O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Robiłam tylko jedną medytację dziennie ...


Robiłam tylko jedną medytację dziennie


Centrum Formacji Duchowej w moim życiu? Ma prawie tyle samo lat, co moje uporczywe chorowanie, rozpoczęte w 1996 roku pęknięciem naczyniaka w mózgu, operacjami i całym szeregiem komplikacji, które trwają do dzisiaj. Stało się duchowym domem, towarzyszem, źródłem duchowego pokarmu, stałym punktem odniesienia.

Pierwszy raz zobaczyłam plakat CFD zapraszający na rekolekcje i sesje jesienią 1997. Pomyślałam wtedy, że to nie dla mnie, bo nie mam na to sił. Ale moja mama, która rok wcześniej odprawiła rekolekcje ignacjańskie, zobaczyła tu dla siebie szansę na kontynuację tej drogi. I tak faktycznie się stało. A później Centrum zagościło na stałe w naszym życiu. Oczywiście, na miarę moich skromnych sił, które pozwaliły mi na udział w całej sesji chyba tylko ze dwa razy w całej historii, kilka razy wysłuchałam pojedynczych konferencji, częściej przychodzę na samą Mszę, a najczęściej korzystam z nagrań. I to ostatnie – nagrania CD - to moja droga z Centrum. Mam pokaźną fonotekę, a słuchanie konferencji to duchowe ładowanie akumulatorów. Nie tylko moich, gdyż pożyczam i obdarzam nagraniami różnych spotykanych ludzi. Najbardziej czuję, że taka „działalność” ma sens, gdy wysyłam sesje do Warszawy, do siostry urszulanki chorej na stwardnienie rozsiane, która jest zupełnie spraraliżowana, prawie wcale nie może mówić, ale  w ciągu ostatnich kilku lat na bieżąco słucha sesji. Przesłuchała ich już 16 (!), a dołączają się do niej również inne siostry.

Pod koniec 1999 roku, gdy wychodziłam z ciężkiego kryzysu pooperacyjnego, zaświtała mi myśl: nie mogę wziąć udziału w sesji, bo jej rytm jest dla mnie zbyt intensywny, ale może mogłabym odprawić rekolekcje ignacjańskie w jakiejś okrojonej wersji. Pomysł odprawienia  ćwiczeń duchowych według św. Ignacego chodził za mną jeszcze przed chorobą, ale jakoś wtedy nie udało mi się tego sfinalizować. Teraz wydawało się to jeszcze bardziej szalone, ale… „Z mojej strony ok - powiedział kierownik duchowy - ale zapytaj o zgodę lekarza”. Lekarz, o dziwo, zgodził się. Tak więc na przełomie roku, czując się już znacznie lepiej, przystąpiłam do odprawienia pierwszego tygodnia rekolekcji ignacjańskich. Panu Bogu nie przeszkadzało to, że robiłam tylko jedną medytację dziennie, że nie chodziłam na spotkania wprowadzające (bo punkty do medytacji podawał mi mój kierownik), nie było mowy o jakichś dodatkowych modlitwach. Każdego dnia otwierało się przede mną Słowo, otwierały się zakamarki pamięci pozwalając poznawać siebie i rozumieć własne życie, nawet spacer stawał się kontynuacją medytacji. Trwałam w pokoju i radości. „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.

A Pan Bóg działa i posługuje się tym, co powstaje w Centrum! Znajoma mojej mamy, pani Danusia, zaraziła się od nas modlitwą Słowem Bożym, „wsiąkła” w to po uszy, a później odprawiła 250 km od Centrum rekolekcje Lectio divina ze św. Janem (choroba uniemożliwia jej przemieszczanie się, ale to Panu Bogu nie przeszkodziło!). Dostała od mojej mamy książkę ks. Krzysztofa Wonsa „Trwać w Jezusie. Rekolekcje ze św. Janem” i stała się ona stałą towarzyszką jej życia. Przestudiowała ją już dobrych kilka razy i cały czas do niej wraca. Niedawno przeszła poważną chorobę nowotworową, a cała rodzina wychodziła ze zdumienia nad jej dzielnością: ma silną nerwicę lękową, ale na czas choroby wszystkie lęki zniknęły zupełnie! Któregoś dnia, na samym początku i jeszcze przed dziagnozą, w czasie modlitwy usłyszała: „Ty słuchaj, a ja zajmę się resztą”. I rzeczywiście, Pan Bóg zajął się wszystkim, ona tylko miała się modlić (słuchać), ufać i cierpliwie znosić cierpienie. I udało się. Z choroby wyszła.

Centrum to droga do pogłębienia relacji ze Słowem Bożym. Sesje biblijne, tacy wykładowcy, jak ks. Gianfranco Ravasi, o. Innocenzo Gargano, ks. Krzysztof Wons, ks. Alessandro Pronzato, ks. Waldemar Chrostowski – wszyscy oni otwierają nieskończone horyzonty Słowa, sprawiają, że „Scriptura crescit cum legente”, Słowo wzrasta z czytającym, jak powiedział jeden z Ojców Kościoła. Czuję, że tak jest faktycznie, że moje spotkania z codzienną Ewangelią, która przecież w warstwie tekstu jest wciąż taka sama, są coraz to inne, że ta droga nie ma końca, że skończy się dopiero Tam, po Drugiej Stronie, kiedy Słowo stanie się widzialne i dotykalne bez zasłony liter.

 

Aneta
uczestniczka ćwiczeń ignacjańskich

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl