O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ukrzyżowany również za nas, został umęczony i pogrzebany. I z ...


SZKOŁA WIARY
„Ukrzyżowany za nas, został umęczony i pogrzebany.
I zmartwychwstał dnia trzeciego”
30 maja – 2 czerwca 2013

 T E K S T Y   H O M I L I I
wygłoszonych w czasie sesji

---------------------------------------------------------------------

Skupieni na swoim „niewiele”, nie odkrywamy Jezusa
homilia - uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, 30 maja 2013 r.
Rdz 14, 18-20; Ps 110, 1-4; 1 Kor 11, 23-26; Łk 9, 11b-17

W dzisiejszą uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej wrócił mi w pamięci obraz dla mnie bardzo ważny. Kilka lat temu byłem na polach lednickich z posługą tym, którzy się tam gromadzili - wiemy doskonale, jak wielka jest to liczba osób. Podczas Eucharystii, gdy udzielałem Komunii św., z każdą chwilą docierało do mnie, że Komunii św. mi zabraknie, nie przerywałem jednak komunikowania. Przeszedł niestety taki moment, kiedy moje obawy się zrealizowały: „zabrakło” mi Pana Jezusa. Spojrzenia osób oczekujących mówiły bardzo wiele. Z jednej strony poczułem się otoczony osobami, które bardzo pragnęły Jezusa, a z drugiej strony, właśnie w tym momencie, poczułem wielką bezradność, bo nie mogłem im Go dać. „I co teraz będzie, proszę księdza?” - padło pytanie. „Poczekajcie tutaj, a ja pójdę po Ciało Pańskie i przyniosę” - odpowiedziałem, choć wówczas nie miałem absolutnej pewności, czy będzie taka możliwość. Na szczęście tak się stało. Kiedy te osoby doświadczyły spotkania z Jezusem w Komunii św., ich spojrzenia  wiele mi wówczas powiedziały.

Moi kochani! Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały nadal chodzi po drogach świata. W darze swojej wędrownej obecności pielgrzymując wkracza na drogi kolejnych osób, które otwierają się na Jego miłość. To On budzi wiarę w sercach ludzkich, rozbudza nadzieję, rodzi piękną miłość, pociesza i uzdrawia. Jest niestrudzonym wędrowcem. Doświadczamy tego, każdy i każda z nas, również w naszym życiu. Jego obecność jest cicha i pokorna, nigdy się nie narzuca. On i tylko On zna tajemnicę ludzkiego serca i wie, kiedy i w jaki sposób wyjść temu sercu naprzeciw. On i tylko On zna ludzkie serce i wie, co w nim jest, i jak to serce nakarmić. A nasze serca tak bardzo podobne są do serc tych, których dzisiaj widzimy zgromadzonych wokół Jezusa. Na kartach Ewangelii czytamy, że było ich bardzo dużo. Być może wielu wśród nich było takich, którzy przyszli na spotkanie z Jezusem po raz pierwszy. Nie brakowało z pewnością takich, którzy już kiedyś Go spotkali, a teraz przyszli do Niego z konkretną chorobą czy z konkretnym problemem. Słyszymy, że Jezus mówi im o Królestwie Bożym, czyli o swoim Ojcu. Swoim słowem  uzdrawia i zaprasza do podjęcia drogi z Nim. Zaprasza do podjęcia drogi wiary, bo wie, że tylko na drodze wiary w Boga człowiek może doświadczać nasycenia serca i tym sercem się dzielić. Do tego zaprosił wówczas swoich uczniów oraz obecne tam tłumy. Do tego zaprasza też każdego z nas.

Podczas kolejnej Szkoły Wiary, Jezus przychodzi ze swoim pokarmem do nas. I tylko On wie, co jest w naszych sercach,  tutaj na tym „pustkowiu”. Tylko On wie, jaką pustkę przywieźliśmy tu ze sobą. Tylko On wie, jakiego pokarmu potrzebujemy. Uczniowie, a wraz z nimi i my, zostajemy zaproszeni do uczynienia kolejnego kroku na drodze wiary.

Z pewnością Jezus mógł sobie poradzić sam z głodem owych tysięcy ludzi, ale On zaprasza uczniów do współpracy. Zaprasza wspólnotę uczniów, bo chce, by Jego miłość była przeżywana przez wspólnotę i we wspólnocie. Jezus chce karmić również nasze serca i chce, by to dokonywało się we wspólnocie i przez wspólnotę, w której się gromadzimy. Uczniowie widzą, że nie są w stanie zaradzić zaistniałej sytuacji. Jezus mówi: „Wy dajcie im jeść! Wy dajcie im jeść!”. To zadanie bardzo trudne. Choć pamiętamy, że uczniowie przecież niedawno wrócili ze swojej misji, w czasie której mocą Jezusa uzdrawiali chorych, wypędzali z ludzkich serc złe duchy. Doświadczyli więc, jak wielką moc ma wiara w Jezusa i jak wielkim jest to, co otrzymali. Tym razem jednak mówią do Jezusa: „Odpraw ich, bo my sobie nie poradzimy!”. My również często sami nie potrafimy sobie poradzić z trudnymi wyzwaniami na drodze wiary, ale w łączności z Jezusem zawsze jest inaczej. Kiedy zaczynamy słuchać Jezusa, rzeczy niemożliwe stają się możliwe, choć nie dzieje się to może od razu. Jezus, kiedy zaprasza nas do trudnej drogi wiary, przede wszystkim zaprasza, abyśmy nie skupiali się jedynie na tym, co sami z siebie potrafimy.

Zapominamy o Tym, który nas zaprasza. Próbujemy czynić coś na własną rękę i z reguły nam to nie wychodzi. Jezus tymczasem mówi: „Wy dajcie im jeść”. I często jest tak, jak w przypadku uczniów z dzisiejszej Ewangelii, stajemy z tym, co mamy, z jakimiś drobiazgami; bo to, co mamy, to często rzeczywiście są jakieś drobiazgi. Dziękujmy jednak Bogu, że mamy owe drobiazgi, że mamy tę kruchą wiarę, tę kruchą nadzieję, tę kruchą miłość. Dziękujmy za to! Mamy jeszcze dużo takich nieodkrytych chlebów i ryb, które w tych dniach Jezus nam pokaże. Jemu wystarczy to niewiele, które oddamy do Jego dyspozycji. Wystarczy Mu, że chcesz Go słuchać, że chcesz zrobić następny krok na drodze wiary. Wystarczy, że przyniesiesz Mu tę kruchą wiarę i nadzieję, tę czasem tak nikłą miłość. Jemu to wystarczy! On błogosławi każdemu z nas, On bierze te dary, błogosławi je i powoli  dokonuje cudu rozmnożenia w nas i przez nas. To On! A my potrzebujemy tylko jednego, by przyjść z tym, co mamy do Niego i Jemu to powierzyć. Nie liczmy jedynie na siebie i na to niewiele, co sami możemy. Bez Niego niewiele możemy albo nic!

W czasie tych dni modlitwy i refleksji prośmy o taką zdolność słuchania Jezusa, byśmy mogli robić następne kroki na drodze wiary, aby On nieustannie mógł w nas i przez nas dokonywać cudów przemiany i by mógł z naszym udziałem karmić tych, do których wrócimy. Wszyscy tworzymy jedno Ciało Jezusa Chrystusa, Kościół. Wyjeżdżając stąd, będziemy tworzyli żywą procesję, w której niesiony będzie Jezus, aby ten, kto stanie głodny na naszej drodze, mógł zostać nakarmiony. Nie garbmy się przed Jezusem, że to jest niemożliwe, że mówmy: „to nie ja”, „ja nie dam rady”! Jezus nas wybrał i wie, czego w Nim i z Nim możemy dokonać.

A Ty, drogi Bracie, który stajesz między nami i sprawujesz tę prymicyjną Najświętszą Ofiarę, popatrz, jaki masz na sobie ornat. Z przodu kielich, a nad nim wizerunek Serca Jezusa i spadające krople Krwi, a z tyłu jest Hostia. Życzymy Ci, aby Twoje życie było jak Eucharystia!

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

Jej plany i wizja Boga pogrzebane, a Ona zmartwychwstała!
homilia - święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, 31 maja 2013 r.
So 3, 14-18; Iz 12, 2-6; Łk 1, 39-56

Wczytując się w dzisiejszą Ewangelię bardzo szybko zobaczyłem związek między wydarzeniem w niej opisanym a wydarzeniem tych dni, w których uczestniczymy. Przypomniała mi się myśl, od której Michelina rozpoczęła naszą drogę, że Ojcowie Kościoła prawie nic albo niewiele mówią o zmartwychwstaniu. Zaraz potem jednak dodała, że kiedy czyta się ich teksty, wtedy nieustannie spotyka się Zmartwychwstałego. A więc jest różnica między mówieniem o zmartwychwstaniu i spotykaniem Zmartwychwstałego. Prowadząca wspomniała też o herezji, jednej z wielu, rozwijającej się od samego początku chrześcijaństwa, która jednak niestety wydaje się nie starzeć i jest ciągle dzisiejsza, a mianowicie o herezji, według której Chrystus zmartwychwstał (i owszem), ale poza naszym ciałem, gdzieś tam, właściwie nie wiadomo gdzie i nie wiadomo, kim jest. Pomyślmy, jak bliskie jest nam to niebezpieczeństwo! Możemy śpiewać „Alleluja”, możemy słuchać o Zmartwychwstałym i mówić o Nim w dobrze zabezpieczonej liturgii, i w ogóle nie spotykać Go w codzienności, ani we własnej historii, ani w historii tych, z którymi na co dzień żyjemy. Mówię o tym, bo gdy zacząłem czytać dzisiejszą Ewangelię uświadomiłem sobie łaskę, w której wszyscy uczestniczymy. Jako ochrzczeni zostaliśmy zanurzeni w śmierci i w zmartwychwstaniu Chrystusa i z łaski Pana mamy oczy i serce paschalne. I dzięki temu, kiedy czytamy dzisiejszą Ewangelię, czytamy ją z perspektywy Zmartwychwstania Jezusa.

Czytając dzisiejszą Ewangelię uświadomiłem sobie, że u początku Kościoła jest ktoś, kto jako pierwszy, rzec można, pomaga nam spotkać Zmartwychwstałego, chociaż dopiero „prorokuje” o wydarzeniu Zmartwychwstania. Tą osobą jest Maryja. W Niej pierwszej już teraz, w momencie Nawiedzenia, niejako widzimy Zmartwychwstałego i możemy przeżywać doświadczenie zmartwychwstania. W jaki sposób? Jak to rozumieć? - ktoś zapyta. Przecież Jezus jeszcze się nie narodził, Maryja jeszcze Go nie położyła w żłobie, jeszcze nie była pod krzyżem, jeszcze nie widziała pustego grobu!

Opis wydarzenia nawiedzenia w Ewangelii św. Łukasza rozpoczyna się od słów, których nie ma w lekcjonarzu: „W TYCH [TAMTYCH] DNIACH Maryja wybrała się w drogę i spiesząc się poszła w górskie okolice, do pewnego miasta judzkiego…” (Łk 1, 39 - wg tłum. Pismo Święte Nowego Testamentu i Psalmy, Edycja Świętego Pawła). Co oznacza sformułowanie: „w tych [tamtych] dniach”? W jakich dniach Maryja wyruszyła do swej krewnej Elżbiety? Opis poprzedniej perykopy Łukasz Ewangelista zakończył informacją: „Wtedy odszedł od niej anioł” (Łk 1, 38b). Chodzi więc o dni, w których w życiu Maryi dokonało się Zwiastowanie. Pomyślmy o niej, prostej kobiecie, dziewczynie, a nawet dziewczynce (mogła mieć kilkanaście lat). Jest w domu, pracuje, pot na jej czole, ubrudzony fartuch, zapracowana… I przychodzi doświadczenie spotkania z aniołem, który do Niej przyszedł. Pośród szarej codzienności, w pośrodku pracy, ma doświadczenie mistyczne. Jej doświadczenie spotkania z aniołem wcale nie musiało mieć nic wspólnego z jakąś duchową ekstazą.

Dziś, po raz pierwszy, nazwałem sobie Zwiastowanie „umieraniem” Maryi. Maryja bowiem, jeśli chce naprawdę usłyszeć i być posłuszną słowom anioła, musi pogrzebać swoje plany i zamiary, musi pogrzebać swoje zaplanowane już z Józefem życie. Trzeba nawet powiedzieć więcej i mocniej, że Maryja, jeśli chce usłyszeć słowa anioła i za tymi słowami pójść, musi pogrzebać swoją wizję Boga i Jego działania: swoją wizję Boga wszechmocnego, Pana historii, który objawia się na górze Synaj, który objawia się wśród grzmotów, a wtedy drży cały kosmos. Teraz ona słyszy, że ma stać się Matką Boga, a to znaczy, że Ten, który jest Nieogarniony, ma spocząć w Jej łonie. Czy rozumiemy, jakiej „śmierci” doświadcza Maryja? Wydaje się, że jest to jedna z najważniejszych, jeśli tak rzec można, „śmierci”, która musi się dokonać w naszym życiu duchowym. Musimy pozwolić na to, aby umarła nasza wizja Boga, który objawia się wedle naszych oczekiwań, który przychodzi zgodnie z naszymi planami. Trzeba, by umarła nasza wizja Boga, o którym, owszem, czytamy w Biblii, ale którego niestety nie słyszymy, bo słyszymy ciągle tylko nasze myśli i widzimy tylko nasze plany. Maryja w momencie Zwiastowania naprawdę „umiera”. Moment, w którym mówi „fiat”, to moment, w którym pozwala na to, aby jej zaplanowane życie umarło i zostało złożone w grobie. W ten sposób Maryja jakby prorokuje o drodze Tego, z którym przejdzie całą historię swego życia. On przyjdzie, jako kruchy człowiek, Maryja złoży Go jako niemowlę w żłobie, a potem będzie stała pod Jego krzyżem i nie przestanie wierzyć, jak dziś słyszymy w ust Elżbiety, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana.

Maryja mówi „fiat” i w tym samym momencie, w którym umiera, zmartwychwstaje. Teraz możemy wziąć do ręki tekst dzisiejszej Ewangelii i rozpocząć jej czytanie. Bardzo lubię czytać przekład o. Innocenzo Gargano. My, korzystając z przekładu Biblii Tysiąclecia, czytamy: „Maryja wybrała się z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy…”, a ojciec Gargano zwraca uwagę, że Ewangelista Łukasz w tym zdaniu korzysta ze słowa, którego użyje także wówczas, gdy będzie pisał o zmartwychwstaniu Chrystusa. Włoski kameduła tłumaczy to zdanie w ten sposób: „POWSTAWSZY ZAŚ [Z MARTWYCH] Maryja, w tych dniach pośpiesznie pobiegła w góry z gorliwością [z pośpiechem] do miasta w Judei …” (I. Gargano, Lectio divina do Ewangelii św. Łukasza (1), Kraków 2001, s. 75). Próbowałem drążyć w tym określeniu „z pośpiechem”. Pomyślałem, że to znaczy: Maryja zachowuje się jak ktoś, kto jeszcze nie rozpoczął drogi, bo trzeba najpierw poczynić przygotowania, ale myślą już jest tam, gdzie jest cel drogi, już myśli o tym miejscu, do którego ma dojść. Maryja po Zwiastowaniu, kiedy pozwoliła, by pogrzebane zostały Jej plany i Jej wizja Boga, zmartwychwstała. Dlatego dzisiaj nazywamy Ją Najświętszą.

Gdzie się wybiera Maryja „powstawszy zaś [z martwych]”? Dokładnie tam, gdzie wybierać się będzie całe życie Jej Syn: do Judei. Maryja wybiera się tam, gdzie będzie Jego grób i tam, gdzie On zmartwychwstanie. Oto Maryja Paschalna, Dziewica i Matka, „prorokująca” nam swoim życiem o śmierci, pogrzebie i zmartwychwstaniu Jezusa. Jej życie bardzo szybko objawia się jako paschalne. Dzieje się to już w domu Elżbiety, bo kiedy tylko weszła do domu swej krewnej, ów dom wypełnił się radością. A kto jako pierwszy przeczuwa ową paschę zmartwychwstania? Czyni to ten, który jest w łonie Elżbiety, które było dotąd jak grób. Elżbieta była przecież staruszką i po ludzku nie było możliwe, aby poczęło się w niej życie. Zauważmy, że właśnie w tym miejscu, które dotąd wydawało się grobem, rozpoczyna się taniec życia. Dzieciątko w łonie Elżbiety podskakuje z radości, tańczy, a radość z łona Elżbiety rozprzestrzenia się już nie tylko na jej dom, ale na Judeę i na cały świat. Tak, iż również my dzisiaj możemy uczestniczyć w radości tej paschy.

Prośmy gorąco Maryję, aby w naszym życiu mógł się objawić Zmartwychwstały. Ale to oznacza również, że trzeba nam Ją prosić także o to, aby wypraszała nam łaskę, byśmy potrafili umierać dla naszych planów, dla naszych potrzeb, dla naszych wizji Boga. Zakończę przywołaniem w pamięci rzeźby, którą mam często przed oczami, kiedy rozważam wydarzenie Zwiastowania. Chodzi o Pietę Michała Anioła. Myślę, że większość z nas, albo nawet wszyscy, mieliśmy okazję oglądać to dzieło na własne oczy. To, co mnie nie przestaje uderzać w genialnej rzeźbie Michała Anioła, to twarz Maryi, która jest twarzą młodej dziewczyny z dnia Zwiastowania. Maryja zapewnia nas swoim życiem, że jeśli pozwolimy słowu Boga, aby uśmierciło w nas to wszystko, co nie jest Boże i co nie jest Bożym planem, będziemy zawsze młodzi, tak jak Ona. Bo Bóg jest zawsze młody, zawsze nowy, jak każde Jego słowo, którym teraz, również w tej Eucharystii, chce zmieniać nasze życie, byśmy zmartwychwstali.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

Światu trzeba przyjaciół mądrości, która rodzi się w Sercu Bożym
homilia - sobota ósmego tygodnia zwykłego, 1 czerwca 2013 r.
Syr 51, 12-20; Ps 19, 8-11; Mk 11, 27-33

Dzisiaj jest Dzień Dziecka, Międzynarodowy Dzień Dziecka. Wpatrując się w Wasze twarze domyślam się, że nie dostaliście z tej okazji żadnych prezentów. Ja też nie dostałem, bo… prezenty są dla grzecznych dzieci. Może za rok, a tymczasem mamy dużo czasu na przemyślenia i na poprawę. Lecz nie wszystko stracone. Chcemy w ten dzień przywoływać piękne i zakorzenione w słowie Bożym stwierdzenie: „Zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy” (1 J 3, 1). Chcemy je przywołać, aby uświadomić sobie, że mamy Ojca w niebie, który jest hojny i w swojej hojności pamięta o swoich dzieciach. Dzień Bożego Dziecka jest codziennie. Ojciec niebieski codziennie też rozdaje nam prezenty. To, że jesteśmy nieraz rozkapryszeni i że chcielibyśmy otrzymywać coś innego niż to, co On nam daje, jest naszym problemem. Bóg Ojciec jest hojny! Wyrazem tej hojności jest chociażby Eucharystia, w której teraz uczestniczymy. Bo czyż może być piękniejszy prezent w ciągu dnia niż Ofiara Jezusa Chrystusa, niż słowo Boże, którego możemy słuchać? „Zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy” - tym chcemy się dzisiaj ucieszyć. Chcemy dziękować Bogu Ojcu za jego hojność i prosić Go, żebyśmy nie byli rozkapryszonymi i ciągle marudzącymi, ale żebyśmy byli dziećmi, które potrafią z wdzięcznością przyjąć to, co On nam ofiarowuje.

Dzisiaj rozpoczyna się też miesiąc czerwiec. To miesiąc poświęcony Najświętszemu Sercu Pan Jezusa. Wczoraj skończył się maj, były ostatnie nabożeństwa majowe, a od dzisiaj wierni w czasie nabożeństw czerwcowych odmawiać będą lub śpiewać litanię ku czci Najświętszego Serca Pana Jezusa, która kończy się następującą antyfoną: „Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według Serca Twego!”. My potrzebujemy tej przemiany. My jesteśmy ambitni i nie chcemy, żeby nasze serce było tylko pompą, która tłoczy krew. Owszem, chcemy, żeby to serce tłoczące krew jak najdłużej nam służyło, ale chcemy przede wszystkim, aby serce nasze było źródłem, gdzie rodzi się miłość: miłość do Boga, wszak chcemy Boga kochać całym sercem, i gdzie rodzi się miłość do drugiego człowieka, ponieważ człowiek potrzebuje od nas wiele, ale szczególnie potrzebuje miłości. Chcemy, aby serce nasze było źródłem, gdzie rodzi się miłość również do nas samych, ta prawdziwa, która stawia nam wymagania, która pomaga nam docenić naszą wartość i uchronić nas od pychy czy od fałszywej pokory. Wpatrując się w Najświętsze Serce Jezusa chcemy się uczyć miłości. Pamiętamy bowiem, że On nie przestał patrzeć na serce. Tak jak patrzył na serce Dawida, i znając jego serce wybrał go na króla nad Izraelem, tak patrzy i na nasze serce, patrzy i chce zobaczyć, czy nasze serce tylko bije czy też bijąc również kocha. Bo serce umiera nie wtedy, kiedy przestaje bić. Serce obumiera i staje się martwe, kiedy przestaje kochać. Serce może nawet sprawnie pompować krew, ale jeśli nikogo nie kocha, to jest chore i to bardzo chore serce. Dlatego dziś wołamy: „Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według Serca Twego!”.

Patron dnia dzisiejszego, św. Justyn, zanim został męczennikiem, był filozofem, czyli przyjacielem mądrości, najpierw tej pogańskiej mądrości, ale jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu chodził śladami mądrości, o nią prosił i o nią się modlił. Ta mądrość po swoich śladach go zaprowadziła do źródła. W pewnym momencie Justyn w Jezusie Chrystusie odkrył żywego i prawdziwego Boga. Odkrył źródło mądrości i w tym Źródle cały się zanurzył, temu Źródłu powierzył swoje serce. Od tego momentu stał się filozofem chrześcijańskim, czyli przyjacielem takiej mądrości, która rodzi się w Sercu Bożym. Najpierw Justyn oddał swoje życie Panu Bogu, a później oddał życie za Pana Boga, przelewając swą męczeńską krew. Jest czymś niezmiernie ważnym, aby w naszym świecie było jak najwięcej przyjaciół mądrości. Zatrważające jest bowiem to, że pojawiają się przyjaciele głupoty, którzy są kreowani przez media na autorytety i sączą jad w nasze serca, rozmiękczają naszą chrześcijańską tożsamość. Oni sprawiają, że nasze myślenie zmienia się na myślenie nieewangeliczne, sprzeczne z Ewangelią. Trzeba nam Bożej mądrości, abyśmy to w porę rozpoznawali i abyśmy takie pseudo-autorytety potrafili odrzucić. Często wiąże się to z takim „bardzo trudnym” działaniem: trzeba wziąć pilota, wyłączyć telewizor i przestać oglądać jakiś program albo wyrzucić gazetę do kosza, nie kończąc jakiegoś artykułu, kiedy czuję, że pod wpływem obrazu lub lektury zaczynam myśleć nieewangelicznie. Potrzeba nam więc przyjaciół Bożej mądrości, bo to przecież przyjaciele samego Jezusa. My nie chcemy dzisiaj stawiać Jezusowi pytań: „Jakim prawem to czynisz? Kto dał Ci tę władzę? ”. My już wiemy, że to Ojciec dał Mu tę władzę. Ojciec dał Jezusowi prawo miłości i tym prawem Jezus to czyni. My dzisiaj chcemy raczej prosić: „Panie, naucz nas, abyśmy my też żyli tym prawem”. Zgodnie z prawem miłości przeżywajmy nasze życie, przeżywajmy naszą codzienność! Uczeni w piśmie i faryzeusze chcieli Jezusa pochwycić na słowie, na sprzeczności, a my chcemy prosić: „Panie Jezu, pomóż nam pokonać te sprzeczności, które często walczą w naszym sercu”. W ten Międzynarodowy Dzień Dziecka, w Dzień Bożego Dziecka, chcemy prosić, abyśmy wpatrzeni w Jezusa, naszego Brata, żyli zgodnie z prawem miłości, prawem Ojca w Duchu Świętym.

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

Słysząc Słowo poruszył się, a inni nadal siedzą
homilia - IX Niedziela Zwykła (rok C), 2 czerwca 2013 r.
1 Krl 8, 41-43; Ps 117, 1-2; Ga 1, 1-2.6-10; Łk 7, 1-10

Odczytany fragment Ewangelii pochodzi z siódmego rozdziału Ewangelii św. Łukasza; a więc z tego następującego po szóstym. A co zawiera rozdział szósty? W szóstym rozdziale jest słynne kazanie Chrystusa nie na górze, jak u św. Mateusza, ale na równinie. Kazanie ważne, bo Chrystus w pewien sposób przedstawia tam również swój autoportret, w którym winien się rozpoznać każdy, kto żyje według Słowa. W zakończeniu rozdziału szóstego ten, kto buduje na Słowie, jest porównany do kogoś, kto buduje na skale. Po lekturze szóstego rozdziału dostrzegamy, że kto przyjmuje Słowo, przyjmuje także Chrystusa.

U początku siódmego rozdziału Ewangelii św. Łukasza pojawia się cudzoziemiec, poganin, który jednak uczęszczał do synagogi. Współczesna egzegeza mówi, że nadal pozostawał poganinem, bo nie dał się obrzezać, ale sympatyzował z religią izraelską. Jako że był dobrym człowiekiem, a widział, że synagoga, do której uczęszczał, nie była czymś nadzwyczajnym, zbudował nową piękną synagogę, a to bardzo spodobało się Żydom. Teraz wysłał „ambasadorów”, aby poprosili Chrystusa o uzdrowienie jego sługi. Ci stanęli przed Chrystusem mówiąc: „godzien jest” (używają tego właśnie słowa: „jest godzien”), a potem również wyjaśniając: „jest godzien, ponieważ uczynił to dobro, ponieważ zbudował nam synagogę”.

I tu zaczyna coś „zgrzytać”. Owi ludzie wydają się wciąż rozumować według logiki kupieckiej, czyli nie potrafią myśleć na sposób Boży. Czegoś podobnego byliśmy świadkami w czwartek, w Boże Ciało, kiedy słyszeliśmy, że uczniowie zastanawiali się, w jaki sposób mogliby nasycić tak ogromną masę ludzi. Jezus powiedział: „Wy dajcie im jeść”, oni zaś odpowiedzieli: „Mamy zbyt mało! Czy mamy pójść teraz i nakupić żywności dla wszystkich tych ludzi?”. Także oni rozumują według logiki kupieckiej. Ileż razy dobro, które znajdujemy na ziemi, zaraz sobie przyswajamy i zaczynamy uprawiać handel. Uczniowie nie dostrzegali żadnego innego rozwiązania. Także dzisiaj spotykamy tę mentalność: „dajesz - daję”, według której nie jesteśmy już zarządcami dobra, ale jego właścicielami, i wzajemnie sobie czynimy przysługi.

Tymczasem ów poganin, jak wydaje się, wie, że dobro, które czyni, nie jest jego, ale pochodzi od Słowa. I w tym jest wielki! Ponieważ, gdy już się wydaje, że Chrystus kieruje się do jego domu, posyła drugie poselstwo mówiąc do Chrystusa: „Nie przeszkadzaj sobie! Ja nie jestem godzien”. Zauważmy, że owi pierwsi „ambasadorzy” uważali go za godnego, bo uczynił jakieś dobro, a on wysyłając drugie poselstwo przekazuje informację, że nie jest godzien. Jedną rzeczą jest osąd naszych dzieł, którego dokonują inny czy świat, a drugą - osąd, jakiego dokonuje nasze serce. To są dwie różne rzeczy. Kiedy nasze serce przejmuje osąd innych i świata, mamy do czynienia z poważną kwestią. Trzeba wielkiej odwagi, aby być wiernym sercu i nie naginać się do opinii innych, do opinii świata, do opinii publicznej. Oto „rak” współczesnego Kościoła: zatroskanie o to, co się o nas pisze: byle mieć choć krótką informację o sobie w telewizji.

Ten człowiek następnie podaje przykład tego, jak rozumuje. On rozumuje w oparciu o swoje doświadczenia, a potem odnosi to do Chrystusa. Mówi: „Jako że Ty jesteś kimś wielkim, u Ciebie będzie to funkcjonowało o wiele lepiej, skoro u mnie już dobrze funkcjonuje. Naprawdę, nie ma potrzeby, żebyś do mnie przychodził. Wystarczy, że powiesz słowo. Bo ja też mówię, a podwładni czy słudzy ruszają się z miejsca. Wystarczy więc, że powiesz słowo”. To jest właśnie to, co św. Łukasz chce uwidocznić ukazując postawę tego poganina. Bo Bóg przemówił, ale Izrael się nie poruszył. Bóg posłał swoje Słowo, ale myśmy się nie poruszyli. Wystarczy przywołać klasyczny przykład: kiedy Słowo stało się ciałem, do Jerozolimy przyszli poganie, żeby zapytać, gdzie jest nowo narodzony. Żydowscy specjaliści, uczeni w Piśmie, udzielili im precyzyjnej odpowiedzi, a później poszli do swoich domów, natomiast owi poganie poszli za tym, co usłyszeli i spotkali oblicze Słowa. To właśnie chce ukazać św. Łukasz teraz, w Ewangelii, a później, w Dziejach Apostolskich, które również napisze, aby w nich ukazać, jak świat pod wpływem Słowa się porusza, a Żydom grozi niebezpieczeństwo, że pozostaną nieruchomi. Tak dzieje się często również dzisiaj. W ostatnich dniach rozmawiałem w Rzymie z wieloma taksówkarzami, którzy są wstrząśnięci tym, co dzieje się w kontekście nowego Papieża: cały świat porusza się z jakąś nową sympatią ku wierze. Ale jeden z nich mi powiedział: „Widzę różnych księży z ponurymi twarzami. Nie wydają się być entuzjastami. Może papież jest niewygodny?”. Czy to nie jest ciekawe, że gdy jeden się porusza, ktoś inny pozostaje nieporuszony?

Chrystus przyszedł, więc ciało Słowa jest pośród nas. My już nie tylko słuchamy Słowa, ale kontemplujemy oblicze Słowa. My znamy materię Słowa, materialność (użyjmy tego brzydkiego słowa, by powiedzieć, jak Bóg się uniżył, by dać się zobaczyć) Słowa. My - każdy z nas - doświadczyliśmy wielkiej łaski. Św. Paweł mówi, że teraz do nas należy, by ukazać, jakiej łaski jesteśmy odbiorcami. Mamy ukazać, że Bóg przyszedł dla nas, że Bóg przyszedł osobiście, aby mnie uleczyć, aby mnie podnieść, aby mnie wskrzesić, aby mnie przemienić. Bóg przyszedł osobiście, ale wciąż istnieje niebezpieczeństwo, że [zapomnimy o tej łasce i] powrócimy do świata, do mentalności świata lub do mentalności Starego Testamentu. Ileż rzeczy związanych z dawną ascezą czy postem przywróciliśmy na nowo, a Chrystus mówi, że mamy pościć inaczej. Ileż praktyk ascetycznych przejęliśmy od Greków, od Rzymian czy ze Starego Testamentu, nie wiedząc, jaka jest nasza asceza. Dziś jest czas, aby tak po prostu oczyścić ją z naleciałości, aby pozwolić sobie porzucić wszystkie te rzeczy, których nazbieraliśmy.

Dziś jest czas, aby ukazało się, że jesteśmy Jego dziełem, że On się poruszył, po tym jak przemówił, że On poruszył się w naszym ciele, aby nas dotknąć. W czasie tej Eucharystii każdy z nas może przypomnieć sobie, czego dokonują palce Boże, kiedy nas dotkną. Czy doświadczasz już na swoim sercu palców Boga, którymi On cię dotknął? [Pokaż to!] A jeśli ktoś nie został dotknięty, trzeba modlić się i czekać; nie wystarczy tylko słuchać, bo Słowo Boga ma ręce i chce dotykać, i leczyć. To jest bardzo piękne, że Jezus mówi: „Twój sługa będzie uzdrowiony” i wyrusza w drogę, by ukazać, że tym Słowem jest właśnie On, który idzie. Pomyślcie, ile drogi przemierzył Chrystus, aby dojść tutaj, do salwatorianów, aby dzisiaj być tutaj. Kiedyś wykonałem obraz Chrystusa na fasadzie jednego z kościołów w Rzymie, a pewien człowiek powiedział mi: „Ten obraz Chrystusa mi się nie podoba, bo ma zbyt duże nogi. Dlaczego Jego nogi są tak duże?”. Nie wiedziałem, co odpowiedzieć, ale przyszła mi pewna intuicja: „Mój drogi, spróbuj pomyśleć, ile kilometrów przemierzył Chrystus, by przyjść do twojej parafii…”. A on zbladł. Oto Słowo, które zrobiło ku nam krok!

Marko Ivan Rupnik SJ 

---------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------

w tekstach spisanych z nagrania na żywo homilii,
zachowano styl języka mówionego;
publikujc tekst homilii o. Marko Rupnika
korzystamy z tłumaczenia Danuty Piekarz
(red.)
---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------

Zachęcamy do skorzystania z nagrań i publikacji:

  

Nagrania poprzednich spotkań Szkoły Wiary:

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl