O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Towarzyszenie w rekolekcjach lectio divina. Etap IV: Ewangeli ...


SZKOŁA LECTIO DIVINA
dla prowadzących i towarzyszących w rekolekcjach

Towarzyszenie w rekolekcjach lectio divina.
Etap IV: Ewangelia według św. Jana

15-17 listopada 2017

 

ZAPOWIEDŹ >>>.
NAGRANIA >>>.

 

 T E K S T Y   H O M I L I I
które w czasie sesji wygłosili duszpasterze CFD

---------------------------------------------------------------------

Mistrzu, oczyść mnie z tego, co przeszkadza mi towarzyszyć innym!
homilia - środa 32. tygodnia zwykłego (rok I), 15 listopada 2017 r.
Mdr 6, 1-11; Ps 82, 3-4.6-7; Łk 17, 11-19

NAGRANIE HOMILII Z 15 LISTOPADA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

 

 

 

Każdy z nas otrzymał program spotkania, którego tytuł brzmi: „Towarzyszenie w rekolekcjach lectio divina”. Owocem tych dni jest „Przewodnik…” w formie książki. Te dwa słowa – „przewodnik” i „towarzyszenie” – mocno będą skupiały nas, wybranych do tego, by towarzyszyć, by towarzyszyć najpierw Jezusowi, a potem aby korzystając z tego daru wybrania móc pomagać innym. O. Wilfrid Stinissen OCD w swojej książce o towarzyszeniu duchowym dał taką definicję przewodnika: to ktoś, kto podąża razem z drugim i wskazuje mu drogę. To ktoś, kto podąża razem z drugim – to bardzo ważne słowa dla każdego z nas, ponieważ Jezus od samego początku uczy swoich uczniów, którzy Mu towarzyszą. Sam jest Kimś, kto stara się towarzyszyć swojemu Ojcu. Tego też uczy od samego początku swoich uczniów. Dla Niego najważniejsze w towarzyszeniu jest to, by wypełnić wolę Ojca. Jezus nie skupia się na sobie, nie skupia się na uczniach, ale skupia się całkowicie na Ojcu i z tego wypływa całe piękno Jego towarzyszenia drugiemu człowiekowi.

Widzimy dzisiaj Jezusa w drodze do Jerozolimy, a wiemy, że to był cel, który wyznaczył Mu Ojciec. Wszystko to, co dokonywało się w tej drodze, Jezus uczył się odczytywać w spotkaniu z Ojcem. My też, moi kochani, idąc z Jezusem, podążając za Nim, nieustannie uczymy się Go słuchać. Autor księgi Mądrości dzisiaj mocno kładzie nam na sercu te wartości, które już znamy i próbujemy wcielać w życie (w tekście księgi Mądrości są one skierowane do władców): „słuchajcie”, „zrozumiecie”, „nauczcie się”. Ze słuchaniem związane jest nakłonienie ucha. Tego nieustannie Jezus uczy w drodze do Jerozolimy. Chce, aby uczniowie byli przeniknięci tym, co rodzi się w Jego sercu w relacji z Ojcem, a czym On z nimi się dzieli.

Pogranicze Samarii i Galilei, o którym słyszymy, zobaczyłem dziś jako moje serce. To serce każdego z nas. W każdym z nas jest coś z Galilei i coś z Samarii, a więc w każdym z nas jest coś z tych dwóch światów, które walczyły ze sobą i to walczyły mocno, które nie tolerowały siebie. Tam właśnie jest Jezus! Myślę, że w tych dniach Jezus będzie bardzo pragnął, - będąc na pograniczu Samarii i Galilei, a więc w środku naszego życia -, wiele uporządkować. Wiele będzie chciał oczyścić: oczyścić nas z tego, co nie pozwala nam dobrze towarzyszyć drugiemu człowiekowi. Bo zawsze jest coś, co robimy jeszcze niedoskonale, co przeszkadza w dziele towarzyszenia drugiemu.

Będziemy się tego uczyli idąc drogami Ewangelii wg św. Jana: towarzysząc Jezusowi w Galilei - w Kanie Galilejskie, w Samarii - w Jego spotkaniu z Samarytanką, w spotkaniu z uczniami w Wieczerniku, a także z Marią Magdaleną. W tym towarzyszeniu Jezus przychodzi, jest obecny i zaprasza, by z tym wszystkim, co przeżywamy, przyjść do Niego. Jest czymś bardzo ważnym w życiu tego, który został wybrany do towarzyszenia innym, do przewodniczenia innym w drodze, by przyjmować taką postawę, jaką przyjęła Maryja. By przyjmować taką postawę, jakiej uczy sam Jezus w spotkaniu z Samarytanką. By przyjmować taką postawę, jakiej uczy obmywając nogi uczniom czy postawę, której doświadcza pochylona nad grobem Maria Magdalena, słysząca głos „Mario”, głos życia. Każdy z nas, towarzysząc drugiemu, otrzymuje od Jezusa to, co najważniejsze i najcenniejsze, a mianowicie to, by mieć szacunek do drugiego człowieka i do siebie. Jezus uczy tego swoich uczniów w spotkaniu z trędowatymi Samarytanami (Łk 17, 11-19).

Jezus pokazuje, jak ma się zachowywać wobec Niego każdy, kto chce Mu towarzyszyć. Każdy, kto towarzyszy drugiemu i staje się przewodnikiem, jest zaproszony, by ze swoim trądem przychodzić do Jezusa i wołać jak żebrak, jak chory: „Mistrzu, ulituj się nade mną!”. Bez tej postawy – postawy pokory, postawy ufności – nie ma szans na to, że będziemy innym dobrze towarzyszyć. Postawa żebraka, postawa proszącego trędowatego, to ma być moja i twoja postawa, do której zaprasza nas Jezus.

W spotkaniu Jezusa z człowiekiem w biedzie, czyli z nami, jest ważne również to, że Jezus każdego, kto towarzyszy innym, uczy dystansu – zdrowego dystansu, dystansu pełnego miłości. Miłość Jezusa jest miłością, która staje na straży wolności drugiej osoby. Jego miłość jest zawsze syntezą bliskości i dystansu! Jezus daje im słowo, a oni mogą odejść. I w tej ogromnej miłości doświadczają uzdrowienia. Jezus nie przywiązuje nikogo do siebie. Tego też uczy każdego, kto pragnie towarzyszyć drugiemu człowiekowi. Jesteśmy powołani, by być, by towarzyszyć, by jeśli potrzeba wypowiedzieć do drugiego odpowiednie słowo. W tej bliskości dystans, który Jezus objawia wobec chorych i cierpiących, jest wypełniony Jego ogromną miłością.

Moi kochani! W towarzyszeniu innym nie możemy zapominać o wdzięczności. Aby doświadczać pełni uzdrowienia swojego serca, aby doświadczać pełni życia, nie możemy zapomnieć o codziennej wdzięczności wobec Jezusa: o tym, kim jesteśmy; kto nas wybrał, kto nas powołał do tej posługi, kto nieustannie nam błogosławi. Nie możemy z tego daru uczynić swojej własności. Jesteśmy powołani, by być tymi, którzy służą, a nie tymi, którzy stają się właścicielami. Przewodnik nie jest jakimś guru. Nie jest kimś, kto wchodzi w miejsce Jezusa, ale jest kimś, kto cały czas idzie z Jezusem i słucha Go. To ktoś, kto nie przywiązuje drugiego do siebie, ale pozwala mu odejść. Serce przewodnika potrafi być wdzięczne. Tylko wtedy, gdy doświadczamy na swojej drodze uświęcenia, uzdrowienia, umocnienia, jesteśmy w stanie doświadczać radości zmartwychwstania, jak uzdrowiony, który przyszedł i podziękował Jezusowi. „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła” – mówi Jezus, ale najpierw mówi: „wstań!”. To słowo, wiemy o tym doskonale, mówi o zmartwychwstaniu, o pełni, do której został powołany każdy z nas i każdy z tych, którym towarzyszymy.

Prośmy w tych dniach, aby ta wielka łaska – łaska towarzyszenia innym i bycia dla nich przewodnikami –, do której Jezus nas zaprosił, do której Jezus nas powołał, była przeniknięta Jego obecnością, której nas uczy w swoim słowie. Uczmy się tej postawy od Maryi, a także od tych z dzisiejszej Ewangelii wołających pokornie do Jezusa, aby ulitował się nad nami. I bądźmy na tej drodze zawsze wdzięczni za wszystkie otrzymane łaski.

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

Zaproszeni, by królować z Jezusem - by podjąć służebną miłość
homilia - czwartek 32. tygodnia zwykłego (rok I), 16 listopada 2017 r.
Mdr 7, 22 - 8, 1; Ps 119, 89-91.130.135.175; Łk 17, 20-25

NAGRANIE HOMILII Z 16 LISTOPADA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

 

Do dzisiejszych wykładów z s. Judytą myślałem, że jestem biblistą-amatorem, który ma prawo – mówiąc językiem sportu – grać w „c-klasie”. Po tych wykładach wiem, że rzeczywiście jestem biblistą-amatorem, ale co najwyżej z kolegami mogę obejrzeć mecz w telewizji… „Królestwo Boże jest pośród was”. Sam Pan nas o tym zapewnia, kiedy mówi: „Jestem z wami, pośród was, aż do skończenia świata” (por. Mt 28, 20). W wierze rozpoznajemy Jego obecność, doświadczamy jej wśród nas. My o tym wiemy: słyszymy Jezusa, gdy do nas mówi, w swoim słowie wzywając nas do nawrócenia, kształtując swoim słowem piękno naszego życia, dodając nam odwagi, ukazując nam piękne perspektywy naszego życia. To On w sakramentach nieustannie wlewa w nasze serca ogrom swoich łask, abyśmy w drodze do domu Ojca nie ustali, aby nie zabrakło nam, dzięki Jego łasce, entuzjazmu życia. To On nas codziennie prowokuje. Przychodząc w drugim człowieku przypomina, że miłość to nie tylko teoria, ale praktyka. Tych prowokacji bywa bardzo dużo. A my, my Jego poddani?

Bardzo często wielu Jego słów nie słyszymy albo słyszeć nie chcemy. Zdajemy też sobie sprawę, że wiele łask marnujemy, stąd i taki nasz życiowy entuzjazm. A i odpowiedzi na te prowokacje do miłości nie zawsze nam wychodzą. Często unikamy tych prowokacji. Po prostu odwracamy oczy albo usprawiedliwiamy się tym, że nasze serce jeszcze nie jest gotowe, aby kochać. Bywa i tak, że próbujemy budować może nie tyle królestwo, ile własne księstwo. Nawet przechowujemy gdzieś jakieś insygnia koronacyjne licząc na to, że kiedyś ktoś nas obwoła królem. Gdyby zapytać o to, kto tu rządzi, niejeden by odpowiedział: „Tu rządzi gruby Rycho!”. Ale im szybciej nas zdetronizują, tym lepiej. Im szybciej nam minie mania na to własne księstwo czy królestwo, tym lepiej dla nas i dla świata. Pan Jezus jednak nas, swoich poddanych, się nie wstydzi. Ciągle o nas zabiega, ciągle nas uczy prawdziwego królowania, o czym była mowa w dzisiejszych konferencjach. My, jak faryzeusze, pytamy, kiedy przyjdzie królestwo Boże, a Pan Jezus mówi, że ono już jest, abyśmy się rozglądnęli i zobaczyli, ile jest przestrzeni, które wołają o naszą służbę, o nasze serce przepełnione miłością.

Pan Jezus mówi, że nogi trzeba umywać, a my może chętnie byśmy te nogi podkładali innym. Pan Jezus wzywa, by przebaczać, a my nieraz w naszym ogródku pielęgnujemy kwiat nienawiści i mówimy, że to róża i że potrzebna jest nam do życia. On mówi, że kochać trzeba „do końca”, a my chętnie byśmy kochali tak od szesnastej do dwudziestej, albo od ósmej do szesnastej, a później już niekoniecznie. A On nas kocha, mimo wszystko i ciągle w nas wierzy. Jego królestwo nigdy nie jest zagrożone; to my nieraz jesteśmy w tym królestwie czy dla tego królestwa zagrożeniem, jeżeli zamykamy się na to zaproszenie, abyśmy królowali razem z Nim, czyli byśmy podjęli – jak dzisiaj słyszeliśmy – służebną miłość.

On mówi, że Jego drogi nie są naszymi drogami i Jego myśli nie są naszymi myślami, a można by jeszcze do tego dodać – w kontekście dzisiejszej Ewangelii –, że Jego kalendarze nie jest naszymi kalendarzami. Ale od czasu do czasu wśród nas, ludzi, pojawiają się tacy, którzy twierdzą, że mieli wgląd w kalendarz Pana Boga, a nawet więcej, że oni znają datę i obwieszczają całemu światu, kiedy nastąpi jego kres. Jezus nas ostrzega, żebyśmy nie szli za nimi, żebyśmy się nie dali zwieść tym, którzy od czasu do czasu próbują grać rolę mesjasza, którym wydaje się, że znają receptę na życie, ale tylko w ramach tego świata; którzy mogą nas doprowadzić do grobu, ale nie dalej. Dalej może nas poprowadzić tylko On, nasz Pan!

Trzeba więc wziąć swój kalendarz i wypisać tam każdego dnia to, co jest najważniejsze: nasze bycie z Panem! Ono jest dla nas kluczowe! Trzeba nam pamiętać o codziennym spotkaniu z Panem. Trzeba codziennie otwierać Mu drzwi swojego serca i czynić to „na czas”. Po to, aby kiedy przyjdzie to ostatnie, decydujące otwarcie, abyśmy nawet nie musieli otwierać, bo kiedy przyjdzie Pan, drzwi do naszego serca zastanie otwarte. Nawet nie będzie musiał pukać, a w środku będziemy my gotowi na Jego spotkanie; bo będziemy gotowi na Jego przyjście, jak zawsze, jak codziennie, tak i wówczas, kiedy błyskawica Jego dnia pojawi się na niebie.

Jeszcze jedna myśl. Nieraz oglądamy my, panowie (panie może rzadziej, ale niech sobie wyobrażą), filmy wojenne. Nieraz w tych filmach jest taka scena: jest mapa czy makieta, nad nią pochylony cały sztab ludzi, łącznie z dowódcą, a na mapie czy makiecie sytuacja przed bitwą. Jest tzw. burza mózgów i nagle jakiś generał mówi: „Panowie, nie ma innego wyjścia: aby z punktu ‘a’ przebić się do punktu ‘b’, musimy zdobyć punkt ‘c’. Nie ma innej drogi”. My też, razem z Jezusem, codziennie pochylamy się nad mapą naszego życia. Hiob powie nam, że jest ono bojowaniem, a doświadczenie nam mówi, że jest związane z umęczeniem, z wysiłkiem. Kiedy pochylając się patrzymy Jezusowi w oczy, On mówi: „Jeśli chcesz trafić do domu Ojca z tego domu, który tu budujesz, to nie ma innej drogi, jak przez Golgotę. Nie ma innej drogi!”. Mamy tę „przewagę”, umacnia nas to, że On tę drogę przeszedł jako pierwszy. On ten szlak przetarł. „Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie” – On to już przeżył. Nasz Wódz, nasz Król, nasz Pan! To jest pierwsze, a drugie jest to, że On idzie razem z nami. Nie odszedł do domu Ojca i tam na nas czeka, bo przecież my sobie jakoś poradzimy, ale On jest z nami. On jest z nami!

Trzeba nieraz wiele wycierpieć, nieraz w życiu doświadczyć odrzucenia czy wyśmiania, ale trzeba dojść do tego momentu nie tylko, żeby umrzeć (to każdy będzie musiał zrobić, nawet jeśli tego nie chce). Jezus nam pokazał, że życie trzeba ODDAĆ umierając. ODDAĆ z miłości! W naszym przypadku: z miłości do Niego, z miłości do naszych braci i sióstr. To jest nasza droga i to jest nasze królowanie, które zakończy się w domu Ojca. Podążajmy tą drogą wpatrzeni w naszego Przewodnika, w naszego Pana, w Jezusa.

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

Pomaga czytać księgę stworzenia i wydarzenia naszego „dziś”
homilia - piątek 32. tygodnia zwykłego (rok I), 17 listopada 2017 r.
Mdr 13, 1-9; Ps 19, 2-5b; Łk 17, 26-37

NAGRANIE HOMILII Z 17 LISTOPADA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

 

W dzisiejszej Liturgii Słowa zobaczyłem Boży tryptyk o lecio divina. Bardzo często Liturgia Słowa układa mi się w dyptyki, tryptyki… Zacznijmy od tego, co jest środku Liturgii Słowa, od psalmu. „Niebiosa głoszą chwałę Pana Boga” –z wiarą powtarzaliśmy, jak refren credo. Ojcowie starożytni mawiali, przekonywali, powtarzali, że Bóg nie miał zamiaru – to pewien kolokwializm, oczywiście – stwarzać Biblii, którą trzymamy w naszych rękach i którą modlimy się co dnia. A nie miał zamiaru dlatego, że Biblię już wcześniej stworzył i że tą Biblią, którą stworzył, tą księgą życia, księgą objawienia, był świat stworzony przez Niego. „Stworzony świat jest pierwszą księgą Boga” – komentuje M. Magrassi w nawiązaniu do ojców starożytnych. „Ta idea podobała się św. Augustynowi, mówił on, używając swej wspaniałej gry słów, że świat jest napisany przez Boga jak księga, a z drugiej strony Pismo Święte jest stworzone przez Boga jako świat” (M. Magrassi, Biblia i modlitwa. Lectio divina, Wydawnictwo OO. Franciszkanów „Bratni Zew”, Kraków 2003, s. 62). Eriugena mówił, że „gdyby nie grzech, wystarczyłoby to drugie: świat byłby księgą wystarczająco dużą i jasną, a każde stworzenie teofanią Boga” (zob. tamże). Ojcowie starożytni mawiali, że kiedy Bóg stworzył człowieka, ten cały był wypełniony Jego światłem i tak był wypełniony światłem, że światło przenikało przez jego skórę. Jest gra słów „skóra” i „światło” w języku hebrajskim. W każdym bądź razie to światło, które przenikało człowieka, zawsze go prowadziło do Sprawcy stworzenia. Całe istnienie człowieka i jego życie było kontemplowaniem Stwórcy; gdziekolwiek spoczął jego wzrok, widział Stwórcę, widział Pana nieba i ziemi. Ale pojawił się grzech, dlatego Bóg postanowił stworzyć drugą księgę. Po co? By obmywała oczy naszego zranionego grzechem serca, by obmywała oczy naszej duszy, by leczyła nasz wzrok. Bo człowiek po grzechu już nie widzi dobrze. Skóra zatrzymała światło. To światło już nie przenika. Bóg potrzebuje zejść do ludzkiego serca przez swoje słowo. Jakże tutaj wymowną jest tajemnica Słowa Wcielonego! By to światło, które jest w nas pod gruzem grzechu, mogło się wydobyć na nowo i byśmy zaczęli czytać na nowo, po Bożemu, ten świat, który Bóg stworzył. Bo ta księga nadal istnieje i Bóg nadal się objawia w stworzeniu. „Niebiosa głoszą chwałę Boga”, tyle tylko, że my już nie widzimy tej chwały sami z siebie i uszy nasze, zranione grzechem, nie słyszą tego głosu. Słowo Boga zostało nam dane w księdze, którą nazywamy Biblią, by leczyło nasze oczy i nasze uszy. I tak wracamy do pierwotnego lectio divina, lectio pierwszych rodziców, którzy kontemplowali Boga, zanim grzech wszedł na świat.

Zatrzymajmy się przy tej drugiej księdze, stworzonej przez Boga, bo o niej mówią dzisiaj księga Mądrości i Ewangelia. Co dzieje się z nami, kiedy otwieramy tę księgę i pozwalamy, aby Słowo leczyło nasze oczy, leczyło nasze uszy, leczyło naszą duszę. Dwie wartości zobaczyłem w lectio divina poprzez pierwsze czytanie z księgi Mądrości i poprzez Ewangelię według św. Łukasza. Otóż, księga Mądrości przekonuje nas, że słowo daje nam łaskę poznania; poznania, które rozumiemy w języku Biblii. To jest takie poznanie, które sprawia, że widzisz intymnie, wewnętrznie. Wiemy, że w Starym Testamencie słowo „poznać” było kojarzone (hebr. „jada”) z intymnym związkiem, ze współżyciem osób. Ale z tego rozumienia zostało wyprowadzone to poznanie, które jest najintymniejszym przebywaniem między osobami: osobą człowieka i Osobą Boga. Co się dzieje, kiedy nie mamy słowa Boga w sobie? Księga Mądrości mówi prosto: jesteśmy głupi, głupiejemy. Bo mamy przed sobą świat, który cały jest wypełniony obecnością Boga, a my Go nie poznajemy. Nie poznajemy Sprawcy dzieła stworzenia, który codziennie, od rana do wieczora, objawia nam się w dziele stworzenia. To nazywa głupotą księga Mądrości. A kiedy głupota zajmuje wnętrze, wtedy dusza wchodzi w bałwochwalstwo. Wtedy zaczyna czcić swoich bogów; wtedy po swojemu zaczyna ubóstwiać to, co jest w życiu; zaczyna absolutyzować. Tak pojawiają się bożki, bo dusza bez Boga żyć nie może. Jeśli nie rozpoznaje Tego, który jest jedynym Bogiem, będzie w swojej pustce szukała bożków. To jest pierwsze, co mocno mi wybrzmiało w tej lekturze: albo Bóg, albo bożki. Albo będę poznawał jedynego Boga, który mi się nieustannie objawia w tej pierwszej księdza, a także poprzez tę drugą, która leczy oczy mojej duszy; albo otoczę się bożkami. Albo Bóg, albo otoczę się tym, co sam będę ubóstwiał, absolutyzował. A bożki prędzej czy później staną się moimi demonami; staną się tymi, które będą stawały na mojej drodze z Bogiem i będą mi Go coraz bardziej zasłaniały.

Co jest przeciwieństwem głupoty? Mądrość. Mądrość – pięknie nam to wczoraj wytłumaczyła s. Judyta – w języku Biblii to jest spotkanie z osobą. To jest ten moment, w którym poznajesz, ale w którym poznajesz tak, jak się poznaje w relacji, jak się poznaje w spotkaniu z osobą. Bóg nie jest ideą, jak mówił o. Rupnik. Gdyby był ideą, wystarczyłoby o Nim dumać, wystarczyłoby o Nim myśleć. Bóg jest Osobą. Dlatego św. Grzegorz Wielki mówi, będę powtarzał jego słowa, parafrazując: tak czytaj słowo Boga, aż usłyszysz bicie Serca Boga w świętym tekście! Kiedy zaczynasz słyszeć bicie Serca Boga, już nie tylko w świętym tekście, ale także w tej codzienności, w której jesteś zanurzony, to znaczy, że mądrzejesz, że pojawia się w tobie mądrość, której na imię „poznanie wewnętrzne”, bo rozpoznajesz bicie Serca Boga. Rozpoznajesz Tego, który cię miłuje, który o tobie pamięta, który ci się codziennie objawia. A ostatecznie objawił nam się w Tym „Objawicielu” – po raz pierwszy usłyszałem takie imię Jezusa Chrystusa, które powtarzała s. Judyta –, jakim jest On, Jezus Chrystus. Ojcowie starożytni powiedzieliby: Ojciec wypowiedział jedno Słowo, to my usłyszeliśmy wiele słów.

Księga Ewangelii wskazuje jakby na drugą wartość, na drugą zdolność, którą mogę posiąść w lectio divina. To już nie tylko czytanie dzieła stworzenia, ale czytanie wydarzeń. Zwróćmy uwagę, jak Jezus łączy wydarzenia biblijne z wydarzeniami mojego życia. „Jak działo się za dni Noego, tak będzie…”, „Jak działo się za czasów Lota, … tak samo będzie…”. W Biblii historia się powtarza. W Biblii jest moja historia. Biblia opowiada wydarzenia mojego życia. U Boga jest zawsze „jest”. U Boga wydarzenie „się staje”. U Boga wydarzenie „ma miejsce”. Biblia uczy mnie czytać to, co się wydarza. Bóg się objawia w wydarzeniu. Wydarzeniem najważniejszym jest objawienie się samego Boga. Noe był mądry, bo rozpoznał to wydarzenie. Inni się z niego śmiali i okazali się głupimi. A dlaczego Noe był mądry? Bo potrafił powiązać, – tu jest mądrość –, to wydarzenie, które wyczytał ze słów Boga, z teraźniejszością. Tu się rozpoczyna mądrość: kiedy potrafię powiązać wydarzenie, które mi objawia słowo, z moim „dzisiaj”. Słowo Boga zachowa mnie „dzisiejszego”. Słowo Boga będzie mnie uczyło zdolności, która należy do najtrudniejszych, by przeżywać moje „dzisiaj” jako nieustanne „jest” z Bogiem, by w gramatyce życia duchowego nauczyć się czasu teraźniejszego: że On „jest” (Bóg „przychodzi”, a Jego przychodzenie jest zawsze wydarzeniem); by nauczyć się wiązać wydarzenia mojego „dzisiaj” z tym wydarzeniem Słowa, które mi się objawia. Prośmy więc dzisiaj Jezusa Chrystusa, który jest jedynym Słowem Ojca, Słowem Wcielonym, o mądrość, o światłe oczy serca, byśmy poznawali Sprawcę tego, co tak piękne, co jest Jego pierwszą księgą, którą stworzył, byśmy Go rozpoznawali w Jego dziele stworzenia Ale prośmy również o mądrość, tę mądrość, która będzie nas uczyła przez lectio divina, przez nasze Boże czytanie, tej umiejętności powiązania świętej stronicy tekstu ze stronicą naszego życia.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------
w tekstach spisanych z nagrania na żywo,
zachowano styl języka mówionego (red.).
---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------

Zachęcamy do skorzystania z nagrań i publikacji:

   

   

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl