O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ćwiczenia Ignacjańskie 17-25 sierpnia 2016 - homilie cz. II


Ćwiczenia Ignacjańskie
17-25 sierpnia 2016

 T E K S T Y   H O M I L I I
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ DRUGA -

Dziękujemy za modlitwę w intencji uczestników
i prowadzących oraz kierowników duchowych!
Dzielimy się tekstami homilii.

info o rekolekcjach  >>>.

homilie – cz. I  >>>.

---------------------------------------------------------------------

„Biada” – słowo prawdy i miłości dane nam, abyśmy żyli wewnętrznie
homilia – poniedziałek 21. tygodnia okresu zwykłego, 22 sierpnia 2016 r.
2 Tes 1, 1-5.11b-12; Ps 96, 1-5; Mt 23, 1.13-22

Pozwólcie na pewną prowokację wobec słuchających słowa Bożego. Przed chwilą usłyszeliśmy trzy razy: „biada”, a potem odpowiedzieliśmy: „chwała Tobie, Chryste!”. Zatrzymały mnie te „biada” już na samym początku, a zwłaszcza, kiedy św. Mateusz pisze, że Jezus kieruje je do uczonych w Piśmie i faryzeuszów, czyli do mnie… i do nas. Jesteśmy uczonymi w Piśmie. Należymy do tych szczęśliwców, którzy często otwierają Biblię i czytają słowa Pańskie. Słuchamy tego, co Bóg mówi do nas. Należymy także do faryzeuszów, czyli do tych, którzy dbali o praktyki religijne i chcieli być wierni Bogu przez rzetelność w życiu duchowym. Jesteśmy więc w grupie uczonych w Piśmie i faryzeuszów, do których Jezus mówi: „biada”. Mało tego, dzisiaj słyszeliśmy trzy razy owo „biada”, a słuchaliśmy fragmentu dłuższej mowy Jezusa, która zawiera ich siedem. Niektórzy nawet twierdzą, że w rękopisie Ewangelii, którego nie ma w naszym lekcjonarzu, istnieje jeszcze ósme „biada”. Osiem „biada” i osiem błogosławieństw, które Jezus wypowiada. Kiedy słyszymy „błogosławieni”, słuchamy inaczej; słysząc zaś „biada” trudniej go słuchać. Zatrymajmy się przy tych trudnych słowach, bo przecież nie mamy wątpliwości, że są one integralną częścią Ewangelii, czyli Dobrej Nowiny, a to oznacza, że Jezusowe „biada” są integralną częścią Dobrej Nowiny dla nas, choć czujemy, że są jak ogień, który pali; chcemy jednak pamiętać, że ten ogień także nas oczyszcza.

Co oznacza „biada”, które mamy przyjąć jako Dobrą Nowinę, które mamy przyjąć od Jezusa, który nas kocha, który zna nasze serca i któremu na nas zależy. To „biada” nie jest jedynie jakąś pogróżką czy groźnym kiwaniem palcem, przy których człowiek się kurczy i zamyka w sobie. To „biada” jest pełne prawdy, która pali, ale również pełne miłości, bo Bóg zawsze jest taki. Bóg jest Prawdą i Miłością! Nie ma miłości bez prawdy, a prawda bez miłości może zabić. To „biada” jest więc prawdą pełną miłości. By lepiej zrozumieć to słowo, sięgnijmy do adhortacji papieża Franciszka zatytułowanej „Evangelii gaudium”. Przypomniał mi się pewien akapit tej adhortacji, w którym papież zachęca do czytania również trudnych słów Ewangelii i mówi, że trzeba być przy ich lekturze uważnym, bo w nich jest życie dla nas. Posłuchajmy więc papieża Franciszka: „podczas spokojnego czytania tekstu, dobrze jest zapytać, na przykład: «Panie, co mnie mówi ten tekst? Co chcesz zmienić w moim życiu przez to przesłanie? Co mnie denerwuje w tym tekście? Dlaczego mnie to nie interesuje?», (…)” (EG 153). Być może owe „biada”, jak i inne słowa w Biblii, denerwują nas czy niepokoją, a przez to nas nie interesują. Ale chcę dziś uporczywie powtarzać, że jest to słowo prawdy i miłości, słowo dane nam, abyśmy żyli. Chciałem podjąć z wami to ćwiczenie czytania trudnego tekstu, bo jestem przekonany, że w tych dniach doświadczamy także takich godzin modlitwy, która są dla nas trudne. Trudno jest usłyszeć niektóre słowa. Czasami się nawet zaczynamy kurczyć, bo włączają się nam lęki i obawy, które to lęki i obawy projektujemy na Boga miłości, który rzekomo czegoś od nas zażąda i jest nieprzejednany, który rzekomo chce nas jedynie karcić. Tymczasem Bóg taki nie jest; to są jedynie nasze projekcje, które jakoś łatwiej włączają się nam przy słuchaniu trudnych słów.

Idźmy więc śmiało za tym „biada”. Jezus wypowiada je z dwóch powodów. Niezależnie od tego, do kogo konkretnie je kieruje, wypowiada owe „biada” wobec obłudników (gr. „hypokritai” to słowo, które od razu nam dźwięczy w uszach). Jezus mówi o tych, do których się zwraca: „hipokryci”, a potem: „ślepi”, powtarzając to „ślepi” kilka razy i dodając jeszcze „głupi”. Jezus w tym „biada” mówi - i tak chciejmy je usłyszeć-: „Uważaj, strzeż się!”, a ja powiedziałbym nawet, że Jezus mówi: „Bądź ostrożny, bądź uważny, kiedy spotykasz się z moim słowem!”. Przełóżmy to na nasze ćwiczenia duchowne. Jezus mówi: „Cokolwiek usłyszysz, pamiętaj, że cię kocham! W słowie, które kieruję do ciebie, zawsze chodzi Mi o twoje życie! Chodzi Mi o to, abyś żył i dlatego uważaj, żebyś nigdy nie wszedł w postawę obłudnika!”. To słowo, które wcześniej już wspomniałem, przywołuje obraz człowieka w masce, który się ukrywa i który jest zupełnie inny wewnątrz niż na zewnątrz, a to znaczy, że nie dopuszcza do siebie tych głębszych spojrzeń i przestróg Jezusa: „Nie rób tak, bo kiedy mówię do ciebie, zawsze chodzi Mi o twoje wnętrze! Nigdy nie zasłaniaj maską twojego serca! Bądź otwarty! Chcę dotrzeć tym słowem – tym słowem, które być może jest dla ciebie jak ogień, który pali – do twojego serca, aby ten ogień wypalił w twoim sercu wszystko, co je niszczy, co sprawia, że serce twoje choruje i sprawia, że ciągle cierpisz, że się ukrywasz, że nie jesteś sobą, że ciągle grasz w życiu jakieś role. Pozwól Mi dotrzeć do twojego serca! Nie bądź obłudnikiem!”.

Przed Bogiem zawsze jesteśmy piękni wtedy, kiedy jesteśmy prawdziwi. Piękno zawiera się w prawdzie. Jezusowe „biada” może oznaczać: „Uważaj, żebyś nie był ślepy!”. Tu chodzi o taką ślepotę, która rodzi się z głupoty. A na czy polega ta głupota? Polega ona na tym, że widzimy tylko to, co zewnętrzne, że jesteśmy powierzchowni. Dlatego jest ogromna różnica między człowiekiem, który ma wielką wiedzę i człowiekiem mądrym. Można bowiem mieć wielką wiedzę i być bardzo powierzchownym w życiu. I można nie mieć wielkiej wiedzy, a być bardzo mądrym. Mądrość to taka zdolność, która sprawia, że docieramy do wnętrza prawdy, do jej istoty. Jezus zdaje się dziś mówić: „Bądź mądry na modlitwie! Docieraj do wnętrza prawdy!”.

To dlatego jest tak ważne, aby w czasie ćwiczeń duchownych trwać w pełnej ciszy, aby być wiernym medytacji, bo chodzi o to, byśmy dopuścili w nas działanie Ducha Świętego, który sam będzie drążył w literze Pisma Świętego, którą mamy przed sobą i pomoże nam dotrzeć do wnętrza prawdy, która przeniknie następnie nasze wnętrze. Te ćwiczenia czynią nas wewnętrznymi. Jezus leczy nas z powierzchowności. Prośmy Jezusa, który mówi do nas „biada”, aby słowo, które On do nas kieruje, jakiekolwiek by ono nie było, było przez nas przyjmowane całym i otwartym sercem, i by było wewnętrznie przez nas medytowane, aby nas przenikało i przemieniało. Dziś złóżmy w naszych sercach pocałunek na ustach Jezusa, by podziękować Mu za każde słowo, które do nas kieruje w czasie tych rekolekcji i w codzienności, za każde Jego słowo, które jest słowem prawdy i miłości. Ale też gorąco poprośmy Jezusa w sercach, aby nas leczył z wszystkiego, co mogłoby nas zamieniać w obłudników i ślepców; by leczył nas nade wszystko z naszych lęków, które każą nam się zamykać czy maskować się. Jezus zawsze mówi do nas: „Nie bójcie się!”, a w Jego ustach te słowa zawsze brzmią prawdziwie, w sposób Boski prawdziwie. Nie musimy się Go bać, bo Jemu zależy na tym, abyśmy żyli i abyśmy w naszych sercach mogli smakować to szczęście, które On w Duchu Świętym dzieli z Ojcem. O to z pokorą poprośmy dla siebie nawzajem w czasie tej Eucharystii!

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

W kontakcie ze Słowem daj się zdiagnozować i przyjmij miłosierdzie
homilia - wtorek 21. tygodnia okresu zwykłego, 23 sierpnia 2016 r.
2 Tes 2, 1-3a.14-17 Ps 96, 10-13; Mt 23, 23-26

Można skoncentrować się na rzeczach drugo- albo trzeciorzędnych, a zaniedbać sprawy pierwszorzędne. Można troszczyć się o sprawy o wadze wagi małej czy mikroskopijnej, a zaniedbać te większej wagi. Zarzut, jaki stawia Jezus uczonym w Piśmie i faryzeuszom, brzmi: „zaniedbaliście to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało, a tamtego [np. dziesięcin] nie zaniedbywać”. Jezus przypomina również nam o tym, co ważniejsze, co pierwsze w relacji z Pismem Świętym. Są to, powtórzmy: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiara. Zatrzymajmy się więc przy tym, czego nie wolno nam zaniedbać!

Najpierw: sprawiedliwość. Tutaj w greckim tekście Ewangelii wg św. Mateusza nie pojawia się słowo „dikaiosyne”, ale słowo „krisis”. To samo słowo występuje w Ewangelii np. w zdaniach: „powiedziano przodkom: ‘Nie zabijaj; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi’. A Ja wam powiadam: ‘Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi’” (Mt 5, 21), „ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu” (Mt 10, 15; por. Mt 10, 22.24) albo – jeszcze jeden tylko przykład –: „oto mój Sługa, którego wybrałaem; Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo [dosł. „sąd”] narodom. (…) Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi” (Mt 12, 18.20). Co to znaczy, że w spotkaniu ze słowem Boga nie wolno mi pomijać nie pomijać „krisis”, nie wolno mi pomijać „iudicium” (tak oddał to po łacinie św. Hieronim). Co znaczy to, że w spotkaniu ze słowem Bożym nie wolno mi pomijać „sądu”? Dziś w wersecie przed Ewangelią słyszeliśmy, że słowo Boże jest „żywe” i „skuteczne”, ale także „zdolne osądzić pragnienia i myśli serca”. Słowo Boże jest „kritikos”, czyli „zdolne osądzić”, a więc słowo Boga może wprowadzać nas w „kryzys”? Ono potrafi rozłożyć nas na czynniki pierwsze, ale czyni to nie po to, by nas rozłożonych zostawić, ale by nas potem na nowo poskładać, jednak wcześniej osądzając, czyli oddzielając to w nas, co służy naszemu rozwojowi i dojrzewaniu od tego, co nas gubi, co nas osłabia, co nam odbiera życie. Słowo Boga potrafi oddzielać światłość od ciemności, prawdę od fałszu, dobro od zła. „Sąd”, jakiego dokonuje w nas słowo Boga, jest orzeczeniem wydanym po bardzo, bardzo dokładnym przebadaniu wszystkiego w nas. Tym, czego nie wolno nam zaniedbać w kontakcie ze słowem Bożym, jest poddanie się Bożej diagnozie.

Oczywiście, na „sądzie” czy „sprawiedliwości” nasz kontakt ze Słowem się nie kończy. Jezus mówi nam, że nie wolno nam zaniedbać „miłosierdzia i wiary”. Tu z pomocą przychodzi mi/nam czwarty rozdział listu do Hebrajczyków, z którego wyjęty jest yen dzisiejszy werset przez Ewangelią. Autor zachęca: „Mając więc arcykapłana wielkiego, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trwajmy mocno w wyznawaniu wiary. Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie i znaleźli łaskę (…) w stosownej chwili” (Hbr 4, 14-16). Jeśli słowo Boże wprowadza nas w kryzys, czyni to, aby okazać nam miłosierdzie. Autor listu do Hebrajczyków zachęca nas, byśmy się przybliżyli „z ufnością” do Jezusa, który potrafi współczuć naszym słabościom. Jestesmy zachęcani, byśmy brali do ręki Pismo Święte, rozważali je, byśmy modlili się słowem Bożym, choć wiemy, że słowo może ono wprowadzić nas w kryzys, byśmy czynili to całkowitą otwartością: „Jezu, ufam Tobie! Ty jesteś lekarzem, a ja jestem chory! Jezu, Ty wiesz, jaki sposób leczenia jest dla mnie najlepszy! Przybliżyć się „z ufnością”, to znaczy przybliżyć się „z otwartością” (gr. „parresia”) cechującą dzieci przychodzące do dobrego ojca, z odwagą chorego przychodzącego do najlepszego lekarza. W kontakcie ze słowem trzeba zgodzić się na konfrontację z prawdą („sąd”), otworzyć na miłość, która podnosi to, co nędzne („miłosierdzie”) i wreszcie wierzyć, że słowo Boga jest żywe i sprawia życie.

Już wczoraj słyszeliśmy w homilii odwołanie do słów papieża z adhortacji „Evangelii gaudium”. Sięgnijmy do niej również dziś. W pewnym momencie papież mówi o personalizacji Słowa, zwłaszczza przez księdza głoszącego homilię, ale możemy tych rad skorzystać wszyscy. Na co zwrócić uwagę w kontakcie ze słowem Bożym. Na cztery „z”! Po pierwsze, trzeba się „zatrzymać”: trzeba się zatrzymać w postawie szczerego otwarcia, trzeba pozwolić, by słowo Boga dotknęło naszego życia, trzeba poświęcić czas, by się modlić Słowem. Nie wystarczy czytać Pismo Święte. Wiedza i znajomość Pisma Śiwętego jeszcze nie zbawiają. Orędzie słowa, jak mówi papież Franciszek, musi rzeczywiście przeniknąć (penetrować) nie tylko nasz rozum, ale całych nas, biorąc w posiadania całych nas. To „zatrzymać się” przypomina znaczenie rekolekcyjnego zatrzymania się w odosobnionym miejscu, znaczenia pełnej ciszy, bo wtedy możemy odkrywać, jak słowo nas przenika, jak nas penetruje, „aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku”.

A potem drugie „z”. Chodzi o to, by pozwolić, aby Słowo nas „zakwestionowało”, by wywołało dyskusję, by uświadomiło nam, że nasz sposób myślenia i patrzenia, argumentowania jest różny od tego Bożego. „Zakwestionować” nas może słowo Boga wtedy, gdy dotknie nasze życia. Gdy w kontekcie z Pismem Świętym koncentrujemy się na wiedzy, możemy mieć jedynie intelektualne i nieżyciowe problemy. I wreszcie, chodzi o to (to kolejne dwa „z”), by słowo Boga nas „zachęcało” i „zmobilizowało”. Bó nas che przekonywać. Chce rozpalać nasze pragnienie wierności Jemu i to pełne słowo Boga, „skuteczne”, czyli „energes” (gr.)., może nas zmoblilizować, poruszuć z miejsca, pociągnąć i wyprawić w drogę. I właśnie wtedy kiedy dajemy się Bogu prowadzić, kiedy ruszamy z miejsca ku ziemi obiecanej nam przez Boga, zaczynamy czuć, że żyjemy. Bóg po to, wprowadza nas w „kryzys”, byśmy rozpoznali to, co służy życiu i to, co nam życie zabiera. Jeśli czasem Bóg wprowadza nas w „kryzys”, czyni to ,aby okazać nam miłosierdzie.

Jezus uśiwadamia uczonym w Piśmie i faruzeuszom, że kontaktują się ze słowem Bożym powierzchownie, że pomnażają swoją wiedzę, ale nie dorzewają w wierze. Wiedze pomnaża się w bibliotece, za biurkiem, a wiara dojrzewa w drodze, czyli wtedy, gdy pozwalamy się Bogu ruszyć z miejsca i poprowadzić. Czytanie wielu poradników i słuchanie mnóstwa konferencji daje wiedzę, ale nie leczy. Przyjście do lekarza, poddanie się solidnej diagnozie i zastosowanie wskazanego przez niego lekarstwa może być szansą na wyleczenie. Słowo Boga dokonuje „sądu”, czyli solidnej diagnozy i poznanie tej diagnozy bywa bardzo trudne, ale słwoo Boga chce też okazać nam, kruchym, miłosierdzie. Jezu, Ty mówiłeś: „nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”, pociągnij mnie ku sobie. Daj mi tę odwagę codziennego „zatrzymywania się” w twoim gabinecie, czyli modlitwy Twoim Słowem! Proszę Cię o łaskę wiary, która działa przez miłość; o tę łaskę, bym poddał się Twojemu „osądowi”, Twojej diagnozie i bym przyjął Twoje „miłosierdzie”.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Wystawiaj się na spojrzenie Boga „pod drzewem figowym”
homilia – święto św. Bartłomieja, apostoła, 24 sierpnia 2016 r.
Ap 21, 9b-14; Ps 145, 10-13ab.17-18; J 1, 45-51

W naszym życiu mamy do czynienia z różnego rodzaju lustrami. Są lustra małe i duże, wyraźne i mniej wyraźne, zniekształcające czy powiększające, a nawet tzw. „krzywe” lustra. Można powiedzieć, że potrzebujemy jakiegoś lustra, by zobaczyć siebie samych. Każda zakrystia ma dwa lustra. Jedno możnaby nazwać lustrem próżności, którego używa się, by – jak to się mówi – nie rozpraszać zbytnio uczestników liturgii rozczochranymi włosami czy krzywo założonym ornatem. Ale jest też w zakrystii drugie „lustro” i o wiele ważniejsze. Zwracał na nie uwagę pewien duszpasterz akademicki, który twierdził, że „z góry” wie, czy rekolekcje się udadzą czy też nie. Ów duszpasterz zwracał uwagę na to, co zaproszony rekolekcjonista robi najpierw podchodząc do ołtarza: jeśli rekolekcjonista popatrzył na krzyż, rekolekcje miały być udane. Drugim „lustrem”, które nie tylko zajmuje miejsce w kaplicy czy zakrystii, ale zajmuje centralne miejsce w każdej liturgii, jest Krzyż. Krzyż winien być także „lustrem”, które nosimy zawsze w swoim sercu.

W jaki sposób krzyż może być lustrem? Zanim odpowiem na to pytanie, zauważmy, że dziś w liturgii Słowa kilkakrotnie mowa jest o patrzeniu. W Apokalipsie słyszymy o wizji, która jest udziałem św. Jana. Apostoł widzi Miasto, którego mur ma dwanaście warstw fundamentu z wypisanymi imiona apostołów Baranka. Apostołowie stanowią fundament Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa. Każdy z nas może być dziś zaproszony, by rozwijał w sobie zdolność patrzenia; by w Krzyżu dostrzec prawdziwe lustro, potrzebujemy rozwijać naszą zdolność patrzenia. Również o patrzeniu jest mowa w dzisiejszym fragmencie Ewangelii.

Patronem dnia dzisiejszego jest św. Bartłomiej przez ewangelistę Jana zwany Natanaelem. Imię „Natanael” znaczy „Bóg dał”, a „Bartłomiej” to „syn Tomalaja” albo „syn oracza”. Od IX wieku, jako że ewangeliści Marek, Mateusz i Łukasz zestawiają zawsze Filipa z Bartłomiejem, a u św. Jana jest mowa o spotkaniu Filipa i Natanaela, uznano, że chodzi o tę samą osobę: Natanael to Bartłomiej. Legenda mówi, że Bartłomiej umarł śmiercią męczeńską odarty ze skóry. Artyści przedstawiają go z tą skórą w ręku, w twarzy skóry przez niego trzymanej odmalowując swoją twarz. Chciejmy odwołując się do tej intuicji artystów pomyśleć, - gdyby dziś z kogoś z nas zdarto skórę, czego oczywiście nikomu nie życzę -, czy w tej zdartej twarzy doszukiwano by się obrazu siebie samego czy też szukano by w niej oblicza Jezusa Chrystusa. Każda liturgia jest dla nas zaproszeniem, byśmy wpatrując się w Krzyż i w oblicze Ukrzyżowanego, dawali sobie prawo, by Jego Oblicze odciskało także na naszej twarzy. W jaki sposób może się to dokonać? Jedną z możliwości jest ta, której dziś doświadczyliśmy. Sakrament pojedniania to moment, w którym odkrywamy niezwykłe działanie Boga, który „przeorał” nasze serca, jakby oracz (przypomnijmy znaczenie imienia ojca Natanaela), ale też – jak czytamy w psalmie 65 – nawodnił bruzdy, wyrównał skiby, spulchnił deszczami i pobłogosławił płodom (Ps 65, 12). Być może niektórzy z nas jeszcze czują te „bruzdy” i zastanawiają się, w jaki sposób Bóg wykorzysta je, by okazać nam miłosierdzie. Jedno jest pewne: Bóg dziś, jak każdego dnia, zatroszczył się o nas. Chciejmy więc poprosić św. Bartłomieja, aby ukazał nam, w jaki sposób Bóg się o nas troszczy.

Przygotowując się do homilii, sięgnąłem do pierwszego rozdziału Ewangelii wg św. Jana, ale przeczytałem go od wersetu 43, czyli dwa wersety wcześniej niż fragment usłyszany przed chwilą w liturgii. Tam mowa jest o tym, że „nazajutrz” Jezus udał się do Galilei, gdzie spotkał Filipa, do którego powiedział: „Pójdź za Mną!”. Filip, o tym słyszeliśmy przed chwilą, poszedł do Natanaela i opowiadział mu o Jezusie. Być może komuś z nas łatwo dziś utożsamić się z Filipem, który ma radość i łatwość mówienia o Jezusie, w którym odkrył Mesjasza. Ale zauważmy, że Filip nie zawsze taki był. Tuż przed rozmnożeniem chleba to Filip, wystawiony przez Jezusa na próbę pytaniem, jak nakarmić tak wielkie tłumy, będzie mówił: „Za dwieście denarów nie wystarczy chleba…” (J 6, 5n). W rozdziale 14. czwartej Ewangelii, gdy Jezus zapewnia uczniów: „Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca”, Filip reaguje prośbą: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”. Filip może być dla nas przykładem człowieka, który ma odwagę mówić Jezusowi o wszystkim, nie rozważając uprzednio, czy to, co chce powiedzieć, jest „właściwe” czy też nie. Ważne, byśmy od Filipa uczyli się otwartości w przychodzeniu do Jezusa i mówienia Mu o tym, co przeżywamy.

W osobistej lekturze przykuło moją uwagę słowo „nazajutrz”, które w pierwszym rozdziale Ewangelii wg św. Jana pojawia się trzykrotnie. Być może zwróciło ono moją uwagę, bo możliwe jest, że wielu z nas już teraz myśli o tym, co będzie „nazajutrz”, co będzie jutro. Może ktoś z nas już żyje transportem, biletami albo myśli o tych, do których wraca i o ludziach, których w najbliższych dniach spotka. Być może ktoś już dziś wybiega bardzo daleko w przyszłość, bo nie dają mu spokoju rodzące się jakieś pytania czy wątpliwości. Ale skoro odczytany w czasie naszej liturgii fragment Ewangelii nie zawierał słowa „nazajutrz”, a zauważenie go przeze mnie miało źródło w swoistym przypadku, dajmy sobie prawo, by „nazajutrz” było „nazajutrz”, a my pozwólmy sobie zająć się naszym „dziś” i pójść na spotkanie Filipa z Natanaelem.

Filip powołany przez Jezusa, natychmiast idzie i dzieli się swoją wiarą. Spotyka Natanaela, który jest człowiekiem nietuzinkowym. Jego imię oznacza: „Bóg dał”. Jest to też człowiek roztropny: „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?”. Nie jest łatwowierny. Ma odwagę pytać, ma odwagę badać. Przyznam, że przez długi czas, zwłaszcza w szkole średniej, niepokoiło mnie, co wydarzyło się „pod drzewem figowym”. O czym Jezus mówi? To ważny moment, bo gdy Bóg do nas mówi, raz przyjmujemy to z radością, a innym razem z dużym niepokojem. O co chodzi w tym stwierdzeniu, że Bóg nas widział i widzi, że nasze życie nie jest dla Niego tajemnicą? Bibliści mówią, że pod drzewem figowym rabini uczyli słowa Bożego. Być może to stwierdzenie Jezusa: „widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym”, przywołuje obraz Natanaela, który studiował, rozważał i badał Pismo Święte, który – tak jak my – dawał sobie czas, by wyjść na pustynię, by badając Pismo Święte wystawiać się na działanie słowa Bożego. Zwróćmy uwagę i na to, że słowo Boże, które Natanael bada, nie wywołuje natychmiastowego efektu w jego sercu czy życiu. To być może doświadczenie niejednego z nas: „czytam, czytam i… nic”. Mało tego, ktoś inny przychodzi do nas zaświadczając, że rozpoznał w Jezusie Mesjasza, a my: „Eee, tam…”. Filip się nie zraża wątpliwościami Natanaela, ale zaprasza go: „Chodź i zobacz!”. Chciejmy jak Natanael przyjść do Jezusa i nie wybiegając zbytnio w przyszłość dać sobie dziś takie prawo i każdego dnia czynić dokładnie to samo: byśmy słysząc każdego dnia to wezwanie: „chodź i zobacz!”, odpowiadali: „idę, by zobaczyć Ciebie, Panie! Chcę zobaczyć to, co chcesz mi pokazać i usłyszeć to, co masz mi dzisiaj do powiedzenia!”.

Dzisiaj Jezus mówi do każdego z nas: „widziałem cię, (…) pod drzewem figowym”, a wcześniej mówił: „to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”. Bibliści zaznaczają, że Natanael tam, pod drzewem figowym, wyznał Bogu grzechy, otworzył swoje serce, dał Bogu prawo wglądu w jego serce, takie jakie ono było. Bóg przez Jezusa potwierdza to otwarcie Natanaela. Wiemy, że nasze otwarcie się na Boga może być ograniczone. Sami z siebie nie mamy zdolności, by zgłębić swoje serce. Możemy jednak dać Bogu prawo, aby On je zgłębiał i pokazał nam, jak ono wygląda i jak bardzo potrzebuje ono miłości Bożej. Natanael, który słyszy słowa Jezusa: „widziałem cię, (…) pod drzewem figowym” natychmiast odpowiada, uznając w Jezusie Mesjasza. Chciejmy dzisiaj, drodzy bracia i siostry, przyjąć postawę Natanaela. Nie chodzi o to, byśmy sami zrozumieli nasze serce (choć to też ważne), ale żebyśmy pozwolili Bogu czytać nasze serce, byśmy pozwalali Bogu czytać nasze życie, byśmy pozwalali, aby słowo Boga czytało nasze życie, byśmy dzięki temu mogli odkrywać, jak Bóg patrzy na nasze serce i życie. Dajmy sobie prawo, za wzór Natanaela, trwania do samego końca w rozważaniach rekolekcyjnych. Kiedy dziś będą się w nas pojawiały pytania o to, co „nazajutrz”, odpowiadajmy: „dosyć ma dzień swojej biedy, ja pozostanę pod drzewem figowym”.

W Starym Testamencie przebywanie pod drzewem figowym miało wielkie znaczenie. To symbol doświadczania przez Izrael troski Opatrzności Bożej. W cieniu drzewa figowego znajdowała się winnica, którą Pan Bóg zbudował. Dajmy sobie dziś i dawajmy sobie codziennie prawo do tego, by nie wybiegać zbytnio w przyszłość (choć oczywiście, trzeba planować), ale siadać w „świętej bezczynności” pod drzewem figowym. Nie chodzi o bezczynność byle jaką, ale taką, w której wystawiamy się na spojrzenie Pana Boga.

Wróćmy jeszcze na moment do obrazu lustra. Czasem oczekujemy od słowa Bożego, że będzie ono doskonałym lustrem, które pokaże nam, jak wygląda nasze życie; trochę tak, jakby dla kogoś po poważnym wypadku samochodowym najważniejsze było, jak bardzo ma zniekształconą twarz. Słowo Boże wskazuje nam również, jaki jest właściwy obraz naszej twarzy, czyli do czego nas Pan Bóg zaprasza. Oczywiście, Bóg pokazuje nas z całym realizmem dzisiejszą naszą twarz, ale zawsze w duchu zaproszenia do pójścia za Nim, jak Filip, do rozpoznawania każdego dnia w Jezusie swojego Mistrza, wzywającego do pełnej miłości. Przy końcu spotkania z Natanaelem Jezus mówi do niego: „czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: «widziałem cię pod drzewem figowym»?”. Dziś, w dniu rekolekcyjnej spowiedzi świętej, może się nam wydawać, że dowiedzieliśmy się już i doświadczyliśmy już wszystkiego, czego Bóg mógł w nas dokonać. Ale to nie wszystko, bo Bóg chce nas uczynić świadkami czegoś więcej, świadkami całego życia Jezusa aż po Jego śmierć, aż po Jego zmartwychwstanie i wniebowstąpienie. Dajmy sobie dziś prawo, by po raz kolejny, by w kolejny wieczór i kolejny poranek (ostatni w czasie rekolekcji) Bóg spoglądał w nasze serce! Dajmy sobie prawo i prośmy o tę łaskę, byśmy chcieli po raz kolejny przeglądać się w oczach Boga.

Rafał Ziajka SDS

---------------------------------------------------------------------

Czuwajcie, by nie utracić darów otrzymanych od Boga!
homilia – czwartek 21. tygodnia okresu zwykłego, 25 sierpnia 2016 r.
1 Kor 1, 1-9; Ps 145, 2-7; Mt 24, 42-51

Wspólnota w Koryncie, ale również wspólnota, do której kierował słowo piszący Ewangelię św. Mateusz, podobne są do naszej wspólnoty. Kierując słowo do wspólnoty w Koryncie – zwróćmy na to uwagę – św. Paweł rozpoczyna od tego, co uczeń Jezusa może gubić i co każdy z nas może tracić, czasem nawet w sposób bardzo głupi. Św. Paweł rozpoczyna od ukazania wspólnocie tej wartości, jaką jest powołanie; powołanie, które każdy z nas otrzymał od Boga. Apostoł ukazuje, jaką wartością jest uświęcenie, w którym mamy udział dzięki Jezusowi i przestrzega, by tej świętości nie stracić. Wskazuje też wspólnocie korynckiej, że łaska Boga ciągle z nią jest, choć ona doświadczając słabości popełniała błędy; wyraz tego znajdujemy w dalszej części listu. Apostoł ukazuje, że łaska i pokój Boga są darami, których wspólnota nieustannie doświadcza. Św. Paweł mówi o tym, co „zasiane” zostało przez Boga w każdym uczniu i wspólnocie, a co nigdy z nich nie „wyparuje”. Uczeń ani wspólnota nie tracą tego, ale czasem przychodzi duchowa skleroza, którą Zły wykorzystuje. Św. Paweł ukazuje wspólnocie to, w co została ubogacona: „we wszelkie słowo i wszelkie poznanie”. Mówi też o świadectwie Chrystusa, które utrwaliło się w Koryntianach, ale i w nas. „Nie brakuje wam żadnego daru łaski”. Jak trudno czasem w to uwierzyć! Być może i nam w czasie tych rekolekcji trudno było w to uwierzyć, że Bóg jest zawsze wierny, że nie wycofuje swojego słowa, ale do niego zaprasza.

Moi kochani, te dni pokazały nam tę prawdę, o której pisze św. Paweł do Koryntian. A fragment Ewangelii, który dziś słyszeliśmy, zaprasza nas do podjęcia pewnej drogi: drogi czuwania. Kluczem dzisiejszego słowa, ale też kluczem naszego życia, jest czuwanie. Chodzi o czuwanie nad tym, co Boże i święte w nas i wokół nas, by tego w sposób lekkomyślny i głupi nie tracić. Św. Paweł, jak i św. Mateusz widzieli jak wspólnoty w swojej kruchości, odchodziły od wierności z różnych powodów. My również w tych dniach mogliśmy przyjrzeć się temu, co osłabiało naszą wierność i naszą więź z Bogiem, co sprawiało, że nawet tutaj, w czasie rekolekcyjnego czuwania, brakowało w nas postawy czuwania, co osłabiało naszą więź z Nim. Mowa Jezusa o powtórnym przyjściu Syna Człowieczego jest przesycona ogromną Jego troską o każdego ucznia, aby ten nie skupiał się na jakichś znakach apokaliptycznych, ale aby w zwyczajnych znakach, których będzie doświadczał w codzienności, odkrywał Jego obecność.

Kluczowe słowo: „czuwajcie!” jest zaproszeniem dla każdego ucznia. Uczeń czuwający to nie ten, który ma ręce założone i który biernie wpatruje się w niebo, licząc jedynie na spadającą stamtąd mannę czy czekając aż kiedyś stamtąd przyjdzie Pan. Uczeń Jezusa to ten, który jest zaproszony, aby każdą chwilę swego życia przeżywać jak sługa wierny i roztropny. Tym, który uczy nas wierności, jest sam Bóg. On, usłyszeliśmy to w pierwszym czytaniu, w swojej miłości jest „wierny”. Jeśli wybieramy Miłość-Boga i otwieramy się na Nią, trzeba być wiernym temu wyborowi. Trzeba się starać, aby być wiernym temu wyborowi. Nie wystarczy raz wybrać Boga, ale nieustannie trzeba Go wybierać! Trzeba o Boga w swoim życiu „zawalczyć”! Tego się tutaj uczyliśmy. Mogliśmy zobaczyć, co to znaczy być sługą wiernym i roztropnym, a Bóg ukazał nam na nowo wartość czuwania: czuwania wiernego, mądrego i roztropnego.

Uczeń wierny, mądry i roztropny to ten, który odkrył prawdziwy obraz Boga, ale też poznał ohydę grzechu i jego skutki (pierwszy tydzień ćwiczeń); to ten, który odkrył w Jezusie nową zdolność umiłowania siebie i rozwijania relacji z Jezusem. Uczeń wierny, mądry i roztropny to ten, który chce się uczyć w swoim życiu rozeznawania dobra i zła, który pragnie żyć zgodnie z wolą Ojca (drugi tydzień). To ten, który pragnie iść za Jezusem ukrzyżowanym (trzeci tydzień) i zmartwychwstałym (czwarty tydzień) i który pragnie żyć codziennie Jego Ewangelią. To ktoś, kto po tych ośmiu dniach ćwiczeń ma mowe oczy wiary i nadziei. To ktoś zdolny odważnie i mądrze przeżywać swoje dziś i jutro, ale też ktoś, kto mocą Słowa jest zdolny inaczej patrzeć na swoją przeszłość: na to, co w niej było dobre i na to, co w niej było biedą. To ten, kto chce, powtórzmy raz jeszcze, odważnie i mądrze przeżywać swoje dziś i jutro: nie w poczuciu osamotnienia czy pustki, ale w głębokim przekonaniu, że Jezus był, jest i będzie z nim.

Słowo „czuwajcie” uwrażliwia nas również na stałą obecność Jezusa, który jest i który kiedyś objawi się w chwale. Kiedyś objawi się uroczyście, ale nikt nie wie, kiedy to się stanie. Uczeń Jezusa to ktoś, kto uczy się wszystko odczytywać oczami Jezusa, który jest i który nieustannie przychodzi. Zwróćmy uwagę na dary, których Jezus nam udzielił i pośrodku których będzie On nas uczył mądrego i roztropnego czuwania. Jego dary są w nas trwałą dyspozycją do czynienia dobra. To nie są jedynie dary dla nas; nie zapominajmy więc, by dzielić się z innymi tym, co otrzymaliśmy. To zalążki owoców czynów dobrych, ale wszystkie one wymagają pielęgnacji. Dary mądrości, wierności i roztropności rozwijają się w życiu ucznia, który doświadczył bliskości Jezusa i pragnie jej doświadczać poprzez słuchanie słów Boga i wypełnianie ich.

Słowo Jezusa – uczyliśmy się i doświadczaliśmy tego tutaj – rodzi umiejętność rozeznawania, co należy czynić, by osiągnąć najważniejszy cel w życiu. Uczeń Jezusa całe swoje czuwanie przeżywa z myślą o celu, do którego zdąża. Roztropność pozwala nam rozeznać wielkie wartości. Słowo Jezusa daje światło naszemu sercu i naszemu rozumowi, byśmy w naszym życiu dobrze wybierali, byśmy wybierali to, co jest nadrzędne, co zgodne z wolą Boga. Nadrzędną wartością w całym życiu Jezusa było wypełnianie woli Boga, swojego Ojca. Tego też uczy On każdego i każdą z nas. Możliwe jest to tylko wtedy, kiedy zawalczymy o naszą wierność i stałość do końca. Temu też starajmy się podporządkować wszystko. Ponadto roztropność będzie nam pomagała rozpoznawać sąd naszego sumienia. Człowiek roztropny umie decydować o swoim postępowaniu i porządkować je, odczytując właściwie to, co mu mówi jego sumienie. To oczywiście będzie związane z trudnościami, bo w drogę ucznia są wpisane cierpienie i krzyż. Tak samo było w życiu Jezusa.

Uczeń roztropny uczy się także na swoich błędach; nie ma przecież ucznia bezbłędnego. Jeśli nie będziemy się uczyć na swoich błędach, nie będziemy doskonalili się w roztropności. Uczeń Jezusa, który jest roztropny, uczy się patrzeć na życie jak Jezus, czyli mocno stąpając po ziemi. Nie myśli jedynie o Bogu, który jest w niebie, ale uczy się przeżywać Go tu, na ziemi, w spotkaniu z drugim człowiekiem. Roztropny uczeń Jezusa to taki, który jest otwarty na innych, a zwłaszcza korzysta z mądrości ludzi starszych, o czym przypomniał nam papież Franciszek, np. w czasie spotkania z wolontariuszami ŚDM w Krakowie. Uczeń Jezusa posługuje się zdrowym rozsądkiem. Nie szuka szybkich i prostych rozwiązań, ale potrafi się zatrzymywać. To zatrzymanie – to rekolekcyjne, ale również to codzienne – jest niezbędne. Roztropność będzie nas prowadziła do doświadczenia równowagi w życiu duchowym. Jezus będzie zawsze z nami. On nie chce, byśmy w sposób głupi tracili swoje życie. Kiedy brakuje mądrości, dzieje się tak zwykle dlatego, że zabrakło wierności. Kiedy brakuje roztropności, to dlatego, że pojawiły się lekkomyślność, niedbalstwo czy lenistwo. Człowiek leniwy nigdy nie będzie roztropny. Idźmy więc w naszą codzienność z tymi słowami Jezusa, słowami troski i nadziei, bo Bóg jest, Bóg przybył i przychodzi. Tam, gdzie my idziemy, On również na nas czeka. On jest. A my prośmy słowami psalmisty: „Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy zdobyli mądrość serca! Powróć, o Panie, jak długo będziesz zwlekał! Bądź litościwy dla sług swoich!”.

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl