O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Czuję się nawiedzona Słowem ...


Czuję się nawiedzona Słowem
 
 
 
Każdy dzień to jakby sen, nie daję wiary temu, co dzieje się w moim sercu i życiu. Co się stało? – pytam samej siebie.

Przyznam się, że jechałam na rekolekcje z ogromnym lękiem w sercu i wieloma pytaniami, tak bardzo ludzkimi: jak to będzie? czy uda mi się je dobrze przeżyć? w bliskości z Jezusem? Tym bardziej, że takie rekolekcje przeżywałam po raz pierwszy. Po prostu się ich bałam. Wniosek – chyba mało ufałam Jezusowi, mimo wielu modlitw o dobre przygotowanie się do tego ważnego czasu, wtedy jeszcze nie myślałam, że będzie to tak wyjątkowy czas łaski.

Ciągle jeszcze jakby trwam w śnie, co się dzieje, boję się jakby przebudzenia i następnego dnia, by nie stracić, raczej utrzymać te doświadczenia tamtego czasu, żywego spotkania ze Słowem. I pytam siebie, jak taki stan ducha utrzymać, by nie wracać do starego schematu?

Zazwyczaj za czytanym Słowem nie spotykałam nikogo ani niczego, co wpływałoby na moje życie, relacje, zachowania. Rekolekcje to był dla mnie czas trudny, mimo że jadąc na nie zakładałam z góry, że nie pozwolę się zmęczyć Jezusowi, tym bardziej sobie. I co?

Ważne, że pojawiło się pragnienie, by serce otworzyć możliwie szeroko na żywe Słowo. I Jezusowi udało się dotrzeć do mojego serca, za co Go uwielbiam i dziękuję całym sercem. Pozwoliłam zmęczyć się także Słowu, które dokonywało przewrotu w moim życiu, dotykało boleśnie miejsc, do których sama nie chciałam dotrzeć, bo tak mi było wygodniej – tłumacząc sobie, że to nic takiego strasznego. Wreszcie poczułam się bezradnym dzieckiem dopuszczając do siebie siłę dotyku Słowa.

Dziś jestem przekonana, że wciąż skrywałam furtkę do swojego serca, pozwalając by zarastała, bo nie chciałam świadomie dopuścić Jezusa, by serce uzdrowił. Narzekałam na brak pokoju serca także w czasie luksusu rekolekcyjnego, ale czy można było doświadczać pokoju serca, trwając w niewoli i nieprzyjaźni z Jezusem?

Dziś mogę powiedzieć z całym przekonaniem, że świadomie siebie więziłam i nie pozwalałam sobie na spotkanie z Jezusem w prawdziwej wolności. Im bardziej uświadamiam sobie tę niewolę, tym bardziej przeszywa mnie lęk, przed grzechem niewierności, bylejakości, płycizny duchowej, a przecież próbowałam siebie przekonywać do takiego łatwego stylu życia, czego dziś straszliwie się boję, boję się kolejnych wpadek niby niewinnych, a jakże bolesnych duchowo.

Wciąż Bogu dziękuję za Sakrament pojednania, który był cudownym dotknięciem mojego serca i wyrwaniem z niewoli, w którą sama się pakowałam. Jestem przekonana, że ten moment, na który bardzo czekałam, także w czasie rekolekcji, wskazał mi horyzonty nowego, pięknego, bo czystego życia. (…). To był ten moment wyjątkowy, aż trudno w to uwierzyć, że ten Sakrament pojednania był w moim życiu przełomowy i dzięki niemu doświadczyłam szczerej i prawdziwej relacji z Jezusem osobowym, ale także innej, nowej i mądrzejszej relacji międzyludzkiej, opartej o Słowo, widzącej wszystko poprzez Słowo Boże.

Rekolekcje podarowały mi nowe serce, a dzięki temu nowe spojrzenie na rzeczywistość, na siebie, owszem poczułam się kruchością, ale ukochaną i potrzebną, jeśli nie ludziom, to Jezusowi, i to jest cudowne. Dotąd lęk paraliżował moje wyjście do ludzi, w ogóle wysunięcie się, gdziekolwiek byłam czy robiłam, po prostu bałam się wszystkiego i wszystkich, dziś jakby nowa siła mnie popycha ze świadomością dla kogo daną rzecz robię. No, inaczej być nie mogło skoro wciąż towarzyszył mi lęk, by dobrze wypaść przed innymi. Teraz nadaję inny sens i cel temu, za co się zabieram.

Słowo mi towarzyszy nieustannie, nie daję sobie czasu na chore zastanawianie się, co inni pomyślą jak ocenią, czy nie odrzucą... Ten czas poświęcam na przebywanie ze Słowem i to jest cudowne… na pozbywanie się chorych myśli, które podsuwa pycha. Ale znów nachalnie ciśnie się pytanie, czy dam radę tak trzymać?

Siła Słowa jest niesamowita, wystarczy tylko pragnąć i przemiana serca się dokonuje. Wyraźnie doświadczam nowości w swoich zachowaniach, czym trochę jakby zadziwiam moje współsiostry. Bywa, że czuję się obserwowana przez innych, jakby nie dowierzają, co się ze mną porobiło. Ale tego nie da się ukryć, ani się nie staram, po prostu pozwoliłam sobie na bycie inną niż dotąd, a to może zdziwić nie tylko mnie, ale i wspólnotę, w której przebywam. Po prostu mam siłę na bycie inną i tego nie ukrywam, wręcz cieszę się bardzo i Bogu dziękuję za wielkie rzeczy, które mi uczynił w tych cudownych dniach, a właściwie odpowiedział mi na moje dość długie przedrekolekcyjne błaganie, by pomógł mi na nowo się narodzić duchowo - i nie odmówił.

Wstyd się przyznać, że po 25 latach życia w zakonie dopiero teraz pozwoliłam Jezusowi tak dosłownie i realnie się dotknąć. Teraz rozumiem, że ktoś, kto nie doświadczył duchowych przeżyć ze Słowem, nie rozumie tego, czym tu się dzielę, owszem kiedyś i ja do nich należałam, myśląc że to, co od innych słyszałam, to tylko takie gadanie… to była dla mnie taka magia czarna. Mam ogromną potrzebę dzielenia się, ale z drugiej strony, boję się, by nie być odebraną, jak nawiedzona, bo tak bywa. Rzeczywiście czuję się nawiedzona Słowem, ale inaczej niż inni odbierają i z tego się niezmiernie cieszę. To jest nawiedzenie – spotkanie z KIMŚ ŻYWYM w Słowie i poprzez Słowo.

Uwielbiam Boga, że pozwolił mi stać się innym nowym człowiekiem ze świeżym spojrzeniem i świeżymi pragnieniami, by Jezusa kochać bardziej niż dotąd w realiach codziennego zmagania się z rzeczywistością, ale z nową siłą. Słowo stało się dla mnie lustrem, w którym mam ogromną potrzebę się przyglądać, konfrontować, badać. To co we mnie tak bardzo ludzkie, uparte, straszliwie oporne – w obliczu Słowa wszystko mięknie, staje się jakby modeliną, która daje się formować według wskazań Słowa.



siostra zakonna
uczestniczka rekolekcji lectio divina
rok 2011
KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl