mną, by głosić, że Chrystus zmartwychwstał, pokonał śmierć i zło, że idzie przede mną do „mojej Galilei”, by we wszystkim mi towarzyszyć i mnie prowadzić!

Otrzymałam też kolejny bardzo cenny dar od Ojca, przyprowadził mnie z powrotem do Matki – mojej Przewodniczki. Jej cicha i stała obecność, Jej słuchanie Słowa, zachowywanie i rozważanie Go w swym sercu, stało się na nowo pragnieniem mego serca. Chcę, jak Ona nosić Słowo w swym sercu i zanosić Je moim braciom (bo „jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście” – Mt 23,8).

W rozmowie podsumowującej z moim kierownikiem duchowym wybrzmiała jeszcze jedna ważna dla mnie nauka: mam marzenia małe i duże. Ale moje patrzenie na świat różni się od patrzenia Boga. Boże „marzenia” względem mnie o wiele bardziej przekraczają moje marzenia. Moje oczekiwania związane z rekolekcjami lectio divina były maleńką kroplą w oceanie Bożej miłości i łaskawości dla mnie! I to jest piękne!

Od czasu rekolekcji minęły dwa miesiące. Zawsze starałam się dawać świadectwo obdarowania przez Boga tuż po powrocie, ale tym razem czułam, że ma być inaczej, że dopiero czas w „mojej Galilei” pokaże jeszcze większe łaski. Tak jest istotnie! Czas wieczorny poświęcony na czytanie Słowa i komentarzy (Modlitwa Ewangelią na każdy dzień służy mi jako jeden z komentarzy) sprawia, że po przebudzeniu Słowo jest w moim sercu i z nim zaczynam mój dzień. Widzę, ile spraw odchodzi na plan dalszy wobec Słowa. Prawdziwe stają się w moim życiu słowa tyle razy powtarzane przez ks. Krzysztofa: „jeśli zajmę się Słowem Bożym, Ono zajmie się moim życiem”.

Bogu niech będą dzięki za Jego prowadzenie, za tę hojność, której wciąż doświadczam. Ojcom Salwatorianom i siostrom Salwatoriankom dziękuję za ich życzliwość - ciepło i miłość biją z każdego ich słowa, gestu i czynu. Przychodzi mi do głowy Psalm 133, który oddaje w pełni to, co czuję będąc w Domu Centrum Formacji Duchowej:

Jaka radość i szczęście,
gdy bracia mieszkają wspólnie!
Jest to jak olejek wylany na głowę,
który spływa na brodę,
na brodę Aarona,
który spływa na skraj jego szaty.
Jest to jak rosa Hermonu,
która opada na Syjońskie wzgórza.
Tam właśnie PAN udziela błogosławieństwa,
i życia na wieki.

L.K.
uczestniczka rekolekcji lectio divina
30 czerwca – 8 lipca 2011
KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl