O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ukrzyżowanie ...


Ukrzyżowanie
Świadectwo z ćwiczeń ignacjańskich – III tydzień

--- --- --- --- ---

I. PO REKOLEKCJACH (cud Kany Galilejskiej)

Widzę sterczącą skałę. Ktoś wprawnie uderza w nią tępym narzędziem i strąca jej wierzchołek.
Z kamienia tryska woda. Powoli pokrywa skaliste podłoże. Poziom wody stopniowo się podnosi.
Niezauważalnie, lecz stale – jak wskazówka odmierzająca godziny na tarczy zegara.
Ten proces jest niepohamowany jak upływ czasu.

To laska Mojżesza dotknęła mojego serca z kamienia.
Palec Boży dotyka mojego życia.

Teraz widzę betonową zaporę. Piętrząca się woda coraz mocniej napiera na przeszkodę.
Potężna tama zarysowuje się. Nareszcie pęka, kruszy się i z hukiem upada.
Bezmiar wód wlewa się w wyschniętą dolinę.

To moje grzeszne życie legło w gruzach, by teraz wciąż rodzić się na nowo. Aż do spełnienia.
Samotna zatoka serca jednoczy się z bezkresem miłości Oceanu. I z wszystkimi Jego zatokami.

To Ty, mój Boże, napełniasz pustkę odwiecznej tęsknoty.
Ty stajesz się we mnie, a ja w Tobie.
Tak Rajski Ogród się tworzy.

Wyschnięta gałązka poi się skokiem życia Winnego Krzewu,

który w bólach ją rodzi.
Moje serce wypełnia Krew Boga.

--- --- --- --- ---

Tytułowy bohater filmu „Tony Arzenta” (Alain Delon) przedstawia swoim rodzicom kobietę. Mężczyzna wyjaśnia, że kobieta jest ranna, ponieważ cierpiała dla niego. To najpiękniejsze słowa, jakie matka może usłyszeć od syna na temat kobiety, której ma powierzyć swoje kochane dziecko – zrodzone w bólach i w trudzie potem wychowywane.

Proszę Cię Panie Jezu, abyś kiedyś, przedstawiając swojej Matce moją duszę, mógł o niej powiedzieć: „ona cierpiała dla Mnie”.

Najlepsza rekomendacja, jaką człowiek może dać swojemu przyjacielowi, brzmi: „on oddał za mnie życie”. Dzisiaj chcę przedstawić mojemu tacie Przyjaciela, którego pragnę naśladować. Ma na imię Jezus. On oddał za mnie życie…

Proszę Cię, Panie Jezu, abyś Ty także mógł kiedyś przedstawić mnie tymi słowami swojemu Ojcu.

--- --- --- --- ---

Liczy się tylko Miłość. I nic więcej.

--- --- --- --- ---

Jacques Brel - Quand on n'a que l'amour.
 

--- --- --- --- ---

II. ZAKOŃCZENIE REKOLEKCJI (dzień spowiedzi)

Pan Jezus na krzyżu w kaplicy przez cały czas wydawał mi się kimś w rodzaju aktora filmowego – przystojny, dobrze zbudowany, ale jednocześnie beztroski, jakiś taki płytki, wręcz banalny. Gdy jednak spojrzałem na niego bezpośrednio po mojej spowiedzi, uderzyło mnie to, co się z Nim stało – ujrzałem zmaltretowanego więźnia obozu koncentracyjnego, brudnego, ze spuszczoną głową, pobitego moim grzechem.

Wiem, że to kwestia innego oświetlenia, tego że usiadłem w innym niż zwykle miejscu, że za oknem padał deszcz, ale – wiadomo przecież – przypadków nie ma. Poza tym na odbiór rzeczywistości ma wpływ to, co dzieje się we wnętrzu człowieka. Oczy serca przedzierają się przez zasłonę fizyczności i dotykają tego, co nieuchwytne dla powierzchownych zmysłów. Dotykają istoty rzeczy. Mój grzech realnie rani Serce i kaleczy Ciało mojego niewinnego Boga.

Jestem tego absolutnie pewien.

--- --- --- --- ---

III. POCZĄTEK REKOLEKCJI

Spacerując po ogrodzie, podchodzę do figurki Matki Boskiej z Lourdes.
To ma być ta Piękna Pani?
– Maryjo, ale cię oszpecili – mówię do Niej.
Ona odpowiada mi ustami klęczącej obok św. Bernadetty –

im jestem brzydsza, tym głębiej spoglądam w niebo.

Niedługo potem, już w domu rekolekcyjnym, spotykam inną figurę Maryi, z Dzieciątkiem na rękach. Nie mogę się oprzeć, żeby nie powiedzieć do Niej – Maryjo, jaka jesteś piękna…
Ona odpowiada – cierpienie mojego Dziecka jest źródłem mojego piękna.

Kwintesencja Krzyża
to kwintesencja człowieczeństwa.

Zawiera się w słowach Norwida,
który pyta: „cóż wiesz o pięknem?…”
i odpowiada: „…kształtem jest Miłości”.

--- --- --- --- ---

IV. PRZEBIEG REKOLEKCJI

Bóg wprowadza mnie w tajemnicę Krzyża, poczynając od jego istoty.
Cierpienie jest bardzo bolesnym i bardzo realnym faktem, ale to tylko osnowa, środek do celu,
narzędzie. Celem zaś i istotą Krzyża jest Miłość.

MIEJSCE PASCHY

„Spotka się z wami człowiek niosący dzban wody” (Łk 22, 10).
To „woda żywa” – łzy miłosnego uniesienia, rosa zwilżająca kobiece łono
przed poczęciem życia.

„Idźcie za nim do domu, do którego wejdzie” (Łk 22, 10).
Ten dom to ciało niewiasty, która czeka na przyjęcie mężczyzny. Ciało otwarte na Miłość.
To dusza człowieka gotowa na przyjęcie Boga z wszystkimi tego konsekwencjami.

„On wskaże wam salę dużą, usłaną; tam przygotujecie” (Łk 22, 12).
Sala duża, usłana to łono Córy Syjonu, która oczekuje Syna Bożego.
Tu dokonają się zaślubiny Boga ze światem. Tu pocznie się nowe życie,
życie Kościoła – Matki twojego i mojego zbawienia – Oblubienicy Boga,
która zrodzi Świętych – Ciebie i Mnie.

Przez kolejne dni przybliża się i wreszcie wyłania problem, który Bóg chce przede mną postawić. Obnaża moje pragnienie uznania w oczach świata. Zewnętrznie już pokonane, ale w głębi – jak odkrywam – wciąż jeszcze żywe. Teraz ujawnia się to w takich grzechach jak perfekcjonizm, nadgorliwość czy szukanie niepotrzebnego usprawiedliwienia w oczach drugiego człowieka. Wcześniej, przed nawróceniem, nieraz zdarzało mi się narażać życie, żeby zwrócić na siebie uwagę. Często sięgałem po alkohol i prowokowałem ekscesy, w których mogłem odegrać znaczącą rolę. Widzę teraz wyraźnie – jak nigdy dotąd – korzeń mojego grzechu. To próżność. Pustka wewnętrzna wynikająca z zaburzonej relacji z ojcem. Stąd wypływa brak poczucia własnej wartości, akceptacji siebie. Niemożność oparcia się na sobie samym rodzi poczucie słabości i lęk przed odrzuceniem, przed zdemaskowaniem. Stąd chorobliwa dążność do usprawiedliwienia swojego istnienia poprzez aplauz z zewnątrz. Podświadoma potrzeba ciągłego zasługiwania na to, by żyć. Wobec różnych, często sprzecznych ze sobą wymogów, kryteriów stawianych przez świat, były we mnie – od kiedy pamiętam – ogromne konflikty wewnętrzne, w skrajnych sytuacjach objawiające się autoagresją. Sytuacja bez wyjścia – jak sądziłem – zaczęła się radykalnie poprawiać od momentu, w którym podporządkowałem swoje życie Bogu (poszukiwanie i rzetelne wypełnianie Jego woli, stałe przebywanie w stanie łaski uświęcającej, regularne, częste uczestnictwo w sakramentach, różaniec). Z chwiejnej budowli na piasku stopniowo przemieniam się w twierdzę osadzoną na skale (przechodząc przez czyściec). To jest fascynujące. Bóg dokonuje cudu w moim wnętrzu. Nieuleczalne kompleksy przestają istnieć. Teraz odkrywa się ich geneza. To jest brak wystarczająco silnej relacji z Bogiem Ojcem.

Pierwszy tydzień ćwiczeń ignacjańskich otworzył mnie na relację z Maryją – narodziłem się jako Jej dziecko, nastąpiło we mnie wewnętrzne pogłębienie i uwznioślenie relacji z kobiecością. Drugi tydzień to ugruntowanie owoców pierwszego i głębsze otwarcie się na Jezusa. Mocniejsze przylgnięcie do Niego (jako do Pana i Bohatera mojego życia). Trzeci tydzień, jak się okazuje, to otwarcie się na bliską relację z Bogiem Ojcem. To początek rodzenia się jako dojrzały mężczyzna. Czuję, że teraz docieram do samego fundamentu mojej egzystencji. Jego Imię brzmi: „JESTEM, KTÓRY JESTEM” (por. Wj 3, 13-15).
To Rdzeń mojego jestestwa.
Każdego jestestwa.

Moment płaczu św. Piotra, który trzykrotnie zdradził Jezusa to moment mojego upadku, a zarazem definitywnego nawrócenia życia ku Bogu (rok 2008).
Dotykając tego punktu, Bóg przenosi mnie do realnej sytuacji z czasu dzieciństwa. Słysząc pianie koguta (zwiastun ponownego narodzenia Piotra – „z wody i z Ducha” ), widzę dom dziadków, w którym wspólnie z rodzicami spędzaliśmy wakacje. Pokój, w którym spaliśmy. Za oknem ogród prześwietlony słońcem. Światło jak na obrazach impresjonistów. Jest ciepło i bezpiecznie. Wszystko ma solidne podstawy. To archetyp domu. Po chwili idę z ojcem za rękę. Mam kilka lat. Skąpana w słońcu łąka. Jest wiosenny poranek.

Zbliżamy się do źródła. Z ziemi wypływa krystalicznie czysta woda.
Przegląda się w niej pełnia blasku słońca.
To „woda życia” – symbol Ducha Miłości.
To mój Jordan.
Mój początek.

Czuję niesamowicie bliską i serdeczną więź z moim tatą. Towarzyszy temu bardzo głębokie poruszenie emocjonalne. Czuję, jakby w otchłaniach mojej duszy ktoś nawadniał skorupę gleby, wyschniętej i spękanej.

Moment płaczu Piotra to równocześnie moment, w którym zapada decyzja o wydaniu Jezusa Piłatowi, by go zgładzić (Mk 15, 1 następuje bezpośrednio po Mk 14, 72).
Ukrzyżowanie odsłania się przede mną już z perspektywy Ojca.

Tak się złożyło, że tuż przed rekolekcjami mój pięcioletni synek zachorował na anginę ropną i – jednocześnie – na zapalenie ucha. Ponieważ pękła mu błona bębenkowa – lała się krew. Dostał serię bolesnych zastrzyków. O ile nigdy nie płakał przy pobieraniu krwi czy szczepieniu, to teraz się załamał. Powiedział, że chciałby umrzeć, bo nie wytrzymuje bólu.

Kiedy szedłem na rekolekcje, prosił, żebym nie wyłączał telefonu.
Ja wyłączyłem telefon, a Ty – Boże – odsunąłeś się od Jezusa.
W mojego synka wbijają igłę. W Twojego – gwoździe.
Ja wyobrażam sobie cierpienie swojego dziecka, Ty jesteś w nim obecny.
Ty w nim, a ono w Tobie.
Mój synek przytula się do dziadka, Twojemu żołnierze plują w twarz.
Mój synek dostaje naklejkę „dzielny pacjent”, Twój – właśnie skonał.
Żołnierze włócznią przebili Mu serce.
Wylała się z Niego miłość.

i miłosierdzie na ziemię wyciekło.

Na nas i na dzieci nasze…
Dziękuję Ci, Ojcze.

Maciej, 41 lat
uczestnik III tygodnia ćwiczeń ignacjańskich
luty 2014

Publikacje z okazji 15-lecia CFD

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl