O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Do tej pory tylko „ślizgałem się” po Ewangelii


Do tej pory tylko „ślizgałem się” po Ewangelii

 

Pragnę z całego serca podziękować zespołowi rekolekcyjnemu, a zwłaszcza ks. Krzysztofowi za tak udane przeprowadzenie lutowych rekolekcji. Wszystko to, co na nich działo się ze mną, przerosło moje oczekiwania i bardzo mnie zaskoczyło. Było na nich wszystko, o czym nieco wspomniał ks. Krzysztof, to znaczy: uniesienie, radość, zwątpienie, wzruszenie i bunt. Kiedy wcześniej przeczytałem o takiej formie rekolekcji, zapamiętałem tylko hasła typu: „rekolekcje ignacjańskie - polecam!” albo „duchowe SPA”. Te hasła nie oddają jednak wartości tych rekolekcji. Nie jest to żadne „SPA” (kojarzy się ono raczej z rozleniwieniem i odprężeniem), ale bardzo intensywny czas. Oczarował mnie sposób i niezwykła kultura prowadzenia wykładów i konferencji. „Nieśpieszność”, delikatność i głębokie wejrzenie w Słowo - to pierwsze moje wrażenia. Kiedy raz ksiądz się spóźnił, może trzy minuty, usłyszeliśmy słowo „przepraszam”, co w obecnych czasach nie jest częstym zjawiskiem. Tempo wykładu pozwalało zapisać niemal wszystko. Nie dało się zauważyć jakiegokolwiek niepokoju, ale rodzaj ciepła ojcowskiego. Słowa: „im solidniej będziecie wypełniać warunki rekolekcji, tym większe będą owoce!”, „nie piszcie nowej Ewangelii i nie nawracajcie Jezusa!” albo „Jezus miał pustą kartkę i wypełniał wiernie to, co Ojciec na niej Mu zapisywał” - trafiły do mnie szczególnie.

Dziękuję nade wszystko za pokazanie mi głębi Słowa Bożego i uświadomienie, że do tej pory tylko „ślizgałem się” po Ewangelii. Zobaczyłem, ile jest tam treści ukrytych, ile jest tam treści, które mogę odnieść do mojego bieżącego życia.

14 lutego zapisałem:

Chcę zachować pamięć tej pustyni Ciszy, co pozwala słyszeć
Słowo już dawno zagłuszone w sobie i zapomniane
Zachować pamięć pustyni, w której lepiej widać
Dalej, szerzej, głębiej aż po horyzont
Świata całego i mego wnętrza
Zejść na sam dół - dno mojej pamięci
Odgrzebać archetyp mojego stworzenia
Poczęcia się z Bożej Miłości
A potem powoli nieśpiesznie spojrzeć z góry
Na poplątaną linię mego życia
Pozrywaną, pełną ślepych uliczek
A nade wszystko na tego Wielkiego Poruszyciela, który lekkim powiewem
Na powrót prostuje moje drogi
Wąskie ścieżki, co prowadzą do Wielkiej Miłości
Na której ciągle do nas biegnie Ten, co nie pyta o nic
Roniąc łzę wzruszenia
Gdyż wróciłem

Miałem również wątpliwości. Myślałem: „kazali nam milczeć, byśmy się łatwiej i szerzej otworzyli przed kierownikiem o surowym spojrzeniu, który ma mieć kamienną twarz, który niewiele mówi, który prawie nic nie ocenia i nic nie sugeruje. Taka swoista wiwisekcja z elementami manipulacji. W ekstremalnych sytuacji ludzie pokażą swoją prawdziwą twarz: kiedy kazać im przez minimum cztery godziny dziennie rozważać ludzki grzech, jaki widzimy w Biblii i w sobie”.

Do czasu spowiedzi czułem się niesiony Bożą Miłością i radością wewnętrzną, a po niej czułem się, jak Judasz. Byłem pełen goryczy, że rozgrzebano moje serce i duszę, i zostawiono na pastwę czasu. Ale później poczułem wdzięczność i zrozumiałem, że to Pan będzie leczył we mnie to, co poranione. Kiedy wróciłem do domu i aż do dzisiaj czuję się jakoś inaczej, jakoś przemieniony. Jest we mnie więcej radości i pokoju. Zacząłem modlić się Słowem. Zrozumiałem, że metoda św. Ignacego oparta jest też na historii uczniów idących do Emaus. W dniu, w którym podjąłem decyzję o zostaniu szafarzem [nadzwyczajnym Komunii Świętej] ten fragment Dobrej Nowiny akurat rozważałem i jest dla mnie szczególny.

Kiedy nie mogłem spać, 15 lutego o 4.00 w nocy, napisałem:

Zostałem przeorany do samej głębi
Przez Słowo, co ostre jak miecz obosieczny
Lecz które nie rani a leczy
Podnosi ku górze, by rodzić
Niech ta moja ziemia jałowa, leniwa
Ten ugór, co nie zna płodozmianu
Nasiąka nieśpiesznie Twym Słowem
Zaleje rany oliwą i winem
Aż się zabliźnią
Bo jestem bardzo zmęczony
Wyraźnie upadłem na duchu
Wpatrzony zbyt długo pod nogi
Gdzie czasem tylko w brudzie kałuży
Widziałem przez chwilę skrawek Twego Nieba
Wystarczy, wystarczy by zatęsknić i podnieść ku górze wzrok
Przerwać proces ciągłego rozdrapywania ran
I stanąć nagi na progu Twego przebaczenia
By wzlecieć w ramiona Dobrego Ojca
Co czekał za długo
I wreszcie niech łzy co spłyną z policzków
Złączą nas razem w uścisku miłości
Wróciłeś synu…
- Tak wróciłem tatusiu
Czy ty mnie jeszcze kochasz?
Powtórzysz trzy razy. I dodasz:
Pójdź za mną.

Dopowiedzenie:

Czułem się na rekolekcjach „dwubiegunowo”. Niestety robiłem na nich za dużo, co obnażyło mój problem z posłuszeństwem i umiarkowaniem. Bez wyraźnego powodu prawie dwie noce nie spałem. Dręczyły mnie nocne koszmary i jakieś wizje, choć od lat nie miałem żadnego snu. Mimo to czułem się niesiony Bożą Miłością, gdyż wypełniałem wiernie milczenie, medytowałem Słowo i w pełni otwierałem się na kierownika duchowego. W tym milczeniu więcej widziałem i słyszałem, a to, co widziałem, było piękne i dobre. Przygotowałem się bardzo dokładnie do spowiedzi generalnej (to już taka druga lub nawet trzecia) i mimo, że nie miałem bieżących ciężkich grzechów, czułem potrzebę wyznać te stare jeszcze raz. Upokorzyłem się i myślałem, że po tej spowiedzi poczuję się jeszcze bardziej lekki i wyzwolony. Ku mojemu zdziwieniu poczułem się źle, niemal jak Judasz. Poczułem, że te wszystkie pomyje wylewam na Jezusa jeszcze raz i w swej bezczelności śmiem liczyć na jakąś pociechę i błogosławieństwo. Poczułem się jak zdrajca i niewdzięcznik. Ale ta złość i poczucie niesprawiedliwości odeszło już na Eucharystii i dzieleniu się Słowem, kiedy zdobyłem się na odwagę powiedzenia chyba rzeczy zasadniczych, które działy się na rekolekcjach ze mną. Bo te rekolekcje nie były po to, bym się lepiej poczuł, ale po to, bym się zbliżył do prawdy o sobie i Bogu i umiał znaleźć i wypełniać Wolę Bożą! Wiem, że jest to nie kończący się proces.

Oto jeszcze jeden z tekstów które zapisałem na rekolekcjach:

Dałeś mi Panie niebo, gwiazdy i wszystkie skarby tej ziemi
Lecz tego Ci było mało Panie, mój Panie, bo dałeś mi jeszcze wolność
Jakże lubimy mieć wiatr we włosach i czuć się niby ptaki co mogą frunąć aż po horyzont bez celu
Po to tylko by szukać jutrzenki słońca lub zachodu zapomnienia
Możemy z taką lekkością pchnąć atom
I wybrać z powagą chwili jego kierunek
Czy spalić ma świat, czy może ogrzać Ciebie w zimowy wieczór
Jakże dałeś nam trudny dar co aż trwoży
Bo zbyt dobrze znamy konsekwencje naszych wyborów
Już od Edenu szukamy instrukcji użytkowania skarbu co się zwie wolność
Szukałem w mądrych książkach i w świecie szukałem też w internecie
A znalazłem w wieczorze swoich dni, niewielką nieco zakurzoną książeczkę
Owoc doświadczeń i geniuszu Loyoli
Co przeorał moje serce i duszę nawodnił
Chcesz być dobry - zrób ćwiczenia duchowne sobie - będziesz miał życie pogodne i zdrowe

Tomasz
uczestnik ćwiczeń ignacjańskich
9-17 lutego 2015

Publikacje z okazji 15-lecia CFD

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl