O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 3-11 sierpnia 2017 - info i homilie ...


Rekolekcje Lectio Divina
3-11 sierpnia 2017

 

W dniach 3-11 sierpnia 2017 r. trwają rekolekcje lectio divina. W rekolekcjach biorą udział 92 osoby, którym towarzyszy 9 kierowników duchowych. W posługę są zaangażowani: czterej duszpasterze CFD, czterej inni kapłani i osoba świecka.

Uczestnicy – w zależności od etapu, w którym uczestniczą – modlą się słowem Bożym z Ewangelii wg św. Marka, św. Mateusza, św. Łukasza i św. Jana.

Prosimy o modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących oraz kierowników duchowych !

„Lectio divina jest praktyką, która ma się zakorzenić w warunkach codzienności, ponieważ jest stylem życia chrześcijańskiego proponowanym każdemu wierzącemu w jego konkretnej sytuacji życiowej i powołaniowej. Rekolekcje mogą się stać sprzyjającym czasem, aby do takiego stylu życia przygotować wierzących” (Krzysztof Wons SDS, Przewodnik po rekolekcjach lectio divina. Treść - dynamika - program, Kraków 2014, s. 54).

homilie – część druga
6-8 sierpnia 2017
>>>.

homilie – część trzecia
9-11 sierpnia 2017
>>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ PIERWSZA -
3-5 sierpnia 2017

---------------------------------------------------------------------  

………
homilia – czwartek 17. tygodnia zwykłego (rok I), 3 sierpnia 2017 r.
Wj 40, 16-21.34-38; Ps 84, 3-6a.8a.11; Mt 13, 47-53

---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------

Nie odkładaj słowa Bożego na bok, ale z wiarą złóż go w sercu!
homilia – sobota 17. tygodnia zwykłego (rok I), 5 sierpnia 2017 r.
Kpł 23, 1.4-11.15-16.27.34b-37; Ps 67, 2-5.7-8; Mt 14, 1-12

Chciałbym zaproponować, żebyśmy dzisiaj zatrzymajmy się tylko przy dwóch wersetach, pierwszych dwóch dzisiejszej Ewangelii, które stanowią wstęp do opowiadania o męczeństwie św. Jana: „W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: «To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają»” (Mt 14, 1-2). Najpierw zatrzymał mnie, że Herod mówi „do swoich dworzan” albo „do swoich sług”. I możnaby tu prowadzić refleksję nad tym, jak przeżywamy siebie w relacji z innymi ludźmi. Wyobraźmy sobie, że żyjemy na dworze Heroda. Jestem „dworzaninem” czy „sługą”? Jak siebie określam? Jak żyję? Na co zwracam uwagę w relacji z innymi? Żeby być eleganckim, ubranym, politycznie poprawnym, grzecznym, ułożonym, uległym itd.?

Ale przejdźmy do sedna. Bo w tych dwóch wersetach jest mowa o słowie Bożym, o Słowie pełnym mocy. I w tym kontekście wypływa też temat przyjęcia (bądź nieprzyjęcia) tego Słowa z wiarą i miłością. Czasem w codzienności słyszymy, że jakaś wiadomość jest przekazywana „z ust do ust”. Ewangelista mówi: „doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie”, a dosłownie, że „usłyszał Herod tetrarcha słuchy o Jezusie”. My czasem też mówimy, że „dochodzą nas słuchy”; i w zasadzie właśnie to chcemy wówczas powiedzieć, że „doszła do nas wieść” (gr. „akoe” może oznaczać „wieść”, ale też może oznaczać organ słuchania, czyli „ucho”; a w gwarze myśliwych „słuchy” to uszy zająca, królika albo dzika). A więc również Herod usłyszał to, co inni słyszeli o Jezusie. Również do uszu Heroda dotarło to, co docierało do uszu innych. I to jest Dobra Nowina! Taki jest Bóg! Słowo Miłości przekracza granice wydawałoby się nieprzekraczalne. Dociera tam, gdzie nam się nie śni, że ono mogłoby dotrzeć. Słowo dociera do tetrarchy Heroda.

A teraz coś z drugiego wersetu. Herod słyszy o Jezusie i widzi zmartwychwstałego Jana Chrzciciela. Mówi: „On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze w nim działają”. Te „moce cudotwórcze” (albo „nadziemskie moce”, jak w Biblii Poznańskiej) to w oryginale jedno słowo gr. „dynameis”, czyli „moce”. I te moce, Herod mówi, „działają w nim”. To nie tak, że Jezus jedynie ma moc, ale ta moc działa w Jezusie. To nie tak, że Jezus ma jedynie słowo pełne mocy, ale że On jest Słowem działającym. Przypomnijmy sobie intuicję z wczorajszej homilii o liczbach, które tylko coś znaczą i o liczbach, które coś tworzą, sprawiają. Może to jest tak, że w czasie tych rekolekcji (na razie perspektywa jest krótka, bo minęły dopiero dwa dni), odnoszę takie wrażenie, jakby jak refren wracała do nas treść, że Słowo chce nas przemieniać, a nie tylko informować. Jutro jest święto Przemienienia Pańskiego, a Słowo nie chce nas tylko informować o czymś, tylko ono chce w nas działać. Ono chce nas przemieniać!

Określenie „moce działają w nim” wywołało we mnie kilka skojarzeń. Przywołało najpierw słowo z listu do Tesaloniczan. Paweł pisze w tym pierwszym chronologicznie piśmie Nowego Testamentu: „Nieustannie dziękujemy Bogu, bo gdy przyjęliście słowo Boże, usłyszane od nas, przyjęliście je nie jako słowo ludzkie, ale jako to, czym jest ono naprawdę – jako słowo Boga, który działa w was, wierzących” (1 Tes 2, 13). Paweł podkreśla ważną rzecz, że mianowicie Słowo Boga działa w wierzących! Mamy – w tym fragmencie listu do Tesaloniczan – słowo Boga „usłyszane” (gr. „akoes”), ale też to słowo Boga przyjęte jako słowo Boga, który „działa” (gr. „energeitai”). Słowo Boga „działa” w wierzących! Drugie skojarzenie jest z listu do Hebrajczyków: „Żywe jest słowo Boże i skuteczne” (Hbr 4, 12). Słowo „skuteczne” (gr. „energes”) dawno już zapisało się w mojej pamięci. Jakie jest słowo Boże? Skuteczne! Ono jest „en-ergon” – słowo Boże zawsze jest słowem „w-czynie”, „w-działaniu”. Słowa o Boga zawsze staje się ciałem! Nigdy nie jest jedynie informacją! Zawsze staje się ciałem! Ale… Z wczorajszej Ewangelii, mówiącej o pobycie Jezusa w Nazarecie, wiemy, że Jezus niewiele zdziałał swoją mocą, niewiele zdziałał cudów w Nazarecie, „z powodu ich niedowiarstwa” (Mt 13, 58), czyli moc Jezusa, moc Miłości, moc Jego słowa, nie mogła uczynić tego, co mogłaby uczynić z powodu braku wiary słuchaczy! Jest w tym jakiś paradoks: nie mogła uczynić czegoś, co mogła uczynić.

Może zabrzmi to paradoksalnie, ale słowo Boże, które jest zawsze „skuteczne”, zawsze działające, nie zawsze działa ze skutkiem albo przynajmniej nie zawsze działa ze skutkiem natychmiast dostrzegalnym. Słowo Boże, gdy jest głoszone czy słuchane z wiarą, gdy jest głoszone bądź słuchane w pokorze, z wolą przyjęcia go, zawsze ma moc zbawczą! Można je jednak „u-nie-skutecznić” , słuchając go bez wiary, traktując je jak słowo jedynie ludzkie; to znaczy bagatelizując je. To jest dramatyczny moment, gdy bagatelizuję Słowo, które jest skuteczne i w ten sposób je u-nie-skuteczniam. Możemy zapytać, dlaczego słowo Boga, które dociera do uszu Heroda, nie przemienia jego życia? Przecież Herod ma dobrą wiedzę, ma doskonałą intuicję, że mianowicie „moce nadziemskie” działają w Jezusie. Nawet to, że wyobraża sobie, że tu chodzi o jakiegoś „zmartwychwstałego” – to genialna intuicja! Słowo nie przemienia Heroda, bo on je „odłożył” na bok. Ewangelista Mateusz zauważył, że Herod nie tylko „chwyciwszy związał” Jana, ale że Jana „zatrzymał w więzieniu” – a gdyby ktoś sięgnął do wydania interlinearnego NT, w przypisie znalazłby, że to „zatrzymał w więzieniu” można też oddać: „odłożył sobie na bok w więzieniu”. Herod „odłożył sobie” słowo Boga na bok! Zestawmy ze sobą Maryję i Heroda, żeby zobaczyć kontrast. Herod „zachowywał-strzegł” Jana w więzieniu (gr. „syneterei” - Mk 6, 20; „brał w obronę”- BT), a Maryja „zachowywała-strzegła wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (gr. „syneterei” - Łk 2, 19). Herod strzegł Jana trzymając go „w więzieniu”, czyli na zewnątrz swojego domu, na zewnątrz swojego serca, tymczasem Maryja strzegła spraw Bożych zachowując je „w sercu swoim”, co oznacza coś więcej nawet niż wewnątrz swojego domu. Strzegła Słowa zachowując jej w swoim życiu. Tu widzimy, o co chodzi. Tu jest problem! Przesłanie dzisiejszego słowa, które we mnie brzmi, to przesłanie: Nie odkładaj słowa Bożego na bok, ale z wiarą złóż go w swoim sercu i w swoim życiu! I od razu pytam siebie, co to przesłanie dla mnie znaczy.

Co Bóg do mnie mówi? Na czym może polegać i w czym się może przejawiać to „odkładanie” słowa na bok? Najpierw, po prostu, może się przejawiać w odkładaniu decyzji na jutro: „jutro, jutro”. Czytając Mękę Jezusa dowiemy się o Herodzie, że on Jezusa „od dawna” chciał ujrzeć (Łk 23, 8); „od dawna” miał takie pragnienie. Jakie pragnienie, jaką decyzję odkładasz „od dawna”? To bardzo konkretne pytanie. Można też odkładać słowo na bok, ulegając rezygnacji, że rzekomo Pan Bóg za dużo ode mnie wymaga, za dużo musiałbym zmienić, że dziś nie potrafię, bo przecież nie mam siły! Może ktoś ma wrażenie, jakby stał pod „murem”, którego nie potrafi przekroczyć, a później – gdy „przyparty” do muru zaczyna do niego podchodzić – okazuje się, że ten mur to była „mgła” i że można było przejść, ale wyglądało to na biały mur, którego nie szło przekroczyć.

Niedawno trafiłem na wydany przed kilku laty wspólnie przez kilku biskupów diecezji północnej Hiszpanii list pasterski o przyjmowaniu i przekazywaniu słowa Bożego. Dwie intuicje z tego listu. Biskupi uwrażliwiają na pewien błąd w podchodzeniu do Pisma Świętego, do słowa Bożego. Piszą: „to, że słowo Boże jest skuteczne nie oznacza, że zawsze urzeczywistnia, zawsze osiąga skutek. Skuteczność słowa Bożego nie jest magiczna: nie realizuje się bez osobistego i specyficznego zaangażowania odpowiedzialności ze strony tego, który go słucha”. Słowo Boże jest skuteczne w tym, który wierzy. Słowo Boże jest skuteczne w tym, który robi to, co może zrobić ludzkimi siłami. Nie jest magiczne! I druga intuicja z tego listu: „Jak dobre ziarno, noszące w sobie obietnicę życia, ma przed sobą długą drogę aż przekształci się w kłos, tak słowo Boże słuchane ma przed sobą długą drogę zanim dotrze ‘do serca’ człowieka, do centrum życiowego, z którego wypływają kryteria, decyzje, aktywność” (nr 14). Długa droga, którą czasem Pan Bóg w swojej przezorności rozkłada nam na etapy. Żebyśmy się nie zniechęcili, dzieli drogę na etapy: „dzisiaj dojdziesz dotąd, jutro przejdziesz następny etap, pojutrze – następny, kiedyś dojdziesz do celu. Oczywiście, że dzisiaj nie jesteś w stanie dojść do celu, ale będziemy cierpliwie szli w tamtym kierunku”.

Dziś Bóg zdaje się mówić do mnie, a myślę, że również do nas: „nie odkładaj słowa na bok!”. Przyjmij je w swoim sercu, takim jakie ono jest i w swoim życiu, takim jakie ono jest. „Włącz” moc Słowa słuchając Go zawsze z wiarą. Z miłością strzeż Go w sercu. Miłość do tego, co słabe w tobie, co słabe w twoim życiu; miłość do tego, co bezsilne, niech cię prowokuje do prośby, żeby Jezus zamieszkał w tym, co słabe. Być może jest to zachęta to takiego oratio razem ze św. Pawłem, w którym przed Panem Jezusem (nie przed światem, nie przed nikim innym i nawet nie przed sobą, ale przed Panem Jezusem) będziemy się chełpić z naszej słabości. Po co? Tylko po to, żeby zamieszkała w nas moc Chrystusa, której potrzebujemy (por. 2 Kor 12, 9). Miłość do tego, co słabe w nas, miłość do tego, wobec czego jesteśmy bezsilni, może sprawić, że z wiarą przyjąwszy Słowo w potarganym namiocie jakim jesteśmy, doświadczymy, że Ono – Słowo w nas się zakwaterowało, zamieszkało. To kiedyś stało się w Maryi! Przez Jej wstawiennictwo prośmy, żebyśmy pozwolili Bogu, żebyśmy pozwolili Słowu Boga, zamieszkać w naszym sercu.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl