O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Jak żyć Słowem Bożym na co dzień? 20-22 stycznia 2017 - info ...


Jak żyć Słowem Bożym na co dzień?
SZKOŁA MODLITWY SŁOWEM BOŻYM
20-22 stycznia 2017

 

W dniach 20-22 stycznia 2017 r. odbyła się sesja Szkoły Modlitwy Słowem Bożym: „Jak żyć Słowem Bożym na co dzień?”. Spotkanie prowadził Krzysztof Wons SDS - dyrektor CFD, kierownik duchowy, rekolekcjonista, wykładowca teologii duchowości.

Sesja, która odbywa się w naszym domu od 20 lat, jest okazją pogłębienia praktyki osobistej modlitwy Słowem Bożym. Uczestnicy są wprowadzeni w metodę modlitwy Słowem Bożym w codzienności. Prowadzący proponuje też konkretna formę ćwiczeń na cały rok do indywidualnej pracy duchowej w świetle Słowa Bożego.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA / TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie sesji

---------------------------------------------------------------------

………
homilia – piątek 2. tygodnia zwykłego (rok I), 20 stycznia 2017 r.
Hbr 8, 6-13; Ps 85, 8.10-14; Mk 3, 13-19

NAGRANIE HOMILII Z 20 STYCZNIA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

………

Rafał Ziajka SDS

---------------------------------------------------------------------

Pozwól, by słowo Boże zadomowiło się w twoim sercu!
homilia – sobota 2. tygodnia zwykłego (rok I), 21 stycznia 2017 r.
Hbr 9, 1-3.11-14; Ps 47, 2-3.6-9; Mk 3, 20-21

NAGRANIE HOMILII Z 21 STYCZNIA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Spróbujmy słowa dzisiejszej Ewangelii, jak również wczorajszej, przeczytać w kluczu sesji, którą przeżywamy. W naszej przygodzie ze słowem Bożym wczoraj byliśmy z Jezusem na górze. Czytaliśmy, że Jezus „wszedł na górę”. Góra w Piśmie świętym to miejsce szczególne. To miejsce, gdzie Bóg objawia się człowiekowi. Objawia człowiekowi ważne dla niego prawdy, ważne sprawy. Objawia Siebie. My w tych dniach próbujemy nauczyć się albo sobie przypomnieć, jak się wchodzi na górę Bożego słowa, jak się ją zdobywa. To góra wyjątkowa. To góra niezwykła. Jak do zdobycia każdej innej góry, tak również do zdobycia tej, potrzeba wielu cnót. Potrzeba odwagi; tchórze na tę górę nie wchodzą. Potrzeba roztropności, bo można szybko się zniechęcić. Potrzeba wytrwałości, bo to wymaga ogromnego wysiłku. I wielu innych cnót potrzeba. Tę górę, górę Bożego słowa, zdobywa się codziennie. Codziennie się na nią wchodzi albo nie wchodzi się na nią wcale. A szczyt tej góry zdobywa się dopiero u kresu swojego życia. Jeśli ktoś twierdzi, że już wszystko wie na temat Bożego słowa, że to słowo pojął, znaczy to, że wciąż jest u podnóża tej góry, a do szczytu się w ogóle nie zbliżył. Być może nasza noga nigdy nie stanie na szczycie Mont Everestu, ani nawet na szczycie Rysów w Tatrach, ale ważne jest, aby nasze serce codziennie wspinało się po zboczach góry Bożego słowa; codziennie i tak już do końca.

Dziś czytamy, że Pan Jezus „przyszedł do domu”. Dobrze jest mieć dom. Dobrze mieć to święte miejsce, gdzie można się schronić, gdzie można odpocząć, nabrać nowych sił, poczuć się bezpiecznie, gdzie można nasycić się obecnością swoich bliskich. Brak domu albo dom toksyczny nieraz na długie lata wyciska na ludzkim sercu straszliwe piękno. Trzeba wielu lat terapii, modlitwy, aby tego piętna się pozbyć. W czasie tej sesji chcemy sobie uświadomić, że takiego domu potrzebuje też Boże słowo. Potrzebuje ono domu, gdzie będzie przyjęte i gdzie będzie strzeżone, żeby osoba „niepowołana” albo złodziej go nie wykradł. Potrzebuje ono domu, w którym będzie rozważane. Potrzebuje ono domu, w którym osoby tam mieszkające tym słowem będą żyć. Potrzebuje ono domu, w którym ten, który tam mieszka, tym słowem będzie żył. Tym domem utęsknionym przez Boże słowo jest nasze serce, twoje i moje. To prawda, że Boże słowo może na chwilę zamieszkać w pasterskiej szopie, a nawet może przyjąć rolę bezdomnego, jak samo mówi: „Syn Człowieczy nie ma miejsce, gdzie głowę mógłby skłonić”. Jednak tu na ziemi najpiękniejszym środowiskiem rozwoju Bożego słowa jest twoje i moje serce. I oczywiście trzeba uważać, bo nie wystarczy dać ogłoszenie: „przyjmę lokatora do swego serca”. Słowo Boże to nie lokator na jakiś czas, z którym podpisuję umowę, a kiedy umowa się kończy ze słowem nie mam już nic do czynienia. Słowo Boże ma być domownikiem mojego serca. Od lokatora pobiera się czynsz, od domownika otrzymuje się miłość, a od tego domownika, jakim jest słowo Pana, otrzymuje się miłość w najczystszej postaci.

Czytamy w dzisiejszej Ewangelii, że przed domem, w którym pojawił się Pan, zaczęli się gromadzić ludzie. W jednym z tłumaczeń autorzy napisali, że tłum wręcz „gęstniał”. Ludzi było coraz więcej. Ale tak zawsze jest, kiedy ludzie wyczują obecność Słowa, pełnego mocy i pełnego miłości. Będą lgnęli do tego Słowa. Przy tym Słowie będą się gromadzić przynosząc Mu swoje życie, nieraz pełne udręczenia, pełne różnych bolączek i problemów, wierząc, że to Słowo swoją mocą pomoże im poradzić sobie z tymi trudnościami i problemami. Stąd ten tłum, który zbliżał się i otoczył dom, w którym był Jezus Chrystus. Drogi bracie i droga siostro, nie dziw się więc, jeżeli - po latach żmudnej lektury i modlitwy słowem Bożym - pozwolisz się temu słowu w twoim sercu zadomowić, że nagle na twojej drodze czy przy twoim domu, gdzie mieszkasz, i przy twoim sercu, będą się gromadzili ludzie. Będziesz spotykał ludzi, których w ogóle nie będziesz znał. I to nie ty ich przyciągniesz, ale przyciągnie ich obecne w twoim sercu słowo Pana. To tego słowa będą tam szukać, jego piękna i mocy. Dlatego modląc się słowem, czytając je, ucz się także tym słowem dzielić, tym słowem obdarowywać innych. Jezus powiedział: „Idźcie i głoście!”, „Idźcie i dzielcie się moim słowem!”. Ale oczywiście, nim to nastąpi, to słowo ma się zadomowić w tobie.

I jeszcze jest dzisiaj jeden trudny moment, kiedy słyszymy, że mówiono o Jezusie, że „odszedł od zmysłów”, a w jednym z tłumaczeń piszą wprost, że „zwariował”. Za czasów komuny, kiedy chciano się człowieka pozbyć, poza ekstremalnym sposobem, jakim było zabójstwo, często ludzi zabierano i więziono w „domu wariatów”. Czyniono z człowieka „wariata”, czyli tego, który postradał zmysły, który odszedł od zmysłów. I taką etykietkę próbowano przyczepić Panu Jezusowi, tak mocno, że nawet doszło to do Jego bliskich, do Jego Matki. Zaniepokoiło ich to i postanowili przybyć, aby się przekonać, czy tak jest i ratować Jezusa. Prawda jest taka, że ten, kto żyje słowem Bożym na co dzień wiernie i prawdziwie, z upływem czasu staje się człowiekiem duchowym. Nie „odchodzi od zmysłów”, ale odwrotnie: „dochodzi do zmysłów”, to znaczy tym zmysłom w swoim życiu nadaje właściwe miejsce i właściwą rolę. To nie on zmysłom służy, ale zmysły służą jemu. A do tego jeszcze słowo Boże, moc tego słowa, wydobywa z niego piękno ukrytych w nim zmysłów duchowych, z których ten, kto wierny jest słowu, będzie mógł z wielką hojnością korzystać. Więc Jezus nie „odszedł od zmysłów”. On uczy nas, jak nad zmysłami mocą słowa Bożego panować, jak panować nad zmysłem wzroku, słuchu, dotyku, powonienia i pozostałymi.

Nieraz wystarczy wziąć do rąk egzemplarz Pisma Świętego, a znajdzie się jakiś, który powie: „Co? Zwariowałeś?”. „Nie, pomyliłem półkę”. Ale my wiemy, że nie wystarczy wziąć Pisma Świętego do rąk. Trzeba je codziennie otwierać, czytać. Trzeba nim, czyli słowem Bożym tam zapisanym, modlić się. Trzeba tym słowem żyć. I to jeszcze nie wystarczy! Trzeba to robić codziennie, do końca życia. Dopiero w chwili śmierci Pan zwolni nas z tej lektury. Zamknie księgę i zaprosi nas do siebie. Tam już nie będziemy musieli czytać ani modlić się, a jedynie kontemplować Słowo Wcielone, kontemplować Je już na zawsze. Ale zanim to nastąpi, bądźmy domem dla Bożego słowa.

Ryszard Stankiewicz SDS

--------------------------------------------------------------------- 

Bóg jest inny niż to, co o Nim myślimy! Tak bliski!
homilia – 3. niedziela zwykła (rok A), 22 stycznia 2017 r.
Iz 8,23b-9,3; Ps 27, 1.4.13-14; 1 Kor 1, 10-13.17; Mt 4, 12-23

NAGRANIE HOMILII Z 22 STYCZNIA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Otrzymujemy dzisiaj słowo Boże czytane na stronicy, którą dobrze znamy. A te stronice, które dobrze znamy, - mówiliśmy o tym w czasie sesji -, stronice, do których przyzwyczajone są nasze oczy i przyzwyczajone są nasze myśli, mogą sprawiać nam szczególną trudność, by usłyszeć, by spotkać w nich żywe słowo, nowe słowo. Ja w każdym razie z tą trudnością się spotkałem, gdy zacząłem na nowo rozważać nad stronicą, z którą moje oczy spotykały się, - to mało powiedzieć -, setki razy. A jednak czytając cierpliwie i prosząc Ducha Świętego o nowość serca, o nowość myśli, o nowe oczy, w pewnym momencie skupiłem się na samym Jezusie, który - zauważyłem - jest ciągle w drodze i to w drodze do ludzkich domów. Natomiast to Jego bycie w drodze jest dla mnie nieuchwytne. Nie mogę powiedzieć, że „Jezus jest tu” albo że „Jezus jest tam”. To On mi mówi, gdzie jest. Uświadomiłem sobie, że istnieje takie niebezpiczeństwo, żeby Panu Bogu wyznaczać szlaki w moim życiu, wyznaczać Mu drogi, organizować Mu „procesje” wedle mapy moich przemyśleń. A Jezus mnie dziś zaskakuje. Tak naprawdę, przypomina mi, że On jest zawsze Inny. Będziemy śpiewali w czasie tej Eucharystii, że On jest Święty i powtórzymy to kilka razy. A „Święty” u Izajasza, „Kadosz”, oznacza nie tylko „Święty”, ale także „Inny”. Wyznamy w czasie tej Mszy świętej, po liturgii słowa: „Ty jesteś zawsze Inny! Ty jesteś Inny w swoich myślach, Inny w swoich drogach! Twoje myśli nie są moimi myślami i moje drogi nie są Twoimi drogami” (por. Iz 55, 8-9).

Zauważmy bowiem, że Jezus najpierw „usuwa się” Usuwa, możnaby powiedzieć po ludzku, nie w tym czasie, w którym powinien to zrobić. Jezus jest w Judei, pamiętajmy. Tam aresztowano Jana. Przecież to Jan przygotywał drogę dla Niego. On przygotował teren przygotował tam ludzkie serca. Tyle lat na pustyni, tyle głoszenia słowa z mocą. Tyle prób przyciągnięcia ludzi, do tego Baranka Bożego, który nadchodzi. Więc to najlepszy moment, by go [Jana] zastąpił. Jan jest uwięziony, a tymczasem Jezus, zamiast przejąć ster, sztandar, i zacząć z mocą głosić słowo tam, gdzie po ludzku byłoby to najkorzystniejsze: tam, gdzie się zbiegają drogi pielgrzymie ludzi przychodzących nie tylko z Palestyny, ale również z diasspory, przychodzących także z krajów spoza Palestyny; tam, gdzie jest centrum duchowości Izraela; tam, gdzie jest świątynia; tam, gdzie jest Miejsce Świętego Świętych; tam, gdzie jest taki punkt na mapie geografii, o którym wszyscy, każdy Żyd, mogą powiedzieć z wiarą: „Tu mieszka Bóg! Tu jest! Tu jest na pewno obecny!”. Jezus się usuwa. Zostawia to miejsce. Nie dlatego, że chce powiedzieć, tam Go nie sotkam, ale dlatego, żebym nigdy Boga nie kojarzył tylko z jednym miejscem. Istnieje taka pokusa w naszym życiu, by Boga kojarzyć jedynie z tym miejscem, w którym coś przeżyliśmy. I chcemy tylko do tego miejsce wracać albo najpierw do tego miejsca wracać. Ale to może być naszą magią. Bardzo szybko nasza wiara może się zamienić w magię, kiedy Boga kojarzymy bardziej z miejscem niż z samym Bogiem.

Trzeba pozwolić Bogu zmieniać miejsca w naszym życiu. Trzeba pozwolić Bogu, by się objawiał w miejscach, które dla nas wydają się nieprawdopodobne, aby się tam objawił, a dokładnie tak czyni Jezus. Idzie do Galilei. Możnaby powiedzieć, że Judejczykom, którzy czekali na Mesjasza, w głowie się to nie mieściło. Nie mieli bladego pojęcia o tym, co może być intencją Mesjasza, który nagle zmienia miejsce. Przecież tam powinien przyjść! Poza tym, wszystko wskazywało na to, że jest z rodu Dawida, a więc że jest z Betlejem i tam, w Judei, powinien pozostać. Tu się nic nie zgadza! Nic się nie zgadza! Wszystko, co przeczytali w książkach o Panu Bogu… Jakby się nic nie zgadza z tym, jak Bóg się zachowuje. I jest tak nie dlatego, jakoby to, co czytali, nie było prawdziwe, ale nie było całą prawdą. Nikt z nas nie zna całej prawdy o Bogu. Nikt z nas nie zna całej prawdy o tym, jak On się objawia. Boga można tylko wyglądać, oczekiwać. On przychodzi, a my mamy być otwarci na Jego przychodzenie. Tym jest lectio divina. Tym jest słuchanie Bożego słowa. Trzeba być bardzo pokornym, bardzo cierpliwym i zasłuchanym, aby spotkać Boga, który się objawia w naszym życiu, byśmy Bogu nie ustalali miejsc spotkań. Na tym polega, między innymi, wiara.

Jezus więc idzie tam, gdzie się nie spodziewali. Idzie do Galilei. A Izajasz, byśmy nie mieli wątpliwości, co myśleli o Galilei Judejczycy, przypomniał nam, a Mateusz to zacytował jeszcze raz. Gdzie idzie? Do „Galilei pogan”. Idzie tam, gdzie ludzie „siedzą w ciemnościach”, to znaczy w grzechu. Tam, gdzie ludzie żyją bez Boga. Przecież to Judejczycy wiedzą, kim jest jedyny Bóg. To Judejczycy zachowali wierność religii. To oni zachowali czystość wiary. To tam [w Judei] Bóg się powinien objawiać. A On idzie tam, gdzie ludzie żyją byle jako, według nich; tam, gdzie ludzie trochę wierzą w Jahwe, ale trochę wierzą również w swoich bogów; tam, gdzie nie ma światła; idzie tam, gdzie myślenie jest pogańskie; tam, gdzie jest „barłóg” ludzkiego życia. Ale tym samym Judejczykom nawet do głowy nie przyszło, że kiedy On [Mesjasz] rodził się w Judei, to rodził się w stajni. Rodził się bez światła, w miejscu, które nie było w świątyni, a nawet w domu ludzkim nie było. Było tam, gdzie mieszkają zwierzęta. Tak się Bóg objawia! I teraz też, kiedy przyszedł do Galilei, „cienistej krainy śmierci”, wszyscy mogli się spodziewać, że przynajmniej wróci do Nazaretu, bo przecież tam było jego miejsce, można powiedzieć, rodzinne. Tam się wychował. Wielu zresztą w Nazarecie spowiedziewało się, że będą czerpali szczególne przywileje z Jego życia. U św. Łukasza w czwartym rozdziale czytamy, że tak się wściekli na Jezusa, że kiedy nie chciał - wedle ich myśli i oczekiwań - dokonywać cudów u nich, wyrzucili Go z synagogi. Wyrzucili! I jeszcze chcieli Go zabić! Tak człowiek może być przywiązany do swoich myśli, że może je bardziej ubóstwić, bardziej pokochać niż Boga samego. Można, niestety, Boga jedynego zamienić na własne ubóstwione myśli, na własne oczekiwania!

Jezus nie idzie do Nazaretu, aby tam zamieszkać. Jezus zamieszka w miejscu, które też nie było niedobrze historycznie kojarzone. To było miejsce w jakimś sensie także zdeprawowane przez życie pogańskie. I Jezus tam mieszka. I co mówi? Wbrew temu, co nam głowa podpowiada na temat tego Boga, który jest tak inny, niezrozumiały, a więc wydaje się tak daleki, daleki od naszego myślenia, On mówi: „bliskie jest królestwo” (Mt 4, 17). Mówi, że Bóg jest bliski! Jeśli pozwolisz Mu przychodzić do siebie tak, jak On chce przychodzić, zawsze doświadczysz Jego bliskości. Augustyn [z Hippony], kiedy Go szukał na zewnątrz, nie mógł Go znaleźć, a kiedy już Go znalazł i się nawrócił, uświadomił sobie, że On [Bóg] był w nim, a on Go szukał na zewnątrz: „Ty byłeś we mnie, a ja Cię szukałem poza sobą”. Bóg jest zawsze pod naszym adresem. To my nie zawsze jesteśmy u siebie. Bogu czasami jest bardzo samotnie w naszym życiu, w naszym domu. Bo my biegamy, robimy wycieczki, jeździmy wszędzie… za Bogiem, a On być może czeka w tym miejscu najbardziej prostym. Gdzie? I to nas mocno porusza w dzisiejszej Ewangelii.

Może On czeka tam, gdzie jest twój grzech: tam, gdzie w twoim życiu jest najbardziej ciemno; gdzie życie jest jeszcze nieuporządkowane. Bo tam najbardziej potrzebujesz Jego bliskości. Tam najbardziej potrzebujesz przekonać się, że On cię nigdy nie przestał kochać i że nigdy z ciebie nie zrezygnuje, i że żaden ludzki grzech Go nie pokona, nie zniechęci do ciebie. A więc, Bóg jest tak bliski! Jest tak bliski, że możesz doświadczyć Jego bliskości wtedy, kiedy czujesz się odrzucony nawet przez siebie samego, bo już siebie znieść nie możesz z powodu tej czy innej słabości, z powodu tego czy innego grzechu, który się w twoim życiu powtarza. I także wtedy, kiedy ci się wydaje, że także inni cię odrzucają i nie chcą, On cię zawsze chce! Jego Kafarnaum jest tam, gdzie czujesz się najbardziej samotny; może nawet tam, gdzie Go najbardziej zdradzasz. Jezus będzie bolał nad Kafarnaum, ale nie zostawi Kafarnaum. A kiedy wróci już do Judei, kiedy pójdzie tam z powrotem, wróci tam również dlatego, żeby umrzeć tam za Kafarnaum. By umrzeć również za tych wszystkich, którzy Go zostawili i opuścili. I jeszcze z krzyża będzie wołał do Ojca: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34).

Dzisiaj przechodzi obok Jeziora Galilejskiego, to znaczy: przechodzi między nami. Przechodzi przez twoje życie. Przechodzi, jak w przypadku tych dwóch uczniów, przez miejsce twojej pracy. To mnie zawsze porusza, że powołanie słyszą wtedy, kiedy najbardziej ich ręce są zaangażowane w robotę, kiedy pot jest na ich czołach, kiedy są zmęczeni i zanurzeni rękami i nogami w jeziorze swojego życia. Wtedy słyszą powołanie. Ani Szymon, ani Andrzej, nie klęczeli wtedy z brewiarzem w ręku. Nie czuli zapachu kadzidła i nie widzieli przed sobą zapalonych świec. I nagle przyszedł Ten, który jednym słowem diametralnie zmienił ich życie. Trzeba wierzyć w moc Jego słowa bardziej niż w miejsca, w których Bóg się objawia! Bardzo potrzebujemy świątyń (żeby było jasne!)! Bardzo potrzebujemy świątyń nie tylko w niedzielę, ale w ciągu tygodnia także, by nam nieustannie przypominały, że Bóg chce czynić świątynię także z mojego życia; że także miejsce mojej pracy może zamienić w swoją świątynię. Także moje serce może zamienić w swoją świątynię, również wówczas, gdy ono jest zasłonięte przed Nim. Bóg kocha te twoje miejsca najbardziej ukryte, gdzie jesteś zapracowany, gdzie jesteś zajęty sobą. Liczy, że wreszcie usłyszysz Jego słowo i pójdziesz za Nim! „Pójść za Nim” nie oznacza wyprowadzki z tego świata. „Pójść za Nim” oznacza być z Nim wszędzie tam, gdzie On chce mnie mieć w tym świecie. To oznacza - i wydaje się, że to jest słowo kluczowe w dzisiejszej Ewangelii -, że trzeba się nawracać. „Matanoeite”, to znaczy „zmieniajcie myślenie”.

Muszę codziennie zmieniać myślenie: to myślenie, które mi podpowiada świat; to myślenie, w którym ciągle chciałbym Bogu dyktować plany mojego życia i warunki wiary w Niego. Muszę ciągle zmieniać myślenie, przestać chodzić za sobą, jeśli naprawdę chcę pójść za Nim. Ale wtedy zobaczę najwięcej, tak jak usłyszeliśmy i zobaczyliśmy w czasie dzisiejszego odcinka projektu „Nowa Jakość Życia”, że Jezus potrafi zamienić nasze jezioro, że ten nieduży akwen naszego życia może zamienić w ocean. Taki jest Bóg, genialny! Ilekroć się z tobą umawia, nigdy nie przegrywasz! To On weźmie na siebie całe odium wszystkich twoich przegranych tylko po to, byś ty mógł wygrać! Bóg nigdy nie wyprowdzi cię „w pole”. I nawet, gdy mieszkasz w tak pięknym miejscu, jak Piotr, na jeziorem w Galilei, - kto z was tam był, to wie, jak tam jest pięknie -, to z perspektywy Rzymu Piotr zrozumiał, gdy już był gotowy umierać za Jezusa, że zostawił skrawek ziemi, a Bóg mu dał cały świat. Tak jest zawsze w naszym życiu. Trzeba tylko odważyć się, by pójść za Nim, by bardziej uwierzyć Jemu niż sobie! I by zacząć zmieniać swoje myślenie. To nie stanie się raz i naz zawsze. Trzeba codziennie słuchać Jego słowa, by ono codziennie mogło zmieniać nasze myślenie, byśmy codziennie uczyli się zostawiać siebie i chodzić za Nim. Ale kiedy pójdziesz za Nim, wtedy najbardziej, z bliska, spotkasz się także z sobą samym.

Krzysztof Wons SDS

--------------------------------------------------------------------- 


„Jak żyć Słowem Bożym na co dzień” - 23-25 stycznia 2015 - homilie
Ryszard Stankiewicz SDS, Piotr Szyrszeń SDS, Joachim Stencel SDS

TRANSFER SŁOWA BOŻEGO DO SERCA I CODZIENNOŚCI:
„jak przenieść Boże słowo najpierw z księgi Pisma Świętego do naszego serca, a następnie do naszego życia i codzienności. Celem jest, byśmy słowem Bożym zaczęli żyć albo żyli bardziej na co dzień; tak aby ono było obecne w najbardziej prozaicznych czynnościach naszego życia. Najpierw jednak trzeba się w tym słowie rozczytać, trzeba je zgromadzić w sercu, trzeba się w nim rozmodlić i rozkochać. Wówczas jest szansa, że ono w nas zamieszka i w nas się zakorzeni, że stanie się i będzie naszym domownikiem. A później będziemy mogli z Bożą pomocą naszym wysiłkiem przekuwać je na czyny naszej codzienności”
(Ryszard Stankiewicz SDS).

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl