O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Jezus modli się za ciebie, aby nie ustała twoja wiara


Jezus modli się za ciebie,
aby nie ustała twoja wiara! *

Homilia z okazji jubileuszu
25-lecia kapłaństwa ks. Joachima Stencla SDS

XII Niedziela Zwykła (rok C) – 19 czerwca 2016 r.
Za 12, 10-11;13,1; Ps 63, 2-6.8-9; Gal 3, 26-29; Łk 9, 18-24

 

Drogi Księże Achimie świętujący srebrny jubileusz kapłaństwa,
Drodzy Współbracia Salwatorianie i Siostry Salwatorianki
Kochana Rodzino Księdza Jubilata,
Czcigodni Kapłani, Siostry zakonne, Parafianie, Przyjaciele,
wszyscy zgromadzeni na uroczystej Mszy św.

Przed chwilą, w Liturgii Słowa, modliliśmy się Psalmem 63, który od ponad 25 lat nawiedza i karmi duszę księdza Joachima. Wersety tego Psalmu należą do najintymniejszych w naszym kapłańskim życiu. Czekają na nas wiernie w brewiarzu w niedzielnej jutrzni, w uroczystości i święta; przeszywają jak miecz obosieczny, aż do rozdzielenia duszy i ducha i badają stan naszej kapłańskiej duszy. Za każdym razem pytają uroczyście o to samo: czy pragniemy Boga aż do bólu duszy, czy tęsknimy za Nim, jak zeschła ziemia, złakniona wody i czy Go wielbimy radosnymi wargami, czy raduje nas kapłaństwo?!

Księże Achimie, Bóg zazdrosny o twoje serce, zstępuje dzisiaj w wersetach tego Psalmu, aby przy tym samym ołtarzu, przy którym sprawowałeś prymicyjną Mszę, zapytać Cię, czy po 25 latach kapłaństwa nadal za Nim tęsknisz, czy twoja tęsknota za Nim wzrosła, czy rozglądasz się za Nim w świątyni i wpatrujesz, aby ujrzeć Jego chwałę. Chce wiedzieć, czy jest dla Ciebie cenniejszy od życia, czy jest na twoich wargach - nie z przyzwyczajenia, z powinności, ale z radości, czy dusza twoja lgnie do Niego na modlitwie, aby sycić się Jego widokiem; … i czy jest dla Ciebie cenniejszy niż ktokolwiek i cokolwiek.

Autor Psalmu 63 zwierza się z osobistego doświadczenia: z osobistej, zażyłej relacji z Bogiem. Ta relacja w przeżywaniu powołania kapłańskiego pozostanie zawsze pierwsza i najważniejsza. Bez niej nie zrodziłoby się twoje kapłańskie, salwatoriańskie powołanie, nie byłoby pasterskiej miłości do ludzi. Powołanie kapłańskie może zrodzić się jedynie z intymnej relacji z Bogiem i tylko dzięki niej może się ostać, trwać i rozwijać. Bez pragnienia Boga, bez tęsknoty za Nim, bez bliskiej więzi z Nim trwanie w powołaniu byłoby nierzeczywiste, byłoby jedynie „wirtualne”, formalne, a ludzie zauważyliby to bardzo szybko.

Jezus czeka na twoje kapłańskie wyznanie. Wyznanie już nie prymicjanta, ale srebrnego jubilata. Kościół chce usłyszeć, że po tylu niedzielnych jutrzniach modlisz psalmem 63 z tą samą świeżością, z jaką czyniłeś to w dniach prymicji. Ludzie chcą usłyszeć, że tęsknisz za Bogiem jeszcze mocniej niż podczas Mszy świętej prymicyjnej, że szukasz Go z zapałem większym od tego, z jakim rozeznawałeś swoje powołanie w latach młodości. To prawdziwa radość słyszeć z ust jubilata, że po 25 latach kapłaństwa lgnie do Niego z większą pasją niż w dniu wstępowania do nowicjatu i seminarium.

Jeśli dzisiaj możesz złożyć takie wyznanie, to z pewnością nie dzięki własnej ludzkiej zasłudze, lecz dzięki Duchowi Świętemu, którym namaścił Cię Bóg w dniu święceń. Duch Święty, ten sam, który zapewnia wersetom psalmu 63 wieczną młodość (por. św. Ireneusz z Lyonu), zapewnia także wieczną młodość twemu powołaniu, ilekroć się na Niego otwierasz.

Świętowanie jubileuszu jest najpierw po to, aby wyznać z wdzięcznością, że każdy dzień wierności w powołaniu jest łaską. Tak naprawdę świętujemy dzisiaj jubileusz Jego wierności, Jego darmowej miłości. Razem z Tobą świętujemy i radujemy się, że dary Jego łaski i powołanie są nieodwołalne (por Rz 11, 29), że odkąd upatrzył Cię w swoim sercu (por. Mk 3, 13), nigdy, nawet na małą chwilę, z Ciebie nie zrezygnował. Rok Miłosierdzia, w którym opatrznościowo przeżywasz swój kapłański jubileusz, przypomina z mocą, że wszystko, co zadziało się w twoim powołaniu od dnia poczęcia jest wyłącznie z Jego Miłosierdzia. W naszej Regule zakonnej mamy zapisane - abyśmy nigdy o tym nie zapomnieli, - że ukazała się nad nami dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga, i że nie ze względu na nasze sprawiedliwe uczynki, lecz z miłosierdzia swego powołał nas i zbawił (por. Tt 3, 4-5). Łaską jesteśmy zbawieni (por. Ef 2, 4), dzień po dniu, godzina po godzinie.

Kapłaństwo sakramentalne, w którym niezasłużenie uczestniczymy, ciągle nam o tym przypomina. Od porannej jutrzni aż do wieczornej komplety ciągle odkrywamy pośród naszej ludzkiej słabości Boski dowód na to, że istniejemy i posługujemy tylko „na podstawie” łaski. Tak jak nikt z nas nie miał prawa do kapłaństwa, tak i nikt z nas sam z siebie „nie ma prawa” wytrwać w nim nawet jeden dzień. „Nikt nie ma prawa do kapłaństwa. – powiedział w homilii do seminarzystów Benedykt XVI - Nie można go sobie wyszukać tak jak wyszukuje się jakąkolwiek posadę. Można tylko ‘być wyszukanym’ – przez Jezusa. Być kapłanem – nie należy do praw człowieka (…). Jezus woła tych, których sam chce”. Akcentuję tę prawdę, ponieważ przynagla mnie do tego Słowo z dzisiejszej Liturgii.

Kiedy modliłem się słowem Bożym z dzisiejszej niedzieli i przygotowując się do tej homilii myślałem o tym, jak bardzo Boże obietnice spełniają się w twoim życiu. Najpierw ta, o której słyszeliśmy od Zachariasza w pierwszym czytaniu. Zachariasz był kapłanem i prorokiem. Głosił Boską obietnicę, która w swoim czasie spełniła się na domu Dawida i mieszkańcach Jerozolimy. Lecz Słowo Boga jest wierne: dosięga wszystkich czasów i nawiedza każde serce, każde miasto i każdy dom. Możesz powiedzieć, że ta obietnica spełniła się także na Twoim rodzinnym domu i na mieszkańcach miasta Mikołowa.

Słyszeliśmy przed chwilą: „Na dom Dawida i na mieszkańców Jeruzalem wyleję Ducha pobożności. Będą patrzeć na tego, którego przebili i boleć będą nad nim, jak się boleje nad jedynakiem, i płakać będą nad nim, jak się płacze nad pierworodnym” (Za 12, 10). Zaprawdę, na dom, w którym się urodziłeś i na Mikołów Bóg wylał Ducha pobożności. Miałeś Bożych rodziców, jak sam często powtarzałeś. Przekazali Ci wiarę i swoją prostą, lecz żywą pobożność. Uczyli Cię patrzeć na Tego, którego przebodli, uczyli pierwszego znaku krzyża, uczyli Cię boleć nad Jezusem, Synem Jedynakiem, uczyli Cię płakać nad Nim, jak się płacze nad pierworodnym.

W twoim domu wytrysło źródło, kiedy Mama i Tata przynieśli Cię do chrzcielnicy i poprosili Kościół św., aby Cię zanurzył w wodach chrztu. Tego dnia, jak powiedział św. Paweł w drugim czytaniu, zostałeś przyobleczony w Chrystusa. Przez wiarę stałeś się synem Bożym. Najpierw przez wiarę twoich rodziców! Bóg pobłogosławił obficie twojemu domowi i mieszkańcom miasta. Pobłogosławił domowi Stenclów powołaniem do kapłaństwa. Także mieszkańcom Mikołowa pobłogosławił hojnie powołaniami salwatoriańskimi. Chciałbym razem z Tobą wspomnieć jednego z powołanych z tej parafii, śp. ks. Alojzego Gorola, mikołowianina, niemal twojego rówieśnika, którego Pan zawołał do siebie w roku jego srebrnego jubileuszu kapłaństwa, 18 miesięcy temu.

Księże Achimie, wiesz dobrze, że nie byłoby twojego kapłaństwa, gdyby nie było Twoich rodziców, którzy Cię urodzili do życia i do wiary. Jesteś z pewnością myślami i sercem przy nich. Wiara i nadzieja podpowiadają Ci, że Mama i Tata, znowu są razem, są razem na wieczność i z okna Boga Ojca patrzą szczęśliwi na Ciebie, na tę piękną uroczystość, i cieszą się twoim kapłańskim jubileuszem. Jesteś owocem ich miłości i wiary. Z pewnością modlą się za swego syna, tak jak tylko rodzice to potrafią.

Lecz dzisiejsza Ewangelia ośmiela, by myśleć także o tym, że sam Jezus modli się za Ciebie, rozmawia o tobie z Ojcem Niebieskim. Poruszający jest widok Jezusa, który w dzisiejszej Ewangelii, na osobności, jakby ukryty w izdebce, modli się do Ojca, bo wie, że Ojciec widzi w ukryciu - sam przecież o tym powiedział (por. Mt 6, 4) Łukasz nie wspomina, gdzie miała miejsce modlitwa Jezusa - gdzie było to miejsce odosobnienia. Dowiadujemy się o tym od innych Ewangelistów. Było to w okolicach pogańskiego miasta Cezarei Filipowej, cztery kilometry na północ od Jeziora Galilejskiego, w pobliżu Hermonu, gdzie rozciągają się góry Antylibanu i gdzie wytryskają źródła, które dają początek wodom Jordanu. Rejon szczególnie urokliwy pod względem natury i bujny w roślinność. Jezus zabrał swoich uczniów, przyszłych prezbiterów, właśnie w to zaciszne miejsce, czarujące swoim krajobrazem, dalekie od tłumów. Wydarzenie miało miejsce mniej więcej w połowie misyjnej działalności Mistrza, „w połowie lat” spędzonych przez uczniów z Jezusem. Jakby chciał ich wyciszyć „w tej połowie czasu” i porozmawiać o najważniejszym, o czym z pewnością często rozmawiał z Ojcem.

O czym rozmawiał z Ojcem? Krótko przed swoją męką zdradzi Piotrowi w Wieczerniku: „Szymonie, Szymonie (…), prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara” (Łk 22, 32). Było to zaraz po tym jak ustanowił Eucharystię i Kapłaństwo, podczas prymicji Dwunastu. To znamienne. Nie modlił się o pomyślność Piotra w jego posłudze, w sprawowanych funkcjach czy urzędach. Modlił się o jedno: o to, aby Piotr nie odszedł od Niego, nie utracił wiary, to znaczy nie zerwał z Nim relacji. Osłaniał swoją modlitwą ich wzajemną przyjaźń.

To jedna z najpiękniejszych ikon, jaką mogłeś otrzymać od mistrza Łukasza na swój jubileusz: ikona Jezusa, który modli się za Ciebie, aby nie ustała twoja wiara. Jakby Łukasz chciał Ci przypomnieć, że tak było każdego dnia, od chwili, gdy Cię Jezus powołał. Każdego dnia, zanim zdążyłeś otworzyć swój brewiarz, zanim zrobiłeś znak krzyża na wargach i zacząłeś odmawiać jutrznię, On już prosił za Ciebie Ojca w swoim invitatorium. „Powołanie ucznia – powie J. Ratzinger – wypływa z rozmowy Jezusa z Ojcem”. Jezus jest z nami teraz, w tym mikołowskim Wieczerniku. Patrzy na Ciebie po 25 latach twego kapłaństwa i zwierza Ci się jak ongiś Piotrowi: „Achimie, modliłem się za tobą przez te wszystkie lata, aby nie ustała twoja wiara i abyś mógł utwierdzać braci w wierze”, … bo po co komu byłby ksiądz bez wiary…”. Tylko nawrócony, wierzący ksiądz może innym pomagać wierzyć i nawracać się.

Nagle – pisze Łukasz – Jezus wstał od modlitwy i zaczął pytać swoich uczniów, za kogo uważają Go ludzie. Musiało Go to mocno nurtować na modlitwie. Nie tyle pytał o siebie samego, ile o ludzi: „Za kogo uważają Mnie tłumy?” (Łk 9, 18). O co tak naprawdę pytał? O ludzi i ich relację do Niego. To bliska relacja decyduje o tym, na ile poznaje się osobę. Jaka osobowa relacja takie poznanie Jezusa. Uczniowie odpowiedzieli, że jedni poznają w Nim Jana Chrzciciela, inni Eliasza, za proroka (por. Łk 9, 19). Jaka relacja z Jezusem, takie poznanie. Byli z Nim jedynie częściowo i dlatego ich poznanie Jezusa było tylko częściowe.

Wtedy zadał im pytanie, do którego zmierzał w rozmowie: „A wy – wy, których wybrałem, abyście cały czas byli ze Mną, którzy z bliska dzielicie ze Mną życie – za kogo Mnie uważacie?” (por. Łk 9, 20). Kim jestem dla Was?

Pewnie wiele razy, księże Achimie, mierzyłeś się z tymi pytaniami z Ewangelii. Są bardzo ważne, zapisali je wszyscy trzej synoptycy. A skoro wracają w twoim uroczystym dniu, znaczy to, że Jezus chce, byś się z nimi zmierzył ponownie. Przychodzi do Ciebie na twój srebrny jubileusz - „w połowie czasu” i chce z Tobą porozmawiać. Wybrał na tę ważną rozmowę miejsce, które dla Niego jest najbardziej urokliwe, bardziej niż okolice Cezarei Filipowej. Jest nim twoje kapłańskie serce. Szuka w nim zacisza, abyś dobrze usłyszał Jego pytania.

Najpierw to pierwsze pytanie: o tłumy ludzi, których przez ćwierćwiecze słuchałeś i prowadziłeś do poznania Jezusa. Pyta: „Powiedz mi co oni myślą o Mnie, kim jestem dla nich?”. Nosisz w sercu, księże Achimie wiele osobistych tajemnic, które powierzyli Ci ludzie. Bóg obdarzył cię naturą człowieka wrażliwego, który budzi zaufanie. Bracia mówią, że masz „gołębie serce”. Ludzie chętnie przychodzą do Ciebie z różnymi sprawami. Używając słów Papieża Franciszka, można powiedzieć, że jesteś pasterzem, który pachnie owcami. Dobry Pasterz cieszy się Twoją posługą. Chce, abyś opowiedział Mu o Twoich spotkaniach z ludźmi, o radościach i smutkach twego kapłańskiego życia. On zawsze chętnie nas słucha. Dał nam przecież serce wedle swego Pasterskiego serca. „Ma do nas słabość”. Każdego dnia czeka, by Mu opowiedzieć o tłumach, o spotkanych ludziach, o relacjach ludzi do Niego.

Lecz to drugie pytanie, jest szczególnie intymne. Pyta o ciebie samego: „Achimie, a Ty, który jesteś ze Mną tyle lat, za Kogo Ty Mnie uważasz, Kim jestem dla Ciebie?”. Opowiedz mi o twojej relacji do Mnie. W tym pytaniu sięga istoty twojej kapłańskiej tożsamości: jaka relacja księdza z Jezusem, taka relacja z Jego Kościołem, taka relacja z Jego owcami. Formalna relacja z Jezusem może prowadzić do formalnych relacji z ludźmi, głęboka relacja z Jezusem - do głębokich relacji z ludźmi.

Wydaje się, że pytaniem o relację z Nim, chciał Ci przypomnieć dzień Twoich święceń, moment, w którym biskup wziął twoje ręce w swoje dłonie i związał ze sobą. Wziął Cię w swoje posiadanie mówiąc: «Należysz do Mnie (…) «Strzegą cię moje dłonie. Strzeże cię moje serce (…). Pozostań w moich rękach i oddaj Mi twoje» (Benedykt XVI). Intymny gest złożenia twoich dłoni w Jego rękach, do końca życia będzie Ci przypominał, że w kapłaństwie nie przekazujesz ludziom siebie i własną ludzką miłość. Przekazujesz przede wszystkim Jego Boski dotyk, Jego miłość (Benedykt XVI). Tyle przekażesz ludziom kapłańskiej miłości, ile jej od Niego zaczerpniesz; a czerpać z niej będziesz tak głęboko, jak głęboka jest twoja zażyłość z Nim.

Wyobrażam sobie zaskoczenie uczniów Jezusa, kiedy nagle w połowie drogi, po tym jak zostawili dla Niego swoje domy i sieci, i poszli za Nim, usłyszeli: „Jeśli kto chce pójść za Mną…” (Łk 9, 23). Czyli, że mają jeszcze raz podjąć decyzję: czy chcą iść za Nim i nadal być z Nim? Jezusowe „jeśli” pozostawia dużo przestrzeni na przemyślenie decyzji.

Skojarzyłem tę sytuację z twoją, księże Achimie. Po latach przebywania z Nim i służenia Mu w kapłaństwie, pyta Cię znowu, czy chcesz pójść za Nim. Kiedyś zapytał o twoje prymicyjne „tak”, dzisiaj, kiedy po 25 latach jesteś o wiele bardziej świadomy tego, co znaczy iść za Nim, kiedy znacznie lepiej rozumiesz, co oznacza zapierać się siebie, tracić dla Niego, co oznacza w kapłaństwie krzyż, właśnie teraz pyta Cię ponownie o twoje „tak” - już nie prymicjanta, ale jubilata.

Kiedy w dniu święceń leżałeś krzyżem na posadzce i podejmowałeś ostateczną decyzję czy oddać Mu swoje życie, nie miałeś jeszcze trzydziestu lat, dzisiaj po dwudziestu pięciu latach kapłaństwa, Jezus nie oczekuje od Ciebie, abyś jak w dniu święceń, znowu położył się krzyżem ma posadzce, ale abyś mocno stąpając po posadzce, bez odrywania nóg od ziemi, bez wielkich deklaracji, objął Jego krzyż, ten konkretny, o który Cię prosił, byś go dźwigał przez lata kapłaństwa i abyś pozwalał krzyżować na nim swoje słabości, swoją własną wolę, swoje osobiste potrzeby, swoje ludzkie pragnienie ojcostwa, rodziny. Życzę Ci, abyś, tak jak Maryja, pomimo upływających lat w kalendarzu życia, nigdy nie postarzał się w swoim „fiat” - nawet o jeden dzień, ale byś coraz bardziej dojrzewał do całkowitej ofiary z życia dla Niego samego.

W dniu święceń jak każdy neoprezbiter wyciągnąłeś ręce, aby biskup mógł je namaścić. Lecz w życiu każdego księdza pojawi również dzień, który zapowiedział Jezus Piotrowi: „Wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi dokąd nie chcesz” (J 21, 16). Benedykt XVI, zanim jeszcze został papieżem, zwierzył się, że ilekroć słyszy te słowa Jezusa przypomina mu się pewien szczegół z ceremonii jego święceń: „Po namaszczeniu wiązano nam wówczas ręce i tymi związanymi rękoma każdy z nas dotykał kielich. Ręce, a przez nie całe nasze istnienie, wydawały się być związane z kielichem. Kielich kojarzy mi się z pytaniem Jezusa skierowanym do braci Jakuba i Jana: „Czy możecie pić kielich, który ja mam pić” (Mk 10, 38).

Życzę Ci z serca, abyś tak jak codziennie pijesz z Jego kielicha podczas Eucharystii, potrafił także pić z Niego po Mszy św., dzieląc los Jezusa i Jego owiec. Rzeczywiste naśladowanie Jezusa jest gotowością do całkowitego związania z Nim, podobnie jak On związał się z nami. Takie związanie jest absolutnie łaską. Przez 25 latach przekonałeś się o tym wielokrotnie i już nie jeden raz powiedziałeś do Boga: „O tak, przekonałem się, że 'Twoja łaska cenniejsza od życia…' (Ps 63)”. Tej łaski Ci życzymy na kolejne lata kapłaństwa. A kiedy znowu otworzysz brewiarz, by jak Jezus modlić się na osobności, życzę Ci, aby zadrgały Ci nerki i serce, gdy będziesz znowu odmawiał psalm 63, byś wzruszony wiernością Boga, który nigdy nie cofa łaski powołania, byś mógł powiedzieć do Niego: „Będę Cię wielbił przez całe moje życie i wzniosę ręce w imię Twoje, (…) bo stałeś się dla mnie pomocą”.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------
* tytuł homilii pochodzi od redakcji

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl