O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 9-17 stycznia 2014 ...


Rekolekcje Lectio Divina
9-17 stycznia 2014
 

  ...

W dniach od 9 do 17 stycznia 2014 r. odbyły się rekolekcje lectio divina. Rekolekcje przeżywali kapłani i bracia zakonni - uczestnicy Szkoły Wychowawców Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych 2013-2015, którzy modlili się Słowem zaczerpniętym z Ewangelii św. Marka. Wprowadzenia do modlitwy dawał ks. Krzysztof Wons SDS. 76 rekolektantom towarzyszyło 7 kierowników duchowych. Oprócz duszpasterzy CFD byli to: kapłan pallotyn, kapłan michalita oraz osoba świecka.

Dziękujemy za modlitwę w intencji uczestników rekolekcji
prowadzącego i kierowników duchowych!

  
   

---------------------------------------------------------------------

HOMILIE
wygłoszone w czasie rekolekcji

 

Przeciwności potrafią umęczyć, ale nie powinny przerażać
homilia - czwartek II tygodnia po Narodzeniu Pańskim, 9 stycznia 2014 r.
1 J 4, 11-18; Ps 72, 1-2.10-13; Mk 6, 45-52

U początku rekolekcji otrzymujemy Słowo, które swoim światłem pragnie przeniknąć nasze serca. Bóg w swoim Słowie pragnie stać się naszą drogą. W Ewangelii, którą usłyszeliśmy, w grupie uczniów, do których Jezus skierował zaproszenie, by przeprawili się na drugi brzeg, był autor dzisiejszego pierwszego czytania, apostoł Jan. Ten uczeń Jezusa, skierował do nas pod natchnieniem Ducha Świętego słowa po przebyciu długiej drogi z Jezusem. Wczytując się w jego listy możemy powiedzieć, że widzimy w nich ucznia bardziej dojrzałego, w przeciwieństwie do tego, którego opisuje dzisiejsza Ewangelia. Jan w swojej Ewangelii i w listach, dzieli się z nami fundamentalną prawdą, a mianowicie tym, że Bóg jest miłością. Dzieli się z każdym z nas osobistym świadectwem: „My widzieliśmy i świadczymy, że Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata… Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam…”. Przyglądając się temu samemu uczniowi w sytuacji opisanej w dzisiejszym fragmencie Ewangelii, widzimy, że nie jest on jeszcze tak pewny tego, co potem powie i napisze. On i pozostali uczniowie, są u początku tej drogi. I choć są świadkami mocy Jego słów i wielu cudów, to jednak ich wiara była krucha i słaba. Bez Jezusa są bezradni.

Droga ucznia Jezusa związana jest z ciągłym poznawaniem Mistrza. Uczeń odkrywa dzięki temu swoją tożsamość, czyli to, kim jest w oczach Jezusa i kim może się stać. To zaś dokonuje się w przestrzeni wiary. Uczeń nieustannie próbuje wierzyć. Jezus daje się poznać każdemu wybranemu. Dzieje się to w czasie wspólnie podejmowanej drogi, na której On mówi, a uczeń pozwala się prowadzić Jego słowu. Z więzi Mistrza i ucznia rodzi się zdolność podążania za Mistrzem, odkrywania Jego woli, co zawsze jest związane z przekraczaniem siebie, pośród swoich słabości. Zawierzenie Jezusowi sprawia, że uczeń może doświadczać pośród swoich słabości, Jego mocy. Jezus w dzisiejszej Ewangelii posyła uczniów, by przeprawili się na drugi brzeg. Oni podejmują słowo Jezusa z ufnością i mogą powoli uczestniczyć w doświadczeniu nawrócenia i przemiany swoich serc. W procesie przemiany, do której zaprasza Jezus, pojawiają się w nich różne myśli i różne uczucia. Z jednej strony mogą znowu doświadczyć czegoś nowego, tak jak to było nieco wcześniej, gdy Jezus rozmnożył chleb i nakarmił ogromną rzeszę ludzi, a z drugiej strony mogą stanąć przed bramą oporu i powątpiewań, czy to, do czego zaprasza ich Jezus, będzie dla nich naprawdę dobre.

Czasem, kiedy słuchamy Jezusa i słyszymy, co nam proponuje, możemy i my mieć wrażenie, że zaczyna nam brakować gruntu pod nogami. W drodze z Jezusem doświadczamy z jednej strony - radości i nadziei, z drugiej strony - niepewności, lęku czy napięcia. Te stany ducha uczniów ujawnia jezioro, przez które płyną, a które - patrząc zewnętrznie, czyli tzw. „gołym okiem” - wydaje się być pozbawione obecności Jezusa. Ale to nieprawda, bo z uczniami jest słowo Jezusa. Jezus jest obecny wśród nich poprzez swoje słowo, które do nich skierował i które zostało złożone w ich sercach. Jezus, choć jest obok i modli się na osobności, to jednak jest pośród nich obecny. Doświadczenie przeprawy przez jezioro jest związane z przeciwnościami. Tego doświadczenia z pewnością nie zabraknie podczas rozpoczynających się rekolekcji. Tam, gdzie Jezus chce dokonywać w nas przemiany, zawsze naszym udziałem będzie zmaganie i walka duchowa. Tam, gdzie Jezus będzie chciał dokonać w nas czegoś dobrego, pojawią się opory, lęki i inne trudne uczucia. Nie napotkamy oporu tam, gdzie w relacji z Jezusem będziemy jedynie pozornie. Nie napotkamy zmagania w tych momentach, gdy będziemy powierzchownie czy zewnętrznie wchodzili w doświadczenie rekolekcji. Nie było oporu, sami to chyba przyznacie, na tych wszystkich rekolekcjach, gdzie było wiele rozmów o wszystkim i o niczym, gdy wchodziliśmy w przeżywanie rekolekcji na zasadzie: „bo tak trzeba! bo tego wymaga biskup czy przełożony!”, gdy wyjeżdżaliśmy stwierdzając: „fajnie było!”, gdy je odprawialiśmy w celu otrzymania parafki na zaświadczeniu. Tam jednak, gdzie zaczynamy słuchać Jezusa, gdzie zaczynamy się naprawdę modlić, pojawia się również opór. Doświadczacie tego z pewnością jako uczestnicy tej Szkoły. Tego oporu wielu z nas z pewnością doświadczy w czasie tych rekolekcji.

Przeciwności, choć do przyjemnych nie należą, potrafią osłabić i umęczyć, ale nie powinny nas przerażać. Z pewnością w tym czasie pojawi się wiele pokus: by przerwać milczenie, by kogoś zagadnąć, by do kogoś zadzwonić. Pamiętajmy, że Bóg, który do nas mówi, jest po naszej stronie, że On jest większy od złego ducha, a Jego słowo jest silniejsze od jego podszeptów. Jedną z najtrudniejszych pokus, która może się pojawić na drodze naszych zmagań, nie tylko w czasie rekolekcji, jest poczucie osamotnienia, poczucie odrzucenia czy opuszczenia. Doświadczali tego również uczniowie w czasie przeprawy przez jezioro. W takim stanie pojawia się wiele pytań i wątpliwości, na przykład, czy Bóg o nas pamięta, czy nie zapomniał! W dzisiejszej Ewangelii widzimy Jezusa, który idzie się modlić, który prosi Ojca za nami. Jaka jest odpowiedź Ojca? „Synu, idź i pomóż im, bo nie dają sobie rady!”. Jezus przychodzi do uczniów i mówi: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”, a wszystko cichnie. To nie jest jakaś tania pociecha, ale mocne zapewnienie o obecności. Uczniowie doświadczają obecności Jezusa i przemiany nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz. Prośmy, aby czas rekolekcji był dla nas okazją przeżycia nowego i głębokiego doświadczenia obecności Boga na drodze naszego powołania.

Joachim Stencel SDS

--------------------------------------------------------------------- 

„Głupie” myśli - teren, który Jezus chce najpierw nawiedzić
homilia - piątek II tygodnia po Narodzeniu Pańskim, 10 stycznia 2014 r.
1 J 4,19-5,4; Ps 72, 1-2.14.15bc.17; Łk 4, 14-22a

Św. Łukasz pozwala nam kontynuować naszą modlitwę słowem z pierwszego dnia rekolekcji (Mk 1, 1-13), podejmowaną w czasie kolejnych etapów: lectio, meditatio i oratio. Eucharystia to szczyt oratio, szczyt modlitwy serca. Spotkaliśmy dziś w Ewangelii św. Marka Jezusa, który idzie na pustynię prowadzony przez Ducha. Idzie tam pokonując opór. Duch musi Go na pustynię wręcz „wyrzucić” czy „wygnać”. Jezus przebywa na pustyni w Duchu. O tym napisze również św. Łukasz: „pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu Świętym na pustyni” (Łk 3, 1). Odczytując Ewangelię z dnia widzimy Jezus, który „w mocy Ducha” - to stwierdzenie również jest charakterystyczne dla trzeciego Ewangelisty, który często ukazuje relację Ducha Świętego i Jezusa - wraca do Galilei. „W mocy Ducha”, który wcześniej wyprowadził Go na pustynię, Jezus teraz wraca z pustyni do Galilei. Słowo „wracać” bardzo często pojawia się w pismach św. Łukasza. W całym Nowym Testamencie to słowo spotykamy 34 razy, z czego w dwu księgach napisanych przez św. Łukasza, w Ewangelii i w Dziejach Apostolskich, występuje ono aż 32 razy. Możemy więc powiedzieć, że ikona Jezusa, który „wraca” jest charakterystycznym obrazem dla Ewangelii św. Łukasza. Ten powrót Jezusa do Galilei ma swoje głębokie znaczenie. Jezus wraca bowiem - za chwilę trzeci Ewangelista nam to przypomni - tam, gdzie się wychował. Wraca w swoje rodzinne strony, gdzie przeżył niemal całe dotychczasowe swoje życie, blisko trzydzieści lat życia.

Pomyślałem o tym, że to ważne światło dla nas w pierwszym pełnym dniu naszej rekolekcyjnej modlitwy. Jezus bowiem „w mocy Ducha” chce wrócić z nami tam, gdzie toczy się nasze życie, gdzie naprawdę żyjemy, gdzie jest nasza Galilea. Jezus chce wrócić z nami do tego wszystkiego, czym żyjemy. Jezus chce wrócić z nami tam, gdzie się naprawdę rozgrywa nasze życie. Być może w tych pierwszych godzinach rekolekcyjnej pustyni ujawniło się to, czym naprawdę żyjemy. Być może wróciły w naszej wyobraźni różne obrazy, a w naszym sercu pojawiły się różne przeżycia związane z codziennością. Być może ujawniły się nasze związki albo - dokładniej mówiąc - nasze przywiązania do tego, co uznajemy za ważne. Być może uświadomiliśmy sobie, że jest coś, czego nie potrafimy jeszcze zostawić albo że zostawianie tego nie przychodzi nam łatwo. Pomyślmy, że Jezus w mocy Ducha chce wrócić do tych właśnie miejsc w nas. Trzeba nadmienić, że myśli, które w czasie rekolekcyjnej ciszy przychodzą nam do głowy i które nazywamy głupimi („proszę ojca, takie tam głupie myśli mnie nachodzą” - mówimy), wcale nie są takie głupie. Zdarza się, że te tzw. „głupie” myśli są znaczącymi, bo oddają to, czym naprawdę żyjemy. Te rzekomo „głupie” myśli oddają to, co zaprząta nasze serca, wywołuje niepokój i nie pozwala nam pójść dalej do przodu. Być może to właśnie ten teren, który sygnalizują owe „głupie” myśli, Jezus chce najpierw w nas nawiedzić w czasie rekolekcji. Być może Jezus pragnie, bym z tym przyszedł do Niego, bym tym właśnie się pomodlił. Łukasz podkreśli dziś, że „wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy”. Jezus chce wszędzie docierać ze swoim słowem. Nie ma nawet najmniejszego skrawka terenu w naszym życiu, którego On nie chciałby nawiedzić. Cała historia naszego życia jest święta, ponieważ cała nasza historia jest przez Niego zbawiona. Dzisiaj św. Marek Ewangelista powiedział nam to z innej perspektywy, kiedy ukazał nam Jezusa zanurzającego się w wody Jordanu. Jezus zanurza się w tym wszystkim, czym żyjemy, co może jeszcze jest niepoukładane, co nas niepokoi czy nawet żenuje. Mówi: „Pozwól mi spotkać się z tobą właśnie tam!”.

„Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował”. Spotykam się z Jezusem mojego domu, moich rodziców, moich relacji, moich radości, moich zabaw dziecięcych, mojego dorastania, mojego seminarium, mojej formacji. To jest mój Jezus! Właśnie dlatego każdy z nas może do Niego powiedzieć: „Mój Jezu!”. Jezus z każdym z nas nawiązuje relację osobistą, konkretną. Jezus nie jest abstrakcyjny. Jezus nie jest ponad tym, czym żyjemy na co dzień. Ośmielmy się więc wejść razem z Nim w nasze życie i być z Nim we wszystkim tym, co przeżywamy. „W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi”. Czytając te słowa pomyślałem od razu o naszym spotkaniu eucharystycznym, bo ono jest także jak synagoga, to znaczy, jak miejsce zgromadzenia. Miejsce zgromadzenia, czy to synagoga czy zgromadzenie eucharystyczne, ma swój „najświętszy kąt”. W synagodze ludzie gromadzili się przy zwoju Pisma, czytając Słowo. Jezus i nas gromadzi teraz wokół swojego Słowa i sam powstaje, aby czytać. U początku rekolekcji otrzymujemy od Niego naprawdę Dobrą Nowinę. Otrzymujemy Słowo, które dotyka nas w tym wszystkim, w czym najbardziej oczekujemy spotkania z Bogiem. Jezus wyznaje: „Duch Pański spoczywa na Mnie”. Duch znad Jordanu jest z Nim czytającym w synagodze Pisma, ale jest teraz również z nami słuchającymi Słowa. Jezus mówi, że przychodzi, bo jest posłany do nas, do nas ubogich. Ubogi w Ewangelii to ktoś, komu pozostała już tylko jedna jedyna nadzieja, a tą nadzieją jest Bóg. Ubodzy to „anawim”, którym wszystko zostało zabrane, którzy wszystkiego zostali pozbawieni z wyjątkiem Boga, do którego wciąż mogą wołać. Jezus przychodzi do nas, ubogich, w tym momencie, bo On jest naszą jedyną nadzieją. Jezus przychodzi do naszych więzień, do tych miejsc, w których trzymamy na uwięzi samych siebie albo w których jesteśmy więzieni przez innych. Przychodzi, by nam powiedzieć, że On chce, byśmy byli wolni. Jezus przychodzi również tam, gdzie jesteśmy ślepi: gdzie nie widzimy naszego powołania, gdzie nie widzimy siebie w kapłaństwie czy życiu zakonnym, gdzie nie widzimy siebie w powierzonej nam misji. Przychodzi, by dać nam nowe spojrzenie i po to, byśmy mogli podnieść wzrok. Jezus wreszcie przychodzi, aby „zdjąć z nas ciężar”; bo taki jest sens słowa, które w tej wypowiedzi Jezusa w redakcji św. Łukasza pojawia się dwukrotnie. Co nam ciąży? Powiedzmy Jezusowi o tym, co nam ciąży, jeszcze zanim na ołtarzu położymy chleb i wino. Co w życiu jest nam największym ciężarem? Co nas garbi? Co nie pozwala nam się wyprostować, podnieść oczy wysoko i spojrzeć Bogu w twarz? Co nam nie pozwala zobaczyć nadziei? Jezus przychodzi, by obwoływać rok łaski od Pana! I wreszcie słowo, które w Ewangelii św. Łukasza pojawia się wielokrotnie: „dziś”. Jezus mówi, że to wszystko wydarza się „dziś, teraz”. Czy my w to wierzymy, że Jezus nawiedza nasz czas teraźniejszy? Drodzy bracia, w gramatyce naszego życia największe problemy mamy z czasem teraźniejszym, bo wychylamy się ku przyszłości, zatrzymujemy się w przeszłości, ale gubimy teraźniejszość. Pomyślmy, że cały ten czas, jakim są rekolekcje, to czas, który Jezus określa słowem „dziś”. „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”. Dziś spełniają się te słowa Pisma, które słyszymy!

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

„Odszedłszy” od swoich pomysłów „idź” za Bożym zamysłem!
homilia - sobota II tygodnia po Narodzeniu Pańskim, 11 stycznia 2014 r.
1 J 5, 5-13; Ps 147, 12-15.19-20; Łk 5, 12-16

Trzy najbardziej mnie poruszające momenty z lektury dzisiejszej Ewangelii są związane z pierwszym, ostatnim i centralnym zdaniem tego fragmentu. Pierwsze jest związane ze sformułowaniem: „mąż pełen trądu”. Ewangeliści Marek i Mateusz napisali o tym chorym po prostu „trędowaty”. Św. Łukasz natomiast opowiada, że to „człowiek cały pokryty trądem”. Z jakąś łatwością przyszło mi utożsamić się z tym człowiekiem i z wyznaniem psalmisty: „winy moje przerosły moją głowę, gniotą mnie jak ciężkie brzemię” (Ps 38, 5); może dlatego, że trąd - ta chyba najczęściej przywoływana i najbardziej zagadkowa z chorób biblijnych w interpretacji duchowej odsyła do grzechu. Ten trędowaty, jak każdy inny trędowaty, winien żyć w odosobnieniu, nie wolno mu było wchodzić nie tylko Miasta Świętego i do świątyni, ale również do innych miast i osiedli ludzkich. Tymczasem widzimy go w mieście. Łukasz zaznacza, że jego spotkanie z Jezusem ma miejsce, „gdy [Jezus] przebywał w jednym z miast”. Chory żyjący z nakazu prawa poza miastem, złamał ten zakaz, wyszedł z „klatki” odosobnienia… Po co? Nie po to, by jedynie wyjść, ale po to, by spotkać Jezusa, by poprosić Jezusa o oczyszczenie z trądu, by zawierzyć swoje zdrowie i życie Jezusowi. Może to wydać się zbyt oczywiste w grupie, w której się spotykamy, ale zauważmy, że przychodzi do Jezusa i się modli, błaga o pomoc. Sformułowanie „człowiek cały pokryty trądem” przypomina podobne, które znajdujemy w Ewangelii Łukasza kilka wersów wcześniej. Po cudownym połowie Szymon Piotr woła do Jezusa: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” ( Łk 5, 8). Przeżywając swoją grzeszność można wołać do Jezusa, jak Szymon: „Odejdź ode mnie, …”, a można również błagać Jezusa, jak człowiek pełen trądu: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Do której z tych modlitw jest podobna moja modlitwa?

Przejdźmy do drugiego poruszenia, które jest związane z ostatnim zdaniem dzisiejszej Ewangelii: „On jednak usuwał się na miejsca pustynne i modlił się” (BT), a w dosłownym tłumaczeniu: „On [Jezus] zaś był usuwający się na pustkowie i modlący się”. Widzieliśmy wcześniej człowieka z powodu choroby żyjącego na co dzień w odosobnieniu, który pewnego dnia wyrwał się stamtąd, by spotkać Jezusa i prosić Go o oczyszczenie. Teraz możemy zatrzymać się kontemplując Jezusa, który codziennie, stale, usuwa się na miejsce na pustkowie po to, by rozmawiać z Ojcem. Słyszymy od Ewangelisty o Jezusie, który całe dnie, a nawet całe noce, jak choćby tę noc przed wyborem Dwunastu (Łk 6, 12-13), spędza na modlitwie. Od dawna uderza mnie podobieństwo modlitwy trędowatego i modlitwy Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Trędowaty błaga: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Wie, czego sam chce - chce oczyszczenia - i wyznaje wiarę w moc Jezusa: „możesz mnie oczyścić”, ale nie wie, czy tego samego chce Jezus i rozpoczyna modlitwę od: „Panie, jeśli chcesz,…”. Jezus w Ogrodzie Oliwnym woła: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22, 42). W obu tych modlitwach pojawia się temat wolności wewnętrznej i gotowości rezygnacji z własnej woli, by wybrać wolę Boga. Rekolekcyjna pustynia i każdy czas modlitwy to moment odosobnienia, kiedy dokonuje się w nas zmaganie o to, by uświadamiając sobie swoją wolę i swoje plany wypowiadać je na modlitwie, ale również o to, by poznając Boży plan zbawienia i wolę Boga - zdarza się, że różną od naszej - zostawiać swój plan i przechodzić, przede wszystkim jak Jezus, na stronę Ojca, by jak Jezus wybrać wolę Ojca. „Modlitwa wiary nie polega jedynie na mówieniu «Panie, Panie», lecz na zgodzie serca, by pełnić wolę Ojca (Mt 7, 21). Jezus wzywa swoich uczniów, aby tę troskę o współdziałanie z zamysłem Bożym zanosili w swojej modlitwie” (KKK 2611).

Trzecie poruszenie, które, jak sądzę, jest najważniejsze, wiąże się z pierwszym słowem polecenia, jakie Jezus kieruje do trędowatego: „idź”, po którym następują słowa: „pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę za swe oczyszczenie, jak przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”. Słowo „idź” w oryginale brzmi: „apeltón” i jest przysłówkiem, który się trzeba przetłumaczyć: „odszedłszy”. W naszym lectio, z drugiego dnia rekolekcji, opisującym ustanowienie Dwunastu pojawiło się podobne słowo: „apelton” = dosł. „odeszli”. Uczniowie wezwani po imieniu odeszli od tłumu i przyszli do Jezusa (zob. Mk 3, 13). Decyzja przejścia do Jezusa zawiera bowiem w sobie również decyzję odejścia od kogoś innego czy czegoś. Trędowatego Jezus nakazuje: „odszedłszy pokaż się kapłanowi…”. Od czego ma odejść albo co ma zostawić uzdrowiony z trądu? Ma zostawić swoją wolę, a przede wszystkim swój pomysł na zbawienie świata. Jezus „przykazał mu, żeby nikomu nie mówił” (Łk 5, 14). Tymczasem z Ewangelii Marka wiemy, że on nie był posłuszny: „po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych” (Mk 1, 45). Był zdolny, by wyjść z odosobnienia i przyjść do Jezusa. Kiedy prosił Jezusa o oczyszczenie był w nim już jakiś poziom wewnętrznej wolności i gotowości do rezygnacji z własnej woli, ale on jeszcze nie jest doskonały; jest wciąż w drodze. Możemy pytać, czy jesteśmy zdolni zostawić swój pomysł na zbawienie świata, a oddać się Bogu do dyspozycji dla realizacji Jego zamysłu zbawienia? To, co prawdziwie uzdrawia, to posłuszeństwo Bogu. To, co zbawia świat, to posłuszeństwo Bogu; posłuszeństwo, które nie polega na mówieniu, ale na czynach. Jezus mówi: „odszedłszy pokaż się…”; można by to jeszcze skrócić: „odszedłszy pokaż!”. To uderzające, że św. Łukasz w Dziejach Apostolskich opisując drugą podróż misyjną św. Pawła napisze: „Przeszli Frygię i krainę galacką, ponieważ Duch Święty zabronił im głosić słowo w Azji. Przybywszy do Myzji, próbowali przejść do Bitynii, ale Duch Jezusa nie pozwolił im” (Dz 16, 6-7). Bóg oczekuje ode mnie i od nas nie wielości słów, ale przede wszystkim tego, byśmy słuchali i byli posłuszni. Żeby tak się stało trzeba, jak ów trędowaty, wychodzić z odosobnienia grzechu i prosić Jezusa o oczyszczenie. Żeby tak się stało trzeba, jak Jezus, odchodzić na miejsce osobne i nieustanie się modlić. Żeby tak się stało trzeba słuchać Boga, by poznawać Jego wolę, i być gotowym podążać za Bożym zamysłem i wolą „odszedłszy” od swoich pomysłów i woli.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------
 

Jezus płacze, gdy widzi znak „Teren prywatny!”
homilia - Niedziela Chrztu Pańskiego (rok A) - 12 stycznia 2014 r.
Iz 42, 1-4.6-7; Ps 29, 1-4.9b-10; Dz 10, 34-38; Mt 3, 13-17

„Przejdźmy się!” - powiedział Pan. I tak od kilku dni trwa twoja rekolekcyjna przechadzka, wędrówka lub marsz (nieważne, jak to nazwiemy). Miejscem wędrówki nie jest Galilea ani Judea. Wędrujesz z Panem przez swoje życie. Twoje życie kapłańskie i zakonne to dla Jezusa bardzo interesująca kraina. Na początku tej wędrówki Pan zapewnił cię, że jesteś miły w Jego oczach, że pomimo wielu twoich upadków ciągle ma w tobie upodobanie, a kredyt miłości, który On ci otworzył w niebie, nadal jest otwarty i możesz z niego korzystać, ile tylko chcesz. Pan zapewnia cię, że ciągle cię podtrzymuje, choć przybywa ci lat i… kilogramów. Z drugiej strony Pan chce się też przekonać, czy na to samo może liczyć z twej strony. Chce się przekonać, czy On jest tobie miły, czy nadal masz w Nim upodobanie, czy miłujesz Go więcej niż wszystko i wszystkich, którzy cię otaczają. Dlatego od samego początku tej rekolekcyjnej przechadzki stawia ci pytanie nie tyle o to, czy znasz sprawę Jezusa z Nazaretu, ile o to, czy znasz Jego samego. Pyta cię o relację, która was łączy. To bowiem jest klucz do twojego życiowego lectio divina i do rozumienia twego kapłańskiego czy zakonnego życia. Bez tego klucza wszystko z dnia na dzień się gmatwa, staje się niezrozumiałe, a ty zaczynasz się gubić, kombinować i udawać, zaczynasz działać na dwa fronty, niekiedy przejmujesz rolę podwójnego agenta; a przecież Pan powołał cię nie po to, abyś dla Niego szpiegował, ale po to, abyś Mu służył i abyś równocześnie służył braciom i siostrom. Stąd ważne jest to pytanie i jakże ważna jest twoja odpowiedź na to pytanie, odpowiedź szczera i prawdziwa: czy ten klucz jeszcze jest w twoich rękach?, a może go już utraciłeś? W takim przypadku trzeba go odnaleźć, odzyskać, abyś z niego korzystając mógł codziennie swobodnie czytać drogę swojego zakonnego czy kapłańskiego życia.

Św. Piotr w domu Korneliusza mówił, że wiele działo się „w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan”. Wiele dzieje się również w całym twoim życiu. Ale w czasie rekolekcji Jezusa interesuje to, dlaczego na wiele z tych wydarzeń, które działy i dzieją się w twoim życiu, On nie otrzymał czy nie otrzymuje od ciebie zaproszenia. I nie jest to wina poczty polskiej czy innego kuriera, który tych zaproszeń nie dostarcza, ale to jest wina twego serca, które o Nim zapomina i zaproszeń nie wysyła. Może więc trzeba popracować nad pamięcią, albo… zapytać, co trzeba zrobić, aby nie było w moim życiu takich wydarzeń, na które Jezus, nawet zaproszony, by nie przyszedł, bo one nie przynoszą żadnej korzyści mojemu życiu albo wręcz moje życie osłabiają. Wszak tam, gdzie Jezusa nie ma u twego boku, dzieje się niedobrze, a nawet źle.

Wydawało ci się, że kto jak kto, ale jeżeli już, to w czasie tej rekolekcyjnej wędrówki będziesz płakał ty. Myślałeś, że jeżeli pojawią się łzy, to pojawią się one w twoich oczach! Tymczasem w czasie rekolekcyjnej wędrówki wydaje ci się, że są takie chwile, kiedy łzy widzisz w oczach Jezusa. Tak, to On płacze! Płacze wówczas, kiedy nie chcesz Go wpuścić. Jezus płacze wówczas, gdy widzi takie przestrzenie twego życia, przy których ustawiłeś znak zakazu, na którym widnieje wyraźny napis: „Teren prywatny! Wstęp surowo wzbroniony!”. Jezus płacze, bo wie, że właśnie w tych miejscach najbardziej Go potrzebujesz! Jezus płacze, bo wie, że z sideł diabelskich, spod władzy diabła, możesz się uwolnić tylko z Jego pomocą. W tych miejscach On, Pan, jest ci najbardziej potrzebny! A więc płacze ufając, że Jego łzy skruszą opór twego serca, skruszą twoją zatwardziałość czy zwykłą głupotę, że Jego łzy skruszą poczucie, iż sam sobie poradzisz. Jezus płacze i ufa, że wreszcie uznasz swą bezradność i otworzysz się na Jego moc, że te przestrzenie, może wstydliwe dla ciebie, których On jednak nie wstydzi się nawiedzać, wreszcie przed Nim otworzysz, a On będzie mógł razem z tobą świętować twoją wolność. Bo to nie Zły jest twoim panem, ale Jezus jest twoim Panem. Jezus chce być Panem w każdej przestrzeni twojego życia!

W czasie tej rekolekcyjnej wędrówki, oczywiście, Pan Jezus chce razem z tobą z radością odwiedzić te wszystkie miejsca, gdzie dzieje się wiele dobra, gdzie dobrze czynisz. Chce się tym dobrem razem z tobą ucieszyć. Chce ci powiedzieć, aby się nie zniechęcał i umocniony łaską dalej czynił dobro, aby było go jak najwięcej. Mówi: „Tak trzymać!”. Przypomina, że nie dla ozdoby otrzymałeś Ducha Świętego i Bożą moc. Uczy cię też, nie tylko w czasie rekolekcji, ale w czasie tej szkoły, co robić ze Słowem, które posłał synom Izraela, Słowem pełnym pokoju i mądrości. Uczy cię szacunku dla Słowa Bożego. Pragnie, abyś był coraz bardziej człowiekiem Słowa, Jego Słowa, byś pozwalał Słowu nie tylko gościć, ale zakorzeniać się w twoim sercu. Może kiedyś byłeś na Krecie czy na Cyprze, ale przecież wokół ciebie jest jeszcze wiele wysp, ludzkich wysp, które oczekują Bożego pouczenia. On liczy na to, że i tam dotrzesz z Bożym Słowem, pełnym mocy i pociechy, a jak trzeba to i upomnienia. On pragnie, abyś był delikatny jak ten, który nie złamie trzciny nadłamanej i nie zagasi knotka o nikłym płomyku. Chce widzieć w tobie ucznia, który w obliczu jednego czy drugiego kryzysu nie podda się, nie zniechęci się, nie załamie, ale z kryzysu wyjdzie wzmocniony i dalej będzie utrwalał Prawo Boże w swoim sercu i sercach swoich braci i sióstr. On cię słusznie powołał, choć po ludzku byli lepsi, a nawet po ludzku było wielu lepszych od ciebie. Powołał cię, bo - jak już wiesz - sam tego chciał, On sam ciebie wybrał. Ukształtował cię i ciągle cię kształtuje, jeśli tylko w pokorze otwierasz się na Jego łaskę, bo chce, abyś był jeszcze lepszy i jeszcze piękniejszy, aby jeszcze więcej było w tobie życia Bożego, którym jak chlebem będziesz dzielił się w innymi. I On ujął cię za rękę i zawsze cię ujmuje i trzyma, tylko się dziwi, że ty wciąż próbujesz się wyrywać. Nie musisz zbawiać świata, bo świat już został zbawiony, ale ważne jest, byś dołączył do Jezusa i światu tę Dobrą Nowinę o zbawieniu nieustannie opowiadał swoim życiem, aż zgaśnie w tobie ostatni oddech.

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

... ... ...
homilia - ... ... ..., ... stycznia 2014 r.
... ... ...

...

...

---------------------------------------------------------------------

Samuelu, Szawle, Marto, Mojżeszu, Szymonie, …!
homilia - środa I tygodnia zwykłego, 15 stycznia 2014 r.
1 Sm 3, 1-10.19-20; Ps 40, 2.5.7-10; Mk 1, 29-39

W pierwszym czytaniu czterokrotnie słyszeliśmy w wołaczu imię Samuela. To oczywiste, że Bóg z miłością i cierpliwością, ale też nalegając, woła po imieniu również mnie: „Samuelu! Samuelu!” (każdy z nas może tu użyć swojego imienia). Bóg woła i czeka, kiedy powiem: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha!”, bo wtedy rozpoczyna się na dobre przygoda wędrówki ze Słowem, które czyta moje życie i leczy moje serce. Zwracając się do nas po imieniu Bóg zaprasza mnie do relacji. Chce wejść w relację z całą rzeczywistością mojego życia, która kryje się za moim imieniem. Zwracając się do nas po imieniu Bóg kontynuuje dzieło stworzenia. W Biblii jest kilka sytuacji, w których Bóg woła kogoś wymieniając jego imię nie raz, ale dwa razy. Chciałbym przywołać kilka takich sytuacji, która - jak mi się wydaje - można wpisać w poszczególne etapy modlitwy Słowem wg lectio divina: „Samuelu! Samuelu!” - woła do mnie Bóg w lectio; wołając: „Szawle! Szawle!” - prowokuje konfrontację z prawdą mojego życia w meditatio; „Marto! Marto!” - tak rozpoczyna się odpowiedź Jezusa na oratio siostry Łazarza; i wreszcie zaproszenie do kontemplacji w wołaniu: „Mojżeszu! Mojżeszu!” i słowa zapowiadające actio-działanie: „Szymonie! Szymonie!”.

„Samuelu! Samuelu!”. W pierwszym czytaniu Bóg najpierw przypomina mi, jak Samuelowi, że nie jestem panem Słowa, ale sługą oraz że droga służby Słowu to droga wzrastania. Czytanie rozpoczyna się od „młody Samuel usługiwał Panu…”, a kończy informacją, że „Samuel dorastał…”. Usługiwał Panu, słuchał Słowa i w ten właśnie sposób rósł, rozwijał się. Służąc Bogu, to znaczy słuchając Słowa Bożego, dorastał. Sługą Słowa może być tylko ten, kto słucha Słowa, kto słyszy Słowo Boga i jest Mu posłuszny. Sługa Słowa nie pozwala, by Słowo upadało na ziemię pod nogami, ale troszczy się, by padało na glebę jego serca, jest depozytariuszem i stróżem Słowa (strzeże Słowa, nie pozwala, aby Mu zostało wyrwane, zabrane). Sługa nie depcze Słowa, nie wydeptuje swoich ścieżek, ale przygotowuje drogę dla Słowa. Oczywiście, taka jest piękna teoria, a jak bywa w praktyce? Bywa i tak, że sługa, który zapomniał, że jest sługą, zaczyna chodzić swoimi drogami, a nie drogami wyznaczonymi przez Pana.

I pewnego dnia znajduje się na drodze do Damaszku, olśniewa go światłość, upada na ziemię, i słyszy: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” (Dz 9, 4). Reagując na te słowa Szaweł spontanicznie ujawnia swój i mój główny problem: „Kto jesteś, Panie?”. Tak, kapłańskim problemem może być brak poznania Pana: nie brak wiedzy o Panu, bo tej mam/mamy pod dostatkiem, ale brak doświadczenia spotkania i wynikający z tego brak poznania. Taki etap widzimy też na drodze formacji Samuela: „Samuel jeszcze nie znał Pana, a słowo Pana nie było mu jeszcze objawione”. Poznać Pana to poznać Osobę, która objawia się w słowie. I chodzi o to, by poznać Pana Jezusa takim, jakim On jest, a nie takim, jakim ja Go sobie wyobrażam. Szaweł do czasu Damaszku nie poznał Boga, który stał się człowiekiem; nie poznał i nie przyjął Pana, który stał się sługą. Nadto to wydawało mu się nie do przyjęcia, stąd wierzgał, opierał się i w swoim oporze niszczył innych i siebie. Jezus mówi mu po hebrajsku: „Trudno ci wierzgać przeciwko ościeniowi. (…) Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Ale podnieś się i stań na nogi, bo ukazałem się tobie po to, aby ustanowić cię sługą i świadkiem tego, co zobaczyłeś, i tego, co ci objawię” (Dz 26, 13-16). Jezus mówi mu o ościeniu, o zaostrzonym kiju, który pełnił rolę bata przy poganianiu wołów. Mnie też się czasem wydaje, że jedynym środkiem, aby coś w moim życiu się zmieniło, będzie to, że ktoś stanie nade mną z przysłowiowym batem. Jezus jednak ma inną metodę. Woła po imieniu z miłością „Szawle, Szawle” i prosi (tu skorzystajmy ze słów psalmisty): „nie bądź jak muł i koń bez rozumu, można je okiełznać tylko wędzidłem, inaczej nie podejdą do ciebie” (Ps 32, 9). Szaweł wcześniej nie słuchał Boga do końca. Szaweł miał swój plan działania, a od swoich zwierzchników potrzebował tylko listów polecających po to, by z zaangażowaniem i na jeszcze większą skalę ten plan realizować: by „więzić… zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł” (Dz 9, 2), to znaczy, by więzić Słowo we wszystkich jego przejawach (nie bójmy się tego sformułowania, wszak sam Jezus pyta go „dlaczego Mnie prześladujesz?”. Więzi ludzi i więzi Słowo. Chciał pozyskać ludzi dla Boga, ale wiążąc ich (typowe działanie ideologa), a okazało się, że wiąże Boga! Pracował, pracował,… - jak mu się wydawało - dla Boga, a okazało się, że bez Boga i nawet przeciw Bogu.

Praca dla Boga, ale bez poznania Boga. To problem Szawła, ale również Marty. Ta też miała swój plan działania dla Pana, tyle że bez Pana. I tylko współpracowników jej brakowało. Osamotniona w pracy miała już nawet rozwiązanie problemu. Stanęła na oratio nad Jezusem, by najpierw Go oskarżyć o brak wrażliwości, a potem podyktować Mu rozwiązanie: „czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła” (Łk 10, 40). Wprawdzie mówi do Jezusa: „Panie”, ale w tym domu ona chce być jedyną panią i gospodynią. I słyszy serdeczne: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego”. Potrzeba tego, by być sługą Słowa, by słuchać i pełnić wszystko, czego Słowo wymaga i tylko to, czego Słowo wymaga. Trzeba tylko jednego: być sługą Pana, ale tak jak chce Pan, oddać się całkowicie do dyspozycji Pana! Wtedy wejdziemy w mentalność Pana!

I wtedy będziemy mogli usłyszeć: „Mojżeszu, Mojżeszu! (…) Zdejm sandały z nóg, gdyż miejsce, na którym stoisz, jest ziemią świętą” (Wj 3, 4-5). Te słowa przywołuje, a w zasadzie parafrazuje w adhortacji „Evangelii gaudium” papież Franciszek, kiedy pisze o sztuce towarzyszenia drugiemu człowiekowi: „Kościół będzie musiał wprowadzić swoich członków - kapłanów, zakonników i świeckich - do tej «sztuki towarzyszenia», aby wszyscy nauczyli się zawsze zdejmować sandały wobec świętej ziemi drugiego (por. Wj 3, 5)” (nr 169). Doświadczenie kontemplacji nie polega jedynie na zdjęciu sandałów z nóg przed Misterium Boga, ale również na zdolności zatrzymania się z szacunkiem przed misterium życia człowieka, czego Szaweł przed Damaszkiem nie potrafił. Doświadczenie kontemplacji polega na tym, że moje oczy ukształtowane przez słuchane i rozważane Słowo patrzą tak, jak patrzy Bóg. Jestem przekonany, że Bóg chciał, bym razem z Nim przeszedł tę drogę od konfrontującego mnie słowa: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?” do „zdejm sandały z nóg wobec świętej ziemi drugiego człowieka, niekoniecznie uczestniczącego w rekolekcjach, ale każdego!”. A teraz w drogę, wsłuchując się w słowa Jezusa z Ostatniej Wieczerzy: „Szymonie, Szymonie, (…) NAWRÓCIWSZY SIĘ utwierdzaj twoich braci” (por. Łk 22, 31-32).

Piotr Szyrszeń SDS 

---------------------------------------------------------------------

Wiara w moc Słowa wyprowadza z każdego paraliżu
homilia - piątek I tygodnia zwykłego, 17 stycznia 2014 r.
1 Sm 8, 4-7.10-22a; Ps 89, 16-19;  Mk 2, 1-12

Słowo Boga w tych dniach - jestem o tym przekonany - każdego z nas przekonało, być może po raz kolejny w życiu, że ono naprawdę jest „dzisiejsze”; że kiedy Bóg do nas mówi, to mówi do tego, co jest „dziś” w naszym sercu; że Bóg chce zmienić nasze „dzisiaj”, by zmieniało się nasze postrzeganie „wczoraj” oraz nasze przeżywanie „jutro”. Teraz, na kilka godzin przed zakończeniem rekolekcji i wyjściem z przestrzeni rekolekcyjnej pustyni, Bóg zostawia nam słowo, które może pomóc nam dobrze pamiętać to, co się wydarzyło i przeżywać nasze jutro. Kiedy usłyszałem, że Jezus wraca do Kafarnaum i że jest w domu - a przypomnijmy, że jesteśmy w Ewangelii św. Marka, a więc na tej drodze, którą Bóg prowadził nas przez ostatnie osiem dni -, zaraz pomyślałem o tym, o czym pierwszy Ewangelista pisze od początku do końca swojej Ewangelii. Św. Marek tak komponuje Ewangelię, że w pierwszym jej rozdziale widzimy Jezusa, który wyrusza z Galilei w kierunku Judei, a w ostatnim dowiadujemy się, że Jezus wraca do Galilei. W liturgii sięgamy po fragment z drugiego rozdziału Ewangelii, w więc niejako wracamy razem z Jezusem do Galilei po przejściu z Nim całej drogi. Jesteśmy z Jezusem w domu, a egzegeci mówią, że jest to dom Piotra, czyli to miejsce, gdzie Piotr przeżył swoje pierwsze spotkanie z Jezusem. On przeżył pierwsze spotkanie z Jezusem w swoim domu. Bóg zawsze spotyka się z nami w naszym domu. Bóg spotyka się z nami zawsze „pod naszym adresem”, tymczasem nas często nie ma u siebie. Bóg zawsze chce spotykać się nami „pod naszym adresem”, szuka sposobu, by spotkać się z nami w naszym domu, czyli tam, gdzie są zadomowione nasze pragnienia, nasze myśli, nasze intencje i to wszystko, czym dziś żyjemy. Wszystko to Jezus nawiedza.

Opowiada nam św. Marek, że „zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę”. Ewangelista chce podkreślić, że słowo Jezusa ma taką moc i że wieść o mocy Słowa tak szybko się rozprzestrzenia, że szybko gromadzą się przy Jezusie tłumy. Te tłumy przypominają nam o tym, co wydarzyło się w tych dniach. Gromadziliśmy się przy Słowie, a Jezus naocznie, doświadczalnie, przekonywał nas, jaka moc jest w Jego słowie. Przekonywał nas, że potrafi ono reanimować nasze serca, nasze obumarłe uczucia, nasze życie z Bogiem. Jezus przekonywał nas, że potrafi nasze serca tak rozgrzać i rozpalić swoim Słowem, że wraca w nich wiosna, pierwsza wiosna, naszego powołania. Jezus potrafi nas rozkochać w Słowie, rozkochać w Kościele, rozkochać w drugim człowieku. Jego Słowo jest pełne mocy, a my wszyscy i każdy z nas osobiście w intymności swojego serca jesteśmy tego świadkami.

Ewangelista mówi nam: „a On głosił im naukę”. Św. Marek używa w tym zdaniu słowa „logos”, które oznacza orędzie, całe orędzie. To samo Słowo, słowo pełne mocy, które słyszałem dzisiaj, usłyszę także jutro. Słowo Jezusa się nie zmienia, Jego orędzie jest zawsze całe. Nigdy w to nie zwątpmy! Gromadźmy się przy tym Słowie, jak owe tłumy! Gromadźmy się z pasją! Gromadźmy się cisnąc się do Jezusa, lgnąc do Niego! Takich księży i takich zakonników potrzebuje dzisiaj Kościół. Jeśli ksiądz będzie lgnął do Słowa, ludzie będą lgnęli do księdza. Lgnąć będą nie do nas, Iksińskich, ale do tej mocy, która jest w nas, a która pochodzi od Niego, która pochodzi z Jego Słowa. Bóg wybrał sobie nas, „robaczki”, by nas uczynić „Goliatami” swojej Ewangelii, ale aby tak się stało, musimy nosić w sobie moc Jego Słowa. Te tłumy - pozwólcie, że podzielę się pewnym skojarzenie czy alegorią - przypominają nam również, że w domu, dokąd wracamy, będzie ciasno. Już niedługo przestrzeń życiowa, którą mieliśmy tu, na rekolekcjach, zostanie wypełniona rozlicznymi pracami i obowiązkami. Być może, gdy dziś włączyliście telefony komórkowe czy ponownie otworzyliście kalendarze, zobaczyliście ileś tam SMS-ów i punktów w harmonogramie zajęć. Być może o wielu sprawach do zrobienia przypomniało wam spontanicznie wasze serce. I tak ma być: mamy się spalać dla innych, spalać dla Kościoła. Mamy się spalać, ale nie wypalać. Wypalony ksiądz to zawsze o jeden za dużo wypalony ksiądz w Kościele. My mamy się spalać, a inni mają się od nas zapalać.

Ta piękne wydarzenie z dzisiejszej Ewangelii jest Dobrą Nowiną także na nasze jutro. Tam jest tak ciasno, a wiara znajduje dziurę, przez którą można wejść na spotkanie z Jezusem, by z bliska słuchać Jego Słowa. Zauważmy, że Jezus zwraca uwagę na wiarę tych ludzi („Jezus, widząc ich wiarę, rzekł…”). Przypomnijmy sobie coś, co często powtarza o. Innocenzo Gargano, kameduła, że jeśli nie uwierzymy, że Słowo Boga jest jedynym słowem, które daje moc, które daje życie; jeśli nie uwierzymy, że poza Nim nie ma słowa, które daje życie, nie będziemy lgnęli do Słowa Boga. A przecież „wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (J 1, 3). Jeśli nie uwierzymy w moc Słowa Boga, nie będziemy lgnęli do Słowa Boga. Będziemy wówczas otwierali wiele dobrych, skądinąd ciekawych i ważnych książek, tymczasem w samych tych książkach nie ma życia, one mogą nas jedynie podprowadzić do życia (a już, nie daj Boże, sięganie po książki, które wyprowadzają nas z życia i od życia!). Wiara w moc Słowa będzie nas wyprowadzać z każdego paraliżu, również z tego, gdy w codzienności będziemy się czuć sparaliżowani zmęczeniem, obowiązkami czy sprawami, które się na nas stłoczą. Z każdego paraliżu możemy zostać wyprowadzeni i wyniesieni przez naszą wiarę. Wiara nas zawsze poniesie do Jezusa! Tego jednego nie możemy zatracić: nie możemy zatracić wiary, bo wtedy staniemy się jak cymbał brzmiący, staniemy się puści, staniemy się tylko funkcjonariuszami. Potrzebujemy wiary, żywej wiary, by innych prowadzić do zbawienia!

I będziemy niesieni na tych naszych noszach, do których jesteśmy przykuci, jak ów sparaliżowany człowiek. Te nosze to nasze słabości, biedy… Ich nam nigdy nie zabraknie w naszym dobytku. One z naszych domów się nigdy nie wyprowadzą. Możemy zmieniać meble i samochody, możemy inaczej się ubierać, a słabość zawsze będzie mieszkała z nami. Nie to jednak jest istotne. Istotne jest to, że my już wiemy, co z tą słabością zrobić, a dokładniej, do kogo z nią możemy przyjść. Przecież Jezus widząc chorego na noszach nie złapał się za głowę wołając: „Dobry Boże, sparaliżowany człowiek! Człowieku, skąd ci się to wzięło? Co też się tobie, człowieku, stało?”. To my się denerwujemy, męczymy, zniechęcamy. Papież Franciszek powtarza, że Bóg się nami nie męczy: „Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem; to nas męczy proszenie Go o miłosierdzie” (EG 3). Bóg się nie męczy, ale się cieszy, że jesteśmy, jak ów sparaliżowany, przyprowadzani do Niego albo że my przyprowadzamy do Niego innych sparaliżowanych. I tak czasem może wyglądać nasza modlitwa: będziemy się modlić ze sparaliżowanym umysłem, ze sparaliżowanym uczuciami, a może nawet ze sparaliżowanym sercem, ale ważne jest to, żebyśmy doświadczając paraliżu, w jakimkolwiek wymiarze, pozwolili się przynieść przez naszą wiarę na spotkanie z Jezusem.

Co się wtedy dzieje? W tekście dzisiejszej Ewangelii trzy razy powtarza się słowo, którym modliliśmy się wczoraj: „egeiro, powstał”, a którego św. Marek używa na określenie zmartwychwstania. Jezus mówi do sparaliżowanego: „Wstań!”, ale zanim to powie, najpierw zwraca się do niego mówiąc: „dziecko!” (w tekście jest słowo „teknon” - Mk 2, 5). To słowo podkreśla relację pełną ciepła. To tak, jakby powiedział: „Boże drogi! Dziecko, co się z tobą stało?”. Jezus mówi mu: „Wstań, weź swoje łoże i idź do domu”. Jezus w Ewangelii zawsze jest tym, który podnosi. Jeśli my doświadczymy tego w sobie, drodzy bracia, to i my będziemy ludzi podnosić, to i nasze homilie będą ludzi podnosić, to i nasze spotkania z innymi będą ich podnosić. Kiedy w nas będzie to doświadczenie Boga, który podnosi nas z naszego paraliżu, będziemy również wiedzieć, jak pomagać innym i jak ich podnosić, oczywiście, mocą Jezusa, a nie naszą.

W wydarzeniu, o którym słyszymy, uczestniczą również nasi przyjaciele i „bliźniacy”, uczeni w Piśmie. Tu z kolei św. Marek trzy razy używa słowa: „myśl, myśleć”. Oni ciągle i tylko „myślą”, a tymczasem to nie wystarcza. W relację z Bogiem nie wystarczy wchodzić myśląc o Nim; o Bogu nie wystarczy myśleć. Gdyby Bóg był ideą, wówczas wystarczyłoby o Nim myśleć. Uczeni w Piśmie uczestniczą w tym wydarzeniu jedynie zewnętrznie. Nie potrafią dostrzec tajemnicy serca przemienionego. Jezus wie, gdzie jest epicentrum paraliżu i dlatego uzdrawia najpierw serce sparaliżowanego. Bo Jezus wie, że kiedy człowiek ma zdrowe serce, to nawet będąc chory na ciele, będzie zdrowy, bo będzie w nim pokój i przestrzeń życia. Uczeni w Piśmie wiedzą i widzą tylko tyle, ile są w stanie ogarnąć swoim umysłem, swoimi myślami. I dyskutują. Oni wciąż tylko dyskutują! Ich modlitwa to dyskusja, a Jezus chce ich i nas leczyć z takiej modlitwy i dokonuje kolejnych cudów, byśmy się przekonali i doświadczyli, że On naprawdę uzdrawia serce. Jezus chce nas leczyć z takiego życia, które polega jedynie na myśleniu, na naszym jedynie myśleniu, na opieraniu się jedynie na tym, co my sami myślimy. Prośmy, by Jezus uzdrawiał nas z naszego ludzkiego jedynie myślenia.

Jezus mówi: „weź swoje łoże i idź do domu”. Mówiąc jednak uzdrowionemu: „hypage, odejdź” i posyłając go w kierunku życia, Jezus zachęca go, by wziął ze sobą również łoże: „Weź swoje łoże, bo to także twoja własność, i idź do domu”. Wracamy do domów niosąc ze sobą swoją biedę, swoją słabość. Każdy z nas wraca do domu po rekolekcjach utykając, jak Jakub. Każdy z nas ma coś zwichniętego w swoim życiu, ale dzięki Słowu Boga, które nas posyła, potrafimy chodzić. Inni będą nas widzieć z biedą, którą nosimy, ale widząc nas biednych i zdrowiejących będą do nas lgnąć, bo będzie w nas też świadectwo mocy Słowa, Bożego Słowa. Prośmy Boga, abyśmy przyjmowali Słowo Boga w sercu i nosili je zawsze w sercu. Prośmy Boga, by Jego Słowo było sercem naszej drogi życia, sercem naszego powołania i posługi.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl