O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Świadek jest księgą - ma w sobie wyraziście wypisaną Ewangeli ...


Świadek jest księgą
- ma w sobie wyraziście wypisaną Ewangelię!
*

Homilia w czasie dziesiątej sesji
dwuletniej Szkoły Wychowawców
Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych
2013-2015

14 stycznia 2015 r. - środa pierwszego tygodnia zwykłego (rok I)
Dz 5, 17-32 [tekst wybrany wg programu szkoły]; Ps 105, 1-4.6-9; Mk 1, 29-39

---------------------------------------

Pan Jezus zostawia wszystko i idzie „na miejsce pustynne” - na spotkanie z Ojcem. To zdanie Ewangelii wyznacza swoiste znamię dzisiejszego wieczoru i jest dla nas niezwykle istotnym wskazaniem. Jezus, najściślej złączony z Bogiem i z nami, stał się doskonałym pośrednikiem. Więc, aby siostrze czy współbratu pomagać wierzyć, trzeba ten Jezusowy styl - dziś podpowiedziany nam tak wyraziście w Ewangelii wg św. Marka - wziąć sobie do serca i to możliwie najpełniej. Chrystus przyszedł, żeby być z nami solidarnym. Jego deklaracja, dobrze i klarownie opisana w przypowieści o siewcy, jest jednoznaczna: nie przyszedł sądzić, ani wydawać wyroków, ani nawet, aby coś porządkować; On przyszedł, aby coś rozpocząć. To stąd jego solidarność z każdym człowiekiem. Stąd to wszystko, co przeżywaliśmy w ostatnich tygodniach, najpierw w czasie Adwentu, potem w okresie Bożego Narodzenia. Stąd to wszystko, co będzie się teraz nieustannie przewijać na etapie tzw. okresu w ciągu roku, żebyśmy wreszcie przeżyli również tę chwilę, kiedy Jezusowa miłość będzie się niezwykle skonkretyzuje, a Bóg doprowadzi nas w tym dojrzewaniu aż do końca.

Mamy być wychowawcami, formatorami, a przede wszystkim głosicielami Ewangelii. To nasze bardzo ważne zadanie. Dziś, aby spełnić to zadanie - zresztą tak było od początku i będzie zawsze - trzeba być świadkiem. „Będziecie moimi świadkami” - wzywa Jezus (Dz 1, 8). A my możemy być świadkami jedynie tej rzeczywistości, którą znamy, a najbardziej tej, której doświadczyliśmy; o innej świadczyć nie możemy! Jeśli nie znamy ani nie doświadczyliśmy, nie możemy świadczyć; bo niby o czym moglibyśmy świadczyć. Powołani jesteśmy do głoszenia zbawienia rozumianego nie jako przedmiotowy cel, ale jako nieustanna uległość wobec planu Boga spełniającego się w nas i wokół nas, jako uległość wobec cudownego Bożego planu. Kościół od swoich członków, od wszystkich swoich członków, domaga się postawy apostolskiej. Papież Franciszek mówi o tym jednoznacznie w adhortacji „Evangelii gaudium”. Ja jednak chciałbym wrócić jeszcze do słów św. Jana Pawła II, który podpowiadając Kościołowi, gdzie szukać misterium tej niepowtarzalności, przypomniał, że żaden człowiek ochrzczony nie może żyć przeciętnie.

Przeciętność to bardzo niebezpieczna pokusa, która albo manifestuje się wprost w myśleniu albo podstępnie wkrada się w podświadomość osób wierzących. Niedawno, w czasie jednego ze spotkań kapłańskich, pewien ksiądz wypowiedział tezę, którą uznał za niezwykłą, że wszelka skrajność jest szkodliwa, a najlepszy jest złoty środek. Słysząc takie słowa, pytam, jak je pogodzić z Ewangelią, bo to wychodzi na letniość; teza wydaje się więc trudna do obrony. Pokusa przeciętności - pokusa, by jakoś tam sobie funkcjonować „tak pośrodku” - jest niezwykle silna. Jeżeli natomiast ewangelizacja ma stać się rzeczywistością, to wszyscy, do których Bóg dotrze z przesłaniem na dzisiaj, w głębi serca muszą mieć odwagę; odwagę, o której dziś medytujemy w słowie zaczerpniętym z Dziejów Apostolskich (Dz 5, 17-32). Ta odwaga bierze się z ciągłego wędrowania „na górę” czy „na miejsce pustynne”, bo w innych miejscach Pana się nie spotyka. Jeżeli w grę wchodzi Bóg, to obojętnie czy w naszym życiu duchowym jesteśmy „w piwnicy” czy „na szczytach”, jesteśmy wzywani „na górę”. A Bóg wtedy zaprowadzi nas również na szczyty naszych możliwości.

Działalność apostolska (jakakolwiek, wszelka) jest uwarunkowana otwarciem serca na miłość Boga do nas i przyjęciem tej miłości. Bez wątpienia każda działalność apostolska wymaga ofiary. Dziś rano we wprowadzeniu ks. Krzysztofa do modlitwy, którego słuchaliśmy, padły słowa wezwania do takiej ofiarności. Przypomniałem sobie wówczas zupełnie inne słowa, które przeczytałem kiedyś w jakimś komentarzu do ewangelicznych błogosławieństw. Były to słowa, że wyjść na ulicę i proponować ludziom życie według błogosławieństw to dziś czyste szaleństwo. Głosząc Jezusowe błogosławieństwa można się spotkać z reakcją pukania się w głowę. Mówić z pasją o takiej rzeczywistości, jak np. błogosławieństwa, mogą jedynie ci, którzy wchodzą w przestrzeń miłości Boga, bo do ofiary są zdolni tylko ludzie kochający. Świat nie zna innej sytuacji, żeby ktoś był w stanie położyć swoje życie na szali, żeby ktoś był zdolny dać swoje życie w jednorazowym akcie ofiary lub dawać je w ofierze przez kilkadziesiąt lat, i ciągle od nowa… Bez miłości w sercu to niewykonalne. Pięknie to ujął Sobór Watykański II, kiedy mówiąc o powołaniu do apostolstwa równocześnie mówi o powołaniu do świętości. Żadna przeciętność tu nie jest do przyjęcia!

Rozważając Dzieje Apostolskie przyglądamy się dziś apostołom. Dla ludzi, którzy nie znają Jezusowej Ewangelii, a przecież Ewangelia na tym etapie historii zbawienia jeszcze nie jest spisana, uczniowie Jezusa są doskonałą księgą. Na sobie samych (lepiej powiedzieć: w sobie samych) mają wyraziście wypisaną Ewangelię: miłość Jezusa i miłość do Jezusa. Ich deklaracja jest jasna: Bóg jest pierwszy i tylko posłuszeństwo Bogu ich interesuje! To pełne miłości zapatrzenie się w Boga jest bardzo ważne, jest istotne. Dziś warunkiem, aby inni uwierzyli w Boga i Bogu, jest taka właśnie wierność i dojrzałość nas, uczniów Jezusa; wierność i dojrzałość, która wyzwoliłaby w innych ludziach przynajmniej jakieś pytania albo zrodziła w nich zachwyt ty, co widzą i czego nie rozumieją. W ten sposób człowiek współczesny w całej gęstwinie propozycji znalazłby w uczniach Jezusa samego Jezusa i mógłby powiedzieć: „chciałbym takim być”.

Wśród wielu wydarzeń, które przeżywałem na placu Woodstoku, było również takie. Jakiś woodstokowicz wyrwał uczestnikowi Przystanku Jezus dwadzieścia złotych i… wpadł prosto „w ramiona” policjanta. Poszkodowany podszedł do policjanta mówiąc: „Puść go, pan, myśmy się tylko wygłupiali”. Kiedy policjant odszedł, woodstokowicz zapytał człowieka z Przystanku Jezus, czy mu coś odbiło, bo on go zupełnie nie rozumie. Usłyszał wówczas pytanie: „czy znasz Jezusa?”. Kiedy pokręcił przecząco głową, usłyszał: „więc nie będę ci się tłumaczył, bo i tak tego nie zrozumiesz”. Bez Jezusa nie da się pewnych postaw zrozumieć. Rozmawiałem potem z nimi oboma. Ów woodstokowicz mówił: „Wie ksiądz, ja nic nie wiem o Jezusie! Coś tam wiem o Kościele z tego, co podają w mediach, ale jednego to bym chciał: chciałbym być takim człowiekiem jak on!”. Oto Ewangelia wypisana w człowieku i rodząca pragnienia w innych!

Niewiele dadzą ceremonie, nawet nieźle odprawione…; na niewiele zdadzą się nabożeństwa, czy nawet piękne celebracje eucharystyczne…; niewiele dadzą stowarzyszenia, nawet te wcale nieźle działające, jeśli to wszystko nie będzie nastawione świadectwo, na jedno wielkie świadectwo. Wszystko inne na niewiele się zda. Bo tylko On, Jezus Chrystus, wszedł do Miejsca Świętego, a w Nim my przekazujemy miłosierdzie. Naszym zadaniem jest być tym, czym mają być wszyscy chrześcijanie (w dzisiejszym fragmencie Ewangelii to jest oczywiste), a mianowicie charyzmatykami, ludźmi naznaczonymi charyzmatem. To Jezus Chrystus jest Drogą i Ścieżką. To On, Jezus Chrystus, sprawia, że zadziwienie czy ocena, którą wypowiadają członkowie Sanhedrynu („napełniliście Jerozolimę waszą nauką” - Dz 5, 28), a którą od rana rozważamy i przeżywamy na modlitwie, powodują, że w ludziach coś zawirowało. Oto prawdziwie nowa ewangelizacja!

bp Edward Dajczak

---------------------------------------
* tytuł pochodzi od redakcji

w tekście spisanym z nagrania
zachowano styl języka mówionego
---------------------------------------

Polecamy:

  

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl