O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ćwiczenia Ignacjańskie 11-19 października 2017 - homilie cz. ...


Ćwiczenia Ignacjańskie
11-19 października 2017

 

W dniach 11-19 października 2017 r. przeżywaliśmy Ćwiczenia Duchowne św. Ignacego Loyoli. W rekolekcjach wzięły udział 33 osoby, którym towarzyszyli - wprowadzając do modlitwy i w kierownictwie duchowym - duszpasterze CFD.

homilie – część pierwsza
11-13 października 2017
>>>.

homilie – część trzecia
17-19 października 2017
>>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ DRUGA -
14-16 października 2017

---------------------------------------------------------------------

Być słuchającym i strzegącym słowa to prawdziwe błogosławieństwo
homilia – sobota 27. tygodnia okresu zwykłego (rok I), 14 października 2017 r.
Jl 4, 12-21; Ps 97, 1-2.5-6.11-12; Łk 11, 27-28

Kiedy wsłuchiwałem się w dzisiejszą Ewangelię, jednocześnie ciągle słyszałem wczorajszą. W pewnym momencie odsłonił się przede mną dyptyk – dwa obrazy, w których centrum jest Jezus. Jezus zawsze jest centrum Ewangelii. Kiedy jesteśmy w centrum, jesteśmy z Nim, wszystko staje się uporządkowane, także w czytaniu słowa. Otóż, zobaczyłem, że wczoraj Jezus także „tłumnie” słuchany, w pewnym momencie słyszy, jak z tego tłumu w Niego ktoś uderza oskarżeniem. I chodziło tu, wiemy to z kontekstu, a także z innych Ewangelii, o tych, którzy byli autorytetami ludu, „elitą duchową”, przewodnikami. Ci publicznie Go oskarżają, że ma Belzebuba, że działa pod wpływem szatana. Czy może być większe oskarżenie dla Syna Człowieczego, dla Syna Bożego, jak powiedzieć, że jest pod panowaniem szatana? I że wszystko, co robi, robi na rozkazy szatana? A dzisiaj w Ewangelii Jezus, także „tłumnie” słuchany, słyszy, jak ktoś, jakaś kobieta, głośno woła do Niego: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”. Tak naprawdę to błogosławieństwo najpierw należy się Jemu samemu. Kobieta widocznie była zauroczona Jezusem, Jego mądrością, Jego pięknem wewnętrznym, Jego człowieczeństwem. Nie wiemy, czy widziała w Nim Mesjasza, Syna Bożego, ale widziała w Nim kogoś wyjątkowego. Wtedy w człowieku wszystko zaczyna się modlić. Kiedy spotykamy się z kimś pięknym, z kimś dobrym, wszystko w nas zaczyna błogosławić, modlić się. Nasz stan ducha się podnosi, jak podniósł się głos tej kobiety.

Ona błogosławi łono Tej, która Go nosiła. My wiemy, że jest Nią Maryja. Błogosławi łono, w którym On mieszkał. Ta kobieta nie wie, że stworzenie nosiło pod sercem Stwórcę; że stworzenie wydało na świat Tego, który jest Stwórcą wszystkich; że nosiła w swoim wnętrzu, tak można by przetłumaczyć (inne określenie) Tego, który jest samym życiem. Bóg może złożyć w naszym sercu największe tajemnice, które nas przerastają. Stwórca chce mieszkać w naszym wnętrzu, w naszym sercu. Ale Jezus jakby dopowiada, pogłębia to błogosławieństwo; jakby pomaga przeżyć takie pogłębione lectio divina, takie ćwiczenie duchowe. Kiedy my jesteśmy na modlitwie i zgłębiamy jakieś słowo, a ono nas zachwyca, pociąga i dotyka, Jezus zawsze nas zaprasza, by je pogłębić. Św. Ignacy o tym nieustannie mówi: „nasycać się”, „zgłębiać” (nie roztrząsać, ale zgłębiać). I wtedy słyszymy coś niezwykłego, coś co wyprowadza nas na ocean tajemnicy. „Błogosławieni są ci, którzy słuchają słowa Bożego i go przestrzegają”. Ale u Łukasza to zdanie brzmi jeszcze bardziej wymownie: „Błogosławieni są słuchający słowa Bożego i strzegący go”. Jezus mówi o tożsamości.

Być słuchającym i strzegącym słowa to prawdziwe błogosławieństwo. Tak rodzi się życie! Zatrzymałem się przy tych dwóch słowach. Kiedy Jezus mówi, że błogosławieni są ci, którzy słuchają słowa Bożego i go przestrzegają, nawiązuje do tego, co powiedział wcześniej (w 8. rozdziale Ewangelii wg św. Łukasza). Kto to jest „słuchający” słowa? Co określa tożsamość „słuchającego” słowo? Trzeba by to usłyszeć uchem Semity, uchem Hebrajczyka. Dla niego „słuchać” znaczy „otworzyć serce”. Słucha się sercem i Jezus takie słuchanie błogosławi, w którym dopuszczamy słowo nie tylko do umysłu, nie tylko się nim zadziwiamy intelektualnie, nie tylko je poznajemy, ale pozwalamy mu wejść do serca. Przyjąć słowo sercem! Serce jest najważniejszym organem słuchu. Serce jest również miejscem najbardziej płodnym, którego słowo szuka, by mogło rodzić życie. Serce jest jak łono kobiety, w którym Bóg składa swoje odwieczne Słowo, by mogło rodzić życie. Tak jest w tych rekolekcjach, kochani! On mówi do nas i zawsze szuka drogi do naszego serca, jakiekolwiek ono jest. Jezus rodził się w stajni; Jezus rodził się w barłogu, w miejscu, w którym cuchnęło. To nie my będziemy „sprzątali” nasze serca. To On je „sprząta” swoją miłością. Do nas należy otworzyć się na to słowo…

I wtedy kluczowa jest druga postawa. „Błogosławieni strzegący”. Tutaj Łukasz użył słowa, do którego warto nawiązać. Strzec, „fylasso” (gr.), oznacza „bronić”. To jest słowo z języka militarnego. „Fylake” (gr.) to jest strażnik; to jest przyboczna straż; to jest ten, który jest zawsze w postawie chroniącego, broniącego, pilnującego. „Fylassontes” (gr.) – pilnujący. Dlaczego? Dlaczego potrzebna jest taka postawa? Potrzebna była w życiu Maryi i potrzebna jest w nas. Jest potrzebna, aby to słowo, które znajduje drogę do serca i jest przyjęte sercem, mogło w nim rodzić życie. To nie łono daje życie (także i teraz: i w sensie fizycznym, i duchowym). Nie łono daje życie. To Słowo daje życie! To Słowo, którym jest On, Stwórca, Pan. To On daje życie! A naszą rolą jest strzec tego łona, w którym jest słowo i strzec słowa, bronić go, pozwolić mu być i czekać na narodziny. To słowo, które jest w sercu, stwarza, tak jak stwarzało na pierwszej stronicy Biblii, czyli porządkuje i czyni pięknym, a potem błogosławi. Takie jest słowo Boga! Kiedy je przyjmujesz w sercu, ono będzie porządkowało, oczyszczało. Ci, którzy przeżywają pierwszy tydzień, idą przede wszystkim drogą oczyszczenia. Potem będzie droga oświecenia, a potem - droga zjednoczenia. A więc, słowo oczyszcza, porządkuje… Czasami to boli, bo trzeba oderwać coś, co niszczy serce, oczyścić. Słowo jest czasem jak skalpel najlepszego lekarza potrzebny, by dokonać chirurgicznego oczyszczenia, ale zawsze po to, by dać życie. I dlatego czyni także pięknym. Człowiek, który zachowuje słowo w sercu i pozwala temu słowu, by kształtowało jego serce i życie, staje się piękny, wewnętrznie piękny. Jak strzec tego słowa?

Tradycja użycza nam mądrości, jak strzec tego słowa. Przede wszystkim „stabilitas” (łac.), stałość, czujność, gotowość. To jest to, co my możemy czynić w życiu duchowym. To jest to, co się nazywa „askesis” (gr.), asceza. To nie my wykonujemy najważniejszą, przepraszam za to określenie, robotę. To Bóg się trudzi w naszym życiu. A ja mu pozwalam na sposób stały. Jestem stały. Pozwalam Mu. I wtedy, kiedy są strapienia; i wtedy, kiedy są pocieszenia. I wtedy, kiedy wydaje mi się, że moja modlitwa płynie, a ja czuję się jak „na skrzydłach” Bożych natchnień; i wtedy, kiedy mam poczucie, że jestem w jakiejś dziurze, w jakiejś norze, w jakimś dole, kiedy nic mi się nie chce. Stałość, „stabilitas” (łac.), stałość. Bóg, dający życie, i słowo, które daje życie, jest niezależny/e od naszych stanów. Bóg daje życie niezależnie od tego, czy jesteś w strapieniu czy w pocieszeniu, niezależnie od tego, czy na modlitwie jesteś utrudzony czy uniesiony. Bóg jest Stwórcą, niezależnym od nas, a jednocześnie bardzo pokornym. W jednym jest zależnym: jest zależny w tym, czy ja pozwolę Mu na stałe bycie w moim sercu. „Oto stoję u drzwi i kołaczę”. I wtedy dopowiada tradycja trzy postawy stałości: „stabilitas loci”, „stabilitas mentis” i „stabilitas cordis”, czyli stałość miejsca, stałość myśli i stałość serca. Czujność, stałość ciała, by być wiernym: „jestem tu i teraz”. Staram się być stały w mojej postawie. Ale także mam stale dbać o myśli, by były zwrócone ku Niemu i o serce, by było zwrócone ku Niemu. Tego najbardziej się boi zły duch: stałości naszego serca, zwróconego i w miejscu, i w myślach, i w sercu, ku Bogu. Zły duch jest istotą kompletnie rozchwianą, istotą w rozpaczy, i nas również chce wprowadzać w niestałość, chybotliwość. To dlatego Jezus używa słowa „strzec”, ponieważ złodziei i wrogów jest wielu na zewnątrz serca. Ja mam być, oczywiście, skupiony na Tym, który daje życie i na Jego słowie. Mam strzec słowa i na nim mam być skupiony. O resztę mogę być spokojny. Prośmy o taką stałość na te dni, ale także o stałość w całym naszym życiu, o stałość w wyborach i decyzjach, stałość w powołaniu, stałość w wierności, stałość w miłości. Błogosławieni słuchający i strzegący słowa Bożego!

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

Mieszkańcy Niniwy nie szukali innego proroka ani innego znaku
homilia – poniedziałek 28. tygodnia okresu zwykłego (rok I), 16 października 2017 r.
Rz 1, 1-7; Ps 98, 1bcde.2-4; Łk 11, 29-32

Rozpoczęliśmy wczoraj nowy tydzień (to wprawdzie coś oczywistego, ale dla nas, uczniów Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, tydzień rozpoczyna się w niedzielę). W drugim dniu tygodnia, w poniedziałek, kontynuujemy w liturgii lekturę Ewangelii wg św. Łukasza. Słowa, które czytaliśmy w ubiegłym tygodniu, stanowią kontekst naszej dzisiejszej lektury. Nie sposób rozumieć naszego dziś bez odwołania do wczoraj. Nie sposób zrozumieć teraźniejszości nie pamiętając tego, co wydarzyło się w przeszłości. Początek nowego tygodnia wyrasta jakoś z poprzedniego. Klimat poranka oddaje atmosferę poprzedzającego go wieczoru. W piątym dniu ćwiczeń duchownych doświadczamy jakoś owoców poprzednich czterech dni.

Słuchamy dziś słów Jezusa wypowiedzianych do tłumu, z którego wcześniej padały w stosunku do Niego oskarżenia, że działa mocą złego ducha. Jezus, znający dogłębnie serca słuchaczy, poruszony przez miłość, wypowiada bardzo trudną prawdę. Jak dobry lekarz, wypowiada najpierw diagnozę. Mówi, że pokolenie, pośród którego przyszło Mu żyć i głosić Dobrą Nowinę, jest pokoleniem „przewrotnym”, a dosadnie rzecz ujmując, że jest pokoleniem „złym”. Użyte w oryginale greckie słowo „poneros” w większości przypadków w tłumaczeniach jest oddawane słowem „zły” (w pojedynczych przypadkach: „chory”, „przewrotny”). Jezus w innym miejscu, choćby w 11. rozdziale Łukaszowej Ewangelii, mówi: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11, 13; por. Mt 7, 11). I oczywiście, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, który jest Dobry, więc człowiek jest dobry, ale ulegając pokusie Złego, sprzeciwił się swojej tożsamości.

Gdy dziś słuchamy Jezusa, słyszymy więc trudną diagnozę. Ale wydaje mi się, że słowo „jesteście przewrotni” nie robi na nas takiego wrażenia, nie wywołuje w nas tak mocnego poruszenia, jak słowo: „jesteście źli”. Co to znaczy? Dociera dziś do mnie, że sedno zło polega na odwróceniu się od Boga, który jest Dobry. Zło jest odwróceniem się nie tylko od dobra, ale przede wszystkim odwróceniem się od Dobrego, od dobrego Boga. Zło jest bardzo „przewrotne”. Zły chce odwrócić świat do góry nogami. Zły próbuje budować świat na stworzeniu, a nie na Stwórcy. Zło budując dom usiłuje pominąć Fundament, relację z Bogiem. Przewrotność złego szybko się ujawni. Dom zbudowany bez Fundamentu bardzo szybko runie. Jezus nazywa po imieniu dramatyczną sytuację. Mówi, że to pokolenie jest „przewrotne”, bo jest „odwrócone” od Boga; że jest „przewrotne”, bo „przestało być zwrócone do Boga”, bo „przestało przybliżać się do Boga”. A relacja jest dynamiczna. Jeśli się nie zbliżam do kogoś, nie tylko stoję w miejscu, ale się oddalam, dystans się powiększa.

To pokolenie, mówi Jezus, „szuka znaku”, a nawet „żąda znaku” (Mt 12, 39). Z Ewangelii wg św. Mateusza usłyszymy, że jest to pokolenie „cudzołożne”, czyli jak żona, która odwróciła się od męża. To mocny obraz „przewrotności”. Mówi Jezus: „ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza”. O jaki znak chodzi? Wydaje się, że w Ewangelii wg św. Łukasza chodzi o Jonasza, który po prostu głosi słowo Boże w Niniwie. Mieszkańcy Niniwy „dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili”. Co zrobili? Niniwici zmienili myślenie „eis to kerygma Iona” (gr.), czyli „dzięki nawoływaniu” albo „ku nawoływaniu” Jonasza. Zwrócili się „ku” (gr. „eis”) głoszonemu słowu. Może nie od razu byli doskonali, ale zwrócili się „ku” słowom proroka i zaczęli „w” nie wchodzić. Nie szukali innych słów. Nie szukali piękniejszych słów ani bardziej spektakularnych czynów Jonasza, ale starali się przybliżyć, i nie tylko starali się iść „ku” tym zwykłym słowom, ale starali się wejść „w” te zwyczajne słowa; pozwalając, aby te, powszednie jak chleb, słowa weszły w ich życie i nawracały ich. Więcej, mieszkańcy Niniwy nie szukali innego proroka. Nie szukali proroka bardziej świętego, bardziej elokwentnego czy mądrzejszego, ale przyjęli wezwanie do nawrócenia z ust takiego, jakiego Bóg posłał. A wiemy przecież, że Jonasz i wcześniej, i później, zmagał się, bo sam potrzebował nawrócenia. Brak takiej postawy zarzuca Jezus słuchaczom, którzy albo nie chcą iść „ku” Niemu, albo są „odwróceni”.

W takim kontekście przyszła mi na myśl sytuacja, kiedy Jan Chrzciciel wysyła do Jezusa swoich uczniów z pytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” (Mt 11, 3). Odpowiadając Jezus zachęca uczniów Jana do uważnego przyjrzenia się temu, co widzą i do wyciągnięcia wniosków. W swojej odpowiedzi Jezus wylicza sześć znaków-cudów, choć na pierwszy rzut okaz wydaje się, że jest ich pięć: „[1] niewidomi wzrok odzyskują, [2] chromi chodzą, [3] trędowaci doznają oczyszczenia, [4] głusi słyszą, [5] umarli zmartwychwstają, [6] ubogim głosi się Ewangelię” (Mt 11, 5). Nam może się wydawać, że znaków jest pięć i że ich lista kończy się na wskrzeszaniu umarłych. W niektórych rękopisach kopiści (przepraszam za wyrażenie: „przemądrzali”) pominęli wzmiankę o głoszeniu Dobrej Nowiny ubogim jako nieznaczącą. A dla Jezusa właśnie to „ubogim głosi się Ewangelię” jest najważniejszym znakiem. Słowo jest najważniejszym z cudów Bożej mocy. Słowo Wcielone jest najważniejszym z cudów Bożej mocy. Słowo Wcielone obecne wśród ubogich to najważniejszy ze znaków, największym z cudów Bożej mocy. Konsekwentnie również obecność Ewangelii wśród ubogich i głoszenie Jej ubogim jest największym cudem.

Obecność Ewangelii wśród tych, którzy jej potrzebują; prosta obecność nawróconego Jonasza w Niniwie – to są znaki Boga. Znaki pozbawione otoczki spektakularności. Pozwólcie, że w tym miejscu zacytuję słowa św. Wincentego à Paulo, które nasz założyciel, zapisał w swoim dzienniku duchowym. Był już wówczas księdzem, miał 35-37 lat, salwatorianie byli takim „małym dzieckiem”, mającym 2-4 lata. O. Jordan zanotował sobie: „Owe przedsięwzięcia, które zaczynają się w prosty i zwykły sposób, będą faworyzowane przez Boga bardziej niż te, w których używa się nadzwyczajnych i błyskotliwych środków” (DD I/175). Boże znaki są albo bywają innego rodzaju niż znaki wzięte z tego świata. Świat szuka tego, co mądre; szuka tego, co spektakularne. A „kerygma” (gr.), nawoływanie Jonasza czy nauczanie Jezusa, Ewangelia, są takie zwyczajne, ubogie.

Jezus mówi, że nawet królowa z Południa stanie kiedyś na sądzie przeciw temu pokoleniu, bo ona z krańców ziemi „przybyła słuchać mądrości Salomona”. „Z krańców ziemi przybyła”, tzn. wyruszyła w drogę, zbliżyła się. A tego nie czynią słuchacze Jezusa. Jak w tym miejscu nie przywołać św. Pawła, który w liście do Koryntian pisze: „Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą” (1 Kor 1, 22-24). Czy jest we mnie zgoda na Boga, który wybiera na największy znak swoją obecność wśród ubogich, obecność wśród grzeszników, którzy Go potrzebują? Czy wczytuję się w proste, zwyczajne znaki dawane przez Boga?

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl