O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ćwiczenia Ignacjańskie 14-22 sierpnia 2017 - info i homilie c ...


Ćwiczenia Ignacjańskie
14-22 sierpnia 2017

 

W dniach 14-22 sierpnia 2017 r. przeżywamy Ćwiczenia Duchowne św. Ignacego Loyoli. W rekolekcjach bierze udział 81 osób, którym towarzyszy 8 kierowników duchowych: trzech duszpasterzy CFD, kapłan archidiecezji przemyskiej, kapłan ze Zgromadzenia Misjonarzy św. Wincentego a Paulo, siostra z Zgromadzenia Służebnic Ducha Świętego oraz dwie osoby świeckie.

Prosimy o modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących oraz kierowników duchowych !

homilie – część druga
17-19 sierpnia 2017
>>>.

homilie – część trzecia
20-22 sierpnia 2017
>>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ PIERWSZA -
14-16 sierpnia 2017

---------------------------------------------------------------------

Bóg nieustannie się o nas upomina
homilia – poniedziałek 19. tygodnia zwykłego (rok I), 14 sierpnia 2017 r.
Pwt 10, 12-22; Ps 147B; Mt 17, 22-27

„W dniu kanonizacji bł. Maksymiliana Marii Kolbego, 10 października 1982 r., wówczas papież Jan Paweł II powiedział: ‘Ojciec Maksymilian Kolbe, więzień obozowy, upomniał się w obozie śmierci o prawo do życia niewinnego człowieka - jednego z milionów’. (…) Słowo ‘upomniał’ koresponduje z każdym słowem, które Bóg wypowiada do nas w Biblii. Bóg nieustannie się o nas upomina. (…) Bóg w każdym słowie upomina się o niewinność każdego i każdej z nas. Trzeba było ofiary Jezusa Chrystusa, aby człowiek mógł zobaczyć, jak bardzo cenny jest w oczach Boga”

Joachim Stencel SDS
(wybrane fragmenty)

---------------------------------------------------------------------

Przyjmij Boga u siebie, a On weźmie cię do Siebie!
homilia - uroczystość Wniebowzięcia NMP, 15 sierpnia 2017 r.
Ap 11, 19a; 12, 1.3-6a.10ab; Ps 45, 7.10-12.14-15; 1 Kor 15, 20-26; Łk 1,39-56

W uroczystość Wniebowzięcia Maryi w liturgii słyszymy o nawiedzeniu św. Elżbiety przez Maryję. Ta uroczystość kieruje nasze myśli ku górze, ku „domowi Ojca”, jak czasem określamy niebo. Uroczystość kieruje nasze myśli ku „domowi Ojca”, do którego Maryja została wzięta z ciałem i duszą. Wzięta do nieba, do „domu Ojca”, z ciałem i duszą! Natomiast, co może kogoś zaskoczyć, odczytany fragment Ewangelii wg św. Łukasza zwraca uwagę na moment wejścia Maryi do domu, ale do domu człowieka, domu Zachariasza i Elżbiety. Tę tajemnicę, rozważaną w różańcu, nazywamy „nawiedzeniem” św. Elżbiety przez Maryję. Ale gdy spojrzymy głębiej zobaczymy, że równocześnie ze spotkaniem dwóch kobiet, Maryi i Elżbiety, ma miejsce spotkanie dwóch mężczyzn, Jezusa i Jana, zwanego później Chrzcicielem. Patrząc głębiej widzimy Jezusa, który jest „Synem Najwyższego” (Łk 1, 32) spotykającego się z Janem, który został nazwany „prorokiem Najwyższego” (Łk 1, 76). O ile więc uroczystość Wniebowzięcia kieruje naszą uwagę na „dom Ojca”, do którego jest wzięta Maryja, o tyle dzisiejsza Ewangelia w rzeczywistości mówi o wejściu Boga do domu człowieka, o zstąpieniu Boga, o nawiedzeniu przez Boga, Boga ukrytego w łonie Maryi, domu Zachariasza i Elżbiety.

Drodzy, zanim na podobieństwo Maryi zostaniemy wzięci do nieba… (– mówię „wzięci do nieba”, bo przecież my sami, własnymi siłami, do nieba wejść nie potrafimy. Tylko Jezus Chrystus, Syn Boży, który z nieba zstąpił, wstępuje do nieba o własnych siłach. My, ludzie, podobnie jak Maryja, możemy być tylko „wzięci do nieba” –). A więc, zanim na podobieństwo Maryi zostaniemy wzięci do nieba, najpierw potrzebujemy – i na to zwraca nam uwagę dzisiejsza liturgia – odkryć i pobyć z prawdą o tym, że niebo zstąpiło na ziemię, że niebo, tzn. że Ojciec Niebieski w Jezusie Chrystusie wszedł do naszych domów. Na podobieństwo Maryi mamy przyjąć Boga, który chce wejść do naszych serc, do naszego życia, do naszych domów; mamy się uchwycić Syna Bożego, by On wstępując zabrał nas ze Sobą do Swojego Domu. Przyjmij Boga w twoim domu, a On weźmie do Swojego Domu! Przyjmij Boga u siebie, a On weźmie cię do Siebie! Dla nas, rozpoczynających rekolekcje, to może być sygnał, by przyjąć Boga w naszym życiu, takim jakie ono jest w tym właśnie momencie, kiedy rozpoczynamy rekolekcje. To może być zaproszenie, by wejść w rekolekcje i wejść w spotkanie z Jezusem z tym, co jest; by – jak czasem mówimy – „nie stawać na paluszkach”, by nie udawać, że żyjemy na wyższym poziomie duchowym, by nie udawać, że – kiedyś tak to to sobie nazwałem – żyjemy „na piętrze”, jeśli w rzeczywistości zamieszkujemy parter. Bóg uwielbia spotkania z nami „na parterze”. Najczęściej albo dość często tak prawdziwie spotykamy się z Bogiem wtedy, kiedy – jak czasem mówimy – życie sprowadzi nas do parteru: kiedy leżymy na parterze, a Bóg zstąpił na parter, to tam się z Nim spotykamy. Bóg uwielbia spotkania z nami „na parterze”, czyli tam, gdzie toczy się nasze życie.

Jak rozpoznać Boga przychodzącego do nas? Wróćmy do Ewangelii o nawiedzeniu Elżbiety… Chociaż, kiedy wypowiadam to słowo „nawiedzenie”, uświadamiam sobie pewną pułapkę, która może nam grozić. Bo kiedy Bóg przychodzi do naszego domu, chce w nim zamieszkać na stałe, a nie tylko tymczasowo. Bóg nie chce nas tylko odwiedzić, ale chce pozostać w naszym życiu, chce pozostać i trwać (gr. „menein” - pozostać, trwać), a nie tylko nas odwiedzić. Nie chce Bóg pozostać jedynie „na trzy miesiące”, ile pozostała Maryja u swej krewnej. Nie chce Bóg pozostać z nami na osiem dni ćwiczeń rekolekcyjnych, ale na stałe. Przyznacie, że jest kolosalna różnica między przyjęciem kogoś na jakiś czas i przyjęciem go na stałe. Można nawet wielkodusznie „wynająć” albo udostępnić Bogu nawet całe swoje życie, ale na jakiś czas, np. na osiem dni czy maksymalnie nawet na trzy miesiące, jeśli wiem, że później wszystko wróci do „pierwotnego stanu”. Tymczasem chodzi o to, byśmy przyjęli go na stałe, a nadto chodzi o coś więcej, o to, żeby Bóg, którego przyjmiemy, nie był Gościem w naszym domu, ale żeby otrzymał w naszym domu status Gospodarza, bo to jest jego własność. Bóg nie jest tylko Gościem. Oddać się całkowicie Bogu do dyspozycji!

Jak rozpoznać Boga przychodzącego do nas? Skorzystajmy z obrazu spotkania Maryi i Elżbiety, i – patrząc głębiej – spotkania Jezusa i Jana, zwanego później Chrzcicielem. „Stało się”, – podkreśli św. Łukasz w oryginale –, że gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Żeby rozpoznać Boga przychodzącego do nas, trzeba być wrażliwym na poruszenia wewnętrzne. „Poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie” – wyznaje Elżbieta. Ale trzeba jeszcze dodać, że wcześniej zapowiadając narodziny Jana Chrzciciela archanioł Gabriel powiedział Zachariaszowi, że to dziecko „już w łonie matki napełnione będzie Duchem Świętym” (Łk 1, 15). Otóż, Jan w łonie matki nie „zatańczył” sam z siebie. On „zatańczył” albo „podskakiwał” napełniony Duchem Świętym, napełniony Bogiem. Trzeba wrażliwości na Pana Boga, że tak tańczyć i podskakiwać, jak Jan Chrzciciel w łonie Elżbiety; trzeba być napełnionym Bogiem. Ta Ewangelia mówi mi dziś, że dziecko poczęte w łonie matki ma niejako wrodzoną wrażliwość na Boga; że dziecko w łonie matki ma wrodzoną wrażliwość na to, co od Pana Boga pochodzi. To grzech pierworodny i jego konsekwencje, grzechy uczynkowe i ich konsekwencje, osłabiają w nas tę wrodzoną wrażliwość na Boga. Jezus o tym mówi, że Bogu spodobało się, by objawiać się prostaczkom (gr. „nepioi”), czyli małym dzieciom, a nawet niemowlętom. Bogu spodobało się objawiać się tym, którzy nie mogą Go intelektualnie pojąć. Drodzy, poprośmy Pana Boga, by uzdrowił w nas to dziecko, dziecko Boże, dziecko wrażliwe na obecność Pana Boga i Jego wolę.

Ostatni sygnał związany z rozpoznawaniem głosu Boga w nas. To rozpoznawanie głosu Bożego może być trudne i uświadamia mi to czytanie, które słyszeliśmy dwa dni temu, w niedzielę: opowiadanie o Eliaszu, który po spektakularnym zwycięstwie nad czterystu pięćdziesięcioma prorokami Baala, oczywiście zwycięstwie dokonanym mocą Pana Boga, słyszy z ust Izebel słowo: „Zabiję cię, jak ty zabiłeś tych proroków”. I Eliasz przelękniony ucieka. W zasadzie, wchodzi w depresyjne zachowania. Jedyne, czego by chciał, to spać, a nawet umrzeć. Trzeba go budzić i karmić, znowu budzić i znowu karmić, bo gdy zje znów kładzie się spać. Uczestnicy pierwszego tygodnia dziś to rozważali. Głos Boga, który go karmi i wyprawia w drogę, wyprawia go w drogę w kierunku góry Horeb. I mocą Bożą, a nie własną; mocą Bożą Eliasz idzie w kierunku góry, na której Bóg objawia mu się inaczej. Objawia mu się w szmerze łagodnego powiewu, w dźwięcznej ciszy. Pomyślałem sobie, że gdy tam szedł dźwięczały mu w uszach słowa Izebel: „Zabiję cię, zabiję cię!”. Na poziomie emocji prawdopodobnie nie był taki znów spokojny idąc na górę Horeb. I pośród tego wszystkiego jest Bóg, który chce mówić do swojego dziecka; i chce przywrócić mu życie, ale w sposób, który On wybrał. Prośmy o zdolność przyjęcia u siebie Pana Boga tak, jak On chce działać w nas.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Jezus bardzo troszczy się o nas! Nigdy z nas nie zrezygnuje!
homilia – środa 19. tygodnia zwykłego (rok I), 16 sierpnia 2017 r.
Pwt 34, 1-12; Ps 66, 1b-3a.5.8.16-17; Mt 18, 15-20

Zatrzymajmy się przy słowach Jezusa z dzisiejszej Ewangelii. Od samego początku, czytając ten tekst, pytałem siebie, co mówi on do nas, do naszej wspólnoty i jakie znaczenie może mieć to słowo Jezusa dla tej konkretnej wspólnoty rekolekcyjnej. Najpierw warto się zatrzymać nad rzeczywistością tej naszej wspólnoty, bo przecież patrząc „od zewnątrz”, gdyby tu ktoś wszedł i nie będąc na rekolekcjach nas obserwował, mógłby mieć dużo wątpliwości, czy w ogóle jesteśmy wspólnotą. Wspólnotę rozumiemy jako możliwość bycia razem, możliwość spotkań, a w związku z tym także komunikowania się, rozmawiania. To są piękne wartości, które składają się na wspólnotę. A my jesteśmy tutaj ze sobą już trzeci dzień i nic do siebie nie mówimy. Mijamy się, jakbyśmy się w ogóle nie znali i nie wiedzieli, po co tu jesteśmy. Używam specjalnie tych słów, by powiedzieć, że od zewnątrz nie da się przeczytać tego zjawiska, jakie my tworzymy, jako wspólnotę. Tymczasem, w życiu bywa i tak, że można długo i dużo ze sobą rozmawiać, można być ze sobą cały czas, nieustannie się komunikować i nie być we wspólnocie ze sobą. Jest coś, co Jezus pokazuje jako kryterium wspólnoty – tej wspólnoty, która jest Jego wspólnotą: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20). To On jest Tym, który czyni nas wspólnotą! Poza Nim wspólnota nie ma prawa istnienia. Pomyślmy, przecież nie znamy się. Niektórzy być może kiedyś spotkali się ze sobą. Przyjechaliśmy z tak różnych miejsc i tak różnych środowisk, z różnych rodzin; mamy różne profesje. I potrafimy być razem i to tak razem, iż nawet nie potrzebujemy ze sobą rozmawiać, by być razem. I nie ma innego wytłumaczenia dla takiego bycia razem, które staje się wspólnotą, jak tylko Jego imię: tylko w Nim, w Jego imieniu, jest wytłumaczenie. Przecież tylko dlatego, że Jego spotkaliśmy, spotykamy się tutaj razem. Każdy z nas Go kiedyś spotkał, poznał, pokochał, poszedł za Nim i dlatego jest tutaj, bo poczuł się zaproszony, wezwany. I nagle widzimy, że On tylu ludzi jednoczy wokół siebie, ale także jednoczy nas między sobą. Tym jest wspólnota Jezusowa: to On jest jej centrum, to On nas tutaj spotkał! I tylko wtedy, kiedy jesteśmy tutaj z Nim, możemy tak naprawdę tworzyć wspólnotę. Nasza wspólnota jest wspólnotą modlitwy. Nie jesteśmy tutaj w ciszy tylko dlatego, by się izolować od siebie. To byłoby wielkim nieporozumieniem! Nie wchodzę w ciszę po to, by mieć święty spokój, by mi nikt nie przeszkadzał, by stworzyć sobie własne miejsce, w którym będzie mi dobrze samemu ze sobą. To nie miałoby nic wspólnego z chrześcijaństwem, a nasza wspólnota nie byłaby wspólnotą chrześcijańską. Jest jednak coś, co sprawia, że chcemy w taki sposób być razem. Myślę, że jest tak najpierw dlatego, że wierzymy, iż każdy z nas przyjechał tutaj spotkać się z Nim, a On nas spotyka ze sobą. I że tylko w tedy, kiedy będziemy jedno w szukaniu Jego samego, będziemy także jedno między sobą. Tam, gdzie ludzi łączy jeden cel, tam powoli stają się wspólnotą.

Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi o tym, jak bardzo troszczy się o nas. Gdybyśmy spojrzeli na kontekst tego rozdziału, z którego pochodzi dzisiejsza Ewangelia, usłyszelibyśmy mowę kościelną Jezusa. Jezus mówi nieustannie o wspólnocie, ale co jest znaczące – w osiemnastym rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza w tym ciągłym mówieniu o wspólnocie – najczęściej mówi o najmniejszych i o grzesznikach. Myślę, że dzięki temu każdy z nas od razu może odnaleźć się w tej wspólnocie. Jezus jest bardzo zatroskany o najmniejszych i grzeszników. Jezus jest zatroskany o każdego we wspólnocie, bo każdy z nas jest grzesznikiem i każdy z nas jest maluczkim. Jezus powie w pewnym momencie, że aniołowie tych najmniejszych wpatrują się nieustannie w Ojca. A Ojciec posyła nam swoich aniołów i oni są tu z nami. Każdy z nas ma swojego Anioła Stróża. Ojciec wie, że jesteśmy słabi, maluczcy, biedni, mali. Nie tylko maleńkie dziecko, które modli się do Anioła Stróża, jest zaopiekowane przez anioła. My, grzeszni i maluczcy, ciągle potrzebujemy anioła od Ojca i On go nam posyła. Warto odnowić więź ze swoim Aniołem Stróżem w czasie tych rekolekcji; on jest tutaj z nami.

To, co Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii, jest przejmujące, poruszające. Tym, co mnie porusza i przejmuje, jest to jak On chce dotrzeć do zagubionych, do grzeszników, czyli do mnie. Wie, że grzech mi nieraz przeszkadza być blisko Niego, że czasami aż „umykam”, odchodzę, że nie patrzę Mu prosto w oczy, zmieniam tematy, że rozmawiam z Nim „o pogodzie”. A On ciągle szuka drogi do mnie, do mojego serca. O tym jest dzisiejsza Ewangelia. Ona jest o tym, jak Jezus mnie w szuka w tych rekolekcjach; o tym, jak bardzo Jezus chce mnie odnaleźć, jak bardzo chce mnie zbliżyć do Siebie. Są takie trzy formy Jego troski, które mają miejsce w tej naszej wspólnocie – ludzi trwających w ciszy, w milczeniu, których pozornie nic nie łączy, którzy pozornie żyją obok siebie.

Pierwsza próba dotarcia do nas to próba dotarcia „w cztery oczy”, to znaczy Bóg ciągle nawiązuje ze mną intymną więź. Chce mi „w cztery oczy” powiedzieć, co mi dolega, co mnie gubi, co sprawia, że gdzieś błądzę w życiu albo że ciągle nie jestem wystarczająco blisko Niego. Ten brat, który przychodzi do mnie, aby mnie upomnieć „w cztery oczy”, w tych rekolekcjach jest tym momentem intymnej modlitwy, kiedy jesteśmy obok siebie, a łączy nas intymna więź z Ojcem. Twoja modlitwa, bracie i siostro, twoja wierna modlitwa, twoje wierne przeżywanie ćwiczeń, jest niezwykłą intymną pomocą, taką „w cztery oczy”, temu bratu i tej siostrze, która być może w tym momencie bardzo potrzebuje tej siły, której nie ma w sobie. To nasze wierne, w intymności, przeżywanie rekolekcji, – nie dlatego, że ktoś nas widzi czy nie widzi; a Ojciec nas widzi –, to wierne w intymności przeżywanie tych ćwiczeń sprawia, że w sposób intymny także towarzyszymy drugiemu, który być może teraz ma mniej sił.

Druga forma troski, drugi sposób docierania do nas, dokonuje się przez wsparcie tych, którzy są obok mnie już jako wspólnota. Ci „dwaj albo trzej” to ci, którzy być może są obok mnie; może najbliżej mnie z różnych powodów. Ojciec także przez nich posyła do mnie Anioła Stróża. Ale właśnie to pełne milczenie, ta pełna cisza, to modlenie się do Ojca, jest aktem wiary, że to nie ja, ale to On – Bóg daje mi życie i to On – Bóg innym daje życie. To nie ja mam w sobie tę moc i siłę, by drugiego ratować. Być może my, kierownicy duchowi, powinniśmy jako pierwsi o tym pamiętać, zwłaszcza kiedy wam towarzyszymy, kiedy was słuchamy. To Bóg i tylko On was prowadzi! Tylko On może wam dać życie! To wsparcie przez modlitwę drugiego, przez obecność kierownika duchowego, przez obecność tego, który daje mi punkta, jest tylko czynieniem miejsca Ojcu, żeby mógł mnie odzyskać, żeby mógł dotrzeć do mojego serca.

Wreszcie, cała nasza wspólnota. Jesteśmy tutaj cząstką Kościoła. Troska docierania do nas przez Kościół. Kościół modli się za nas. My jesteśmy Kościołem. Ta Eucharystia jest świadectwem, jak modlimy się za siebie nawzajem. To wszystko sprawia, że jesteśmy Jego wspólnotą. Ale jest takie zdanie, które do pewnego czasu mnie niepokoiło i za bardzo go nie rozumiałem. Wydawało mi się bowiem, że w pewnym momencie Jezus traci cierpliwość, kiedy nie może dotrzeć…, kiedy mówi: „niech ci będzie jak poganin i celnik”. To tak jakby machał ręką i mówił: „Tu się już nic nie da zrobić! Poganin i celnik!”. Ojciec Gargano pomógł mi usłyszeć zupełnie inaczej te słowa. Od razu się uśmiechnąłem do tego wersetu i do Pana Jezusa. Bo kiedy Jezus mówi: „niech ci będzie jak poganin i celnik” (Mt 18, 17), mówi: „zostaw Mi go! Ja bardzo dobrze się czuję wśród pogan i celników. Zostaw Mi go!”. Każdy z nas jest w jakimś sensie poganinem i celnikiem. A Jezus chętnie jest z nami i siada ze mną i z nami w jednej ławce, i razem ze mną modli się do Ojca, jak chociażby za chwilę w modlitwie „Ojcze nasz”. To Jezus będzie mnie prowadził do Ojca! Jezus nigdy z nas nie rezygnuje! Nigdy! Będzie konał na krzyżu, będzie oddawał ostatni oddech i będzie mówił do konającego obok łotra: „Jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju!” (por. Łk 23, 43). Jezus nigdy ze mnie nie zrezygnuje! A my nie rezygnujmy z wierności! To jedno, co do nas w tej wspólnocie należy i co będzie dla nas wzajemnym wsparciem: wierność w ćwiczeniach, wierność w modlitwie, wierność tej tajemnicy ciszy, wierność słuchaniu Słowa. Reszta naprawdę należy do Niego! A On wie, jak dotrzeć do naszego serca!

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl