O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Świadectwo: Milczenie wbrew hałasowi świata  ...


Milczenie wbrew hałasowi świata 

 

Niech ten tytuł zaczerpnięty z książki kardynała Roberta Saraha „Moc milczenia” zachęci nas do pokornego pochylenia się nad Słowem Boga, które możemy usłyszeć tylko w ciszy. W tym artykule* pragnę się podzielić moim doświadczeniem niedawno odbytych ośmiodniowych rekolekcji w milczeniu lectio divina w CFD Salwatorianów w Krakowie. Miałam tę łaskę, bo tak to trzeba otwarcie nazwać, być po raz czwarty na tego typu rekolekcjach. Tak naprawdę lectio divina to styl życia. O wcześniejszych etapach już pisałam*, ale tylko przypomnę, że mają one swój określony cykl. Kolejno przechodzi się cztery etapy: pierwszy - ze św. Markiem, drugi - ze św. Mateuszem, trzeci - ze św. Łukaszem, a czwarty - ze św. Janem. Wszystko przebiega w atmosferze całkowitej ciszy.

Tym razem moja kolejna droga poznawania, przybliżania, ukochania Jezusa była z Ewangelią św. Jana. Do tego, że tylko w ciszy można usłyszeć Boga, nikogo, kto tego doświadczył, nie muszę przekonywać. Jest też tak, że jak się oddaje swoje życie Jezusowi i chce się całym sercem iść za Nim, i pełnić Jego wolę, to ma się też ogromne pragnienie na osobistą rozmowę, na osobiste z Nim spotkanie. I jeśli to pragnienie wypływa z serca, to Bóg zaprasza do takiej relacji. Potwierdzić to może ten, kto to przeżył, doświadczył. I wtedy człowiek robi wszystko, aby w codzienności, która jest dla nas bardzo ważna, móc wygospodarować czas tylko dla Boga. On nas wtedy zaprasza do tego, aby iść na pustynię, wyłączyć się z tego świata, wziąć Słowo do ręki, zamilknąć i zacząć Go słuchać. I tak się dzieje, Bóg do nas mów w ciszy. Do tego Bóg zaprasza nas wszystkich bez wyjątku. Każdego na miarę jego możliwości i potrzeb na dany czas, ale każdego. Nie wszyscy muszą być na ośmiodniowych rekolekcjach, ale dla każdego jest zawsze możliwość ciszy przed Najświętszym Sakramentem, w domu ze Słowem. Wystarczy się zatrzymać, zapytać Boga, a On powie wszystko. Tak też było i ze mną.

Pragnienie przeżycia kolejnych rekolekcji zrodziło się kilka miesięcy wcześniej. Kiedy możliwość uczestnictwa w nich staje się bardzo realna, zaczynają się pojawiać przeszkody, obawy, zniechęcenia. To kolejny znak potwierdzający, że to zaproszenie Ducha Świętego. Jak się ma doświadczenie spotkania z żywym Słowem, to jest jeszcze lęk przed pytaniami: „Co tym razem mi Bóg pokaże? W czym zobaczę własną nędzę? Z czym będę musiała się zmierzyć i co mnie czeka tak naprawdę po rekolekcjach?”. To są bardzo konkretne obawy, poparte wcześniejszymi doświadczeniami, których nie sposób wszystkich wymienić, a i nie wszystkie wymienić można, bo są zbyt osobiste. Ale nadmienię chociaż kilka, takich jak: przemiana relacji z bliskimi, znajomymi (uzdrowienie tych relacji), przebaczenie, zmiany w pracy (u mnie to była rewolucja), w moim przypadku to właściwie przemiana całego życia (dom, praca, rodzina, relacje, finanse, zdrowie fizyczne). Ja nazywam to „porządkowaniem”, które pewno będzie trwało do końca życia tu na ziemi. Ale chociaż to droga nierzadko trudna, wręcz często bolesna, to jedyna i mająca cel, droga do prawdziwej wolności, radości, a to jest bezcenne.

Wrócę do rekolekcji. Są one bardzo mądrze przemyślane i prowadzone tak, jak Jezus prowadził uczniów. Najpierw, na pierwszym etapie - ze św. Markiem, tak naprawdę nastąpiło moje prawdziwe nawrócenie, spotkanie Jezusa i stanie się w pełni świadomie dzieckiem Bożym. Owocem tych rekolekcji była przemiana (rewolucja) w moim życiu na każdej jego płaszczyźnie. Drugi etap - ze św. Mateuszem to chodzenie za Jezusem razem z apostołami i uczenie się życia we wspólnocie. To niesamowite, kiedy w życie uczniów Jezusa sprzed dwóch tysięcy lat wpasowuje się dokładnie moja historia. Trzeci etap to uczenie się od św. Łukasza miłości do Boga Ojca. Jest to jak powrót marnotrawnego syna w ramiona czystej Miłości. W te ramiona wpada się też razem ze starszym bratem z przypowieści. Oj, jaki Bóg jest dobry! Jak bardzo zmienia się nasza optyka postrzegania Boga Ojca, ale i każdego człowieka. Po tych rekolekcjach nie da się już przejść obojętnie obok brata i siostry. Bo przecież wszyscy jesteśmy ukochanymi dziećmi naszego Ojca, a więc dla siebie braćmi i siostrami.

Wreszcie czwarty etap - z ukochanym uczniem Pana Jezusa, ze św. Janem. Jan uczy nas relacji pełnej miłości, relacji oblubieńczej do Jezusa. Bo taka jest właśnie Jego relacja do nas. Tu wielki wstrząs jest na samym początku drogi z św. Janem. Już przy studni, kiedy Jezus spotyka się z nami, jak z Samarytanką (J 4, 1-42). Kiedy tak jak ona pozwolimy Jezusowi zaglądnąć w nasze serce, wydobędzie On z niego, tak jak z samego dna studni, nasze najgłębsze tajemnice: wstyd, pogardę, potępienie, kompleksy, poranienia, całą naszą nędzę. A On najdelikatniej, jak tylko Bóg może zrobić, zabierze to wszystko, uzdrowi, podniesie nas, da pić ze źródła wody żywej. A dalej to już można przeczytać w Ewangelii i pobiec z wolnym szczęśliwym sercem, krzycząc całemu światu, że spotkało się Pana tak jak zrobiła to Samarytanka.

Jan Ewangelista pokazuje nam ciągłą obecność Jezusa w naszym życiu. Dotarło do mojego serca, że nie ma niewysłuchanej modlitwy, zmarnowanego czasu dla Boga. Dla Niego wszystko jest ważne. Bóg oczekuje od nas wierności, a szczególnie wtedy, kiedy nam się wydaje, że jesteśmy sami, że nic się w naszym życiu nie zmienia. A właśnie wtedy Bóg działa. A kiedy jest najczarniejsza noc zaczyna się poranek wielkanocny i pojawia się świt. To doświadczenie dało mi ogromną radość i świadomość, że Jezus przez cały czas jest ze mną, że mnie nigdy nie zostawi, a Bóg Ojciec patrzy z miłością, a gdy tylko się oddalam, to bardzo tęskni i czeka. Wierność pozwala nam coraz bardziej poznawać Jezusa. Krok po kroku, słowo po słowie, staje się On nam coraz bardziej znajomy, bliski, realny. Dopiero wtedy możemy zacząć Go rozumieć, iść za Nim, naśladować. Serce zaczyna kochać i taki uczeń ma szansę stać się tak umiłowany, jak św. Jan Ewangelista, a wtedy już można powiedzieć za Tomaszem „Pan mój i Bóg mój!” (J 20, 28).

Na koniec czwartego etapu rekolekcjonista kazał nam zadać sobie pytanie: „Co dalej ‘maturzysto’?”. Bo przecież kończył się pewien etap w drodze z Ewangelią ze Słowem. Po długiej adoracji w ciszy usłyszałam jedno: „Zaczynamy od początku!”. Jestem bogatsza o doświadczenie życia Słowem. To prawda, ale to jeszcze bardziej dało mi przekonanie, że im bardziej staję się wolna w Bogu, tym bardziej świadomie muszę każdego dnia wybierać Go na swojego Pana i Zbawiciela. I niech tak już pozostanie po wieki, czego i wam z serca życzę. „Pan mój i Bóg mój!” (J 20, 28)

NN
uczestniczka rekolekcji lectio divina
wrzesień 2017

* NN podzieliła się z nami tekstem, który został przygotowany z zamysłem publikacji w biuletynie „Ikona” wydawanym przez parafię MB Nieustającej Pomocy w Mielcu, stąd m.in. sformułowanie „artykuł”.

 


Publikacje z okazji 15-lecia Centrum Formacji Duchowej [2012 r.]

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl