O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Wierzę w Ducha Świętego, Kościół i sakramenty 4-7 VI 2015 - h ...


Wierzę w Ducha Świętego,
Kościół i sakramenty

SZKOŁA WIARY
4-7 czerwca 2015

TEKSTY HOMILII
które w czasie sesji wygłosił M.I. Rupnik SJ

---------------------------------------------------------------------

Nowy chleb z „nowego snopa” - niezniszczalny pokarm nowego życia
homilia - uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (rok B), 4 czerwca 2015 r.
Wj 24, 3-8; Ps 116B, 12-13.15.16bc-18; Hbr 9, 11-15; Mk 14, 12-16.22-26

Pascha praktycznie zbiega się z początkiem Święta Przaśników. Te dwa święta były ze sobą tak ściśle złączone, że mówiąc o nich praktycznie można było używać zarówno nazwy „Pascha”, jak i „Święto Przaśników”. Co to są przaśniki? To niekwaszony chleb, chleb „upokorzenia” i wyzwolenia. Miał on przypominać o „upokorzeniu” niewoli i wyzwoleniu z tej sytuacji (Pwt 16, 3). Świętując Izraelici przez siedem dni mieli jeść chleb niekwaszony i mieli usunąć wszystek stary kwas z domu. Nic, absolutnie nic ze starego kwasu, nie mogło pozostać w domu! Widzimy więc, że przaśniki stanowią pewnego rodzaju odcięcie od przeszłości, odcięcie od czasu niewoli. Tak iż św. Paweł w rozdziale piątym pierwszego listu do Koryntian zachęca chrześcijan, by wyrzucili wszystek stary kwas i trwali w czystości, szczerości i prawdzie Chrystusa, a więc by byli jak przaśny chleb (zob. 1 Kor 5, 6-8). Ów więc fakt wyrzucenia starego kwasu wskazuje na potrzebę oczyszczenia, ma znaczenie oczyszczające.

W kontekście owych siedmiu dni święta mieści się także wspomnienie ostatniej wieczerzy Pana. I dlatego, przede wszystkim w pierwszym okresie [Kościoła], zwłaszcza w Antiochii, bardzo bliskiej światu żydowskiemu, mamy do czynienia z pewną duchowością, a mianowicie z duchowością oczyszczenia, według której my jesteśmy „nowym ciastem”, „nowym chlebem” (zob. 1 Kor 5, 7); my jesteśmy „Ciałem Chrystusa” (zob. 1 Kor 12, 27). To nie chleb stał się Chrystusem, ale Chrystus stał się chlebem (J 6, 33.51). Chrystus jest tym Pokarmem na nowe życie (J 6, 55); jest pokarmem nas nie jako niewolników, ale jako ludzi wolnych. Jest to Pokarm na wolność synów i dlatego nie zawiera nic z niewoli. My jesteśmy synami, dziećmi, a to jest pokarm synostwa, pokarm dzieci Bożych. Chrystus stał się pożywieniem, aby każdy człowiek mógł żyć prawdziwym życiem, życiem niezniszczalnym. Jest to znaczące, zwróćcie uwagę, że chleb z zaczynem wcześniej się niszczy, szybciej się starzeje. My natomiast mamy życie niezniszczalne, dlatego też potrzebujemy niezniszczalnego pokarmu.

W rozdziale dwudziestym trzecim Księgi Kapłańskiej jest opisane, że w ciągu tych siedmiu dni Święta Przaśników miała miejsce również liturgia snopów. Kapłan dokonywał gestu kołysania snopa, jaki osoba przynosiła do niego. Co oznaczał ów obrzęd snopów? Skąd pochodzi ten obrzęd i co oznacza? Jest to obrzęd dziękczynienia. Kogo i za co? To dziękczynienie człowieka, dziękczynienie rolnika, za pierwszy snop, snop jęczmienia, ponieważ jęczmień dojrzewał jako pierwszy; stąd też mówiono, że jest to pierwocina pierwocin ziemi, pierwsza z pierwocin ziemi (Kpł 23, 7n). Ale św. Paweł w rozdziale piętnastym pierwszego listu do Koryntian mówi, że Chrystus jest „pierwociną”, „pierwszym plonem”. Apostoł mówi, że Chrystus powstał z martwych jako „pierwociny spośród tych, którzy umarli” (w Biblii Tysiąclecia: „jako pierwszy spośród tych, co pomarli” - 1 Kor 15, 20). Św. Paweł ma tu na myśli właśnie ten obrzęd pierwocin, ponieważ po zakończeniu tego obrzędu można już było wyrabiać nowy chleb. Dlatego obrzęd kołysania snopa, czyli obrzęd pierwocin, odbywał się następnego dnia po szabacie, bo można już było wyrabiać nowy pokarm; wcześniej nie można było spożywać niczego z nowych plonów.

Spróbujmy odnieść to teraz do czasu Paschy Chrystusa. Zapytajmy, kiedy został wykonany ów obrzęd? Miał on miejsce pierwszego dnia po szabacie! A tamtego roku, [roku Paschy Chrystusa], był to dokładnie dzień zmartwychwstania Chrystusa. Widzimy więc, że Chrystus naprawdę jest „pierwociną”, jest „pierwszym plonem”. On naprawdę jest „nowym snopem”, który wyszedł z łona ziemi, z łona Dziewicy Maryi, a wraz Nim wyszła nowa ludzkość, to jest ludzkość odkupiona. Dlatego św. Paweł we wspomnianym liście precyzuje, że Chrystus to „pierwociny”, że On „zmartwychwstał jako pierwszy”. I kiedy Chrystus powróci, kiedy przyjdzie powtórnie, zmartwychwstaną także ci, którzy do Niego należą (1 Kor 15, 20-23). On jest „pierwocinami” nas wszystkich. On jest „nowym snopem” i nowym pokarmem życia zmartwychwstałego. Dlatego, widzicie, że Eucharystia jest pokarmem na przejście do nowego życia; nowe życie potrzebuje bowiem nowego pokarmu.

Eucharystia to też dziękczynienie za przejście, za przejście do Ojca. We fragmencie Ewangelii, którego przed chwilą wysłuchaliśmy, św. Marek używa wszystkich słów, których używa także w innym opisie, a mianowicie w opisie wjazdu Jezusa do Jerozolimy. W jednym i drugim miejscu czytamy o posłaniu uczniów; o posłaniu ich, by przygotowali; itd. Wszystko jest podobne. Mamy do czynienia z dwoma bardzo podobnymi opisami. Jest tak dlatego, że św. Marek chce pokazać, że Eucharystia, Wieczerza Pańska, to jest wejście Pana do Jerozolimy; to jest wejście Pana, który zmartwychwstał, do niebieskiego Jeruzalem. My również w Eucharystii dokonujemy tego przejścia. Dlatego jest ważne, by rozeznać - niech każdy z was spróbuje to rozważyć : kiedy mówisz „ja jestem…”, czy twoje „ja jestem” jest związane ze „starym zaczynem”, z ciałem, które umrze, czy też twoje „ja jestem” jest związane z Ciałem Kościoła, który jest „pierwocinami” tych, którzy zmartwychwstają. Każdy z nas musi rozeznać, jakim życiem żyje na co dzień. Uczestnicząc w tej Eucharystii spróbujmy z wiarą zobaczyć to, że i jak Chrystus staje się chlebem, który karmi nas, którzy jesteśmy częścią tych pierwocin, które wchodzą do niebieskiego Jeruzalem przed oblicze Ojca, byśmy poznali Ojca. Dlatego „Ja jestem” to słowo Syna, dlatego jest to „Ja” pewne.

Marko Ivan Rupnik SJ

---------------------------------------------------------------------

Oczyścić nasz obraz ojcostwa i ojca, królestwa i króla, Boga i człowieka
homilia - piątek 9. tygodnia okresu zwykłego (rok I), 5 czerwca 2015 r.
Tb 11,5-17; Ps 146, 1-2.6c-10; Mk 12, 35-37

Uczeni w Piśmie byli przekonani, że Mesjasz będzie synem Dawida. I to przekonanie było słuszne, bo to zostało zapowiedziane już Dawidowi, że kiedy spocznie obok swoich przodków, w zaświatach, wówczas z jego boku wyjdzie nowy król, jego potomek. Uczeni w Piśmie mają więc rację, że spodziewają się Mesjasza, który przyjdzie z potomstwa Dawidowego. Jednak coś im nie grało. Coś im nie grało, bo inaczej jest niemal niemożliwe to, by wyjaśnić wystąpienie, jakie dziś słyszeliśmy; by wyjaśnić tę interwencję Chrystusa, tak zdecydowaną.

W czym tkwi problem? Problem tkwi w tym, że Dawid to była największa chwała Izraela. Na fakcie, że z jego potomstwa oczekiwano Mesjasza, nowego króla Na tym oczekiwaniu i na tym wyobrażeniu ludzie wyhaftowali wiele rzeczy. Bo, widzicie: królestwo, król czy mesjasz to są obrazy, które bardzo pasują dla wyobraźni grzesznego człowieka. I jest prawdą, że nic w odniesieniu do Chrystusa nie było tak źle rozumiane, jak fakt, że jest on królem. Nic tak łatwo nie poddaje się naszym pokusom, jak rozumienie królestwa Bożego.

Dlatego, widzicie, Bóg czeka. Bóg czeka i posyła Mesjasza wtedy, kiedy w potomstwie Dawida już nie było niczego z królewskości, nie było nic z chwały i z dawnej potęgi. Pomyślcie, co królewskiego miał biedny Józef? Co z potęgi Dawida można było zobaczyć w Józefie? Nic. I właśnie teraz Bóg może wypełnić swój plan. Kiedy obraz zostaje oczyszczony, kiedy prawda zostaje ogołocona z ziemskich oczekiwań, wtedy Mesjasz może przyjść.

Zresztą, Józef nie jest ojcem naturalnym Jezusa. Mamy więc do czynienia nie tylko z nowym obrazem króla, ale również z nowym obrazem ojca: ojca, który nie posiada; Ojca, który nie może sobie przypisać własnego ciała, bo Syn nie jest z Jego ciała. Ponieważ już Dawid uważał za Pana Tego, z którym identyfikuje się Chrystus, jest ewidentne, że Chrystus czyni dziś aluzję do misterium planu Ojca, a jest to plan Boskiego Człowieczeństwa. Trzeba oczyścić obraz ojcostwa. Trzeba oczyścić obraz królestwa. Trzeba oczyścić obraz króla. Ale trzeba też oczyścić obraz Boga. Bo oto Bóg, który jest ponad wszystkim, który mieszka ponad siódmym niebem, gdzie nie dociera żadna ludzka rzecz, zamieszkał w łonie kobiety. Zwróćcie uwagę, jakiego oczyszczenia trzeba także tutaj.

Jeśli cała nasza filozofia ze swoimi badaniami stanie przed Dzieckiem z Betlejem i przed łonem Matki Dziewicy, i jeśli okaże się to całe nasze myślenie filozoficzne nie funkcjonuje wobec łona tej Matki i nie można go zastosować do tego Dziecka, które płacze, okaże się, że wszystko, co myśleliśmy, jest fałszywe, że nie służy, bo nie dotyczy Boga. To Dziecko jest Bogiem i Bóg jest jak to Dziecko. Ojciec tego Dziecka jest tak bardzo poza naszymi wyobrażeniami, bo z Dawida nie ma już nic, a Józef też nie jest Jego ojcem. Popatrzcie, jak wielka to tajemnica! A Bóg musi być wyzwolony z naszego rozumienia! Musimy przyjąć Boga jako Boga, a nie jako to, co my myślimy! On jest Królem, ale nie wg naszej mentalności. Jest też człowiekiem, ale nie może nim być wg naszej mentalności.

Dzisiejsza Ewangelia jest bardzo krótka, ale nas blokuje w tym wszystkim, o czym my tak łatwo myślimy. Bóg jest niespodzianką! Widzicie, wy macie dzieci, a najtrudniejsza rzecz dla rodzica tkwi w tym, by pozwolić, aby dziecko było dzieckiem, aby dziecko było osobą wolną. Najtrudniejszą rzeczą dla nas wszystkich jest to, by pozwolić, aby drugi człowiek był taki, jaki ma być, a nie jak my pragniemy, żeby był; a nie jak my chcemy, żeby był. Chrystus powiedział do uczonych w Piśmie: Ja wcale nie jestem taki, jak wy myślicie. A św. Marek Ewangelista powie zaraz na początku: dobra nowina jest taka, że Bóg nie jest taki, jak się nauczyliście.

Marko Ivan Rupnik SJ

---------------------------------------------------------------------

Szukający siebie - zaginą; dający „całe życie swoje” - powstaną
homilia - sobota 9. tygodnia okresu zwykłego (rok I), 6 czerwca 2015 r .
Tb 12, 1.5-15.20; Tb 13, 2.6.7; Mk 12, 38-44

Po wypędzeniu ze świątyni sprzedających i kupujących (Mk 11, 15-18), po oczyszczeniu świątyni, wielcy przedstawiciele instytucji religii żydowskiej bardzo się rozzłościli na Chrystusa okazując Mu to na wszelkie możliwe sposoby. W odczytanym dziś fragmencie Ewangelii Chrystus odpowiada na ich reakcje. Z pewnością jest to jeden z fragmentów Ewangelii, gdzie Chrystus jest w stosunku do nich bardzo, ale to bardzo surowy, o wiele surowszy niż wówczas, gdy wypędzał przekupniów ze świątyni. Jezus zwraca się do tłumu i mówi: „Uważajcie! Strzeżcie się! Nabierzcie dystansu!”. Św. Marek zaznacza, że to stanowi część nauczania Jezusa, że Jezus wypowiada te słowa „nauczając”. Tak więc ta uwaga „wobec”, to strzeżenie się „od”, to nabieranie dystansu „do” należy do nauczania Chrystusa. Do kogo trzeba nabrać dystansu? Kogo należy się wystrzegać? Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie jest prosta. Wydaje się, że trzeba się strzec tych złych grzeszników czy jakichś pijaków itd. A tymczasem, nie! Trzeba nabrać dystansu do przywódców religijnych i strzec się tych, którzy reprezentują instytucję religijną: uczonych w Piśmie, którzy byli pewnego rodzaju teologami o takiej randze i znaczeniu, że ich słowo spokojnie było traktowane na równi ze słowem Bożym. Są nawet takie teksty, z których wynika, że gdy pojawiała się wątpliwość między słowem zapisanym i słowem uczonego w Piśmie, który nauczał, wówczas przeważało słowo tego ostatniego. A Chrystus mówi dziś: „Uważajcie na nich! Strzeżcie się ich! Nabierzcie do nich dystansu!”. Z pewnością jest to ostrzeżenie, które Chrystus kieruje do „swoich”, czyli do nas, którzy możemy upaść w podobny sposób, jak to się zdarzyło w Starym Testamencie.

Popatrz, nie chciałbym mówić tego zbyt bezpośrednio, bo to dotyczy również mnie, ale słowa Bożego nie można „naciągać”. Jezus mówi o tym, że uczeni w Piśmie są ubrani w szczególny sposób („chodzą oni w powłóczystych szatach”), właśnie po to, by pokazać, że do czegoś, do jakiejś [ważnej grupy] należą. W synagogach wybierają miejsca, które są wyżej, żeby wszyscy ich widzieli. Na placach oczekują szczególnych pozdrowień, całowania w rękę, i nie wiadomo, czego jeszcze… Chcą, by mówić do nich „reverendo”, „czcigodny”. Na ucztach zajmują pierwsze miejsca. Chcą więc zarządzać całym życiem człowieka z ważnych miejsc: w synagodze, na placach i na ucztach. To szukanie miejsc wyraża ich chęć panowania nad całym życiem człowieka. A Jezusowi nie podobają się ani ich stroje, ani pozdrowienia, których oczekują, ani wybierane przez nich miejsca. Potępia te trzy rzeczy.

Potem Jezus mówi, że „objadają domy wdów”. Wdowa nie oznaczała tam jedynie kobiety, która już nie miała męża. Oznaczała osobę bezbronną, która nie miała już na kim się oprzeć. Nie miała nikogo, kto by ją obronił, a więc była bezbronna. Uczeni w Piśmie, jak i cała instytucja - świątynia i synagoga - mieli wszędzie zaprowadzać sprawiedliwość, tę słynną „sedakah” (hebr.). Jak kiedyś Bóg był z nimi, gdy jeszcze byli nicością, gdy byli małym plemieniem, i wziął ich w obronę, tak dziś mają tę sprawiedliwość zaprowadzić między sobą, wobec tych, którzy są słabi. Tyle, że uczeni w Piśmie nigdy nie doświadczali słabości, oni zawsze byli mocni, poprawni, doskonali… Z tego powodu nie doświadczyli, co Bóg uczynił względem nich, więc jest dla nich czymś trudnym, by rozumieli, co mają uczynić względem innych. Potem Jezus mówi tak (nie wiem, jak jest po polsku, ale włoskie tłumaczenie nie oddaje tego, co wyraża dosłownie oryginał grecki): „pokazują, że modlą się długo”, „pokazują, że modlą się bardzo dużo”. To nie spodobało się Chrystusowi, bo to nie jest dobre. Jezus nie uznaje tej ich modlitwy. A poza tym jest to jedyny raz, kiedy Chrystus kogoś potępia, kiedy mówi wprost, że ktoś jest godny potępienia. Nie potępił żadnej prostytutki ani żadnego innego grzesznika. Tu tymczasem mówi: „ci tym surowszy dostaną wyrok”.

Tu całe wydarzenie się nie kończy. Jesteśmy na dziedzińcu kobiet, w którego murach było trzynaście kas na ofiary z tabliczkami: „na sól”, „na baranki”, „na drewno” itd. Ludzie mogli zdecydować, do której złożą swoją ofiarę. Skrzynia na składanie ofiar wykonana była z brązu w jakby kształcie trąby z wielkim otworem, do którego wrzucano ofiarę. Widać, że uczniowie lubili tam przebywać, bo… co jakiś czas przechodził ktoś z wielkich i wrzucał całą garścią monety do tej skrzyni z brązu. Trąba, do której wrzucono - wyobraźmy sobie - pół kilograma monet, dźwięczała długo i głośno. Chrystus widzi uczniów, którzy są zachwyceni tą sceną. W Ewangelii wg św. Marka Jezus ciągle ich wzywa, bo oni nie idą za Nim. Towarzyszą Jezusowi albo dotrzymują Mu towarzystwa, ale nie idą za Nim, nie naśladują Go. Również teraz Jezus ich przywołuje, a oni przychodzą. Mówi im: „Popatrzcie na tę kobietę. Wrzuciła dwie monety, których nawet nie było słychać, ale wrzuciła najwięcej…”. W języku greckim tutaj czytamy: „ebalen holon ton bion auts”. Po grecku jest to przepięknie wyrażone: „wrzuciła całe życie swoje”. Dosłownie więc wrzuciła nie to „co miała na życie”, ale „całe życie swoje”. To bardzo mocne! Inni wrzucali „z tego, co im zbywało”, a ona wrzuciła „całe życie swoje”. W tym geście zawarty jest sens orędzia Chrystusa!

My jesteśmy odnowieni w Chrystusie poprzez Ducha Świętego, aby móc uczynić z naszego życia ofiarę. Tymczasem gubimy się w jakimś wykazie praktyk, poprzez które chcemy zdobyć życie. Chrystus i ci, którzy są do Niego podobni - podkreślił to Jezus mówiąc o geście tej kobiety - daje i dają własne życie. Kiedy ktokolwiek ofiaruje życie Bogu, wówczas miłość, jaką Bóg daje w tej ofierze, sprawia, że we wszystkich okolicznościach życia ów człowiek znajdzie drogę, jak kochać, czyli jak przeżywać życie jako dar. To jest nasza jedyna troska: być ofiarą!, a nie tysiące rzeczy, które mamy robić, a które nas tylko nadymają. Tymczasem ta staruszka dała swoje życie. Jest w Ewangelii zdanie, które dziś nie zostało odczytane, a które może nas „zdołować”, bo kiedy Jezus wychodził z dziedzińca niewiast, przychodzi do Niego jakiś z uczniów, a ewangelista mówi tak, jakby ów miał pełne usta i mówi do Jezusa: „Popatrz, jak cudowna jest ta świątynia!”. Jezus odpowiada: „Owszem, jest cudowna, ale jako że jest zbudowana w błędny sposób na barkach ludzi takich, jak ta uboga wdowa, nie pozostanie z niej kamień na kamieniu” (zob. Mk 13, 1-2; Mt 24, 1-2; Łk 21, 5-6). To dzieje się z wielką Europą chrześcijańską. Nie pozostanie kamień na kamieniu z naszego luksusu, z naszych pałaców. Co mieliśmy we wczesnym średniowieczu? Całe miasta. Nie pozostanie z tego nic. Pozostanie tylko to, co jest przeżywane jako ofiara ze swojego życia!

Marko Ivan Rupnik SJ

---------------------------------------------------------------------

„Gorsząca” nowość: miłość przebaczająca każdy grzech!
homilia - 10. niedziela okresu zwykłego (rok B), 7 czerwca 2015 r.
Rdz 3, 9-15; Ps 130, 1-8; J 12, 31b-32; Mk 3, 20-35

W dzisiejszej Ewangelii widzimy Chrystusa, który znajduje się w domu. „Dom” oznacza dom jakiejś rodziny, ale w Biblii oznacza też dom wspólnoty, np. dom Izraela. A Chrystus właśnie w dzisiejszej Ewangelii ukazuje pewnego rodzaju konflikt pomiędzy dwoma domami. W tym bowiem domu, w którym On się znajduje, nie ma Jego krewnych. Oni są na zewnątrz. I na koniec On okazuje preferencję, optuje na rzecz tych, którzy są z Nim w domu. Tak, iż w liście do Hebrajczyków jest napisane, że my jesteśmy domem Jezusa (zob. Hbr 3, 6). Bardzo piękny jest ów obraz domu: Chrystus jest w środku i przemawia, a dom słucha. My jesteśmy tym domem i byłoby to bardzo piękne, ale wydaje się, że nie jest wcale takie proste. Św. Marek Ewangelista mówi bowiem, że są tacy, którzy pozostają na zewnątrz. Nadto tymi, którzy zatrzymują się na zewnątrz, są matka Jezusa i Jego krewni. Sformułowanie „ci na zewnątrz” (gr. „eks” - „na zewnątrz”) dla Żydów oznaczało pogan, heretyków. Scenografia z dzisiejszej Ewangelii staje się więc trochę twarda, skoro ci „na zewnątrz stojący” to krewni Jezusa wraz z Jego matką. „Ci na zewnątrz” są uważani za takich w sensie teologicznym i rzeczywiście tak jest. Słyszymy bowiem, że przyszli, żeby Jezusa zabrać (wg BT: „powstrzymać”). Użyty tu czasownik grecki „krateo, kratein” oznacza chwycić, złapać siłą. To samo słowo będzie użyte co najmniej trzy razy w rozdziale czternastym Ewangelii wg św. Marka, gdzie Jezus zostaje pochwycony siłą przez Judasza i bandytów (zob. Mk 14, 1 mówi o arcykapłanach i uczonych w Piśmie; Mk 14, 44 - o Judaszu; Mk 14, 46.49 - o tłumie z mieczami i kijami). To samo słowo, które w dzisiejszej Ewangelii zostało użyte w odniesieniu do matki Jezusa i Jego krewnych, zostanie również użyte w odniesieniu do Heroda, który kazał „pochwycić” Jana Chrzciciela (zob. Mk 6, 17). Tak więc wizyta matki Jezusa i tych, których łączyły z Nim więzy pokrewieństwa, nie jest wizytą grzecznościową ani przyjacielską. Nie jest też wizytą tych, którzy trochę za Jezusem tęsknią, ale wizytą tych, którzy są zdecydowani, żeby Go zabrać.

Uczeni w Piśmie są przekonani, że Jezus jest bluźniercą, a Jego krewni, że jest szalony, że „odszedł od zmysłów” (Mk 3, 21). Co może być powodem tego, że Jego matka myśli, iż „odszedł od zmysłów”? Z Ewangelii można wywnioskować tylko jedną rzecz, a mianowicie tę, że Jezus był tak bardzo ogarnięty przez ludzi, iż nie miał czasu na jedzenie, bo ludzie chcieli Go słuchać…, a byli to ludzie „dziwni”, więc bliscy mówią: „Nie jest dobrze! On nie czuje się dobrze! On już dobrze nie rozumuje! Jest poza rozumem!”. Widzimy więc, że to określenie: „na zewnątrz stojący” jest naprawdę teologiczne. Oni naprawdę nie rozumieją nowości Chrystusa. Ludzie, którzy szli za Jezusem, byli ludźmi „najgorszego gatunku”, nie byli ludźmi „dobrze wychowanymi”. Wszyscy tacy właśnie ludzie stali wokół Jezusa. I wydaje się szczególne, że to „wszyscy” sprawia trudność tak urzędnikom z Jerozolimy, jak i krewnym Jezusa. Trudno im zrozumieć nowość Chrystusa. W czym tkwi nowość Chrystusa? Tkwi ona w tym, że miłość Jego Ojca jest skierowana do wszystkich ludzi! Skończyła się więc religia,… bo nie będzie można już niczego nakazywać, wydawać przepisów, ustalać warunków, ustalać przykazań, żeby mieć zasługi.

Miłość Boga Ojca jest dla wszystkich ludzi! Ale jako że to jest powodem zgorszenia, Jezus wypowiada konkretne słowa przebywając w tym domu, wśród konfliktu, dając odpowiedź zarówno swoim krewnym, jak i urzędnikom z Jerozolimy. Mówi coś naprawdę nowego, nowego również gdy się uwzględni scenariusz Starego Testamentu, również gdy się uwzględni poważny, teologiczny scenariusz Starego Testamentu. Mówi, że Bóg przebaczy wszystkie grzechy wszystkim i bez warunków! To jest całkowita nowość! Nowością jest to absolutne przebaczenie wszystkich grzechów i wszystkim! Naprawdę skończyła się religia. I co my zrobimy? Bóg przebaczy wszystko wszystkim! Św. Paweł Apostoł wyrazi tę prawdę na wszelkie sposoby i naprawdę we wszystkich swoich listach: że nikt nie zdobędzie niczego dzięki swoim zasługom, bo wszystko jest całkowicie bezinteresowne, darmowe!

„Wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone” - mówi Jezus dodając: „z wyjątkiem jednego grzechu”. Jakiego? Chodzi o grzech tych, którzy myślą, że to, co On mówi, pochodzi od diabła. Ten grzech nie będzie przebaczony, ponieważ jest „przeciw Duchowi Świętemu”. Jego rozmówcy myślą, że tak nie jest i że będą musieli szukać usprawiedliwienia, by zasłużyć na miłość. Nie są w stanie zobaczyć Boga, który im daje siłę, ale ciągle mają przed sobą obraz Boga potężnego, ale potężnego według wyobrażeń człowieka. Spróbujcie pomyśleć, że Piotr zwraca się do Chrystusa w taki sposób, jak Chrystus to czynił, gdy wypędzał złe duchy albo gdy uciszał burzę na jeziorze (gr. „epitimao” - upominać, karcić; zob. Mk 1, 25; 4, 39; 8, 32). Piotr „upomina, karci” Jezusa Chrystusa. Piotr myśli, że Jezus jest opętany. Zwraca się do Niego tak, jakby chciał Mu powiedzieć: „zamilknij, zamknij usta, nie mów już”. Kiedy tak reaguje? Reaguje tak wtedy, gdy Chrystus zapowiada, że będzie wydany w ręce ludzi, a więc gdy zapowiada swoją Paschę. „Niech cię Bóg broni!” (Mt 16, 22) - woła Szymon Piotr, choć możnaby to wołanie wyrazić również tak: „Niech Ci będzie przebaczone to, co mówisz!”. Dlaczego Piotr tak reaguje? Bo jest przekonany, że Bóg nic nie daje darmo, że w życiu nic nie otrzymuje się darmo. Piotr myśli, że to, co mówi Jezus, jest diabelskie, więc chce zamknąć usta Chrystusowi. Popatrzcie uważnie, że jeśli Piotr tak rozumuje, to cóż dopiero pomyśleć o innych ludziach! Jak radykalna jest nowość tego, co Chrystus przyszedł powiedzieć i jak trudno jest to przyjąć! „Mówili bowiem: Ma ducha nieczystego” (zob. Mk 3, 30). Do tego wniosku doszli uczeni w Piśmie i faryzeusze: „Jest opętany przez złego ducha. Dlaczego? Bo ogłasza, że Bóg jest miłością”. Chrystus zaś mówi jasno: „to nigdy nie będzie przebaczone”.

Myślę, że jest to mocna Ewangelia. Ewangelista Marek jest bardzo mocny, treściwy i dlatego mówi bardzo jasno, jak jest. Ale to też daje nam do myślenia, jak trudno przyjąć prawdę, że Bóg jest darem. Opowiadał mi kiedyś pewien kardynał z Rzymu o księdzu, który z nim pracuje i jest bardzo twardy, wręcz gotowy ukarać każdego według każdego kanonu. Pewnego dnia kardynał powiedział mu: „słuchaj, a jeśli pewnego dnia to ty upadniesz?” i usłyszał odpowiedź: „Ja się nie mylę”. Wtedy kardynał trochę się „rozgrzał” i oświadczył temu księdzu: „Pracuję z tobą dwa i pół roku i mogę ci powiedzieć, że cała ta twoja praca jest pomyłką”. Rozmówca „padł”. A przecież to jest jasne, bo ten, kto staje się i jest tak twardy, sam jeszcze nie doświadczył miłości i tego, że został odkupiony.

Marko Ivan Rupnik SJ

---------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------

w tekstach spisanych z nagrania na żywo,
zachowano styl języka mówionego;
korzystamy z tłumaczenia Danuty Piekarz
(red.)
---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------

Zachęcamy do skorzystania z nagrań i publikacji:

 
   

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl