O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Boże, utwierdź naszą nadzieję, że i my wejdziemy do nieba!


Boże, utwierdź naszą nadzieję,
że i my wejdziemy do nieba!

homilia - uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego (rok A), 28 maja 2017 r.
Dz 1, 1-11; Ps 47, 2-3.6-9; Ef 1, 17-23; Mt 28, 16-20

 

 

Rozpocznijmy od słów prefacji, które za chwilę usłyszymy: „wstępując do nieba, nie porzucił nas w ludzkiej niedoli, lecz jako nasza Głowa wyprzedził nas do niebieskiej ojczyzny, aby umocnić naszą nadzieję, że jako członki Mistycznego Ciała również tam wejdziemy”. Te słowa pięknie wyrażają misterium dzisiejszej uroczystości. Tym, co dziś szczególnie mnie w nich porusza, jest sformułowanie „członki Mistycznego Ciała”. Te słowa przypominają nam naszą tożsamość, w którą wpisana jest przynależność do wspólnoty. Kontemplacja Jezusa, który wstępuje do nieba, kontemplacja „naszej Głowy”, ma nam przypomnieć, że jesteśmy Ciałem, że jesteśmy członkami Mistycznego Ciała. Podobny akcent jest obecny w kolekcie. Prosimy dziś: „Wszechmogący Boże, … utwierdź naszą nadzieję, że my, członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa, połączymy się z Nim w chwale”.

Słowa z liturgii uwrażliwiają nas na to, żebyśmy nie myśleli i nie żyli jak indywidualiści, – zatroskani jedynie o to, by sami dostali się do nieba, zapominając o innych, szybciej od nich albo ich „kosztem” –, ale jak osoby tworzące wspólnotę. To okazja i zaproszenie, by odnaleźć się w organizmie Kościoła. Odruchowo chciałoby się może powiedzieć, że to okazja, by odnaleźć się w „żywym organizmie Kościoła”, ale świadomie przed chwilą opuściłem słowo „żywy”. Oczywiście, że Kościół jest żywym organizmem, ale może trzeba w nim zobaczyć również komórki jakby „obumarłe”, członki „chore”, „zainfekowane” czy „ropiejące”. I trzeba zobaczyć te cierpiące komórki, ale nie z perspektywy faryzeusza, który modli się: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik” (Łk 18, 11). Bo jak jakaś komórka żywego organizmu, złożonego z wielu komórek, nawet jeśli jest zdrowa i zwłaszcza wtedy, gdy jest zdrowa, może mówić: „dziękuję, że nie jestem jak tamta chora komórka”? Zdrowe komórki, jeśli naprawdę są zdrowe i zdrowo reagują, współodczuwają z chorymi i troszczą się o nie.

Z takiej perspektywy odnieśmy się do czytań. Przyjrzymy się najpierw, z jaką wspólnotą mamy do czynienia w opowiadaniu z Dziejów Apostolskich. Jaka jest kondycja tej wspólnoty. To uczniowie, a owszem, zapatrzeni w niebo, ale jeszcze bardzo mocno „zainfekowani” mesjanizmem politycznym. „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?”. Ich pytanie jest jak echo słów rozczarowanych uczniów idących do Emaus: „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela” (Łk 24, 21), którzy – mówił w ubiegłą środę papież – „żywili nadzieję czysto ludzką, która teraz się rozsypywała w kawałki”. Pomyślmy, ile w nas jest ludzkich nadziei, oczekiwań, tęsknot, głodów, by nie powiedzieć, że również pożądań, żądz?

Jaki obraz wspólnoty wyłania się z ostatnich wersetów Ewangelii wg św. Mateusza? Już pierwsze słowo wyrywa ze świętego spokoju: „Jedenastu”. To wspólnota, – ośmielę się powiedzieć, że „zdziesiątkowana” –, w której kogoś brakuje. W tym tygodniu natrafiłem w sieci na krótkie nagranie wypowiedzi bpa Grzegorza Rysia: „Ile razy czytam słowo i dochodzę do Judasza, … myślę o sobie. Nie potrafię przeczytać tekstu o Judaszu w spokojny sposób. Ja nie ma żadnej pewności co do siebie samego (…) Jezus mówi na ostatniej wieczerzy: ‘Jeden z was Mnie zdradzi’. My byśmy chcieli mówić, że on nie jest nasz, że nie jest z nas. On jest z nas. Pewni to my możemy być miłości Boga do nas, ale swojej do Niego…?” . A więc przyszło na górę Jedenastu. „A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili”. Adorowali targani wątpliwościami. I z tekstu możnaby wyczytać, że linia podziału na adorujących i wątpiących szła między nimi, że część z nich wierzyła, a inni wątpili. A może nie? A może linia podziału, to pęknięcie między wiarą i wątpliwością, szło przez środek ich serc. Może takie pęknięcie idzie przez środek naszych serc?

My dziś jako taka właśnie, a nie inna, wspólnota wpatrujemy się w Jezusa wstępującego do nieba! I jako taka wspólnota mamy nadzieję. Bóg dziś chce „umocnić naszą nadzieję, że jako członki Mistycznego Ciała również tam wejdziemy”. I o utwierdzenie takiej nadziei prosimy dziś Boga: „utwierdź ją w nas!”. Prosimy o nadzieję może wbrew beznadziei, która czasem może jak w sercu Judasza, czai się i w naszych sercach. Prosimy o utwierdzenie nadziei nie jedynie ludzkiej, ale chrześcijańskiej. Jaka to nadzieja? Skorzystajmy ze słów papieża Franciszka z ostatniej audiencji środowej (24 V 2017). To była kolejna z katechez o nadziei chrześcijańskiej. „Kto bierze do rąk księgę Boga, nie napotka w niej historii łatwego heroizmu czy błyskotliwych kampanii podboju. Prawdziwa nadzieja nigdy nie jest tanią nadzieją: przechodzi zawsze przez porażki. Nadzieja tych, którzy nie cierpią, może wcale nie jest nawet nadzieją. Bóg nie chce być kochany w ten sposób, jak kocha się jakiegoś wodza, który pociąga swój lud do zwycięstwa unicestwiając [topiąc] we krwi swoich przeciwników. Nasz Bóg jest wątłym światłem [delikatnym płomieniem], palącym się w dzień zimny i wietrzny, i chociaż Jego obecność w tym świecie wydaje się krucha, wybrał On miejsce, którym wszyscy pogardzamy” . Jezus jest z nami aż do skończenia świata pośród trudnych wydarzeń zewnętrznych czy uwarunkowań wewnętrznych, które są naszym udziałem. Jego obecność rodzi i umacnia naszą nadzieję.

Jezus obiecuje nam pomoc. I jest coś we wszystkich trzech czytaniach dzisiejszych, co jest jak ich wspólny mianownik. To moc Boga, władza Boga! Jezus mówi o sobie: „Dana mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi” (Mt). Wstępując do nieba mówi o „władzy”, którą ma Ojciec i obiecuje uczniom „moc” Ducha Świętego! (Dz). A św. Paweł życzy: „Niech Bóg da wam, światłe oczy serca, byście poznali czy jest (…) przeogromna moc względem nas wierzących…” (Ef). Ta moc Boża, wszechwładza i wszechmoc Boga, ujawniła się w zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu Jezusa. To ona również nas podnosi z martwych i dźwiga nas aż do nieba! To ona nas winduje! Nie ma innej „windy” do nieba, poza miłością Boga! I jeszcze raz powtórzmy, ona chce dźwigać nas wszystkich stanowiących Mistyczne Ciało Chrystusa.

Mówił św. Ambroży: „Tylko ten ma uczestnictwo w Chrystusie, kto pozostaje zjednoczony ze wszystkimi członkami Jego Ciała. Bogaty nie mówi do ubogiego: ‘nie jesteś mi potrzebny’. Silny nie mówi tak do słabego. Mądry nie mówi tak do nieumiejącemu… Stanowi on bowiem część Ciała Chrystusa, którym jest Kościół. Musi on wiedzieć, że ci, którzy w Kościele wydają się słabi, biedni, niemądrzy, tak jak i grzesznicy, muszą być otoczeni większym szacunkiem i jeszcze bardziej gorliwymi staraniami. Tylko wtedy będzie mógł powiedzieć: ‘Jestem z tych, co boją się Pana’. Powinien on współczuć z takimi ludźmi niż okazywać im znudzenie; powinien cierpieć z tymi, którzy cierpią, by rzeczywiście nauczyć się, że wszyscy jesteśmy jednym Ciałem, o różnych współzależnych członkach”.

Kontemplujmy Jezusa, naszą Głowę, wstępującego do nieba, i prośmy Boga: „utwierdź naszą nadzieję, że my, członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa, połączymy się z Nim w chwale”. Pozwólmy, by moc Miłości przemieniała nasze życie i by dzięki temu w nas i tu na ziemi, było mniej piekła, a więcej nieba.

 

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------
Homilia wygłoszona we wspólnocie
Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła w Krakowie
---------------------------------------------------------------------

 

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl