O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Homilia abpa Grzegorza Rysia w dniu inauguracji Szkoły Wychow ...


Czy masz w sobie Słowo
i pragnienie, żeby się Nim dzielić?
*

 


abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki nominat, CFD Kraków - 25 IX 2017

 

Homilia w czasie Mszy św. w dniu inauguracji
Szkoły Wychowawców Seminariów Duchownych
Diecezjalnych i Zakonnych 2017-2019

25 września 2016 r. – czytania z poniedziałku 25. tygodnia okresu zwykłego
Ezd 1, 1-6; Ps 126, 1b-6; Łk 8, 16-18

 

„Jezus powiedział do tłumów: «Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz umieszcza na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą. Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło. Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą nawet to, co mu się wydaje, że ma»” (Łk 8, 16-18).

 

 

Kilka miesięcy temu ks. Krzysztof prosił mnie, żeby powiedzieć dla was, dzisiaj, na tym pierwszym spotkaniu, pierwszy wykład, ale… pierwszy wykład jest tutaj i teraz. Pierwszy wykład daje Pan Jezus i będziecie zapewne w czasie tej Szkoły wielokrotnie tego doświadczać, że niezależnie od tego, co salwatorianie przygotują, Szkoła będzie miała swoją dynamikę, którą wyznacza Słowo Boga i liturgia. Zawsze poruszamy się „w środku” tego Słowa. Każde wydarzenie w wierze jest prowadzone ostatecznie przez Jezusa i to właśnie w taki konkretny sposób: słowem!

Dzisiejszą Ewangelią Pan Jezus pyta nas wszystkich, jak tu jesteśmy, o takie dwie predyspozycje, jeśli chcemy być tymi, którzy innych formują czy którzy dla innych mają być wychowawcami, formatorami, nie „w ogóle”, ale w Kościele, w wierze. Pyta nas o dwie predyspozycje. Pierwszą jest ta, czy mamy w sobie słowo? „Kto ma, temu będzie dane”. Czy masz w sobie Słowo? „Uważajcie, jak słuchacie”. To jest fragment trochę większego tekstu, który jest poświęcony słuchaniu Słowa. Tuż przed tą perykopą jest przypowieść o ziarnie, a zaraz po niej jest perykopa o Maryi i braciach Jezusa, którzy przychodzą do Niego, chcą się z Nim spotkać, a Jezus mówi wtedy do ludzi, że ci, którzy słuchają i czynią słowo, są dla Niego matką i braćmi. To duży fragment w ósmym rozdziale Ewangelii wg św. Łukasza, który jest poświęcony słuchaniu słowa. W tym kontekście trzeba czytać to ostatnie mocne stwierdzenie Jezusa: „Uważajcie, jak słuchacie. Kto ma, temu będzie dane. Kto nie ma, temu zabiorą nawet to, co mu się wydaje, że ma”. Czy macie w sobie Słowo? To nie jest pytanie o to, czy znacie Pismo Święte ani nawet czy czytacie Pismo Święte. Czy macie w sobie Słowo? Jakie słowo Boga macie w sobie dzisiaj? To są dwie „różne” rzeczywistości. Co to znaczy „różne”? One oczywiście są spójne ze sobą, ale Pismo i Słowo to nie jest to samo. Słowo słyszysz! Siewca sieje… słowo! I są tacy w przypowieści o ziarnie, o słowie, którzy je zatrzymują. Zatrzymują je sercem cierpliwym, uważnym. Zatrzymują w sobie słowo! Słowo ma w sobie ktoś, kto je w sobie zatrzymał, kto je zatrzymał w sercu. Kiedy słowo mam zatrzymane w sercu, ono jest moim sposobem myślenia, ono jest moim sposobem modlitwy, ono jest moim sposobem rozeznawania rzeczywistości. Ale mam w sobie cłowo! Chcę je mieć ciągle nowe, ciągle świeże, ciągle aktualne! Chcę mieć w sobie słowo!

Bp Edward Dajczak ma taką metodę, którą „uprawia” już wiele lat w życiu. Podpowiadał ją kiedyś młodym ludziom: kiedy wstajesz rano, otwórz sobie Pismo i czytaj! Do momentu, kiedy dochodzisz do zdania, które jest dla ciebie słowem od Boga! I wiesz, że to jest słowo od Boga! Wszyscy chyba to czują, jak trzeba czytać, żeby usłyszeć słowo. I mówił bp Dajczak, jeśli usłyszałeś, przepisz je sobie, włóż do kieszeni, w której masz komórkę (bo to mówił do młodych ludzi, a nie do księży ;-)). Włóż sobie tam, gdzie masz komórkę, bo jak będziesz sięgał po nią po raz sto pięćdziesiąty, to także po raz sto pięćdziesiąty tego dnia wyjmij tę kartkę i przeczytaj sobie to zdanie. W ten sposób robisz wszystko, by zatrzymać w sobie słowo, które usłyszałeś. Masz je w sobie. To jest życie słowem! To jest życie słowem!

Mam w sobie słowo! W sercu! To jest niewątpliwie jakaś definicja człowieka wierzącego. Wiara rodzi się ze słuchania, rodzi się z tego, co się słyszy! Człowiek wierzący to człowiek, który jest odniesiony do Słowa, jest na słowie Boga skupiony, który próbuje znaleźć na to słowo odpowiedź. To słowo go też „uruchamia”. A więc, czy masz w sobie Słowo? To jest pierwsze pytanie. Jest też drugie: Czy rozeznajesz w sobie pragnienie, żeby się tym Słowem dzielić? Czy rozeznajesz w sobie to pragnienie i tę gotowość, żeby ze swoim doświadczeniem Słowa być postawionym właśnie nie pod łóżkiem, ale na świeczniku. Czy rozeznajesz w sobie takie przynaglenie Ducha Świętego? To może się wydawać oczywiste, ale to oczywiste nie jest! Ostatnio… pierwszy raz usłyszałem taki termin i bardzo mi się spodobał, choć w nim nie ma się co podobać. Tym, co mi się podoba jest jego „zwartość” i trafienie w samo sedno, dokładnie „w dziesiątkę”. Ks. Morawa, rektor seminarium dla tych nieco starszych powołań, użył takiego określenia: „cukrzyca duchowa”. „Cukrzyca duchowa” – to jest o takich ludziach, którzy jeżdżą na wszystkie możliwe kursy i rekolekcje, wydarzenia ewangelizacyjne… I tak chapią te słodkości duchowe. Gdzie by tylko mogli, wszystko zjedzą. Bashobora – są. Dajczak – są. Enrique i Antonello – są. Wons – są. Ryś – są. Wszędzie są. Kurs dla liderów - już zrobili! A tam lectio divina – jest! Kongres Nowej Ewangelizacji – są! OSE – jasne, że są! Nigdy nic nie dają! Nieraz nawet widać, że właśnie w tym momencie, w którym trzeba przejść od przyjmowania Słowa do podzielenia się Słowem, jest jakiś problem. Jest jakiś strach, jest jakaś blokada! Mam przed oczami takich ludzi, z którymi razem przeżywaliśmy Szkołę Ewangelizatorów. Tak mamy na tej Szkole, że zawsze w przedostatni czy w ostatni dzień tej Szkoły jest wyjście do ewangelizacji. Dokąd będziemy gadać o tej ewangelizacji? To idziemy! Gdzie idziemy? Do więzienia! „Muszę wrócić na parafię!”. To może do szpitala? „Naprawdę, mam bardzo pilne spotkanie umówione”. Itd.

Moment, w którym przechodzimy od tego przyjmowania, brania, do tego, żeby wyjść i się podzielić, jest kłopotem; jest kłopotem! Jezus mówi w tej Ewangelii: „Tto jest znak, że w tobie nie ma słowa!”. To jest znak, że w tobie nie ma słowa! Nikt nie zapala światła, żeby je postawić pod łóżkiem. Jeszcze nie ma w tobie słowa. To przynaglenie, które doświadczasz od środka, jest miarą tego, czy masz w sobie słowo. Ono jest na tyle mocne, że jest w stanie przełamać strach, wstyd. Generalnie, żadną frajdą nie jest stanie na świeczniku. Każdy by się wolał schować. Ale to, co przeżywasz od środka, jest ci dane, aby to wypowiedzieć, żeby się podzielić. Dary Boże, jakie otrzymujemy, mają w sobie wpisaną taką właśnie logikę czy „dyscyplinę”, że otrzymujemy je od Ojca, który chce się dzielić ze wszystkimi swoimi dziećmi. To jest ważne, żeby rozeznawać w sobie to wezwanie od Ducha Świętego: to przynaglenie do podzielenia się tym, co otrzymałem. Myślę, że to jest nawet i tak, że jeśli naprawdę mam w sobie słowo i ono we mnie pracuje, i ono mnie jakoś wewnętrznie przekształca, zmienia… - jeśli naprawdę mam sobie to słowo -, to nawet Kościół rozeznaje taki moment, w którym cię zaprasza: „Podziel się! Powiedz teraz!”. To jest to, co było w starożytnym Kościele: „traditio” i „reditio”. Jesteś wezwany! Wypowiedz to słowo, które jest w tobie! Dlatego, że Kościół potrzebuje tego słowa, które Duch Święty złożył w tobie! Wypowiedz je teraz!

Niemniej, - myślę, że wszyscy to czujemy -, że tu jest potrzebne rozeznawanie i po naszej stronie, i po stronie tych, którzy jakoś za nas odpowiadają. Trzeba rozeznać, na ile w człowieku jest także ten charyzmat, ta posługa przez Ducha Świętego mu zlecona, do przekazywania słowa, do dzielenia się słowem, do wypowiedzenia słowa. Nikt nie zapala lampy, żeby ją postawić pod garnkiem czy pod łóżkiem. Mam słowo, ale też otwieram się na to męstwo, które przychodzi od Ducha Świętego, od Miłości, którą On jest. Otwieram się na to męstwo, żeby ze słowem wyjść! To jest taki moment rozeznania także w stosunku do siebie, że rzeczywiście mam to słowo, że mam je tak mocno, że ono nie pozwala mi zamknąć ust, ale mnie wygania z siebie, wygania mnie na zewnątrz, żeby się słowem dzielić, żeby je przekazywać.

Myślę, że to jest też w tym następnym fragmencie, – będziecie go pewnie jutro rozważać –, kiedy Jezus mówi, że ten, kto słucha słowa i czyni je, jest dla Niego bratem i matką. Kiedy przyjmuję słowo i mam je w sobie, jestem dla Niego bratem, to znaczy, że jest we mnie Jego natura. Kiedy zatrzymuję słowo w sercu, przeżywam niesłychany moment aktualizacji tego, że jestem dzieckiem Boga, że jestem synem Bożym, że noszę w sobie obraz i podobieństwo do Jednorodzonego Syna Bożego, jestem Jego bratem. Jesteśmy jednej natury. Jasne! To ma porządek sakramentalny, to ma porządek chrzcielny, bo od chrztu jesteśmy dziećmi Bożymi, ale to się w człowieku aktualizuje, staje się rzeczywistością żywą. W myśl tego: „Stań się tym, kim jesteś! Jesteś dzieckiem Boga, ale stań się nim!”. Stajemy się dziećmi Boga, kiedy zatrzymujemy w sercu słowo, kiedy mamy je w sobie. Ale potem jest ten moment, że możesz być nie tylko bratem Jezusa, ale możesz być Jego matką. To jest wtedy, kiedy to słowo czynisz na zewnątrz, kiedy się nim dzielisz, kiedy je przekazujesz, kiedy stajesz się lampą stojącą na świeczniku. Taki jest pierwszy wykład w szkole dla formatorów, dla wychowawców. Amen.

abp Grzegorz Ryś

---------------------------------------
* tytuł pochodzi od redakcji

w tekście spisanym z nagrania
zachowano styl języka mówionego
---------------------------------------

 


- relacja własna z inauguracji Szkoły Wychowawców -

 


„Pomóż najpierw sobie, pijąc ze źródła Słowa Bożego!”
- słowo wprowadzenia w dwuletnie zajęcia Szkoły (K. Wons SDS) -

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl