O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ćwiczenia Ignacjańskie 14-22 sierpnia 2017 - homilie cz. 2


Ćwiczenia Ignacjańskie
14-22 sierpnia 2017

homilie – część pierwsza
14-16 sierpnia 2017
>>>.

homilie – część trzecia
20-22 sierpnia 2017
>>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ DRUGA -
17-19 sierpnia 2017

---------------------------------------------------------------------

………
homilia – święto św. Jacka - patrona archidiecezji krakowskiej i Krakowa, 17 sierpnia 2017 r.
Iz 61, 1-3a ; Ps 40, 2.5.7-10; Mk 1, 14-20

„Wypowiedzieliśmy piękne ‘oto Słowo Pańskie’, mając na uwadze, że słowo, które jest nam dane, jest nam dane na dziś i na czas rekolekcji, na ten konkretny dzień. (…) Chciałbym, żeby zostały nam z tej refleksji takie trzy ‘perełki’, trzy ‘perły’ dla każdego z nas, czyli coś ważnego dla każdego z nas. Z pierwszego czytania – pierwsza ‘perła’. Zatrzymało mnie pierwsze zdanie: ‘Duch Pana nade mną’. Do kogo jest skierowane to orędzie? Do kogo Bóg kieruje to ‘Duch Pana nade mną’? Najpierw do samego proroka, oczywiście. Pamiętamy z Ewangelii wg św. Łukasza, że Jezus przyjął to słowo jako skierowane do siebie (…). Ale myślę, moi drodzy, że możemy, a nawet powinniśmy odczytać to słowo jako skierowane do nas (…)”

Piotr Kwiecień CM
(fragment homilii)

---------------------------------------------------------------------

………
homilia – piątek 19. tygodnia zwykłego (rok I), 18 sierpnia 2017 r.
Joz 24, 1-13; Ps 136, 1b.2a.3.16a.17a.18.21a.22a.24; Mt 19, 3-12

„‘Sławmy na wieki miłosierdzie Pana!’. To nie tylko powtarzany w tej liturgii refren, ale to modlitwa naszych serc, która wielokrotnie płynie w czasie tych przeżywanych przez nas ćwiczeń i w całym naszym życiu. Bo patrząc na nasze życie i powołanie w świetle słowa Bożego, także przed chwilą przywołanego słowa, jesteśmy w stanie odnaleźć coś, co przynagla nas, by sławić miłosierdzie Pana. Jozue, przemawiający do ludu, ukazuje mu działanie Boga na poszczególnych etapach dziejów Izraela. Jezus Chrystus wskazuje na najbardziej zasadniczy temat ludzkiego życia, jakim w zamyśle Boga są drogi te drogi miłości w małżeństwie, dziewictwie, służbie Bogu i ludziom, w różnych wspólnotach, którym Bóg daje istnienie. Ten sam Pan Bóg kieruje też naszą historią życia, historią osobistą, rodzinną i społeczną. (…)”.

ks. Franciszek Rząsa
(fragment homilii)

---------------------------------------------------------------------

Jak wierzący ojcowie przynieście dzieci do źródła Życia!
homilia – sobota 19. tygodnia zwykłego (rok I), 19 sierpnia 2017 r.
Joz 24, 14-29; Ps 16, 1b-2a.5.7-8.11; Mt 19, 13-15

W Ewangelii słyszymy najpierw informację: „Przynoszono do Jezusa dzieci, aby położył na nie ręce i pomodlił się za nie”. Później wsłuchujemy się w słowa Jezusa: „Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie”. Wyobraźmy sobie to wydarzenie! Tak mógłby nas zachęcić św. Ignacy. Wyobrażam więc sobie „dzieci”. Wyobrażam sobie „małe dzieci”, a nawet „dzieciątka” przynoszone do Jezusa, bo takie właśnie jest znaczenie użytego tu słowa greckiego „paidia” - małe dzieci, dzieciątka. I orientuję się, że stoję z boku przyglądając się spotkaniu Jezusa i dzieciątek. Słucham opowiadania ewangelicznego jakby ono mówiło o kimś innym, tymczasem jest to słowo do nas, ale nie tylko do nas, bo również o nas. Po swoim zmartwychwstaniu, nad Jeziorem Galilejskim, Jezus takim właśnie słowem gr. „paidia” (dzieci, małe dzieci) określi uczniów łowiących bezowocnie ryby.

Spróbujmy więc zaangażować się w to wydarzenie i jednak zobaczyć tam siebie. Nie zdziwiłbym się, gdybyśmy teraz w sobie zauważyli reakcje i myśli podobne do tych, które w rozmowie z Jezusem ujawnił Nikodem: „Jakżeż może się człowiek narodzić, będąc starcem? Czyż człowiek może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się? Jakżeż się to może stać?” (J 3, 4.9). Jestem człowiekiem dorosłym, więc jak mogę być przynoszony do Jezusa, aby On położył na mnie ręce i pomodlił się za mnie? W tej propozycji nie chodzi o to, byśmy się stawali infantylni w wierze i w relacji z Jezusem czy z ludźmi. Gdy chodzi o wiek, nie jesteśmy dziećmi. Przypomnijmy, że św. Paweł w pewnym momencie przestrzega chrześcijan z Koryntu: „bracia, nie bądźcie dziećmi [gr. „paidia”] w sposobie waszego myślenia, lecz bądźcie jak niemowlęta, gdy chodzi o rzeczy złe; w myśleniu bądźcie dojrzali [gr. „teleioi”]!” (1 Kor 14, 20). Jesteśmy dziećmi Bożymi, nazywamy Boga „Abbą”. Tak również nazywał Boga Jezus w Ogrodzie Oliwnym. Był dojrzałym mężczyzną. W swoim człowieczeństwie w pełni dojrzał i jako dojrzały mężczyzna w pełni zaangażował się w realizację Ojcowskiego planu zbawienia ludzkości. Chrześcijanin, dojrzałe dziecko Boże, ma dorastać w miłości ofiarnej do tego właśnie momentu, by jak Jezus w Ogrójcu mówić do Boga: „Tato!”. Dojrzałe dziecko Boże nie tylko otrzymało życie od Boga i dlatego jest dzieckiem Bożym, ale dojrzałe dziecko Boże to otrzymane od Boga życie bierze w swoje ręce i oddaje je Ojcu i swoim braciom; oddaje do dyspozycji! Dojrzałe dziecko Boże nie jest skupione na sobie, ale jest skupione na realizacji planu Ojca.

Pomyślałem więc, żebyśmy dziś skorzystali z trzech sytuacji, w których do Jezusa przychodzą ojcowie (tak się składa, że chodzi o trzech mężczyzn, trzech ojców), prosząc Jezusa, by uzdrowił ich dziecko. W tych trzech sytuacjach w oryginale Ewangelii występuje słowo gr. „to paidion” (małe dziecko, dzieciątko), ale jest to zrozumiałe, bo przecież rodzic, niezależnie od liczby lat dziecka, często zwraca się do dziecka zdrobniale. Najpierw jest to Jair, przełożony synagogi, który prosi Jezusa, by przyszedł i uzdrowił jego dwunastoletnią córkę, która jak wiemy umarła. Jezus przychodząc do domu powie o niej: „dziecko nie umarło, tylko śpi”, a potem w obecności rodziców i swoich uczniów, wziął to „dziecko”, tę dziewczynkę za rękę, i wskrzesił: „Talitha kum! Dziewczynko, mówię ci, wstań!” (Mk 5, 21-24.35-42). Zwróćmy uwagę, że tu ojciec jest przełożonym synagogi. Możemy się domyślać, że jest człowiekiem modlącym się Słowem i przychodzi do Jezusa, niejako przynosząc swoją córkę, i w spotkaniu z Jezusem na modlitwie walczy o swoją córkę.

Tu zrobimy mamy przeskok do Ewangelii wg św. Jana, żeby zobaczyć innego ojca, o którym wiemy tylko tyle, że jest urzędnikiem królewskim. Nie wiemy nic o jego pobożności, ale wiemy, że ma ojcowskie i pełne troski serce. Mieszka w Kanie Galilejskiej, gdzie Jezus na weselu przemienił wodę w wino. Być może, jak mówi Jezus, jest skoncentrowany na cudach i znakach, być może jego wiara i relacja z Jezusem są niedojrzałe, ale przychodzi do Jezusa, by prosić za umierającego syna: „Panie przyjdź, zanim umrze moje dziecko [gr. „to paidion mou”]” (J 4, 49). Ileż w tej prośbie zaangażowania! Potem, jesteśmy świadkami pełnej wiary reakcji tego ojca. Wierzy słowu Jezusa: „idź, syn twój żyje” i wraca do domu. I w tych trudnych okolicznościach, jak choroba dziecka, dojrzewa wiara jego i wiara całej jego rodziny.

I wreszcie, trzecia sytuacja. Tym razem nic nie wiemy na temat, kim był ojciec. Ewangelista więcej uwagi poświęca cierpiącemu synowi, który był opętany. Choć dziś to słowo „opętany” usłyszałem inaczej, a mianowicie „spętany”. Chłopiec był „spętany” przez ducha niemego. W tym kontekście pomyślałem o sytuacji kogoś, jakiegoś dziecka, które przez wiele, a może nawet przez bardzo wiele lat, nie mówi. Nie mówi, bo nie znajduje słów. Nie mówi, bo nie znajduje odwagi. I często konsekwencje grzechu, grzechu innych, a nie jego grzechu, niejako „pętają” mu język. Ojciec tego chłopca, epileptyka, przez lata przygląda się jego cierpieniu. Przez lata patrzy na jego cierpienie i nie potrafi mu zaradzić. Posłuchajmy tego ojca mówiącego o synu: „ma ducha niemego. Ten, gdziekolwiek go pochwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje” (Mk 9, 17-18). I znów, można by w tym widzieć opętanie, ale można też dostrzec dramatyczne konsekwencje doświadczonych grzechów czy ran: autoagresję i bezsilność. Chłopcem również w obecności Jezusa rzuca. A nawet tarza się on z pianą na ustach. Jezus go uwalnia i daje mu na nowo życie!

Dziś widzimy, że kiedy do Jezusa przynoszone są dzieci uczniowie Jezusa „szorstko zabraniają” albo „karcą”. Jest w nich jakby gniew, agresja, która – powiedzmy sobie –, że często towarzyszy bezsilności. Co my, ludzie, możemy zrobić dla tych, którzy są ciężko chorzy, w stanie agonalnym albo którzy już umarli? Co my, ludzie, możemy zrobić dla kogoś, kto od wielu lat jest „spętany” niemotą, poraniony autoagresją? Jezus odpowiada: „Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie!”. Bądźcie jak prawdziwi ojcowie, jak ci, którzy pragną życia dla swoich dzieci! Przynieście ich w wierze do źródła Życia! Bo Abba, czyli Tato, chce się nimi zatroszczyć! Drodzy, w kolejnych godzinach i dniach ćwiczeń prośmy o wiarę. O wiarę Jezus prosił Jaira: „Nie bój się, wierz tylko!” (Mk 5, 36). Do wiary wychowywał urzędnika królewskiego: „Jeżeli nie zobaczycie znaków i cudów, nie uwierzycie (…). Idź, syn twój żyje” (J 4, 48.50). A jeśli masz jakieś wątpliwości, módl się razem ojcem epileptyka: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” (Mk 9, 24). Przynieśmy Bogu siebie przez wiarę!

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl