O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 22 lutego - 2 marca 2017 - homilie c ...


Rekolekcje Lectio Divina
22 lutego - 2 marca 2017

 

W dniach 22 lutego - 2 marca 2017 r. odbyły się rekolekcje lectio divina. W rekolekcjach wzięło udział 67 osób, którym towarzyszyło 7 kierowników duchowych. W posługę towarzyszenia byli zaangażowani: duszpasterze CFD, kapłan z zakonu kanoników regularnych laterańskich i siostra zakonna – adoratorka Krwi Chrystusa.

Uczestnicy modlili się słowem Bożym z Ewangelii wg św. Marka, św. Mateusza, św.Łukasza i św. Jana. Wprowadzenia do modlitwy dawali duszpasterze CFD.

Dziękujemy za  modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących oraz kierowników duchowych !

homilie - część druga
25-27 II 2017
>>>.

homilie - część trzecia
28 II - 2 III 2017
>>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ PIERWSZA -
22-24 lutego 2017

---------------------------------------------------------------------

Umocnij więź z Jezusem, Mesjaszem, Bożym Synem!
homilia – święto katedry św. Piotra Apostoła, 22 lutego 2017 r.
1 P 5, 1-4; Ps 23, 1-6; Mt 16, 13-19

NAGRANIE HOMILII Z 22 LUTEGO 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Krzesło – mebel do siedzenia. Spotykamy je w kuchni, w pokoju, w poczekalni, w Sali konferencyjnej i w wielu innych miejscach. Są krzesła, które cieszą się dobrą sławą. Nieraz zwiedzając jakieś muzeum słyszymy, jak przewodnik mówi: „To jest biurko i krzesło, na którym siadała osoba znana i tu tworzyła swoje wielkie dzieła, które my teraz możemy czytać”. Ale są też krzesła, które nie cieszą się dobrą reputacją. Bo w innym miejscu przewodnik wskazując na krzesło i biuerko powie: „Tu siadał taki wielki drań, który wręcz seryjnie podpisywał wyroki śmierci”. Nieraz są krzesła, które też nie cieszą się dobrą reputacją, choćby te w poczekalni do lekarza pierwszego kontaktu, gdzie człowiekowi się wydaje, że to już będzie ostatni [kontakt], jak na tym krześle posiedzi kilka godzin. Ale dzisiaj „świętujemy” krzesło wyjątkowe: krzesło, które jest na podwyższeniu; katedrę, czyli krzesło, na którym zasiada biskup i z którego to miejsca naucza. Także biskup Rzymu, czyli papież, do dziś, z tego miejsca, czyli z Katedry św. Piotra, naucza.

Wśród całej gamy nauczania papieskiego w świat płyną te słowa, to piękne Piotrowe wyznanie: „Ty jestes Mesjasz, Syn Boga żywego”. I my chcemy się dzisiaj do tego wyznania dołączyć. Chcemy dołączyć nasz głos, nasze serca i nasze życie. Chcemy także to uczynić w czasie rekolekcji. Chcemy wyznać wobec świata bardzo jasno i wyraźnie, że Jezus Chrystus jest dla nas kimś więcej niż jednym z proroków. A wyznając, że Jezus jest dla nas Chrystusem, Mesjaszem, Synem Bożym, chcemy dobitnie potwierdzić, że nawet w najdalszych planach życiowych nie mamy zapisane, że będziemy szukać innego mesjasza i Bożego Syna, że szkoda na to czasu, sił i pieniędzy. Innego Mesjasza, Bożego Syna, poza Jezusem, po prostu nie ma. Owszem, czasem pojawiają się jacyś ludzie, którzy ogłaszają się zbawicielami świata. Nieraz i nam przeleci przez głowę myśl, że „dam w sobie w życiu radę sam”, że „Jezusa nie potrzebuję”. Ale na szczeście to, ta myśl, tak sobie przelatuje i leci sobie dalej, a my wracamy do Jezusa, który jest Mesjaszem, Synem Bożym.

Chcemy to także potwierdzić naszym życiem i naszym zaangażowaniem w czasie tych świętych rekolekcji. Ufamy, że pogłębiając, a więc umacniając, więź z Jezusem, Bożym Synem, Chrystusem – Mesjaszem, nasze życie będzie coraz bardziej czytelne i przejrzyste, że będzie takim wspaniałym drogowskazem czy wskazówką dla tych, którzy poszukują w życiu drogi do Pana Boga. Ufamy, że pomożemy ją znaleźć tym, którzy chcą się nauczyć żyć z Bogiem, którzy chcą otwierać swoje serce na Jego łaskę. Ufamy, że jeśli nasza relacja z Jezusem, Synem Bożym, Mesjaszem, będzie się pogłębiała i umacniała, w życiu unikniemy wielu pokus, przed którymi przestrzega św. Piotr w pierwszym czytaniu nie tylko starszych, ale i wszystkich uczniów Jezusa. Nie będziemy wykorzystywać innych, także naszych braci i sióstr w wierze, dla swoich własnych, prywatnych celów. Nie będziemy szukać dominacji nad innymi, ale będziemy się starać jak najlepiej im służyć. Nie będziemy gonić za wszelką cenę za tymi doczesnymi nagrodami, bo mogłaby nas minąć ta najważniejsza, którą można otrzymać tylko z rąk Najwyższego Pasterza, Jezusa Chrystusa. Jak słyszeliśmy, jest nią „niewiędnący wieniec chwały”. To taką nagrodę chcemy ostatecznie otrzymać i zdobyć. I jeszcze wielu innych pokus unikniemy, będziemy się skutecznie z nimi zmagać, dbając i pogłębiając naszą relację z Jezusem, Mesjaszem, Bożym Synem.

Dzisiaj naszą gorącą modlitwą ogarniamy Piotra naszych czasów, papieża Franciszka, wypraszając dla niego wszelkie potrzebne łaski, aby dalej godnie zasiadając na katedrze św. Piotra kierował łodzią Piotrową. Dziś dziękujemy Panu Bogu za naszego rodaka, św. Jana Pawła II, który zasiadając na katedrze św. Piotra tak wspaniale, z takim oddaniem, służył Kościołowi głosząc światu „w porę i nie w porę” Chrystusową Ewangelię. Jan Paweł II nie jest tylko naszą dumą, naszym orędownikiem, ale jest także tym, który ciągle nas zawstydza i zaprasza, abyśmy go w wierności Kościołowi i nauce Ewangelii coraz lepiej i gorliwiej naśladowali. Śpiewamy: „jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy…”, ale w tym większym poszerzonym gronie, jakim jest wspólnota Kościoła, dzisiaj okazujemy ogromną ufność, że bramy piekielne tego Kościoła nie przemogą , bo jest zbudowany na opoce tego Piotrowego wyznania. W relacji, także naszej relacji, z Jezusem, Mesjaszem, Synem Bożym. Ufamy, że te bramy piekielne nie przemogą także naszego serca w czasie rekolekcji, choć mogą nam tutaj przeszkadzać, mieszać, zniechęcać. Ufamy, że oparci na tej opoce i przeniknięci tym wyznaniem nie damy się przezwyciężyć. Jego miłość i Jego moc w nas zwycięży. I ten czas będzie dla nas owocny, cenny, a Kościół, czyli my, zrobi kolejny krok do przodu dla chwały Pana Boga i dla naszego osobistego pożytku.

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

Żeby podać komuś kubek wody, trzeba było być blisko źródła
homilia – czwartek 7. tygodnia zwykłego (rok I), 23 lutego 2017 r.
Syr 5, 1-8; Ps 1, 1-4.6; Mk 9, 41-43.45.47-50

ooo

Bywają takie sytuacje, w których ludzie spotykają się „na odległość” i są w stanie jednoznacznie stwierdzić, że rzeczywiście tam – na tej drugiej górze, tam – na końcu ulicy, tam – w jakimś odległym miejscu jest ktoś, kogo dobrze znają; i można sobie pomachać ręką na przywitanie. Ale wzrok i świadomość, że dostrzegamy kogoś nam znanego, nie wystarcza, by nawiązać głęboką relację. Jezus, który kolejny raz mówi do swoich uczniów, zaprasza ich do prostego gestu. Żeby słuchać, trzeba podejść. Na odległość można tylko krzyczeć, a i tak wiadomość najczęściej będzie zniekształcona. Chciejmy kolejny raz w naszym rozważaniu słowa Bożego uświadomić sobie, że wszystko, co czynimy w czasie rekolekcji lectio divina, jest nieustannym zaproszeniem, byśmy uczyli się słuchać, to znaczy, byśmy uczyli się podchodzić blisko, tak blisko, aby wyraźnie usłyszeć, co Jezus ma nam do powiedzenia.

I dzisiaj w Ewangelii św. Marka słyszymy słowa, które są słowami bardzo wymagającymi. Zaczynają się od stwierdzenia, które w moim sercu wywołało pewien niepokój. „Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody”. Niepokój, który zrodził się w moim sercu, wynikał z takiego, wydawałoby się, „rozsądnego” myślenia, że może lepiej byłoby, gdyby Jezus powiedział: „Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że jesteście ludźmi…”. Czy nie byłoby to lepszym określeniem, które włączałoby wszystkich ludzi i byłoby bardziej uniwersalne, dotyczyłoby też tych, którzy są poszukujący i tych, którzy są jeszcze daleko, a nie mieli jeszcze okazji spotkać Jezusa. Również oni mogliby czuć się włączeni do grona uczniów Jezusa. Ale wszystko zmienia się, gdy uświadomimy sobie, że wszyscy należą do Chrystusa. Jezus w tym stwierdzeniu zaprasza nas do uświadomienia sobie, że dokonane przez Niego odkupienie dotyczy wszystkich ludzi.

W katechizmie Kościoła katolickiego w punkcie 616 czytamy: „(…). ‘Miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli’ (2 Kor 5, 14). Żaden człowiek, nawet najświętszy, nie był w stanie wziąć na siebie grzechów wszystkich ludzi i ofiarować się za wszystkich. Istnienie w Chrystusie Boskiej Osoby Syna, która przekracza i równocześnie obejmuje wszystkie osoby ludzkie oraz ustanawia Go Głową całej ludzkości, umożliwia Jego ofiarę odkupieńczą za wszystkich”. W tych słowach chciejmy z jednej strony zobaczyć zaproszenie do tego, byśmy uczyli się tak wybierać w naszym życiu, byśmy byli Jego uczniami, ale chciejmy też, z drugiej strony, zobaczyć, że jest to zaproszenie, by w każdym człowieku widzieć dziecko Boga.

Chciałbym zwrócić uwagę jeszcze na jedną rzecz, która pojawiła się w mojej refleksji i modlitwie Słowem. Zauważmy, że często prawa, które ustanawiamy; prawa stanowione przez człowieka w świecie, nazywane „prawami” człowieka albo jakimiś niezbywalnymi przywilejami, kiedy się im przyglądamy, widzimy, że w tych postanowieniach jakby gubi się sam człowiek i jego godność. Kiedy Jezus dziś mówi do nas, mówi o prawie dotyczącym każdego człowieka. Bo to nie jest prosta wskazówka, jak żyć, ale jest to zaproszenie, żeby odkryć, że godność człowieka zakorzeniona jest w nim samym, że nasze życie swój początek ma Bogu, a jakość życia zależy od tego, jak mocno jesteśmy zakorzenieni w Chrystusie.

Pozwólcie, że posłużę się prostym porównaniem. Czym różnią się kwiaty cięte od kwiatów doniczkowych? Ktoś mógłby powiedzieć, że niczym, bo przecież i to kwiaty, i to kwiaty! Z kwiatów ciętych można zrobić piękniejsze bukiety, kompozycje mogą być bardziej skomplikowane, ale kwiaty cięte są spisane na straty. Ich celem jest śmietnik. Mają przez pewien czas cieszyć oko, ale w dalszej perspektywie wylądują na śmietniku. Przygotowanie kompozycji czy zbudowanie dekoracji z kwiatów doniczkowych jest trudniejsze. Kwiaty doniczkowe wymagają więcej troski, ale w nich jest życie. Dzisiaj, kiedy Jezus nas zaprasza, abyśmy zakorzenili nasze życie w Nim, sugeruje, byśmy nie tworzyli praw, które tylko zewnętrznie są piękne, byśmy nie tworzyli reguł, które mogą zachwycać jakąś pozorną „otwartością” czy „wolnością”, ale byśmy dążyli do tego, by nasze życie było zakorzenione w Nim. Jezus nie chce, by nasze życie tylko przez chwilę błyskało, a docelowo było spisane na stratę. Jezus chce, byśmy ciągle i na nowo uczyli się – jest to również celem rekolekcji – jak zakorzeniać się w Chrystusie.

„Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody”. W realiach Palestyny, można powiedzieć, że woda była towarem luksusowym. Oczywiście, jest w tym stwierdzeniu trochę przesady, ale o wodę trzeba było dbać. Żeby podać komuś spragnionemu kubek wody, trzeba było być blisko źródła. Moglibyśmy powiedzieć, że trzeba było mieć dostęp do wody „żywej”. Jezus zdaje się nam mówić, że tylko ten jest w stanie podać kubek wody spragnionemu, kto sam znajduje się blisko źródła. Jak echo brzmią tutaj słowa Chrystusa, który zapewnia, że On sam jest wodą żywą dla każdego człowieka. Być może w czasie rekolekcji będzie nam trzeba zmagać się z różnymi doświadczeniami naszego życia. Być może Bóg pozwoli nam odkryć różne sytuacje naszego życia. Ale dzieje się tak, jak zdarzyło się przy studni Jakubowej. Czytamy o tym w Ewangelii wg św. Jana, kiedy Jezus spotkał kobietę, która przyszła do źródła. Z jednej strony jej celem było zaczerpnięcie wody, która miała służyć jej samej, i jej rodzinie do życia. Ale zauważmy, że Jezus w rozmowie z nią pozwala jej odkryć, jaka „woda” wypełnia jej serce. Pozwala jej odkryć jakość źródła, którym jest jej serce. Ona pyta: „Jakżeż Ty będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?” (J 4, 9). Odkrywa, że jej serce wypełnia stereotyp, że coś takiego jest niemożliwe. Dzieli się czymś, co jej wydawało się niemożliwe. Przychodząc, żeby zaczerpnąć zwykłej wody, dzięki Jezusowi jest w stanie zobaczyć, co naprawdę wypełnia jej serce. Kiedy śledzimy dalej tę rozmowę, widzimy, że Jezus pozwala jej odrywać jeszcze głębszą prawdę o niej samej. Jak gdyby pozwala jej odkryć, co znajduje się w źródle, którym jest jej serce.

Myślę, że dzisiaj, kiedy kolejny raz rozważamy słowa, które Jezus do nas kieruje, może być to dla nas zachętą, by zobaczyć, co wydarzyłoby się, gdybyśmy dzisiaj wzięli jakiś kubek i zaczerpnęli nim w naszym sercu. Gdybyśmy ofiarowali go drugiemu człowiekowi, czym ten kubek byłby wypełniony? Czy byłby wypełniony wodą, która daje życie: szczerością, miłością? A może byłby wypełniony płynem przypominającym jakiś ze współczesnych napojów, które są tak słodkie, a równocześnie w których jest tak dużo środków, przeciwdziałających efektowi wymiotnemu, żeby w ogóle można było się ich napić. Zobaczmy, czy przypadkiem - w naszym życiu i relacjach - nie przypominamy kubka, który nie zawiera wody czystej, krystalicznie czystej wody życia, ale próbujemy być słodyczą „na siłę”. Może z innej perspektywy zapytajmy, czy nie przypominamy kubka, w którym żołnierze zanurzyli gąbkę po to, by uśmierzyć ból Jezusa, ale ta gąbka była nasączona octem. Dajmy sobie dzisiaj prawo, by kolejny raz poprosić Jezusa, by pomagał nam odkrywać prawdę o naszym sercu, czym ono jest wypełnione. Bo kiedy będziemy w stanie zidentyfikować to, co wypełnia nasze serce, będziemy w stanie pozwolić Jezusowi, by je oczyszczał i wypełniał wodą: wodą, która wypływa z Jego boku – wodą miłości, jedyną wodą, która potrafi oczyszczać i wnosić życie w nasze życie.

Jezus kończy dzisiejszą mowę takim niezwykłym stwierdzeniem, które doskonale znamy z naszym rozważań, z naszej lektury słowa Bożego. Mówi o soli: „Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak swój utraci, czymże ją przyprawicie? Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą”. Sól ma wiele znaczeń w Piśmie Świętym, ale w takim najprostszym znaczeniu jest przyprawą poprawiającą smak i czymś, co pomaga zachowywać pokarmy. W Starym Testamencie była też traktowana jako oznaka lojalności. Ci, którzy razem spożywali sól, jakby zawierali ze sobą przymierze. W drugiej księdze Królewskiej widzimy proroka Elizeusza, który z pomocą soli oczyszcza źródło, z którego czerpali mieszkańcy Jerycha. Chciejmy w tym wezwaniu Jezusa, byśmy dbali o sól naszego życia, zobaczyć, że potrzebujemy w sobie mieć sól, czyli miłość Jezusa, zdolną oczyszczać źródło, jakim jesteśmy. Chciejmy zobaczyć w tym wezwanie, byśmy jak Elizeusz, dzięki łasce Chrystusowej, potrafili oczyszczać źródło naszego życia. Czas rekolekcji bywa czasem podniosłym, a innym razem jest czasem trudnych zmagań. W każdej sytuacji prośmy o to, by Chrystus prowadził nas do poznania naszego życia, do odkrywania, że On chce napełniać nasze życie solą, która oczyszcza, która uzdrawia. Zauważmy, że Jezus po słowach „miejcie sól w sobie” dodaje jeszcze „i zachowujcie pokój między sobą”. Spożycie czyjejś soli w Starym Testamencie oznaczało zawarcie z nim pokoju. To wezwanie, byśmy odkrywali, że możemy być solą uzdrawiającą życie innych ludzi. To również wezwanie, byśmy odkrywali, że czerpiąc z miłości, która wypełnia sercu kogoś drugiego, wchodzimy z nim w przymierze. Można użyć na koniec pewnej parafrazy: Jeśli będziemy nieustannie troszczyć się o nasze zakorzenienie w Chrystusie, będziemy w stanie dać komuś drugiemu kubek wody żywej i choć odrobinę prawdziwej soli Jezusowego pokoju.

Rafał Ziajka SDS

---------------------------------------------------------------------

Zaniepokój się! Są ludzie, którzy nie odkryli w Jezusie przyjaciela!
homilia – piątek 7. tygodnia zwykłego (rok I), 24 lutego 2017 r.
Syr 6, 5-17; Ps 119, 12.16.18.27.34-35; Mk 10, 1-12

NAGRANIE HOMILII Z 24 LUTEGO 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Czy jest ktoś wśród nas, kto nie tęsnił albo nie tęskni za tym, by mieć przyjaciela? Autor księgi Mądrości przychodzi nam dziś z pomocą. Daje nam radę: „Jeżeli chcesz mieć przyjaciela, zdobądź go po próbie, a niezbyt szybko mu zaufaj!”. Jeśli szukasz przyjaciela, zdobądź go po próbie! W Ewangelii też jest mowa o próbie: „I przystąpili do Niego faryzeusze, a chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę”. Może inaczej niż dotąd, niż zwykle, usłyszałem tę informację. Słuchając jej tym razem zobaczyłem faryzeyszy jako tych, którzy szukają przyjaciela, prawdziwego i wiernego. Papież Franciszek w adhortacji apostolskiej „Evangelii gaudium” napisał, że jest coś, co powinno nas „święcie niepokoić”, co powinno nas martwić albo nawet powinno wstrząsnąć naszymi sumieniami. Tym czymś, co winno w nas wywołać „święty niepokój” jest fakt, że tylu naszych braci żyje bez siły, bez światła i bez pociechy, których źródło jest w przyjaźni z Jezusem Chrystusem (por. EG 49). Powinno nas „święcie niepokoić”, że są ludzie, którzy nie odkryli w Jezusie Chrystusie przyjaciela, prawdziwego przyjaciela, przyjaciela wiernego!

Papież Franciszek przypomniał w swojej pierwszej adhortacji, że „wszyscy zostaliśmy stworzeni do tego, co proponuje nam Ewangelia: do przyjaźni z Jezusem i miłości braterskiej”. Stworzeni do przyjaźni z Jezusem! Źródłem dynamizmu misyjnego, dynamicznej ewangelizacji, jest osobiste doświadczenie, że nie jest tym samym: poznać Jezusa i nie poznać Go. Chodzić razem z Jezusem i chodzić po omacku – to nie to samo. Móc Jezusa słuchać i nie móc tego czynić – to nie to samo. Móc Jezusa kontemplować, adorować, móc odpocząć w Nim i nie móc tego czynić – to nie to samo. Usiłować budować świat z pomocą Ewangelii i mocą Ewangelii Jezusa i próbować budować świat jedynie własnymi siłami i rozumem – to nie to samo. Pisze papież: „Wiemy dobrze, że życie z Jezusem staje się o wiele pełniejsze i że z Nim łatwiej znaleźć sens wszystkiego” (zob. EG 225-226). Przekonał się o tym faryzeszu, który miał na imię Szaweł z Tarsu. On szukał, długo szukał przyjciaela. Na swój sposób wystawiał Jezusa na próbę, jak na swój sposób wystawiają Jezusa na próbę faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii. W nich możemy dostrzec tych, którzy szukają przyjaciela. Wystawiają Jezusa na próbę, bo szukają przyjaciela prawdziwego i wiernego. Tak, oni sprawdzają Jezusa! Może wzięli sobie do serca radę mędrca: „Jeżeli chcesz mieć przyjaciela, zdobądź go po próbie, a niezbyt szybko mu zaufaj!”.

O Jezusie – wiemy o tym z kart Ewangelii wg św. Mateusza i św. Łukasza – mówiono: „przyjaciel celników i grzeszników” (Mt 11, 9; Łk 7, 34). Modlitwa Kościoła, karmiona choćby tym właśnie słowem Boga, uczy nas, jak zwracać się do Jezusa. I wśród wielu imion, jakimi pokolenia chrześcijan przywoływały i przywołują Jezusa, o czym zaświadcza katechizm, jest również to: „Przyjaciel ludzi” (por. KKK 2665). Pokolenia chrześcijan przywoływały Jezusa imieniem: „Przyjacielu ludzi!”. W Jezusie realizują się cechy prawdziwego przyjaciela, o których słyszeliśmy w pierwszym czytaniu. On jest przyjacielem „wiernym”! On towarzy nam nie tylko wtedy, kiedy to jest dla Niego dogodne i kiedy nam się powodzi, ale również wtedy, gdy doświadczamy jakiegoś ucisku, w chwili nieszczęścia, utrapienia, grzechu… Nigdy nie odwraca się do nas plecami. Nawet, gdy Go opluwamy i znieważamy, jak w czasie Męki, stoi zwrócony do nas twarzą w twarz. Gdy my odwracamy się do Niego plecami, On wciąż jest zwrócony do nas twarzą. Jest wierny, wierny sobie samemu i przymierzu, które z nami zawarł, nawet gdy my jesteśmy niewierni! Jest „skarbem”! Jest „bez ceny”! Jego wartości nie sposób określić! Z niczym nie można Go porównać! Jest „lekarstwem życia”. Ale w pierwszym czytaniu jest jedno określenie, które jakoś szczególnie przypadło mi do gustu, tak to nazwę, które poruszyło mnie wewnętrznie. Jest „pewnym schronieniem” (BPozn.), „seguro refugio” (hiszp.). Prawdziwy i wierny przyjaciel jest jak solidnie zbudowane schronisko górskie (można powiedzieć, że jest „pewnym schroniskiem”), dające ochronę i ciepło zziębniętym i zmęczonym turystom.

Tu, na rekolekcjach, może o to chodzi, by rozbudzać w sobie tęsknotę za Przyjacielem, za Jezusem z Nazaretu, Przyjacielem Wiernym, którego nikt i nic zastąpić nie może. Jezus dziś staje pośród nas i zaprasza, pociąga do przyjaźni z sobą! Staje na brzegu jeziora, bo dla Piotra i Andrzeja, dla Jakuba i Jana, pragnie pełni życia, którą tylko On może im dać. Zagląda do komory celnej i zaprasza Mateusza do relacji przyjaźni, by w tej relacji on rozwijał się i dojrzewał jako człowiek (etap I - Mk). Siada przy studni i podejmuje z Samarytanką rozmowę, która wyznacza początek nowej ery w życiu tej kobiety, która „miała pięciu mężów, a ten z którym żyła obecnie nie jest jej mężem”. Jezus, Przyjaciel Wierny, pomaga jej nazwać prawdę jej życia po imieniu (etap IV - J). Bo przyjaźń z Jezusem, przyjaźń Jezusa z nami, nie polega na „głaskaniu” grzechu. Słyszmy o tym w Ewangelii: „Kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia względem niej cudzołóstwo. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo”. To naprawdę nie jest to samo, powtórzmy to raz jeszcze, choć to takie oczywiste. To naprawdę nie jest to samo: znać Jezusa i nie znać Go! Coś o tym mogliby nam powiedzieć mieszkańcy Nazaretu (etap III - Łk). Ci dopiero wystawili Pana Jezusa na próbę. Chcieli Go strącić z góry, na której zbudowane było ich miasto. A On, Kyrios, Wszechmocny, okazał się ich prawdziwym Przyjacielem! Nie zareagował przemocą! Przeszedł przez środek rozszalałego tłumu. I zaczęła się nowa epoka: epoka miłosierdzia.

Słowo naprowadza dziś nas wszystkich – was, uczestników rekolekcji, i nas, towarzyszących wam w rekolekcjach – na to, co jest źródłem przyjaźni. Autor księgi Mądrości mówi: „Bogobojny dobrze pokieruje swoją przyjaźnią, bo jaki jest on, taki i jego przyjaciel”. Bogobojny! Bojaźń Boża obu osób tworzących relację przyjaźni, postawienie w centrum Boga i wspólne patrzenie w kierunku Boga, jest gwarantem prawdziwej przyjaźni. Bojaźń Boża, postawienie w centrum Boga, postawienie w centrum słuchania Bożego słowa, jest tym, do czego nas dzisiaj słowo prowadzi. Chcieć tego samego, co chce Bóg i nie chcieć tego, czego Bóg nie chce – to jest istota przyjaźni, trwałej przyjaźni. Gdy takie będzie nasze nastawienie, wtedy może i tutaj, w czasie rekolekcji, w relacji kierownictwa, która jest naszym udziałem doświadczymy choćby zalążka przyjaźni. Dlaczego uczestnik rekolekcji nie miałby wziąć na poważnie ostrzeżenia Syracha: „niezbyt szybko mu zaufaj!”? To jedna strona tego doświadczeni, a z drugiej strony, do nas, kierowników duchowych, Syrach kieruje przestrogę przed wykorzystywaniem powierzonych nam w zaufaniu spraw, np. ku zawstydzaniu, „ku hańbie”, rekolektanta. Bóg nie korzysta z wiedzy, którą ma o nas, przeciwko nam; więc kierownik również nie może korzystać z wiedzy, którą ma, przeciwko rekolektantowi. Bójmy się Boga! Chodzi o bojaźń Bożą, która jest początkiem mądrości. Bójmy się Boga i nie wykorzystujmy wiedzy o innych ludziach, kimkolwiek są, przeciwko nim. A wtedy z pewnością powoli, powoli… będzie rosło również grono naszych przyjaciół.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

 

W ostatnim czasie...

 

Polecamy w najbliższym czasie !

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl