O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Homilie ze skupienia dla służebniczek śląskich w Leśnicy< ...


T E K S T Y   H O M I L I I
- dni skupienia dla służebniczek śląskich -
Leśnica, 21-22 października 2017

 


św. Grzegorz Wielki, Moralia. Komentarz do Księgi Hioba, II.I.1
[tom 1, Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 20132, s. 145]

 

---------------------------------------------------------------------

„Przyznać się” – tak samo i to samo mówić, mówić sobą i słowami
homilia – sobota 28. tygodnia okresu zwykłego (rok I), 21 października 2017 r.
Rz 4, 13.16-18; Ps 105, 6-9.42-43; Łk 12, 8-12

 

Wczytywałem się w słowa dzisiejszej Ewangelii zwłaszcza mając w pamięci to, że w czasie tego skupienia chcemy się zatrzymać przy osobie Maryi. Co Maryja do mnie mówi? Czego mnie uczy? Rada, pouczenie, które Maryja daje jest przejrzysta: „cokolwiek Syn wam powie, czyńcie”. Słuchamy więc Jezusa! W Ewangelii zatrzymuje mnie tym razem słowo „przyznać się”. Usłyszmy je w kontekście całego zdania, całej wypowiedzi Jezusa: „Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych”. Poruszony zacząłem przyglądać się bliżej temu słowu. Przyznać się do Jezusa to, po prostu, powiedzieć: „znam Go”. A wyprzeć się Jezusa to jak powiedzieć: „nie znam Go”. Nie sposób tu nie przypomnieć sobie, że to drugie wyznanie (wyparcie się) wybrzmiało na dziedzińcu pałacu arcykapłana z ust Szymona Piotra: „Nie znam Go, kobieto” (Łk 22, 57). Św. Marek napisał, że Szymon Piotr powiedział: „nie znam tego człowieka, o którym mówicie” (Mk 14, 71). U św. Mateusza uczeń powtórzy to dwukrotnie: „nie znam tego człowieka” (Mt 26, 73-74).

Szymon Piotr odcina się od Jezusa, Człowieka. To jakby odcinał się od Boga, który stał się Człowiekiem. Jest w nim, a może i w nas, jakaś niezgoda na Boga, który stał się Człowiekiem. Bywa trudne i dla nas uznanie, że Wszechmocny Bóg nie zawsze korzysta ze swej Wszechmocy, że Nieograniczony sam się jakby ograniczył. Bóg swoje Bóstwo chce nam komunikować w Człowieczeństwie Jezusa. Rok Miłosierdzia przypomniał nam prawdę, że Jezus „swoimi słowami, gestami i całą swoją osobą” objawia Boga Miłosiernego (MV 1). Maryja naprowadza nas na tę właśnie prawdę o Wcieleniu Boga w Jej Synu. Przyznać się do Boga, który stał się Człowiekiem, to stanąć wobec misterium Bóstwa, które się ukrywa, a pośród cierpienia bywa to trudne. Ale sięgnijmy jeszcze do Ewangelii wg św. Jana. W czwartej Ewangelii zapierający się Jezusa uczeń powtarza: „Nie jestem. Nie jestem” (J 18, 15.17). Zaprzeć się Boga, który stał się człowiekiem, to jak wyprzeć się swojej tożsamości; to jak powiedzieć: „nie jestem Jego uczniem” albo „nie jestem człowiekiem jak ten Człowiek”. Być może jest formą nie przyznawania się do Boga lub zaparcia się Jego jest to, że moje człowieczeństwo nie jest jak człowieczeństwo Jezusa, nie jest jak człowieczeństwo Maryi, tj. nie komunikuje Boga-Miłości.

Na ważną intuicję naprowadza tekst grecki Ewangelii. Tam, gdzie my słyszymy czasownik: „przyznać się”, w oryginale występuje czasownik: „homologeo”, złożony z dwu części: „homo” – ten sam i „logein” – mówić”. „Przyznać się” to tak samo mówić (ten sam sposób mówienia), to samo mówić (ta sama treść, którą się dzielę). Przyznać się, można powiedzieć, to „mówić jednym głosem” albo lepiej nawet: „mówić jednym słowem”. A jeśli Jezus z Nazaretu to Słowo Wcielone, to mówić jak On może tylko ten, kto wciela w czyn słowo Boga. Trzeba mieć w sobie Słowo Boga, nosić Je w sobie i pozwolić, by Słowo Boga nas niosło, by nas miało do dyspozycji. Przyznać się do Boga to nosić w swoim zwyczajnym człowieczeństwie Słowo Boga, jak Maryja. I pozwolić, by każda cząstka naszego człowieczeństwa została dotknięta przez Miłość, by każda cząstka naszego człowieczeństwa została przemieniona przez Miłość i by każda cząstka naszego człowieczeństwa komunikowała Miłość Boga. By nie tylko mówiła o miłości Boga, ale by mówiła Miłością obecną w sobie.

Przyznawać się do Boga to pozwolić, by moje człowieczeństwo stawało się miejscem objawienia się Boga. By moje człowieczeństwo, moja męskość i wasza kobiecość, nie tylko nie zasłaniały Boga, ale Go odsłaniały. Przyznawać się do Boga to nie zasłaniać tym, co ludzkie, Tego , który mnie posłał; to być „przeźroczystym”. Słowo „przeźroczysty” oznacza, że człowieczeństwo jest, ale przepuszcza promienie Miłości. Przyznać się to nie trzymać Skarbu, jakim jest Bóg, „pod korcem” swojego człowieczeństwa. Są bowiem tacy, którzy pragną zobaczyć Skarb, tęsknią za Skarbem, potrzebują Skarbu, jakim jest Bóg. Nasze człowieczeństwo, zranione przez grzech pierworodny i konsekwencje naszych grzechów uczynkowych, potrzebuje Boga. Bóg chce przemienić „przyciemnione przez grzech szyby” naszego człowieczeństwa na „szyby przeźroczyste”.

I ostatnia intuicja. Czasownik „homologeo” nie dawał mi spokoju. Sięgnąłem do słownika i odkryłem, że w filozofii greckiej słowo „homologia” używane było w kontraście do słowa „doxa”. „Doxa” to była opinia, którą człowiek przyjmował bezkrytycznie. Natomiast „homologia” to było takie przyjęcie słowa, które było związane ze wewnętrzną zgodą na to słowo; to było takie przyjęcie słowa, które wyrażało się w decyzji działania, zaangażowania się zgodnie z tym słowem. Przyznać się to nie tylko mówić to samo, ale zgadzać się – utożsamić się – z tym, co mówię. Pozwolić, by to, co mówię, stanowiło moją tożsamość. Nie chodzi o to, by w sobie, jak w wagoniku, jedynie przewozić Słowo dla innych, ale o to, by pozwolić, aby przewożone Słowo przekształciło wagonik. Wagonik utożsamia się ze Słowem, a Słowo utożsamia się z wagonikiem. W ten sposób Słowo kształtuje naszą tożsamość. Gdybyśmy GO nie przekazywali, gdybyśmy według Niego nie żyli – według Słowa Bożego - nie bylibyśmy sobą! Przyznać się do Jezusa to utożsamić się z Nim i z Jego słowem. Bo relacja z Jezusem i z Jego słowem kształtuje moją/naszą tożsamość.

PSz

---------------------------------------------------------------------

Poszli „wybadać” Jezusa, a wrócili zdiagnozowani przez Niego
homilia – 29. niedziela zwykła (rok A), 22 października 2017 r.
Iz 45, 1.4-6; Ps 96, 1.3-5.7-10ac; 1 Tes 1, 1-5b; Mt 22, 15-21

Chciałbym zaproponować, żebyśmy dziś zostawili nieco na boku problem płacenia podatku Rzymianom, który został przestawiony Jezusowi. Był on zresztą, jak dowiadujemy się z kontekstu, tzw. problemem zastępczym. Chodziło o wystawienie Jezusa na próbę, o wprowadzenie Go w kryzys. Obłudnicy, gr. „hipokritai”, sami chcą uniknąć kryzysu, ominąć kryzys (który wyszedłby im ostatecznie na dobre), przeskoczyć nad albo prześlizgnąć się pod kryzysem, ale innych, tu: Jezusa, chcą w kryzys wprowadzić. Chodzi im o „wybadanie” Jezusa, unikając bycia zbadanymi. Chorzy chcieli „wybadać” Lekarza i uniknąć bycia zdiagnozowanymi. Tymczasem, kiedy idziemy na spotkanie z Jezusem, Lekarzem, trzeba jednak się liczyć, że to my zostaniemy „zbadani”.

Przyjrzyjmy się tej sytuacji, jak wizycie chorego u Lekarza. I najpierw zobaczmy tych, którzy omijają Lekarza tzw. „szerokim łukiem”. Ewangelista pisze: „faryzeusze (…) posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda”. A ja się pytam, dlaczego faryzeusze nie poszli sami? Dlaczego? Bo chcieli zbadać Lekarza, sami nie poddając się badaniu. Chcieli poznać Jezusa, sami nie dając się poznać. Spotkanie z Bogiem nie jest jedynie okazją do poznawania Boga, jest również okazją do poznawania siebie, a dokładniej do poznawania i badania siebie oczami najlepszego Znawcy nas samych, oczami Stwórcy, oczami Ojca! Ta sytuacja przypomina informację z pierwszej księgi Samuela o Helim, który „spał w zwykłym miejscu” (1 Sm 3, 2) i o młodym Samuelu, który „spał w przybytku Pańskim, gdzie znajdowała się Arka Przymierza” (1 Sm 3, 3). Formator śpi w pokoju, a nowicjusz - w kaplicy. Choć pewno i to możnaby próbować tłumaczyć, że formator odkrył już Boga obecnego w codzienności, a nowicjusz na razie widzi Go tylko w świętym miejscu.

Uczniowie faryzeuszów przychodzą do Jezusa i mówią Mu: „Nauczycielu, wiemy, …”. Nie wiem, jak wam, ale mi przypomina to Nikodema. On, dostojnik żydowski i faryzeusz, przychodząc do Jezusa zwrócił się do Niego podobnie: „Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel…” (J 3, 2). Mamy tu charakterystyczny dla faryzeuszy sposób mówienia: „Wiemy, wiemy”. Wspominam Nikodema, by to wspomnienie było jak kubeł zimnej wody, który powstrzyma nas od pośpiesznego osądzania i przysłowiowego wrzucania wszystkich faryzeuszy „do jednego worka”. W Nikodemie widzimy faryzeusza, który z powodu lęków przychodzi do Jezusa nocą, który jednak mimo swoich lęków sam, osobiście, przychodzi do Jezusa. Wchodzi w sytuację dla siebie kryzysową. Przecież on, nauczyciel „dorosły”, gdy chodzi o wiedzę, bo ma dużo wiedzy, w kwestiach wiary porusza się niewprawnie jak jakieś dziecko, w wierze raczkuje.

W dzisiejszej wypowiedzi uczniów faryzeuszy coś mnie zatrzymało. Mówią oni do Jezusa: „nie oglądasz się na osobę ludzką”. I chodzi tutaj o to, że Jezus jest wolny od ludzkich opinii, że nie ogląda się na nie. Ale nieco inny niż dotąd akcent odkryłem w tych słowach dzięki przekładowi hiszpańskiemu, który w czerwcu bieżącego roku (przypadkowo, czyt. „opatrznościowo”) otrzymałem w prezencie od współbrata. To zdanie brzmi tam: „no te fijas en la apariencia” (hiszp.), to jest: nie patrzysz na to, co jedynie zewnętrzne, „nie patrzysz na to, co się jawi jedynie oczom”, a nawet: „nie patrzysz na pozory”. Ci uczniowie przychodzą do Jezusa, który „nie patrzy na oblicze ludzi”, nie patrzy na opinie czy pozory, ale patrzy w głąb, w serce. Znów przywołajmy doświadczenie Samuela, ale już jako dojrzałego w latach proroka, którego jednak Bóg przestrzega: „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16, 7).

Rozmówcy Jezusa mają wiedzę („wiemy”), że Jezus nie patrzy jedynie na to, co zewnętrzne, ale zaraz tego doświadczą. Dotąd mieli wiedzę o tym, a za chwilę będą mieć doświadczenie. Zostaną zdiagnozowani przez Lekarza. Słyszymy: „Jezus przejrzawszy ich przewrotność”. Tu pomógł mi kontakt z oryginałem. W tekście greckim tam, gdzie my słyszymy „przejrzawszy”, jest imiesłów „poznawszy” (gr. „gnous”). To imiesłów utworzony od czasownika gr. „ginosko”. A ten czasownik zapisał się w mojej pamięci jako związany między innymi z doświadczeniem Szymona Piotra i Nataenala. Szymon Piotr po zmartwychwstaniu nad jeziorem za trzecim razem wyznaje: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz [gr. „ginoskeis” - znasz], że Cię kocham” (J 21, 17). Ten czasownik wyszedł również z ust zadziwionego wiedzą Jezusa Natanaela: „Skąd mnie znasz? [gr. „pothen me ginoskeis?]” (J 1, 48). Jezus zna nas dogłębnie. I tutaj nie chodzi jedynie o to, że Jezus ma dużo wiadomości o nas, bo przecież Bóg ma o nas wszystkie wiadomości. Bóg ma całą wiedzę o nas, jest wszechwiedzący. Tu chodzi o to, że On zna nas dogłębnie. Stąd może i dobrze, że tłumacz Biblii Tysiąclecia skorzystał z czasownika „przejrzeć”. Jezus „poznał dogłębnie”, bo „przejrzał” ich „na wylot”, jak mówimy.

Skorzystajmy z obrazu, do którego często odwoływano się w tradycji życia duchowego. To obraz lustra. Św. Grzegorz Wielki w komentarzu do księgi Hioba pisał: „Pismo Święte położone nam zostało przed oczami umysłu niby zwierciadło, aby przeglądało się w nim nasze wewnętrzne oblicze. W nim poznajemy to, co w nas szpetne i to, co w nas piękne. W nim oglądamy, na ile postępujemy naprzód, w nim też – jak dużo brakuje nam do postępu” (Moralia in Iob, II.I.1). Do obrazu lustra nawiązał w ubiegłym roku w jednej z nauk wielkopostnych o. Raniero Cantalamessa: „Dusza, która patrzy w lustro Słowa, uczy się poznawać ‘jaką jest’, uczy się poznawać siebie samą, odkrywa swoją rozbieżność z obrazem Boga i z obrazem Chrystusa”. Kaznodzieja papieski dał proste przykłady. Czytasz słowa Jezusa: „‘Ja nie szukam własnej chwały’ (J 8, 50); oto lustro jest przed tobą i zaraz widzisz, jak jesteś odległy od Jezusa, jeśli szukasz swojej chwały”. Inny przykład: „‘Błogosławieni ubodzy w duchu’: lustro znów jest przed tobą i zaraz odkrywasz, że jesteś jeszcze pełen przywiązań, pełen rzeczy zbędnych, pełen przede wszystkim siebie samego”. Jeszcze inny: „‘miłość jest cierpliwa…’, a ty orientujesz się, jak jesteś niecierpliwy, zazdrosny, interesowny”. O. Cantalamessa podsumowuje: „Bardziej niż o „badanie Pism” (por. J 5, 39), chodzi o to, by pozwolić się zbadać przez Pisma”.

I trzeba za kaznodzieją papieskim dodać coś jeszcze: „W lustrze Słowa, na szczęście, nie widzimy jedynie nas samych i naszego zdeformowania; widzimy przede wszystkim Oblicze Boga; nawet lepiej, widzimy Serce Boga”. Bóg bowiem nie tylko patrzy w serce, ale Bóg patrzy Sercem. Spojrzenie Boga, nie jest „zimnym” spojrzeniem diagnostyka, ale jest pełnym miłości, gorącym Miłością, spojrzeniem Ojca, który daje życie. Gdy „Jezus przejrzał ich niegodziwość”, nie tylko ich diagnozował, ale również rozgrzewał miłością. Poznał, że są odwróceni od Boga; że nie chcą zbliżyć się do Boga, że chcą pozostawać na dystans. Poznał, że ich problemem jest relacja z Bogiem i to, co od nich należy się Bogu, a nie kwestia płacenia podatku; ta ostatnia była tylko tematem zastępczym. Słowem: „Oddajcie cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga” rozgrzewa ich serca, porusza do adekwatnej aktywności. „Oddajcie Bogu to, co należy do Boga!”, ale również „oddajcie cezarowi to, co należy do cezara”, to słowa również do nas. Jesteśmy własnością Boga! Oddajmy Mu siebie! Oddajmy Bogu siebie samych i to, co otrzymaliśmy od Niego, pomnożone o miłość ofiarną!

I nie rozpędzajmy się w osądzaniu innych, w uznawaniu innych za hipokrytów, obłudników. Dziś przypada 141. rocznica urodzin Elżbiety Róży Czackiej, założycielki Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. Od niedawna można ją nazywać „czcigodną służebnicą Bożą”; przed paru dniami w Watykanie ogłoszono dekret o heroiczności cnót tej kobiety niewidomej i przejętej losem niewidomych na duszy i na ciele. Będąc sama niewidoma mówiła, że większym nieszczęściem niż ślepota fizyczna jest ślepota duchowa. A kiedyś zanotowała: „...rozumiem i widzę jasno, że największy grzesznik wobec ludzi może być milszy Tobie, o Boże mój, milszym i bliższym Tobie ode mnie, o Bożej mój, którego kochać nie umiem, któremu służyć nie umiem”.

PSz

---------------------------------------------------------------------

 

  

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl