O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ćwiczenia Ignacjańskie 30 stycznia - 7 lutego 2017 info i hom ...


Ćwiczenia Ignacjańskie
30 stycznia - 7 lutego 2017

 

homilie – część druga
2-4 lutego 2017
>>>.

homilie – część trzecia
5-7 lutego 2017
>>>.

  

W dniach 30 stycznia - 7 lutego 2017 r. przeżywaliśmy Ćwiczenia Duchowne św. Ignacego Loyoli. W rekolekcjach wzięły udział 53 osoby, którym towarzyszyło sześcioro kierowników duchowych: duszpasterze CFD, kapłan - michalita i osoba świecka.

Dziękujemy za modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących
oraz kierowników duchowych !

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ PIERWSZA -
30-31 stycznia i 1 lutego 2017

---------------------------------------------------------------------

Spotkać się z Bogiem i z dającymi ćwiczenia, by spotkać się z sobą
homilia – poniedziałek 4. tygodnia zwykłego (rok I), 30 stycznia 2017 r.
Hbr 11, 32-40; Ps 31, 20-24; Mk 5, 1-20

NAGRANIE HOMILII Z 30 STYCZNIA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

U początku rekolekcji czytamy fragment Ewangelii o uwolnieniu opętanego w kraju Gerazeńczyków. W nim jedno wyrażenie przyciągnęło moją uwagę: „wyszedł Mu naprzeciw”, „wyszedł Mu na spotkanie”.

Gdy Jezus wysiadł z łodzi, - mówi Ewangelista Marek -, że zaraz „wyszedł Mu naprzeciw” człowiek. My wiemy, że był opętany, że mieszkał w grobowcach itd. Nie chcę bagatelizować tej sytuacji, ale podkreślmy coś tak bardzo oczywistego, co może nam tu umykać, że to był człowiek, cierpiący człowiek. Może w ten sposób łatwiej będzie się nam z nim utożsamić. To „wyszedł Mu naprzeciw” może sprawiać wrażenie, że ten człowiek ma inicjatywę, ale zauważmy, że to Jezus przypłynął do krainy, w której on żył (chociaż lepiej byłoby, zamiast „żył”, powiedzieć, że „wegetował”). Inicjatywa należała do Boga. Jezus, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, przepłynął z uczniami Jezioro Galilejskie, przepłynął je mimo wielkiej burzy. I Jezus jako pierwszy wyszedł temu człowiekowi naprzeciw. Bóg zawsze jako pierwszy wychodzi nam naprzeciw. „Zaraz”, gdy tylko się zagubimy, zaczyna nas szukać. I to właśnie staje się dla nas okazją, żeby zaraz Bogu wyjść naprzeciw, gdy tylko On znajdzie się na brzegu naszego życia.

„Wyszedł Mu naprzeciw”. Być może nie zwróciłbym na to wyrażenie uwagi, gdyby nie fakt, że tym razem czytałem tę Ewangelię korzystając z przekładu hiszpańskiego. A tam jest powiedziane, że on „wyszedł Mu na spotkanie” („vino a su encuentro”, „le salió al encuentro”). Tu chodzi o SPOTKANIE! Papież Benedykt XVI w encyklice „Deus caritas est”, czyli w pierwszej swoje encyklice „Bóg jest miłością”, przypomniał nam, że u początku bycia chrześcijaninem jest „spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, którą nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie”. U początku naszego życia chrześcijańskiego nie stoi decyzja etyczna ani żadna wielka idea, ale spotkanie z Osobą, z Jezusem Chrystusem! W tym słowie „spotkanie” jest, jak sądzę, ważne światło dla nas rozpoczynających ćwiczenia rekolekcyjne. W rekolekcjach tym, co centralne, jest spotkanie z Bogiem! Najważniejsze rzeczy na rekolekcjach dzieją się pomiędzy konferencjami, czyli w czasie osobistej modlitwy, czyli w rozmowie z Bogiem, w spotkaniu z Bogiem.

W ćwiczeniach rekolekcyjnych są też inne spotkania. To spotkania z dającym wprowadzenia do modlitwy i z kierownikiem duchowym, choć św. Ignacy pewnie wolałby, żebyśmy mówili o spotkaniu z osobą towarzyszącą w ćwiczeniach duchownych. Spotkania z dającym wprowadzenia i z kierownikiem duchowym mają służyć spotkaniu z Bogiem. W jaki sposób? Pozwólcie, że skorzystam z obrazu, który zapisał się w moim sercu około półtora roku temu. To było święto św. Bartłomieja i wypadł wtedy w pewnym miejscu pierwszy dzień rekolekcji. W Apokalipsie poruszyło mnie wówczas zaproszenie skierowane przez anioła do św. Jana: „Chodź, ukażę ci!”, a w Ewangelii - bardzo podobne, a jednak różne zaproszenie, jakie Filip kieruje do Natanaela: „Chodź i zobacz!”. Na rekolekcjach Bóg i tylko Bóg poprzez swojego anioła może do nas mówić: „chodź, ukażę ci!”. Tylko Bóg widzi i tylko Bóg może coś nam ukazywać. A człowiek, czy dający wprowadzenia czy towarzyszący w rekolekcjach, może zapraszać jak Filip Natanaela: „chodź i zobacz, co Bóg chce ci ukazać”. A więc, bądź wrażliwy/wrażliwa na Boże natchnienia! Idź za poruszeniami, które będa się dziać w tobie, kiedy będziesz modlić się proponowanymi tekstami Pisma Św.! Przywołajmy – te słowa albo już wybrzmiały, albo jeszcze wybrzmią – św. Ignacego, który w książeczce ćwiczeń radzi: „jest rzeczą bardziej stosowną i o wiele lepszą, aby w tym poszukiwaniu woli Bożej sam Stwórca i Pan udzielał się duszy sobie oddanej i ogarniał ją ku swej miłości i chwale, a także przysposabiał ją ku tej drodze, na której będzie Mu mogła lepiej służyć”. I tak określa postawę dającego ćwiczenia: „niech się nie zwraca i nie skłania ani ku jednej ani ku drugiej stronie, lecz stojąc w środku, niczym języczek u wagi, niech dozwoli Stwórcy działać bezpośrednio ze swoim stworzeniem, a stworzeniu ze swoim Stwórcą i Panem”. Spotkanie z Panem Bogiem jest centralne, a spotkania z tymi, którzy dają nam wprowadzenia bądź towarzyszą nam w rekolekcjach, mają nas uwrażliwić na spotkanie z Panem Bogiem, na relację osobową.

W czasie rekolekcji dokonuje się spotkanie z Bogiem i ono jest centralne, natomiast pozostałe spotkania mają charakter pomocniczy dla rozeznawania woli Bożej. [Ale dokonuje się również spotkanie z innymi odprawiającymi rekolekcje i z Kościołem. Bo we wspólnocie Kościoła jesteśmy jak naczynia połączone. Gdy w moim życiu jest więcej miłości, jest jej więcej w całym Kościele. Gdy w moim życiu spada poziom łaski, spada on także w całym Kościele. W ciszy rekolekcyjnej przyjmując łaskę, której Bóg nam udziela, pomagamy innym rekolektantom i wszystkim w Kościele].

I jeszcze jedno spotkanie. Dzięki centralnemu spotkaniu rekolekcji, spotkaniu z Chrystusem, i spotkaniom pomocniczym, jest też możliwe spotkanie z sobą samym. To Jezus będzie nam odkrywał to, kim jesteśmy. To Jezus będzie nas uwalniał od spętania, np. spętania tym, co zewnętrzne, od jakiegoś nieuporządkowania w uczuciach i przywiązaniach, by odkryć nasze prawdziwe „ja”, to znaczy „ja” dziecka Bożego. Dzisiejsza Ewangelia daje nam sygnał, jak to odkrywanie dzięcięctwa Bożego i uwalnianie od różnego rodzaju spętań może się dokonywać? Ta droga do uwolnienia prowadzi przez nazwanie prawdy po imieniu, prowadzi przez uznanie prawdy. „Prawda was wyzwoli” - mówi Pan Jezus w innym miejscu (J 8, 32). I to Jezus pomaga nam wydobywać prawdę: tę prawdę, że wobec czegoś jestesmy bezradni, tak bezradni, że potrzebujemy pomocy z zewnątrz. Jezus pomaga nam ujawnić całą skomplikowaną, złożoną, „mnogą” rzeczywistość, która spętała w nas prostotę. Jezus nam pomaga zobaczyć, że nie stanowimy integralnej jedności, że nie podążamy scaleni w jednym kierunku wypełniania woli Bożej, ale jesteśmy rozrywani „legionem”, czyli mnóstwem pragnień czy namiętności, które nas szarpią w różnych kierunkach.

Kiedyś o. Innocenzo Gargano mówił, że po to mieliśmy, on – język włoski, a my – język polski, żeby zwracać uwagę np. na to, w jakiej liczbie występują czasowniki czy rzeczowniki w tekście. Chcę zwrócić uwagę, bo to mnie uderzyło, na pewną zmianę liczby, która się dokonuje w tym tekście. Najpierw słyszymy, że opętany „krzyknąwszy głosem wielkim mówi” (to liczba pojedyncza), choć wiemy, że to nie ten człowiek tak naprawdę mówi to, co mówi, ale że mówi to duch nieczysty, który go spętał. Złe duchy, bo my wiemy, że ich było wiele, ukrywają się pod sformułowaniami liczby pojedynczej: „czego chcesz ode mnie, Jezusie, (…). Zaklinam cię, nie dręcz mnie?”. To jest perfidia: schować się! Jezus pytając o imię ujawnia ten kamuflaż. Jezus ujawnia wielość duchów nieczystych, które jednak wcale tak łatwo nie odpuszczają. Prosze posłuchać chyba najbardziej zaskakującego zdaniw tym tekście: „zaczął [l.poj.] prosić Go usilnie, aby ich [l.mn.] nie wyganiał”. Zaczął „on” (jeden) prosić, aby „ich” (wielu) nie wyganiał. Dopiero po chwili słyszymy: „Prosiły Go [l.mn.] więc złe duchy [l.mn.]: ‘Poślij nas [l.mn.] w świnie, żebyśmy mogli w nie wejść’” (l.mn.]. I znów na końcu Ewangelii słyszymy znów liczbę pojedynczą: „prosił Go”. Ale tym razem jest to już prośba tego człowieka. Prośba, w której ujawnia on swoją wolę, jeszcze niedojrzałą, ale swoją wolę. Ujawnia wolę, która potrzebuje kształowania przez słowo Jezusa. Ujawnia niedojrzałą wolę, która będzie dojrzewała poprzez posłuszeństwo słowu Bożemu. „Prawda was wyzwoli”!

Jezus zdejmuje z tego człowieka, zniewolonego człowieka, fasadę pętających go kłamstw i odkrywa dziecko, proste dziecko, które ma wolę i które może dojrzewać. Ku temu doświadczeniu będziemy prowadzeni w tym czasie rekolekcji. Ale w centrum, podkreślmy to jeszcze raz, jest spotkanie z Bogiem. Pomocnicze są spotkania z osobami towarzyszącymi. Jakby „w tle”, - już to zostawimy, nie będę tego teraz rozwijać -, jest spotkanie z Kościołem. A wszystko po to, by móc spotkać siebie i by móc przekraczać siebie, by odkryć swoją wolę i przekraczać swoją wolę dla wypełnienia woli Bożej, jak ten człowiek, który chciał pójść z Jezusem, a jednak w posłuszeństwie wolo Boga pozostaje w swoim kraju, by opowiadać o tym, co Bóg dla niego uczynił i jak ulitował się nad nim w spotkaniu z Jezusem. Poprośmy w tej Eucharystii, abyśmy weszli całymi sobą w spotkanie z Bogiem, abyśmy dobrze wykorzystali spotkania z ludźmi, żeby w tych rekolekcjach spotkać się z sobą i móc przekroczyć siebie ku wypełnianiu woli Ojca.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Spotkali się w Sercu Jezusa, bo wierzyli
homilia – wtorek 4. tygodnia zwykłego (rok I), 31 stycznia 2017 r.
Hbr 12, 1-4; Ps 22, 26b-28,30-32; Mk 5, 21-43

NAGRANIE HOMILII Z 31 STYCZNIA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

W roku, w którym zachorowała owa kobieta, Jairowi urodziła się córka. Dzień po dniu, kiedy dziewczynka wzrastała, z owej kobiety uchodziło życie. Przez dwanaście lat, dzień po dniu. Dzisiaj, w Ewangelii, te dwie postaci spotykają się w niezwykłym miejscu. Spotykają się w Sercu Jezusa, a tym, co je łączy, nie jest cierpienie czy choroba, jak mogłoby się wydawać na początku, ale wiara. To wiara Jaira i nadzieja, którą niósł w sercu, pcha go, by iść i szukać Jezusa. To wiara podpowiada owej kobiecie, by przyjść i dotknąć się płaszcza Jezusa. Przyznam się, że - chociaż nie znalazłem żadnych teologicznych czy egzegetycznych potwierdzeń - kobieta cierpiąca na krwotok zawsze łączy się w moim sercu z wdową, która do skarbony wrzuciła dwa pieniążki. To piękne połączenie, bo ta kobieta również straciła wszystko. Jeżeli sobie wyobrazimy, że w jakimś momencie swojego życia oddała Bogu wszystko, co miała na swoje utrzymanie, to nie zostało jej nic innego, jak tylko zawierzyć Jezusowi. I jak Jezus widział ową kobietę przy skarbonie i zwrócił na nią uwagę uczniom, tak można się domyślać, że i tym razem doskonale widzi wiarę kobiety, która przychodzi do Niego. Ale tę wiarę musieli też zobaczyć inni. Wiara, która przyprowadziła do Serca Jezusa ową kobietę i dziewczynkę, łączy się wyraźnie z miłością. Jest takie powiedzenie, że „nadzieja umiera ostatnia”. Ale nie jest ono prawdziwe, bo miłość nigdy nie umiera, bo Bóg jest Miłością.

Dzisiaj, kiedy czytam tę Ewangelię, do mojego serca „dobijają się” jeszcze dwa elementy. Jeden bardzo prosty: dwanaście lat. Myślą wróciłem do tego momentu, kiedy Jezus, udający się z Józefem i Maryją do świątyni, zostaje w świątyni, a później, kiedy Maryja i Józef szukają i odnajdują Go, Jezus pyta ich: „czy nie wiedzieliście, że powinienem być w sprawach mojego Ojca?”. Kiedy dzisiaj widzimy dwie postaci, z których jedna przez dwanaście lat cierpi, a druga po dwunastu latach umiera, to możemy powiedzieć, że dzisiaj Jezus przez to proste odwołanie chce nam wyjaśnić, co to znaczy, że On chce, że On potrzebuje, że On musi być w sprawach swojego Ojca. On jest Tym, który przynosi życie. On jest Tym, który dostrzega wiarę, choćby ta wiara była jedynie w zalążku w naszym sercu.

Drugi element, który w jakiś sposób także pociąga moje serce, to postać Jaira. Zobaczmy, że to Jairowi jest bliżej do owej kobiety niż jego córce. Jair, kiedy przychodzi do Jezusa, pada do Jego stóp. To Jair jest wezwany przez Jezusa, aby się nie bać, tylko wierzyć. Mało tego, jest taki piękny moment w tej scenie, kiedy Jezus mówi do zebranych w domu: „ona nie umarła, tylko śpi”. Można sobie wyobrazić, - tak mówi początek dzisiejszej Ewangelii -, że Jezus który wraca z kraju Gerazeńczyków, na ten brzeg jeziora Genezaret, „był jeszcze nad jeziorem”. Jakby celowo pozostał w tamtym miejscu, w którym można Go było znaleźć. I może ten przełożony synagogi przychodzi do Jezusa i prosi o cud w momencie, w którym w jego domu już mówiono, że jego córka umarła. A on jakby nie chce przyjąć tego do wiadomości i biegnie do Tego, który jako jedyny może dać jej życie. To pięknie pasuje do słów, kiedy Jezus mówi: „nie umarła, tylko śpi”. Jakby chciał ochronić ten zalążek wiary, który kryje w się w sercu Jaira. Możemy tu zobaczyć, że Jezus nie chce zgasić knotka o nikłym płomyku: „Nie bój się, wierz tylko”.

Chciejmy dzisiaj w czasie kolejnej Eucharystii, w czasie kolejnego naszego spotkania z Jezusem Chrystusem, wniknąć w tę scenę i stanąć najpierw przy Jairze. Być może w naszym życiu coś umiera albo już coś umarło. Być może pojawia się w nas taka pokusa, która czasem nam towarzyszy, że nawet Bóg jest ograniczony, że śmierć jest granicą dla Pana Boga. Biegnijmy dziś, pamiętając w sercu o Jairze, do Jezusa, aby Mu opowiedzieć, aby wyrazić swoją prośbę, aby prosić Go o cud życia, aby prosić Go, aby dokonało się to, co dzieje się między Nim a Ojcem, abyśmy mogli otrzymać dar życia. Chciejmy też w tym momencie naszych rozważań i ćwiczeń rekolekcyjnych stanąć przy tej kobiecie, by zobaczyć, że Jezus dostrzega jej wiarę wtedy, kiedy jej wydawało się, że prawda jej serca znana jest tylko jej, że jej wiara jest znana tylko jej. Prośmy, byśmy mogli przedstawić Bogu naszą wiarę taką, jaka ona dzisiaj jest. Prośmy, aby On tę wiarę w naszym sercu umacniał; aby ta wiara prowadziła nas i abyśmy wszyscy mogli się spotkać w Jego Sercu.

Rafał Ziajka SDS

---------------------------------------------------------------------

Przeszkodą w spotkaniu z Jezusem może być… zażyłość z Nim
homilia – środa 4. tygodnia zwykłego (rok I), 1 lutego 2017 r.
Hbr 12, 4-7.11-15; Ps 103, 1b-2.13-14.17-18a; Mk 6, 1-6

NAGRANIE HOMILII Z 1 LUTEGO 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Dzisiejszą perykopę Ewangelii, która jest głoszona w czasie liturgii, św. Marek dosłownie rozpoczyna od tych słów: „A gdy wyszedł stamtąd, przyszedł do swego rodzinnnego miasta”. Ta informacja została pominięta, a jednak jest ważna. Św. Marek, jak mówią komentatorzy, jest mistrzem narracji spośród wszystkich czterech Ewangelistów. Św. Marek chce, abyśmy wsłuchując się w to, co dzieje się w Nazarecie, pamiętali o tym, co usłyszeliśmy wczoraj. A wczoraj usłyszeliśmy o tym, jak Jair, jak kobieta cierpiąca na krwotok, jak oni potrafią wierzyć Jezusowi. Pięknie o tym wczoraj powiedział ks. Rafał, że to jest ta wspólna cecha, która czyni ich bliźniakami. Oni wierzyli Jezusowi. Wiara dotyczy relacji; wiara nie dotyczy abstrakcji, rozważań nad przedmiotem doktryny. Wiara to spotkanie z osobą, Osobą Boga. A tymczasem w dzisiejszej Ewangelii jest inaczej. Jezus przychodzi do swoich. Przychodzi, dosłownie w tekście jest: „do swojej ojczyzny”, to znaczy: przychodzi do ziemi swoich przodków. Przychodzi tam, gdzie się wychował, jak napisze św. Łukasz. Przecież tam są ci, którzy przez trzydzieści lat z Nim byli, wzrastali przy Nim, a On z nimi. Ocierali się o siebie codziennie, spotykali się na placach, rozmawiali. Spotykali się i w synagodze, jak i teraz, na słuchaniu Bożego słowa. Byli tak blisko Jezusa. Tymczasem dzisiejsza Ewangelia kończy się informacją bardzo smutną, jakże inną od tej wczorajszej: „Jezus dziwił się ich niedowiarstwu”. Nie dowierzają. Jak to możliwe? Skąd się bierze ta ich niewiara, (gr.) „a-pistia”, ta nieakceptacja, ta niezgoda, to odrzucenie? Przecież byli tak blisko! Codziennie mogli Mu patrzeć prosto w oczy. Św. Marek tłumaczy, co się dzieje, co się stało w ich życiu i co może się stać w naszym życiu, bo my także możemy wpaść w dół niewiary, niedowierzania, nawet wtedy, gdy jest się z Jezusem długie lata. Nawet wtedy, gdy spotykam się z Nim tak często na słuchaniu słowa, jak dzisiaj słyszymy o tym, co miało miejsce w Nazarecie. Jakie to powody?

Po pierwsze, to jest znamienne, co zapisał św. Marek, że oni ze zdumieniem słuchali tego, co mówił. Ale ten czasownik nie tyle dotyczył tego, co mówił Jezus. Z kontekstu wynika, że on dotyczy tego, kim Jezus jest dla nich. Oni są zdziwieni Jezuzem. Inne tłumaczenie mówi, że są dotknięci, że są wstrząśnięci. I to trwało przez jakiś czas. Tak formułuje ten czasownik św. Marek. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy w synagodze, na zgromadzeniu liturgicznym, i pojawiają się takie przeżycia. A potem zaraz drugie doświadczenie: „powątpiewali”. Tu św. Marek używa słowa (gr.) „skandalidzo”. Oni się gorszą Jezusem. Jezus dla nich jest jak kamień upadku, o który się przewracają. Zaraz potem: „lekceważą”. Tu znowu św. Marek używa czaownika, który jeszcze bardziej zwraca uwagę, że nie szanują Jezusa. Jezus dla nich nie jest kimś. Jest jednym z wielu. Oto ich niedowiarstwo! Niedowiarstwo może być czasami gorsze od niewiary. Niedowierzanie z powodu lekceważenia Osoby Jezusa, z powodu przyzwyczajenia, z powodu niedobrego obycia. Można odrzucać Ewangelię, bo się z nią nie zgadzam i można odrzucać Ewangelię, chociaż nawet nie wiem, że już ją odrzuciłem, to znaczy wtedy, kiedy się już przyzwyczaiłem; tak bardzo się przyzwyczaiłem, że już nić nie robi na mnie wrażenia.

Otóż, pojawia się powód niedowiarstwa: przyzwyczajenie, niedobre obycie. Można wejść w taki rytualizm w spotkaniach z Jezusem, można wejść w takie niedobre slogany i schematy w przebywaniu z Nim, że ten Jezus już naprawdę nie jest dla nas kimś. My powiemy, że Go znamy. Powiemy, że Go codziennie spotykamy, ale On nie jest dla nas kimś. Jak to możliwe? Wróciła mi lektura, która ongiś bardzo mi pomogła. Te słowa, powiem szczerze, na początku bardzo mnie irytowały, kiedy je czytałem. Ale im bardziej mnie irytowały, tym bardziej sobie uświadamiałem, ile prawdy jest w tych słowach. Josef Neuner głosząc rekolekcje, ćwiczenia ignacjańskie, zwraca uwagę w pewnym momencie na relację z Jezusem i mówi tak: „Największą przeszkodą w spotkaniu z Jezusem jest nasza zażyłość z Nim. Myślimy, że Go znamy. Już od dzieciństwa uczyli nas rodzice wiary w Niego. Setki razy czytaliśmy Ewangelię i słuchali jak ją czytano. Znamy starożytne formuły, którymi określały Go sobory: prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek. Codziennie modlimy się do Niego podczas liturgii i medytacji. Jezus jest z pewnością najbliższą postacią w naszym duchowym środowisku. Ale mogło się zdarzyć, mogło się zdarzyć i tak, że nigdy nie spotkaliśmy się z Nim naprawdę osobiście i nigdy nie stał się On dla nas wyzwaniem. (…) Jesteśmy przyzwyczajeni do zachowywania bezpiecznego dystansu, gdy czytamy Ewangelię czy studiujemy teologię. Pozwala nam to mówić o Jezusie tak, jakbyśmy Go znali, bez żadnego ryzyka, ponieważ spotykaliśmy się z Nim tylko w dobrze zabezpieczonej sferze liturgii i doktryny. Musimy spotkać Go znowu, osobiście” (Józef Neuner SJ, W drodze z Chrystusem. Biblijny przewodnik trzydziestodniowych rekolekcji oparty na Ćwiczeniach Duchownych Św. Ignacego Loyoli, Kraków 1992, s. 102.104).

Dzisiejsza Ewangelia jest dla mnie rachunkiem sumienia, czy całe te lata przebywania z Jezusem, od dziecka aż po dzień dzisiejszy, przez dni w domu, w seminarium, w klasztorze, w kapłaństwie, w życiu zakonnym, także tutaj, były miejscem i są miejscem mojego żywego spotkania z Jezusem, bo tylko wtedy zaczyna się wiara. Dokładnie w tym momencie, kiedy Go spotykam, wchodzę w relację z Nim. On także dzisiaj przychodzi do naszej ojczyzny. Przychodzi do twojej historii życia i chce tylko jednego: chce się z tobą spotkać. A reszta należy już do Niego. Wystarczy, że Mu pozwolimy spotkać się z nami w naszej historii życia; nie tylko w liturgii, choć jest to bardzo ważne, ale także, a może przede wszystkim tam, gdzie czujemy się najbardziej samotni i najbardziej odrzucający siebie samych, gdzie czujemy się najbardziej biedni, nieporadni, bezbronni. Być może Jezus chce się ze mną spotkać tam, gdzie mój grzech trawi moje życie i zabiera mi radość, zabiera mi pokój serca. On zawsze przychodzi po to, aby spotykając się ze mną wrócić mi życie. O taki dar spotkania i w tej Eucharystii, i w kolejnych godzinach medytacji, i codziennie, prośmy dobrego Boga.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl