O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Poznawanie siebie w świetle Słowa Bożego 18-20 marca 2016 ...


Poznawanie siebie w świetle Słowa Bożego
SZKOŁA MODLITWY SŁOWEM BOŻYM
18-20 marca 2016

 

W dniach 18-20 marca 2016 r. w ramach Szkoły Modlitwy Słowem Bożym odbyła się sesja formacyjna „Poznawanie siebie w świetle Słowa Bożego”. Prowadził ją ks. Krzysztof Wons SDS - dyrektor naszego domu. Uczestniczyło 187 osób.

   

---------------------------------------------------------------------

 T E K S T Y   H O M I L I I
które w czasie sesji formacyjnej wygłosili
Ryszard Stankiewicz SDS, Piotr Szyrszeń SDS i Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

Jesteśmy z Bożego rodu, rozwijajmy swoje człowieczeństwo!
homilia - piątek 5. tygodnia Wielkiego Postu, 18 marca 2016 r.
Jr 20, 10-13; Ps 18, 2-7; J 10,31-42

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus odwołuje się do słów psalmu 82. Słyszeliśmy przed chwilą w Ewangelii: „jesteście bogami”. To sformułowanie jednak w psalmie dalszy ciąg: „jesteście wszyscy - synami Najwyższego”, „jesteście wszyscy - synami Bożymi” (por. Ps 82, 6). Psalmista odnosił te słowa do ludzi z Izraela, który pełnili w narodzie bardzo ważną posługę, a mianowicie posługę sądowniczą. Słowa mówiące o godności, jaką piastowali, godności niejako Bożej, zachęcały ich, by wyroki, jakie wydawali, były sprawiedliwe, by nie miały względu na osobę, by były wolne od protekcji i przekupstwa, by ostatecznie szanowały sprawiedliwość i dobroć Najwyższego Sędziego, czyli Pana Boga. Słowa „jesteście bogami” mogą nam uświadamiać z jednej strony, że wszyscy cieszymy się pełnią godności Bożej, godności dzieci Bożych. Uświadamiają nam one, że od chwili stworzenia każdy z nas nosi w sobie obraz i podobieństwo do Boga Stwórcy, a to zobowiązuje nas do odpowiedniego stylu życia, Bożego stylu życia. I nie tylko przy jakiejś tam okazji, i nie tylko od święta, trzeba nam pamiętać, że jesteśmy z Bożego rodu i że także do nas odnoszą się te słowa przypominające nam z jakiej czy spod jakiej ręki wyszliśmy i do kogo nasze życie w codzienności i w święta ma nawiązywać, komu ma przynosić chwałę, kogo nie zasmucać czy nie obrażać.

My wiemy, że ci, którzy chcieli ukamienować Jezusa, mylili się. Chcieli bowiem ukamienować Go za rzekome bluźnierstwo. Mniemali bowiem, że Jezus będąc człowiekiem uważał siebie za Boga, że czynił siebie równym Bogu, i dlatego chcieli Go ukamienować. My nie tylko wiemy, ale wierzymy, że Pan Jezus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Musimy natomiast uważać, byśmy w swoim życiu nie ulegli tej pokusie, pokusie bycia bogami. Musimy uważać, byśmy nigdy w naszym życiu nie próbowali zastąpić Pana Boga, stając na Jego miejscu, czyniąc się bogami czy boginiami. Byłoby przecież czymś śmiesznym, a nawet dramatycznym, gdyby uczestnicy sesji rekolekcyjnej, witając się przedstawiali się np.: „jestem Wenus z Krakowa”, „jestem Posejdon z Gdańska”, „Afrodyta z Warszawy” czy „Apollo z Kamiennej Góry” itd. Trzeba uważać na tę pokusę, która może pojawić się w naszym sercu, pokusę, by zająć miejsce należne jedynie samemu Bogu, jedynemu prawdziwemu Bogu. Każdy z nas natomiast będąc człowiekiem ma starać się być bardziej człowiekiem, człowiekiem piękniejszym i mądrzejszym. Naszym zadaniem jest to, by codziennie aktywnie i z zapałem pomnażać i rozwijać swoje człowieczeństwo. Dla nas wyzwaniem jest, byśmy stawali się tym, czym Bóg zamarzył sobie, byśmy się stali, kiedy powoływał nas do istnienia. Kiedy bowiem zaniedbujemy rozwój naszego człowieczeństwa, upodabniamy się do kamienia, dużego kamienia, który ktoś rzucił na drogę, na którym to kamieniu inni, idąc ta drogą, ciągle się potykają. Kiedy zaniedbujemy nasze człowieczeństwo, wówczas tym zaniedbanym człowieczeństwem potrafimy kamienować innych, którzy wówczas nas unikają, boją się, nie chcą nas znać, nie chcą mieć z nami nic wspólnego. Bluźnierstwem jest sytuacja, kiedy człowiek czyni się równym Panu Bogu, ale być może równie poważnym wykroczeniem jest sytuacja, gdy człowiek zaniedbuje swoje człowieczeństwo, kiedy z dnia na dzień w jego osobie i postawie jest coraz mniej tego, co prawdziwie człowiecze, co prawdziwie ludzkie.

Pan Jezus - w dzisiejszej Ewangelii - dialogując ze swoimi przeciwnikami podkreśla, że Jego naukę można zweryfikować; że czyny, których On dokonuje, są doskonałą sprawdzianem tego, że codziennie pełni misję zleconą Mu przez Ojca. Jeśli więc ci, którzy mają jakieś wątpliwości co do nauki Jezusa, będą uważnie się przyglądać Jego czynom, to winni być w stanie rozpoznać, że przybył na ziemię z misją zleconą przez Ojca. My również pragniemy, aby i nas, uczniów Jezusa, rozpoznawano po naszych dobrych czynach. Chcemy, by nasze dobre czyny były potwierdzeniem naszych słów i świadectwem tego, co nosimy głęboko w naszym sercu. Nade wszystko pragniemy, by nasze dobre czyny były potwierdzeniem naszej bliskiej i zażyłej więzi z Bogiem; aby ci, którzy naszych czynów będą doświadczali, mogli w nich odkryć naszą głęboką relację z Bogiem; aby ci, którzy będą świadkami naszych czynów, byli przekonani, że mają do czynienia z ludźmi Bożymi, z ludźmi wypełnionymi dobrocią i miłością, dobrocią i miłością, którą czerpniemy z relacji z Bogiem. Chcemy, aby to, co głosimy i to, co czynimy było spójne; aby nasze dobre czyny weryfikowały nasze słowa, aby weryfikowały nasze życiowe deklarację i również wyznawaną przez nas wiarę.

Moi kochani! Jest czymś pięknym, kiedy człowiek poznaje nowe miejsca, nowe lądy… Pięknym i wspaniałym jest, kiedy człowiek poznaje nowych ludzi, ich kulturę, to co robią i ich pasje. Pięknym jest, że poznając nowych ludzi człowiek sam do pewnych rzeczy się zapala. Pięknym jednak i koniecznym jest to, by człowiek poznawał samego siebie. To poznawanie siebie nigdy się nie kończy, będziemy bowiem poznawać siebie aż do ostatniego naszego tchu. A sesja rekolekcyjna, w której uczestniczymy, ma nam pomóc w poznawaniu może jeszcze nie do końca odkrytego lądu, jakim jesteśmy sami dla siebie, jakim jest nasze życie i nasze serca dla nas samych. Nie czujmy się zaskoczeni, kiedy w czasie tej sesji, odkryjemy o sobie jakieś nowe prawdy, może nawet wiele nowych prawd; kiedy w czasie tej sesji odkryjemy może wiele dotąd jeszcze nam nie znanych przestrzeni. To jest tragiczne, kiedy człowiek powie sobie, że już siebie doskonale zna i że już siebie poznawać nie musi. Jest to tragiczne, bo oznacza, że przestał się rozwijać, bo poznawać siebie to ciągle być otwartym na rozwój; poznawać siebie to ciągle być otwartym na miłość, także i przede wszystkim na miłość Pana Boga. Oby ta sesja była czasem, w którym z pasją będziemy siebie nadal poznawać. Czynić to będziemy nie z byle kim. Naszym przewodnikiem w poznawaniu siebie samych jest Ten, który nas stworzył. On nas nie musi poznawać, bo zna nas doskonale i dlatego właśnie On może nam pomagać w wyzwaniu i przygodzie poznawania siebie. Przewodnikiem będzie On, nasz Ojciec i Stwórca, a światłem będzie Jego słowo. Wykorzystajmy jak najpiękniej ten czas, by poznając siebie piękniej się rozwijać, by głębiej kochać Boga i drugiego człowieka, i piękniej i mądrzej kochać także samych siebie.

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

Wybierz się w tę pielgrzymkę: wejdź w siebie i spotkaj Ojca!
homilia - uroczystość św. Józefa, oblubieńca NMP, 19 marca 2016 r.
2 Sm 7, 4-5a.12-14a.16; Ps 19; 2-5.27.29; Rz 4, 13.16-18.22; Łk 2, 41-51a

W uroczystość św. Józefa, kiedy przeżywamy sesję poświęconą poznawaniu siebie w świetle słowa Bożego, kiedy rozważamy przypowieść o ojcu miłosiernym, bierzemy do ręki również fragment tej samej Ewangelii wg św. Łukasza opowiadający o pielgrzymowaniu Świętej Rodziny do Jerozolimy. Pielgrzymka do świątyni, gdzie spodziewamy się spotkać Boga, niewątpliwie jest również okazją do odbycia pielgrzymki w głąb siebie samych. Co więcej, trzeba powiedzieć, że tylko człowiek, który w czasie pielgrzymki spotkał Boga-Ojca, może w pełni odnaleźć i poznać siebie. Prośmy więc dziś, byśmy spotkali Boga i spotkali siebie!

Jerozolima, a w niej świątynia, były położone na górze, stąd udający się do świątyni w Jerozolimie mówili, że wchodzą, że wstępują, bo szli pod górę. Jest nawet kilka psalmów (Ps 120-134) nazywanych pieśniami stopni albo psalmami wstępowania, bo śpiewano je właśnie idąc do Jerozolimy i do świątyni. Pielgrzymi wracający stamtąd do swoich domów mówili natomiast, że schodzą, że zstępują, bo szli z góry w dół. Nam słuchającym dziś Ewangelii może to umykać. Słyszymy, że rodzice Jezusa „udali się” do Jerozolimy oraz że Jezus „poszedł z nimi” do Nazaretu. Czytając Ewangelię w języku greckim niejako dotykamy doświadczenia pielgrzymów wchodzących na górę, a potem schodzących; bo rodzice dwunastoletniego Jezusa „wchodzili, wstępowali” według zwyczaju do Jerozolimy, a potem Jezus „zszedł z nimi, zstąpił z nimi” do Nazaretu.

Z podobnym obrazem mamy do czynienia w przypowieści o faryzeuszu i celniku. Ci dwaj ludzie „weszli do świątyni”, a potem celnik „zszedł do domu” usprawiedliwiony. Celnik „zszedł do domu” usprawiedliwiony, bo w świątyni w czasie modlitwy spotkał siebie i spotkał Boga. Jego modlitwa była przestrzenią spotkania dwóch osób: prawdziwego Boga, którego imię to Miłosierdzie oraz prawdziwego człowieka, który uznał swoją grzeszność i otworzył się na Miłosierdzie, które go wypełniło. Pielgrzymka faryzeusza miała zgoła odmienny finał. On na modlitwie nie spotkał siebie i nie spotkał Boga. Wydawało mu się, że jest sprawiedliwy i że nie potrzebuje usprawiedliwienia, że nie potrzebuje Boga, czyli Miłosierdzia. A kiedy na górze modlitwy my, nędzni, nie spotykamy Boga, Miłosierdzia, nie umiemy spotykać i poznawać innych, którzy są nędzni, nie umiemy nawet na nich patrzeć, a co dopiero okazać im miłosierdzie. Pamiętacie przypowieść o miłosiernym Samarytaninie: pewien człowiek „schodził, zstępował” z Jerozolimy do Jerycha i został pobity, a potem przez przypadek tą drogą „schodził, zstępował” kapłan… i podobnie lewita. Dramat polega na tym, że „schodzący” ze świątyni, nawet jeśli doświadczyli miłosierdzia, nie przekazują go. Hojne miłosierdzie okazał pobitemu jakiś Samarytanin będący po prostu w podróży. To jest cud miłosierdzia! Samarytanin gdzieś pośród swojej codzienności spotkał Boga, czyli źródło miłosierdzia, które teraz okazuje.

Może także ów Samarytanin uświadamia nam, że pielgrzymując do materialnej świątyni w Jerozolimie trzeba równocześnie odbywać inną pielgrzymkę, pielgrzymkę do wnętrza świątyni, którą jesteśmy my sami. Św. Grzegorz Wielki, którego często cytujemy w tym domu, komentując przypowieść o ojcu miłosiernym zwraca uwagę, że punktem zwrotnym w historii młodszego syna jest ten moment na pastwisku, kiedy on „in se reversus” (łac.), co się tłumaczy „zastanowił się”, ale w języku greckim czy w przekładzie łacińskim mamy do czynienia z obrazowym określeniem: „przyszedł do siebie”. Zastanowił, czyli „wszedł w siebie samego” czy „wrócił do siebie”. Punktem zwrotnym było to, że zewnętrznie będąc samotnym, „przyszedł do siebie”. To jest wielkie wydarzenie, bo człowiek - jak sygnalizuje np. Blaise Pascal - nie znosi samotności, ponieważ samotność daje okazję do spotkania się twarzą w twarz z rzeczywistością. Pielgrzymka do wewnątrz siebie jest okazją spotkania kłopotów i braków, naszych uczuć, czasem nieuporządkowanych. Pielgrzymka do wewnątrz siebie bywa najpierw okazją do odkrycia pustki, która jest w nas, ale przyjście do siebie może być też okazją do odkrycia tęsknoty za Pełnią, tęsknoty za byciem wypełnionym Życiem.

Wróćmy do rodziców Jezusa pielgrzymujących do Jerozolimy. Myślę sobie, że w pewnym sensie ich pielgrzymowanie, pielgrzymowanie do wewnątrz siebie, zaczęło się już po skończonych uroczystościach (pomyślmy, że jakichś ważnych odkryć, gdy chodzi o poznawanie siebie, dane nam będzie dokonać po zakończeniu tej sesji, w drodze powrotnej do domu czy już w domu). Po całym dniu drogi Maryja i Józef zorientowali się, że nie ma z nimi Jezusa, a więc odkryli pustkę. Doświadczyli, że bez dziecka, bez Jezusa, są jak puste naczynia; że bez Jezusa nie ma w nich, w ich małżeństwie, pełni życia. Świątynia, zarówno ta materialna, jak i ta, którą my sami jesteśmy, bez Boga - nie bójmy się mocnego stwierdzenia - to „ohyda”. I drodzy, serce grzesznika nie dlatego jest „ohydne”, że jest brudne, ale przede wszystkim dlatego, że jest puste, że jest bez Boga, że jest bez życia. A serce Maryi nie dlatego jedynie jest piękne, że jest niepokalanie czyste, ale dlatego, że jest pełne. Serce i życie Maryi są „wypełnione łaską”, czyli wypełnione Pełnią, wypełnione Bogiem. Gdy Maryja i Józef odkrywają, że nie ma z nimi Jezusa, ujawnia się ich też tęsknota. Oni i my wszyscy jesteśmy jak naczynia, które tęsknią, bardzo tęsknią za byciem wypełnionymi.

Kiedy po trzech dniach - to charakterystyczne, że po trzech dniach - znajdują Jezusa, Jezus prowadzi ich na głębiny ich serca. Najpierw widzimy, że w sercu Maryi, a pewno i w sercu Józefa, jest pytanie, wiele pytań: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Jezus pozwala, by te pytania znalazły ujście. Daje przestrzeń, byśmy opowiadali Mu o bólu, który towarzyszy naszemu szukaniu Go. A potem daje odpowiedź, którą - ufa - zabierzemy ze sobą właśnie w sercu, a nie tylko w głowie. Jezus ufa, że w właśnie sercu, w którym może jeszcze długo będą kłębiły się różne uczucia czy przeżycia, złe myśli czy wątpliwości, zabierzemy Jego słowo o Ojcu. Jezus ufa, że zabierzemy Jego słowo mówiące o Ojcu i pozwolimy, by ono zamieszkało pośród może całego chaosu uczuć, przeżyć, myśli kłębiących się w sercu.

„Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym mojego Ojca?”. Bardzo ważne było dla mnie usłyszenie tego słowa o Ojcu w niebie niejako z pozycji św. Józefa, patrona dnia dzisiejszego. Z pewnością nie tylko dla św. Józefa, ale może szczególnie dla niego, ważne było to przypomnienie, że u początku życia Jezusa był Ojciec, który jest w niebie; że źródłem wszelkiego życia jest Ojciec, który jest w niebie. Bóg to Ojciec! Św. Paweł mówi nam dziś, że Abraham uwierzył Bogu, który „ożywia umarłych i to, co nie istnieje, powołuje do istnienia”. Abraham uwierzył Bogu, który „to, co nie istnieje, powołuje do istnienia”, czyli Stwórcy! Uwierzył Bogu, który „ożywia umarłych”, czyli Odkupicielowi! Przecież dzięki temu Bogu, a nie dzięki sobie samemu, ów młodszy syn z przypowieści który „był umarły, znów ożył”. My wierzymy Bogu, który potrafi wyprowadzić życie nie tylko z nicości, ale również ze śmierci. Jezus przypomina Józefowi, a również Maryi, że troszcząc się o niego, troszczą się życie, którego źródłem był Bóg, a nie oni sami z siebie. W ten sposób Jezus przypomina mi i nam, że powierzając naszej trosce różne osoby (dzieci, penitentów, rekolektantów…) powierza naszej trosce życie, którego źródłem jest Ojciec, a nie my sami. Jezus przypomina nam, że Ojciec pełnią swojego życia chce i może nas, puste naczynia tęskniące za byciem napełnionymi, nie tylko napełniać, ale przepełniać nas, by Jego życie przelewało się z nas na innych.

Pielgrzymka do materialnej świątyni, a dla nas przyjazd na tę sesję rekolekcyjną, jest niewątpliwie okazją do odbycia pielgrzymki w głąb siebie samych. Może jakiś etap tej pielgrzymki w głąb zaczął się już w tobie wcześniej, jak w życiu młodszego syna, a może kolejny jej etap zacznie się, kiedy będziesz wracać do domu. Z pewnością jest okazją, by znów odkryć, że my jesteśmy świątynią, że my jesteśmy mieszkaniem Boga i że spotkamy Boga wtedy, gdy będziemy „u siebie”, bo czasem szukamy Go na zewnątrz, a On jest wewnątrz. Życzę sobie i wam, byśmy tu, na górze Słowa i Eucharystii, spotkali Jezusa, który „był martwy, a ożył” (Ap 2, 8); byśmy tu w rozciągniętych na krzyżu ramionach Syna doświadczyli Ojca, który „ożywia umarłych i to, co nie istnieje, powołuje do istnienia”; i byśmy ze słowem „Ojciec = Dawca życia” wracali w sercu.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

„Przestańcie, dosyć!”. Niech te słowa Jezusa w nas drążą!
homilia - Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej (rok C), 20 marca 2016 r.
Iz 50, 4-7; Ps 22, 8-9. 17-18a. 19-20. 23-24; Flp 2, 6-11; Łk 22, 14 - 23, 56

Z całego bogactwa słów o Męce Pańskiej zapadły mi w sercu najbardziej słowa, przy których nigdy jeszcze wcześniej w taki sposób się nie zatrzymywałem: „Przestańcie, dosyć!” (Łk 22, 51). Te słowa Jezus wypowiada, gdy znajduje się w otchłani ludzkiej przemocy, gdy godzina jest najciemniejsza, gdy za chwilę będzie bity, osądzany, opluwany, niesprawiedliwie osądzany, wydany na śmierć, ukrzyżowany i zabity.

W Wielkim Tygodniu niech te słowa, pełne miłości i miłosierdzia, nas przenikają i przeszywają. „Przestańcie, dosyć!”. Niech nas przenikają wtedy, kiedy na krzywdę chcemy odpowiadać przemocą. Niech przenikają nas wtedy, kiedy kusi nas, by powiedzieć złe słowo; kiedy jesteśmy kuszeni, by wykonać gest, który nie jest gestem miłości; kiedy kusi nas, by odpowiedzieć złem na zło. Niech te słowa nas niepokoją! Niech w nas drążą! Niech nas upominają! Niech nas zbawiają te słowa Jezusa: „Przestańcie, dosyć!”!

Jezus ukazał nam drogę, że do zbawienia idzie się jedynie drogą miłości, kiedy jest w nas już tyle siły i odwagi, by na krzywdę odpowiedzieć miłością, by wobec przemocy nie użyć przemocy. Połączmy te słowa z Ogrójca z tymi, którymi Jezus modlił się na krzyżu. Niech i ta modlitwa Jezusa nas kształtuje, formuje i przygotowuje do Świąt Wielkiej Nocy: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34).

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

W ramach Szkoły Modlitwy Słowem Bożym odbędą się w roku bieżącym jeszcze dwa spotkania. Pierwsze - „Dom na skale” (15-17 IV 2016) - poprowadzi Joachim Stencel SDS - duszpasterz CFD; drugie - „Cała piękna. Lectio divina z Maryją” (25-27 listopada 2016) - poprowadzi Krzysztof Wons SDS - dyrektor CFD w Krakowie.


KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl