O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Słowo - murem ochronnym dla mojego kruchego człowieczeństwa


Słowo - murem ochronnym
dla mojego kruchego człowieczeństwa

 

Słowo wyzwoliło mnie z samowystarczalności, z zarabiania na swoje dobre samopoczucie? Czuję się coraz bardziej zależna od Słowa, doświadczając mocy Słowa. Doświadczenie bliskości Słowa, daje mi poczucie bezpieczeństwa. Czuję się ogarnięta Słowem, które jest jakby murem ochronnym dla mojego człowieczeństwa kruchego i popękanego. Słowo mnie scala, wlewa Ducha, który porywa do coraz ściślejszej zażyłości z Jezusem w Jego Słowie.

Ewangelia dzisiejszej III Niedzieli Wielkanocnej, szczególnie zmobilizowała mnie, by zastanowić się nad moją miłością, aczkolwiek, dość często zastanawiam się nad moją pierwotną miłością, pragnąc odnowić swój zapał i gorliwość. Przyznam szczerze, nie mam ochoty wracać do początków mojego powołania i związanej z nim miłości, a to dlatego, że tamta miłość nie rozpaliłaby mnie na dalszą drogę. Może smutne to, ale prawdziwe.

Moją pierwotną miłością był moment pierwszego etapu rekolekcji lectio divina, wtedy ożyła i odżyła moja miłość, a może dopiero zrodziła się ta pierwsza, bo głębsza, szczersza, bardziej odpowiedzialna przed Bogiem i ludźmi.

Przyznam, że od dwóch lat, czyli mojego pierwszego etapu rekolekcji lectio divina, poważniej traktuję Boga Trójjedynego w moim życiu. Przekonuję się, że im poważniej traktuję Boga, tym Bóg staje mi się bliższy, obecny w codzienności, w tym wszystkim co podejmuję, myślę, pragnę, czuję.

Im bliżej jestem Słowa, tym wyraźniej czuję się przeniknięta przez Ducha. Słowo uczy mnie otwierać serce na Ducha, który mnie ogarnia, daje natchnienia, prowadzi po drogach szarej codzienności, obdarowuje nowym słuchem, bym słyszała wyraźniej pragnienia, którymi mnie obdarowuje i pozwala odróżnić dobre od złych. Dotąd to nie było dla mnie tak oczywiste. Bywało, że dobro ze złem się plątało.

Czas do momentu rekolekcji, czyli ponad 20 lat, niby był czasem dobrym. Wtedy tak mi się wydawało. Dziś muszę powiedzieć, że było to jałowe kroczenie za Jezusem, ale bez świadomego, tu i teraz, przeżywania życia z Jezusem. Rekolekcje pomogły mi poczuć troskliwość Jezusa o moje wewnętrzne popękania. Tej prawdy nigdy tak osobiście i dosłownie nie przeżywałam, jak obecnie. Każdy dzień rodzi w sercu wielką wdzięczność względem Boga, który posyła Anioła zwiastującego mi ogromną troskę BOGA OJCA o mnie, o moją każdą chwilę życia i powołania.

Dziś z większą odpowiedzialnością wyznaję moją miłość do Jezusa, która jest realna, a nie tylko ozdobiona pięknym słowem. Dziś wierzę głębiej, że mój trud nie jest obcy Bogu, że w swoim czasie zaowocuje. Wierzę, że sam Bóg troszczy się o owoce moich wysiłków i zmagań, szczególnie kiedy ze swojej strony robię wszystko, by pozwolić Bogu dotrzeć do swojego wnętrza, szczególnie kiedy ja nic nie potrafię zrobić, jak tylko zepsuć.

To czas rekolekcji, pomógł mi pokochać milczenie, nie to zewnętrzne, ale wewnętrzne, które pozwala mi usłyszeć Ducha Świętego, Jego natchnienia wynikające ze Słowa. Łatwiej mi rozeznać czas, w którym Duch Święty, jakby się "dobija" do mojego serca, dając mi do zrozumienia, iż pragnie działać na swój sposób.

Przekonuję się, że im bardziej otwieram się na Ducha Świętego, tym łatwiej otwieram się na współpracę z łaską i wewnętrzną przemianę, która dokonuje się bez większych starań. To jest też moment ukazujący moc działania Bożego. Wiele się nie napracuję, jeśli otworzę wnętrze i to, co się w nim mieści, to Bóg dokonuje reszty.

Wiele lat zmarnowanego czytania Słowa Bożego pokazały mi, jak szybko można wybudować na piasku i łatwo się pozbyć tych niby pięknych budowli, co często prowadziło do duchowych rozpaczy czy długotrwałych cierpień duchowych. To było okropne.

Obecny czas, nieustannie życie lectio divina, prowadzi mnie do Słowa, budzi głód słuchania Słowa i budowania na Skale, pozwala też wypełniać Słowo na miarę zrozumienia, w czym także pomagam sobie komentarzami, które otwierają oczy jeszcze szerzej, by dostrzegały wołanie Słowa i otwierają serce, by Słowo mogło się zakorzenić i rosnąć wyłącznie na chwałę Pana i pożytek mojej duszy.

Obserwując siebie widzę, że im bardziej Słowo ma dostęp do mnie, tym bardziej mnie umacnia, czyni "twardą" i niewzruszoną na wszelkie uderzenia z zewnątrz. Mam na myśli czyjąś powierzchowność, miernotę czy niedojrzałość, z których często wynikają niezrozumienie, ironia, lekceważenie. To wszystko dziwnie odbija się ode mnie i mnie nie rani, a wręcz budzi w moim sercu pożałowanie dla tych, które się wikłają w takowe słabości. Dziś powiem, że szkoda na to czasu, który okazuje się być tak cenny. Kiedy naderwane zostają moje relacje ze Słowem - myślę o czasie zaniedbanym na bycie ze Słowem, na czytanie, słuchanie i rozważanie - wtedy staję się wątła i czuła na wszelkie wspomniane uderzenia z zewnątrz, które potrafią boleć. Ale to jest sygnał, by szybko reagować i powrócić do Słowa.

Pokochałam, a raczej rozkochałam się w rekolekcjach lectio divina, które podarowały mi nowe życie z Bogiem, w Bogu i dla Boga, w świetle Jego Słowa. Niech Bóg będzie uwielbiony za każde dobro, które zrodził czas trzech etapów rekolekcji lectio divina.

N.N.
uczestniczka rekolekcji lectio divina
rok 2013

Publikacje z okazji 15-lecia CFD

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl