O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Dwa rozwiązania: albo szaleństwo miłości, albo szaleństwo prz ...


Dwa rozwiązania:
albo szaleństwo miłości, albo szaleństwo przemocy!
*

 

homilia - 7. niedziela okresu zwykłego (rok A), 19 lutego 2017 r.
Kpł 19, 1-2.17-18; Ps 103, 1b-4.8.10.12-13; 1 Kor 3, 16-23; Mt 5, 38-48

 

To już czwarta z rzędu niedziela, jak Jezus kontynuuje swoją katechezę na górze wyjaśniając błogosławieństwa. Dzisiaj w szczególności chodzi o to (Mt 5, 38-48), które brzmi: „błogosławieni cisi”, to znaczy błogosławieni, którzy nie używają przemocy, nawet dla dochodzenia swoich rzekomych praw.

Nie ma wątpliwości: to, co Jezus dzisiaj mówi, musiało bardzo martwić słuchaczy obecnych na górze. Jestem pewien, że wielu z nich czuło silne bicie swych serc i ciśnienie, które rosło razem ze wzrostem wewnętrznego napięcia…, a może nawet gniew. Ale przyznajmy szczerze: my sami, tu i teraz, choć już tyle razy słyszeliśmy te tak wymagające słowa, nie jesteśmy gotowi przyjąć bez zastrzeżeń wszystkiego, co Jezus nam mówi.

Tak, jesteśmy gotowi przyjąć wszystko, co On do nas mówi, ale tylko do pewnego momentu: to znaczy dopóty, dopóki te słowa nie dotykają nas bezpośrednio w konkretnych sytuacjach naszego życia osobistego. Wówczas często zaczynamy się tłumaczyć przekonani, że nasza sytuacja wymaga innych rozwiązań. Nadto przecież słusznym jest, by iść za własnym rozwiązaniem, bo tak dokładnie zrobiłaby „większość”.

Nadto jest też problem przyzwyczajenia: jesteśmy tak przyzwyczajeni do słów Ewangelii, również gdy są one wymagające, jak te dzisiejsze, że nie potrafimy wejść w autentyczne słuchanie. Nie słyszymy ich tak naprawdę: nie niepokoją nas i nie przeszywają naszych serc. Jesteśmy gotowi traktować je, jak piękną ewangeliczną poezję z przeszłości, z pewnością do podziwiania, zdolną nawet nas wzruszyć, ale która nie wydaje się tak realna i aktualna, by angażowała nas, by urzeczywistniać ją i nią żyć. Nasze sytuacje, tak często myślimy, wymagają innych rozwiązań.

Zaproponujmy sobie w tej chwili małe ćwiczenie umysłowe i duchowe, aby otworzyć się na przyjęcie słowa Ewangelii, które dopiero co zostało odczytane, pozwalając w ten sposób, by mogło ono przeszyć nasze serce. Spróbujmy posłuchać słów Jezusa w sposób bardzo osobisty, jakby zostały wypowiedziane w pierwszej osobie: jakby Jezus mówił tylko do mnie! Spróbujmy sobie wyobrazić, że nasz kościół, w którym się teraz znajdujemy, jest górą, gdzie Jezus naucza. Że jesteśmy obecni osobiście na górze. Spróbujmy znaleźć się jak najbliżej Niego, aby móc mówić i rozmawiać w intymności z Nim, by spontanicznie wyrazić nasze wątpliwości, podczas gdy słuchamy tego, co do nas mówi.

Jezu, jako pierwszy, szuka mnie w tłumie i zbliża się do mnie. Patrzy mi w oczy, przenika do głębi całą historię mojego życia, również tę najnowszą, widzi moje radości i moje bóle, moje pretensje, poczucie niesprawiedliwości, co dopiero doznanej, rany spowodowane słowami jakiegoś mojego nieprzyjaciela. Patrzy na mnie z miłością i mówi: znam dobrze twoje troski, trudności w relacjach z sąsiadami, w rodzinie, we wspólnocie, twoje niełatwe relacje w pracy.

Czy słyszałeś, że kiedyś zostało powiedziane: oko za oko? Wiem, że także w twoim wnętrzu może wybuchać krzyk Lameka, syna Kaina: gotów jestem zabić człowieka dorosłego, jeśli on mnie zrani, i dziecko, jeśli mi zrobi siniec (Rdz 4, 23). Oczywiście, że ty nie chcesz literalnie naśladować szaleństwa Lameka…, ale ile razy nie zdołałeś zatrzymać twojego „słowa zemsty”, nie przerwałeś na czas wrogiego i złego myślenia przeciw bliźniemu, gestu przemocy wyobrażonej i popełnionej w sercu, aby spróbować „uregulować” rachunki z kimś, kto zachowywał się wobec ciebie w sposób brzydki i zły.

Rozumiem cię: doznana niesprawiedliwość, a jeszcze bardziej oszczerstwo, prowokuje zawsze silny ból i złość, gniew, który jest jeszcze bardziej intensywny, jeśli doznane zło zostało wyrządzone przez osobę tak bardzo kochaną. Ale zobacz, mówię ci to z całą miłością, jaką mam względem ciebie: „regulowanie” rachunków, odwzajemnianie w ten sam sposób, to nie uspokoi twojego gniewu, nie rozwiąże twojego problemu, nie usunie twojego bólu, nie uleczy relacji z twoim sąsiadem.

Proszę cię, byś spróbował innego rozwiązania: jeśli ktoś uderzy cię w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Wydaje ci się to szaleństwem? Tak, to jest szaleństwo, ale szaleństwo miłości. Powinieneś wiedzieć, że są tylko dwa rozwiązania, trzecie nie istnieje (!): albo szaleństwo miłości, albo szaleństwo przemocy. Aby wybrać szaleństwo miłości trzeba być odważnym. Teraz więc, proszę cię, nie bój się rozbroić się. Wiem, że natychmiast pojawi się w twoim umyśle myśl, że to, o co cię proszę, jest biernością słabego, głupią, a może nawet chorobliwą. Ale to nie jest prawdą! Jest dokładnie przeciwnie: to będzie z twojej strony inicjatywa zdecydowana i odważna. Kiedy mówię: nadstaw prawy policzek temu, kto się uderzył, chcę powiedzieć: zachowaj ty ocal relację, ty zrób pierwszy krok, wybaczając, zaczynając od nowa, łatając odważnie tkaninę życia ciągle rozdzieraną przez przemoc (por. E. Ronchi).

Prawdopodobnie wielu ci powie, że chrześcijaństwo jest religią niewolników, którzy skłaniają głowę i nie reagują; że jest moralnością słabych, która neguje radość życia. Jednak jest dokładnie na odwrót! Ten, kto pozwala się porwać przez przemoc, w jakiejkolwiek jej formie, wkrótce stanie się jej niewolnikiem. I ta niewola będzie rosła coraz bardziej z dnia na dzień. Droga natomiast, którą ja ci proponuję, jest religią człowieka w pełni wolnego; będziesz jak król; będziesz panem swoich wyborów wobec zła, zdolnym przerwać spiralę zemsty i tworzyć nowe reakcje, poprzez kreatywność miłości, która pomija plany, nie odpłaca tą samą monetą, narusza reguły, ale potem czyni szczęśliwym.

Jeśli po tym, co ci powiedziałem, wciąż jeszcze chcesz na poważnie Mi zaufać, posłuchaj Mnie jeszcze trochę. Muszę ci jeszcze powiedzieć coś, co jest jeszcze trudniejsze, ale co jest właśnie tym, co może uratować pokój w świecie, może uratować twoją rodzinę, twoją wspólnotę. Wiesz dobrze, że dziś wcale nie mało jest takich, którzy przestrzegają zasady obecnej w Starym Testamencie: „Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził”. Wydaje się czymś logicznym i słusznym podążać za tym sposobem rozumowania. Być może ty sam doznałeś podobnej pokusy, gdy zostałeś poważnie zraniony przez kogoś, kto cię nieustannie dręczy albo nawet cię prześladuje.

Ale Ja ci powiadam: miłuj twoich nieprzyjaciół. To jest prawdziwa Dobra Nowina, która będzie bronić twojego życia. Cała Ewangelia jest tutaj: miłuj twoich nieprzyjaciół, w przeciwnym razie zniszczycie się wzajemnie. W przeciwnym razie zwycięstwo będzie zawsze po stronie najgwałtowniejszego, najbardziej uzbrojonego, najbardziej okrutnego. Ale tak rozpoczynają się wojny, które nie mają końca w ludzkich sercach, w rodzinach, we wspólnotach, w społeczeństwach, w świecie. Ile razy sprawdziła się w twoim życiu ta gorzka prawda, że przemoc wywołuje przemoc, jak niekończący się łańcuch. Spójrz na Mnie przybitego do krzyża: Ja wybrałem: przerwać przemoc. Nie odpowiadać innym tym, czego doznałem. I właśnie w ten sposób czynię siebie wolnym i czynię innych wolnymi od przemocy. Bezwarunkowa miłość uczyni cię naprawdę szczęśliwym i przyniesie pokój twojemu sercu, twojemu domowi.

Wiem dobrze, że to, o co cię dziś proszę, jest czymś trudnym, ale w tej propozycji nie ma nic abstrakcyjnego i dalekiego: to coś realnego, z całym konkretem życia na ziemi, który pachnie domem, chlebem, spotkaniami. Ale chciałbym ci powiedzieć, że to, co powiedziałem, nie jest jakimś obowiązkiem, nie jest tylko przepisem do zachowania, ale jest darem, jest ofertą mocy, transmisji mocy ode Mnie do ciebie, boskiej energii, ponieważ jesteś synem, córką Ojca twojego, który sprawia, że słońce wschodzi nad dobrymi i nad złymi.

Zachęcam cię dziś, byś wzywał Ojca mego, aby móc mieć pewnego dnia serce podobne do Jego serca, te same co On uczucia, Jego doskonałość.

Zobaczysz: nadejdzie dzień, kiedy twoje serce, które podjęło tyle wysiłku, aby nauczyć się miłości, będzie sercem samego Boga, a wtedy będziesz zdolny do miłości, która trwa wiecznie.

Posłuchaj na koniec kobiety, wspaniałej osoby, która kiedyś dała się przekonać Moim słowom, tym samym, które dziś usłyszałeś, kiedy głosiłem kazanie na górze. Przeżyła życie pełne poświęcenia dla innych, a przez to bardzo piękne. Była kobietą pokoju, umiłowaną przez wielu. Posłuchaj jej:

„Jezus nam powiedział: ‘Abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem’ (J 13,34) – słowa te powinny być dla nas nie tylko światłem, ale także płomieniem pochłaniającym egoizm, egoizm bowiem nie pozwala rozwinąć się świętości. Jezus umiłował nas do końca, do samego krańca miłości, do Krzyża. Miłość musi płynąć z naszego wnętrza, z naszej jedności z Chrystusem, musi być wylaniem naszej miłości do Boga. Miłość powinna być dla nas czymś tak oczywistym, jak życie i oddychanie – dzień po dniu, aż do śmierci. Aby zrozumieć i praktykować to wszystko, potrzebujemy wiele modlitwy, modlitwy, która jednoczy nas z Bogiem i stale popycha ku innym. Ten, kto jest bardziej zjednoczony z Bogiem, bardziej miłuje bliźniego” (Matka Teresa z Kalkuty). Amen.

Krzysztof Wons SDS

 

Due soluzioni:
o la follia dell’amore, o la follia della violenza!
*

 

l'omelia - VII domenica del tempo ordinario (anno A) - 19 febbraio 2017
Lv 19, 1-2.17-18; Sal 102; 1 Cor 3, 16-23; Mt 5, 38-48

 

E’ ormai la quarta domenica consecutiva nella quale Gesù continua la sua catechesi sulla montagna spiegandoci le beatitudini. Oggi in particolare si tratta (Matteo 5,38-48) di quella formulata come "Beati i miti", cioè beati quanti non usano violenza, neppure nell'intento di affermare un proprio presunto diritto.

Non c’è dubbio: quello che Gesù sta dicendo oggi doveva preoccupare molto gli ascoltatori presenti sulla montagna. Sono sicuro che non pochi tra loro sentivano il forte battere del loro cuore e la pressione che si alzava con il crescere di una tensione interiore ... forse addirittura ira. Ma ammettiamo con sincerità: noi stessi, qui e oggi, anche se abbiamo già ascoltato tante volte queste parole così esigenti, non siamo pronti ad accettare senza riserve tutto quello che ci dice Gesù.

Si, siamo pronti ad ammettere tuto ciò che Lui ci dice, ma solo fino ad un certo momento: cioè fino a quando queste parole non ci toccano direttamente nelle situazioni concrete della nostra vita personale. Allora spesso incominciamo a scusarci, convinti che la nostra situazione richieda altre soluzioni. E poi del resto è giusto seguire la propria soluzione, perché così appunto farebbe la “maggioranza”.

Poi c’e anche il problema dell’abitudine: siamo così assuefatti alle parole del Vangelo, anche quando sono esigenti come quelle di oggi, che non riusciamo a viverne un ascolto autentico. Non le sentiamo veramente: non ci inquietano e non trafiggono i nostri cuori. Siamo pronti a trattarle come una bella poesia evangelica del passato, certo da ammirare, capace persino di commuoverci, ma che non ci sembra poi così reale ed attuale da impegnarci per realizzarla e viverla. Le nostre situazioni, così delle volte pensiamo, esigono altre soluzioni.

Proponiamoci in questo momento un piccolo esercizio mentale e spirituale per aprirci ad accogliere la parola del Vangelo che è appena stata letta, lasciando così che essa possa trafiggerci il cuore. Cerchiamo di ascoltare le parole di Gesù in modo assai personale, come pronunciate in prima persona: come se Gesù parlasse solo a me! Proviamo ad immaginarci che la nostra chiesa in cui ci troviamo adesso sia la montagna dove Gesù sta insegnando. Siamo presenti di persona sulla montagna. Cerchiamo di trovarci il più possibile vicino a Lui, così da poter parlare e dialogare intimamente con Lui, per esprimere spontaneamente i nostri dubbi mentre stiamo ascoltando ciò che ci dice.

Gesù, per primo, mi sta cercando nella folla e si avvicina a me. Mi guarda negli occhi, vede fino in fondo tutta la storia della mia vita, anche quella recentissima, vede le mie gioie e i miei dolori, le mie pretese, il senso di ingiustizia appena subita, le ferite causate dalle parole di qualche mio nemico, mi guarda con amore e mi dice: conosco bene le tue preoccupazioni, le difficoltà nelle relazioni con i tuoi vicini, nella famiglia, nella comunità, i tuoi rapporti non facili nel lavoro.

Hai inteso che una volta fu detto: occhio per occhio? So che anche dentro di te può scoppiare il grido di Lamec, figlio di Caino: ho ucciso un uomo per una mia scalfittura e un ragazzo per un mio livido (Gen 4,23). Certo tu non vuoi seguire a lettera la follia di Lamec..., ma quante volte non sei riuscito a fermare la tua “parola di vendetta”, non hai interrotto in tempo il pensiero ostile e cattivo contro il prossimo, il gesto di violenza immaginato e commesso nel cuore, per cercare di “regolare” i conti con chi si è comportato verso di te in modo brutto e cattivo.

Ti capisco: l’ingiustizia subita, e ancor di più una calunnia, provoca sempre un forte dolore e la collera, una rabbia che è ancora più intensa se poi il male subito viene dalla persona tanto amata. Ma vedi, ti dico con tutto il mio amore per te: “regolare” i conti, ricambiare nello stesso modo, questo non calmerà la tua rabbia, non risolverà il tuo problema, non toglierà il tuo dolore, non farà guarire la relazione con il tuo vicino.

Ti chiedo di provare un’altra soluzione: se uno ti dà uno schiaffo sulla guancia destra, tu porgigli anche l'altra. Ti sembra una follìa? Si, è una follia, ma la follìa dell’amore. Devi sapere, che ci sono solo due soluzioni, la terza non esiste (!): o la follia dell’amore, o la follia della violenza. Per scegliere la follia dell’amore è necessario essere coraggioso. Allora, ti chiedo, non avere paura di disarmarti. Lo so, subito ti si affaccerà alla mente il pensiero che quello che ti sto chiedendo è la passività del debole, stupida se non addirittura morbosa. Ma non è vero! E’ proprio al contrario: questa sarà da parte tua una iniziativa decisa e coraggiosa. Quando dico: porgi la guancia destra a chi ti dà uno schiaffo, vuol dire: salva tu la relazione, fa' tu il primo passo, perdonando, ricominciando, rattoppando coraggiosamente il tessuto della vita continuamente lacerato dalla violenza (cf. E. Ronchi).

Probabilmente molti ti diranno che il tuo cristianesimo è una religione di schiavi che abbassano la testa e non reagiscono; che è la morale dei deboli, che nega la gioia di vivere. Ma è proprio a rovescio. Chi si lascia prendere dalla violenza, in qualsiasi sua forma, diventerà presto il suo schiavo. E la sua schiavitù crescerà sempre più grande di giorno in giorno. La strada che io ti propongo è invece la religione dell’uomo totalmente libero; sarai come un re; sarai il padrone delle proprie scelte davanti al male, capace di interrompere la spiràle della vendetta e di inventare reazioni nuove, attraverso la creatività dell'amore, che fa saltare i piani, non ripaga con la stessa moneta, scombina le regole, ma poi rende felici.

Se dopo ciò chi ti ho detto vuoi ancora sul serio fidarti di Me, allora ascoltami ancora un pò. Devo ancora dirti la cosa ancora più difficile, ma è proprio questa che può salvare la pace nel mondo, puo salvare la tua famiglia, la tua comunità. Sai bene che oggi non pochi seguono un principio che era presente nell’Antico Testamento: “Amerai il prossimo e odierai il nemico”. Sembra logico e giusto seguire questo modo di ragionare. Forse tu stesso hai subito una simile tentazione dopo essere stato gravemente ferito da qualcuno che ti tormenta continuamente o che persino ti perseguita.

Ma io ti dico: ama i tuoi nemici. Questa è la vera Buona Novella, che difenderà la tua vita. Tutto il Vangelo è qui: ama i tuoi nemici, altrimenti vi distruggerete a vicenda. Altrimenti la vittoria sarà sempre del più violento, del più armato, del più crudele. Ma così nascono le guerre che non hanno fine nei cuori umani, nelle famiglie, nelle comunità, nelle società, nel mondo. Quante volte si è verificata nella tua vita questa verità amara, che violenza produce violenza come una catena infinita. Guarda me inchiodato sulla croce: Io ho scelto di spezzare la violenza. Di non replicare su altri ciò che ho subito. Ed è così che mi libero e libero gli altri dalla violenza. L’amore senza condizioni ti farà veramente felice e porterà la pace al tuo cuore, alla tua casa.

So bene che ciò che oggi ti chiedo è qualcosa di difficile, ma in questa proposta non c’è niente di astratto e di lontano: sono cose reali, con tutta la concretezza della vita terrestre che profuma di casa, di pane, di incontri. Ma vorrei dirti, che ciò che ti ho detto non è un dovere, non sono solo precetti da osservare, ma è un dono, è l’offerta di un potere, la trasmissione da Me a te di una forza, di una energìa divina, perché sei il figlio, la figlia del Padre tuo che fa sorgere il sole sui buoni e sui cattivi.

Ti incoraggio oggi ad invocare il Padre mio, per poter avere un giorno il cuore simile al suo cuore, gli stessi suoi sentimenti, la sua perfezione.

Vedrai: verrà il giorno in cui il tuo cuore, che ha fatto tanta fatica a imparare l'amore, sarà il cuore stesso di Dio e allora sarai capace di un amore che rimane in eterno.

Ascolta alla fine una donna, persona splendida, che una volta si è lasciata convincere delle Mie parole, quelle stesse che hai udito oggi mentre stavo predicando sulla montagna. Ha passato una vita piena di dedizione agli altri, e per questo molto bella. Fu una donna della pace, amata da molti. Ascoltala:

“Gesù ci ha detto “Amate vi gli uni gli altri come io vi ho amato”. Queste sue parole non dovrebbero essere solo luce per noi, ma una vera fiamma che consuma l’egoismo che ci impedisce di crescere in santità. Gesù ci ha amato fino alla fine , fino all’estremo dell’amore, fino alla croce. Questo amore deve procedere dall’interno, dalla nostra unione con Cristo. Deve essere la sovrabbondanza del nostro amore per Dio. Amare deve essere per noi così naturale come vivere e respirare, giorno dopo giorno, fino alla morte. Per capire e praticare tutto questo abbiamo bisogno di molta preghiera, di una preghiera che ci unisca a Dio e ci spinga continuamente verso gli altri. Chi è più unito a Dio, più ama il suo prossimo (Madre Teresa di Calcutta). Amen.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------
* homilia wygłoszona w języku włoskim
w kościele kamedułów w Rocca di Garda
tłumaczenie z języka włoskiego: PSz/RZ
---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl