O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Drogę Piotra nazwałbym „Ewangelią słabości”


Drogę Piotra
nazwałbym „Ewangelią słabości”


Synteza dwóch lat. Rzeczywiście jest to synteza, która obejmuje nie tylko to co dostarczyła mi Szkoła Wychowawców Seminaryjnych, ale również to, co sam podjąłem z inspiracji Szkoły, co dostarczyło mi środowisko, w którym żyję, parafia, w której posługuję, ludzie, których spotykam, książki, które przeczytałem, przemyślenia, których dokonałem. Do tej podsumowującej syntezy chcę włączyć myśl Benedykta XVI, którego chętnie czytam, a również osobowość i przykład błogosławionego Jana Pawła II, którego na nowo, a w gruncie rzeczy po raz pierwszy głębiej, odkryłem dzięki wydarzeniu jego beatyfikacji.

Jeśli chodzi o syntezę, czyli ślad, jaki pozostawiła sama Szkoła Wychowawców na mojej osobowości i w mojej duchowości, to uwzględniam najpierw lectio divina, a następnie rolę superwizji i kierownika duchowego w czasie dwukrotnych rekolekcji. U początku Szkoły główną nadzieję pokładałem w warsztatach; u końca Szkoły wyznaję, że spełniły one moje oczekiwania. Nie natychmiast, lecz długofalowo. Dotarłem do innego, zdecydowanie lepszego kontaktu z ludźmi. Kończę jednak Szkołę z lectio divina jako przewodnikiem na dalsze dni mego kapłańskiego życia. Jak warsztaty dały mi orientacyjną mapę do wędrówki po nieodkrytych zakamarkach własnego serca i po trasach międzyludzkich relacji, tak lectio divina stało się przewodnikiem totalnym po życiu i przyszłości. Ufam, że tak będzie. Ufam, bo Słowo Boże jawi mi się jako niezawodny wskaźnik i probierz rzeczywistości.

W tej refleksji chcę dotknąć mojej drogi przebytej z Piotrem, przebytej w Szkole Wychowawców Seminaryjnych. Czyś nowym jest w moim doświadczeniu odczytywanie Ewangelii z perspektywy Piotra, z perspektywy jego oczekiwań, nadziei, zawodów i rozczarowań, z perspektywy możliwości, które są ograniczeniami i ograniczeń stających się miejscem działania łaski. Jak „Ewangelia Piotra” wpłynęła na moje życie? Dotknę zaledwie kilku zmian, które we mnie się dokonały.

POWOŁANIE. Pan i mnie powołał nad jeziorem. Razem ze mną powołał również mojego kolegę Jacka. W tym samym czasie powołał jeszcze trzech innych. Dziś jest nas pięciu kapłanów.

NAWRÓCENIE. To moje uporczywe chodzenie za sobą trwa tak długo. I to mnie zmęczyło; chcę już tego zaprzestać! Jak? Chcę oprzeć się na Tobie, Jezu! Z nadzieją wsłuchuję się w ostatnie wskazania lectio divina płynące w czasie Szkoły Wychowawców. Ja również zostałem „wybrany od dawna, od założenia świata”, abym uwierzył, abym się nawrócił, abym utwierdzał w wierze tych, do których jestem posłany. Kiedy koncentruję się na sobie – rozbijam, kiedy koncentruję się na osobie Jezusa Chrystusa – umacniam i gromadzę, kiedy ukazuję racje mojej ufności – utwierdzam.

MISJA: UTWIERDZAJ BRACI W WIERZE. Obym twardo stał na skale, a skałą jest Chrystus! Centrum mojej posługi nie są przecież moje wizje i moje potrzeby (potrzeba dobrego samopoczucia czy dobrego mniemania o sobie, uznania czy zaspokojenia oczekiwać itp.), które często dochodzą do głosu. Modlę się więc: „Panie, Ty wszystko wiesz”. Moją misją jest doprowadzenie innych do Chrystusa, jest odnowa wszystkiego w Chrystusie. Moją misją jest prowadzenie innych do poznania, ukochania i naśladowania Jezusa Chrystusa. Moja misja to utwierdzanie braci w wierze, aby i oni – utwierdzeni, gdy się nawrócą – jak Piotr, jak ja, mogli dalej utwierdzać swoich braci.

Dostrzegam dzisiaj to, że niezbędnym warunkiem spełnienia misji apostoła głoszenie Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego tam, dokąd poprzez narzędzie codzienności. Głoszenie siebie jest ewidentną przeszkodą misji! A On – mój Jezus – Apostoł Ojca Przedwiecznego mnie prowadzi. Obym tylko nie zapomniał o krzyżu i zmartwychwstaniu Jezusa! Obym nie zapomniał o Dobrej Nowinie oswobadzającej z kajdan niewoli tych, którzy w ciemnych celach, bez światła nadziei, czekają na wyrok śmierci! Dostrzegam dziś, że mam iść ze słowem nadziei (Norwid: „O, trzeba – bardziej niż chleba – Dobrej Nowiny”).

Odkryłem w czasie drogi przeżywanej z Piotrem, że nie tylko Paweł, ale i Piotr stał się apostołem pogan. A ziemia pogan jest moją codziennością. Dlaczego więc chcę z niej uciekać? Chrystus nie zawsze jest w centrum życia mojej wspólnoty. Jak mówił A. Cencini: „Trudny współbrat jest wyzwaniem do stania w postawie wolności. Jest tym, który sprawia, że Słowo Boże staje się twarde, wymagające, formujące jak dłuto rzeźbiarza zapuszczane w bryłę marmuru”. Tak, Piotrze! Uczysz mnie przyjmowania twardych słów o bezinteresownej miłości Boga i bliźniego. I ja, jak Piotr, otrzymałem nowe imię. Brzmi ono: „Apostoł Jezusa Chrystusa”: „Paweł” – na chrzcie; „Piotr” – utwierdzający w wierze – na bierzmowaniu.

„Modlić się swoją słabością”. Ja do tej pory modlę się swoimi pragnieniami. Jezus podejmując posłannictwo Apostoła Ojca Przedwiecznego podjął drogę modlitwy słabościami ludzkimi. Tą drogą szedł od dnia narodzin aż do śmierci na krzyżu i idzie dzisiaj drogą Kościoła prowadzącą przez dzieje ludzkie. „Naród kroczący w ciemnościach”, „a twoją duszę miecz przeniknie”, „usiłowali Go zabić”, „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią” i inne słowa. Aż „przyciągnę wszystkich do siebie”, bo niewątpliwie oddalenie od Boga – źródła życia i istnienia – jest największą słabością człowieka.

Jezus mówi Piotrowi „modliłem się za ciebie, aby nie osłabła twoja wiara”. Jezus modli się słabością Piotra, który jeszcze w sobie jedynie pokłada nadzieję. Wiedząc to, przyjmuję, że Jezus modli się również moimi słabościami, że wydobywa je na światło dzienne, że zna je po imieniu. Modlitwa słabościami ludzkimi jest obarczaniem się krzyżem drugiego. A „On wziął na siebie nasze słabości i dźwigał nasze choroby. A myśmy Go za skazańca uznali” – mówił Izajasz. A „On wziął na siebie grzechy wielu i oręduje za przestępcami” – to też słowa Izajasza. Jezus jest orędownikiem naszych słabości. Jest jedynym, który ukochał nasze „osierocone” słabości. Modlitwy ludzkimi słabościami przyjęły kształt krzyża, uformowały się w znak łączący niebo z ziemią. Nasze słabości rozsiane po ziemi stały się powodem zstąpienia na ziemię Miłości miłosiernej i utworzyły razem krzyż, na którym „sprawy ludzkie złączyły się ze sprawami Bożymi”.

A teraz i ja tak, jak Piotr po Golgocie i zmartwychwstaniu, chcę modlić się moimi słabościami. Chcę, by łzy moje spłynęły, by przerwały tamę mojej niewiary, tę tamę budowaną z dobrego mniemania o sobie. Bo przecież same jedynie pragnienia nie stanowią pełnej prawdy o moim życiu i powołaniu. Życie pragnieniami nie nakarmi zgłodniałego serca. Otwieram drugą księgę Ewangelii – Ewangelię słabości. Będę żył paschalnie. Będę spotykał się z ludźmi, z Bogiem i z sobą samym w słabościach. Jak nawrócony Piotr, jak nawrócony Paweł, jak nasz Pan Jezus Chrystus. Tego potrzebują również moi parafianie!

Tydzień po tygodniu, w Szkole Wychowawców, otwierały się przede mną strony „Ewangelii Piotra”. Po przeczytaniu strony opisującej Piotra dojrzałego w wierze, opasywanego i prowadzonego przez kogoś innego, poznałem, że prowadziły mnie one do poznania nazwy tejże Ewangelii. Drogę Piotra nazwałbym „Ewangelią słabości”. Ewangelia jest Dobrą Nowiną Jezusa Chrystusa, Syna Bożego. Piotr jest słaby i życie Piotra naznaczone jest słabością. „Ewangelia słabości” to słabość Piotra nawiedzona i przemieniona poprzez obecność Tego, którego Piotr rozpoznał tam, gdzie pójść zamierzał i tam, gdzie spotkać Go nie zamierzał.

Jestem wdzięczny za tę „Ewangelię Piotra”. Nie oczekiwałem, że ukaże mi ona również prawdę o mnie. Nie oczekiwałem, że otworzy ona w moim sercu to, co było zamknięte, co nie pozwalało mi stanąć w prawdzie o sobie i o Jezusie, który dokonuje swego dzieła pośrodku słabości – również mojej słabości.


ks. Paweł Pruszyński SAC
Szkoła Wychowawców WSD 2009-2011
KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl