O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Świadectwo: Nie chodziło mi wcale o wiersze, tylko o to, żeby ...


Nie chodziło mi wcale o wiersze,
tylko o to, żeby być z Tatą!

ŚWIATŁO Z IV TYGODNIA ĆWICZEŃ IGNACJAŃSKICH

 

 

Nazywam się Maria, jestem siostrą zakonną. Chciałabym podzielić się z Wami jednym z wielu świateł, którym Pan Bóg mnie obdarował podczas czwartego tygodnia przeżywanych przeze mnie Ćwiczeń Ignacjańskich.

Przyjechałam na nie z sercem w kryzysie. Myślałam, że ten kryzys spowodowany był, zwyczajnie, dużą ilością trudnych doświadczeń minionego roku. Natomiast pierwsze i chyba najważniejsze, co Pan Bóg pozwolił mi zobaczyć to to, iż tak naprawdę nie trudne doświadczenia leżą u podstaw mojego trudu w przeżywaniu „niezbyt kolorowej” codzienności, ale to, że odeszłam sercem od słuchania Jego Słowa.

Rzeczywiście moje zmaganie z wiernym nasłuchiwaniem Słowa trwało już od lat i mimo, że Pan Bóg niezmiennie przekonywał mnie o jego niezbędności, często odchodziłam nie potrafiąc znaleźć Go żywego pośrodku Świętych Liter.

Na tych rekolekcjach przypomniał mi pewną historię z mojego życia…:

Nasz dom rodzinny nigdy nie był domem bogatym, ale zawsze było w nim pełno książek, a mój Tato nauczył mnie kochać książki. W jaki sposób? Od kiedy byłam naprawdę mała czytał mi. I zazwyczaj była to zawsze ta sama książka: „Wiersze” Jana Brzechwy. Policzyłam sobie, że oznacza to, iż przez co najmniej pięć lat czytania mi, słuchałam zwykle tych samych rymów… Gdy nieco podrosłam całe to nasze czytanie stało się pewnym rytuałem. Wyczekiwałam, aż Tato wróci z pracy, zje obiad, orientowałam się czy nie będzie miał nic innego do zrobienia, a gdy nie miał i przychodził, aby usiąść w fotelu i chwilę odpocząć, szybko brałam książkę, przynosiłam mu ją, sama siadałam na podłodze obok niego i zaczynaliśmy przygodę z Brzechwą. I nie przeszkadzało mi wcale, że po raz setny słuchałam historii o „Kaczce dziwaczce” czy o „Rudym Lisku”, bo tak naprawdę nie chodziło mi wcale o wiersze, tylko o to, żeby być z Tatą.

Pewien rodzaj straty przeżyłam w pierwszej klasie szkoły podstawowej, gdy z okazji pasowania na ucznia, Tato kupił mi piękną książkę z baśniami. Lecz jedyne co mi w niej przeczytał to napisaną przez siebie dedykację, w której usłyszałam, że jeśli chcę się dowiedzieć, co w książce się znajduje, to muszę nauczyć się czytać, bo nikt mi tej książki nie przeczyta. Płakało moje dziecięce serce, lecz myślę, że bardziej niż z trudu związanego z nauką czytania, z tego powodu, iż skończył się czas „bycia z Tatą”.

Lecz i tutaj Tato mnie nie zostawił. Oczywiście, musiałam się zawziąć i nauczyć się czytać, ale on pokazał mi kolejną niesamowitą rzecz: że pieniądze, które dostawałam w ramach tak zwanego „kieszonkowego”, mogę przeznaczać na… książki. Oznaczało to, że niekiedy musiałam odkładać kilka miesięcy całą kwotę niezbyt wysokiego kieszonkowego, aby doczekać się nowej książki. I choć nowa książka była ważna, to jeszcze ważniejsze było to, że mój Tata szedł ze mną do księgarni. Ubieraliśmy się odświętnie, wsiadaliśmy do samochodu i ja i mój Tato jechaliśmy do miasteczka, aby kupić książkę. To ja ją wybierałam, ale on mi towarzyszył, czasem doradzał, a czasem po prostu był zajmując się oglądaniem interesujących go pozycji książkowych.

Morałów z tej historii Pan Bóg pokazał mi kilka:

Po pierwsze: Jeśli w trwaniu przy Słowie chodzi o miłość, a miłość to relacja, to ja w trwaniu przy Nim nie szukam liter, nie chcę usłyszeć po raz setny tej samej opowieści, którą wydaje mi się, że już znam. Chcę spotkać Ojca. Chcę być z Ojcem. To za Ojcem tęsknię. Potrzebuję, aby to On czytał mi Pismo Święte i aby Pismem Świętym czytał moje życie.

Po drugie: Mój Ojciec jest mądry. Jest blisko. Zawsze. Lecz pozwala też na momenty, gdy jestem „sama”, gdy „uczę się czytać” Słowo i nawet jeśli „składając literę po literze” za wiele nie rozumiem, to przecież… uczę się czytać. Uczę się drogi do serca Ojca. Odkrywam naszą wspólną pasję: Słowo, które stało i staje się Ciałem… także we mnie.

Po trzecie: Cierpliwość. Gdy byłam mała, potrafiłam kilka miesięcy czekać na nową książkę. Teraz często nie potrafię czekać. Chciałabym, aby Słowo, jak tylko przy Nim usiądę, wyjaśniało mi całe moje życie, dawało gotowe recepty na trudne sytuacje.

Po czwarte: Mój Bóg to Ojciec, ale też mój Bóg to Tajemnica. Najpiękniejsze, co mogę zrobić to trwać przy Ojcu i pozwolić Mu być Tajemnicą. Dlaczego chciałabym zrozumieć od A do Z mojego Ojca ukrytego w Słowie, skoro i siebie i innych od A do Z nie rozumiem?

Dziękuję Panu Bogu za to światło! Dziękuję, że przyszedł do mojego obolałego serca i wypełnił sobą! Dziękuję Mu też za mojego Tatę! Za kilka dni będzie pierwsza rocznica jego śmierci. Bywały momenty w moim życiu, kiedy obwiniałam mojego ziemskiego Tatę o to, że przez jego niedociągnięcia trudno mi było w relacji z Bogiem Ojcem. A tym razem to mój ziemski Tata, tak prosto i pięknie, doprowadził mnie do Boga Ojca.

Chwała Panu!

s. Maria
uczestniczka ćwiczeń ignacjańskich
sierpień 2017

 

Ćwiczenia Ignacjańskie
TERMINY W 2018 ROKU


28 grudnia 2017 - 5 stycznia 2018 (tygodnie: I-IV)
23-31 stycznia 2018 (tygodnie: I-IV)
20-28 czerwca 2018 (tygodnie: I-IV)
[na wyżej wymienione terminy już można się zgłaszać]

13-21 sierpnia 2018 (tygodnie: I-IV)
10-18 października 2018 (tygodnie: I-IV)
28 grudnia 2018 - 5 stycznia 2019 (tygodnie: I-IV)
[możliwość przesyłania zgłoszeń – od 1 stycznia 2018 r.]

 


Publikacje z okazji 15-lecia Centrum Formacji Duchowej [2012 r.]

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl