O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Bóg kocha ludzką kruchość i bezradność ...


Bóg kocha ludzką kruchość i bezradność

 

Serdecznie pozdrawiam wszystkich domowników [CFD]! Błogosławię Wasz trud w nowych zajęciach!

Chciałam podzielić się z Wami owocem wspólnej modlitwy i rozmów z ostatnich rekolekcji lectio divina. Nie bez znaczenia jest fakt, że mam wykształcenie neurologiczno-psychiatryczne i doświadczenie, a nawet pewność, że są sytuacje, w których nauki te są zbyt wyniosłe wobec osobowości. One spotykają się z konkretnym człowiekiem w jego konkretnej sytuacji, ale nie potrafią dać mu szczęścia. Powiem, że uparłam się, że w taki sposób nie można pomagać. Moja konkretna sytuacja dotyczyła miejsca w sercu, w którym ja nie zmartwychwstałam, mimo że Chrystus zmartwychwstał i na pozór nie było przeszkód.

Na rekolekcjach słowo z Ewangelią wg św. Łukasza, które mówi o Bożym przebaczeniu, konkretnie o synu marnotrawnym, medytacja nad nim i modlitwa postawiły mnie wieczorem przed Najświętszym Sakramentem jak dziecko, które patrzy na świat nowymi oczyma i właśnie wtedy przez Jezusa Chrystusa tam obecnego zostałam przedstawiona Ojcu; a Ojciec przedstawiony mnie, swojemu dziecku. Całkiem, jakby to było nasze pierwsze spotkanie i dlatego całą swoją istotą mogłam powiedzieć: „mój Ojcze!”.

Wczoraj ten fragment Ewangelii rozważał cały Kościół w Liturgii Słowa. Moja medytacja pokazała mi to miejsce w sercu, do którego nie docierało światło radości Boga z każdego mojego nawrócenia. Nie docierało z powodu moich braci, którzy nie umieli się ucieszyć i przekazać mi słów pojednania. Nie dzielili się swoją wiarą ze mną małej wiary w miejscu naszego spotkania, w sakramencie pojednania. A przede wszystkim [nie docierało do mnie - przyp. red.], że Bóg nie był dla mnie kimś najważniejszym, za to był kimś niezrozumiałym. To zepchnęło moją ludzką kruchość i bezradność w miejsce przez nikogo niechciane i omijane przez ludzi, ale dalej moje, dalej żywe, chociaż stracone. Uwierzyłam w to. Bardzo rzadko coś przypominało mi o tym, że ja jestem wśród ludzi i dla nich, a przy mnie nie ma nikogo.

Na rekolekcjach w milczeniu był ze mną tylko kierownik duchowy. I nic mi nie pomogły psychologiczne uprzedzenia. Był tam, gdzie zwykle nikogo nie było. Widział tę moją kruchość i bezradność, a ja nie mogłam jej zaprzeczyć. Jego obecność stała się dla mnie dowodem tego Bożego światła, Bożej zmiany, która już się dzieje, chociaż jej nie widać. Jedno świadectwo z naszego collatio przypomniało mi, że Bóg kocha ludzką kruchość i bezradność i są to Jego miejsca ukochane w człowieku. Całkiem o tym zapomniałam. Nie raz już prosiłam o wybaczenie za wszystkie swoje grzechy i nie raz wybaczałam ludziom, za każdym razem z większą łatwością, więc żyło mi się spokojnie. Tylko, że dopiero wczoraj zostając sama ze Słowem usłyszałam wypowiadane nade sobą słowa radości Ojca i poznałam jak wielką mają dla mnie wartość.

Za wszystko dziękuję Bogu Jedynemu i Panu Wszechmocnemu! A na Wasze ręce, każdemu podziękowanie za to, że jesteście!

Beata
uczestniczka rekolekcji lectio divina
rok 2014

Publikacje z okazji 15-lecia CFD

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl