O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Chrześcijaństwo, które zadaje pytania. Z ks. Alessandro Pronz ...


Chrześcijaństwo, które zadaje pytania
Z ks. Alessandro Pronzato rozmawia Alina Petrowa-Wasilewicz


Ktoś powiedział ironicznie, że dziś już nie wiadomo komu nie wierzyć. Wielkim wyzwaniem dla chrześcijan dziś jest przedstawianie Słowa Bożego jako czegoś zupełnie unikalnego, jedynego. Jako Słowa, które relatywizuje wszystkie pozostałe słowa.

Ale aby to Słowo odebrać, potrzeba pustyni, wyciszenia głosów, dobiegających z targowiska i placu. I odnalezienia gościnnej przestrzeni, która jest przestrzenią Słowa. Milczenia. Gdyż głosy dobiegające z targowiska są bardzo krzykliwe. A my nie powinniśmy z nimi konkurować, natężając głos, raczej powinniśmy go przyciszyć. Możemy usłyszeć Słowo Boże jedynie w ciszy. Ono jest szeptem.

Powinniśmy też pamiętać, że wobec tylu nowości, (są to nowości, które bardzo szybko się starzeją), prawdziwie nowe są tylko Słowa Boga. Amerykański pisarz Julien Green, mówił, że gdy wstaje rano, zanim przeczyta wiadomości z porannej gazety, otwiera Ewangelię, gdyż tam naprawdę odnajduje najnowsze wiadomości.



Ks. Alessandro Pronzato, autor 108 książek poświęconych tematyce religijnej, zwłaszcza Pismu Świętemu; wykładowca katechetyki, dziennikarz, duszpasterz, rekolekcjonista. Współpracuje z Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów. Był gościem wydawnictwa Salwator podczas X Targów Wydawców Katolickich br.
 

Jest Ksiądz autorem stu ośmiu książek, które rozchodzą się w wielomilionowych nakładach. Jak trzeba pisać, aby Słowo docierało do ludzi?


Wciąż martwimy się, co powiedzieć innym, chcemy kogoś nawracać. Tymczasem punktem wyjścia powinno być nawrócenie samego siebie. Gdy mówimy o nowej ewangelizacji, która jest nieodzowna, powinniśmy wpierw zapytać, czy my sami jesteśmy zewangelizowani? Pierwszą ziemią misyjną jest nasze serce. Tylko jeśli my jesteśmy zewangelizowani, możemy być skutecznymi ewangelizatorami. Słowo Boże powinno być skierowane najpierw do każdego z nas. Zawsze duże wrażenie robiły na mnie ostatnie zdania przypowieści o przewrotnych rolnikach w winnicy - zabójcach. Święty Mateusz mówi: "Arcykapłani i faryzeusze, słuchając Jego przypowieści, poznali, że o nich mówi" (Mt 21,45). Punktem wyjścia w każdym głoszeniu jest zrozumienie, że Słowo Boże powinno dotykać najpierw nas, jest skierowane do nas i musi przemieniać przede wszystkim nas samych. Wtedy możemy kierować te słowa także do innych.
Co do moich książek. Jestem narzędziem Słowa Bożego, przez które dociera ono do ludzi. Nieraz słyszę, że mam łatwość pisania. To jest i nie jest prawda. Jestem przekonany, że aby słowo mogło głęboko dotrzeć do serca człowieka, musi wypływać z głębi innego człowieka. Z głębi - to znaczy z ciszy, milczenia, z pustyni, z kontemplacji. Jeśli ktoś nie jest w stanie spędzić kilku dni w samotności, trudno aby napisał coś głębokiego. Tymczasem wiele osób dziś pisze, żyjąc ciągle w wirze różnych zajęć, w roztargnieniu i wtedy jest oczywiste, że to Słowo będzie powierzchowne, gdyż prawdziwie głębokie Słowo rodzi się z modlitwy i milczenia.
Sądzę też, że czytelnik czuje, czym te słowa dla autora są, czy są treścią jego życia, czy tylko słowami. Większość czytelników potrafi rozpoznać, czy to "słowa życia", czy efekt rutyny lub wypowiedź zawodowca.

Dlaczego ludzie poza Kościołem czytają książki o Piśmie Świętym?

Są to ludzie, którzy przeczytali już Marksa, Freuda, czy Michela Foucault. Ale to im nie wystarcza, w Ewangeliach szukają czegoś innego, cząstki, która została w tych ludziach pogrzebana. Czegoś, z czego sami sobie nie zdają sprawy. I właśnie słowa Ewangelii sprawiają, że ich ukryte tęsknoty, wymagania i oczekiwania wychodzą na powierzchnię. Funkcją Słowa Bożego jest budzenie prawdziwych potrzeb, pragnień i oczekiwań człowieka. Samarytanka, którą Pan Jezus spotkał przy studni myślała, że jej jedynym problemem jest brak wody. Tymczasem Pan Jezus ukazuje jej, że nie chodzi jedynie o wodę materialną, ale także zupełnie inną. Tak samo i my - jeśli dajemy ludziom tylko to, co już i tak mają, to nie ma to sensu.

Czego szukają wierzący w książkach Księdza i w książkach innych autorów, piszących książki religijne?

Chcą pogłębić swoją wiarę. Ale wyczuwają, że Słowo Boże posiada własną moc, która pozwala odkrywać w tych samych tekstach ciągle nowe rzeczy. W książkach autorów religijnych szukają więc zupełnie nowych aspektów Słowa Bożego, z których dotychczas nie zdawali sobie sprawy.
Kiedyś oczekiwano i starano się, aby chrześcijaństwo dawało człowiekowi odpowiedzi. Ale wydaje się, że dzisiejszy człowiek ma już dość uspakajających odpowiedzi. W moich książkach staram się przede wszystkim stawiać pytania, budzić wątpliwości, proponować przemyślenia rozmaitych problemów. Chodzi tu o chrześcijaństwo, które zadaje pytania.
W czasie Mszy św. przekazujemy sobie znak pokoju. Ksiądz mówi: Pokój Pański niech zawsze będzie z wami. A ja nieraz mam ochotę powiedzieć: Niepokój Chrystusa niech zawsze będzie z wami.

Chce Ksiądz wytrącić chrześcijan z rutyny?
 
Tak, chodzi o tych niedzielnych, zadowolonych z siebie chrześcijan. Tych, którzy nic nie zrozumieli kim jest Ojciec, od którego formalnie nie odeszli.
Moje książki docierają nieraz w zaskakujące miejsca. Książka "Niewygodne Ewangelie", trafiła do więzienia, gdzie wyroki odsiadują osoby, skazane na dożywocie - bandyci znani z dokonanych przestępstw i procesów, śledzonych później przez opinię publiczną. Jeden słynny bandyta kupił 20 egzemplarzy żeby dyskutować o książce wraz ze współwięźniami. Zaprosili mnie, ponieważ chcieli zadać mi kilka pytań. Pojechałem do tego więzienia i spotkałem się z nimi.

Wiara pojawia się w zaskakujących miejscach.

Nieraz mówi się, że współczesny świat jest pustynią, ale to pojęcie jest bardzo powierzchowne. Używamy je aby się usprawiedliwić, że nie ma nic do zrobienia. Ale jeśli wierzymy w moc Słowa Bożego, które powinno być autentycznie głoszone i przeżywane, to może się okazać, że wytrysną nowe źródła wiary w miejscach, w których nigdy byśmy się nie spodziewali.
Czasem otrzymuję listy, w których ktoś pisze, że przeżywał załamanie, był na krawędzi przepaści, chciał popełnić samobójstwo. Ale przeczytał jakąś stronę z mojej książki i odzyskał nadzieję. Sprawdzam wówczas, jaki fragment mojej książki go "uratował" i widzę, że nawet nie miałem zamiaru napisać to, co tak pomogło mojemu nieznanemu czytelnikowi. To znaczy, że to słowo żyje swoim, niezależnym ode mnie życiem i idzie niezależnymi drogami. Słowo nie należy do mnie, ja je wypowiadam, ale nie mam nad nim kontroli. 

Co robić, aby przesłanie Ewangelii rzeczywiście przemieniało odbiorcę?

We Włoszech mówimy, że przeszliśmy od Biblii z zakrystii, dla księdza, do Biblii Ludu Bożego. Lud znowu wziął w posiadanie Słowo Boże. Myślę, że ten fakt może cieszyć, ale ma także pewien defekt. Gdyż we Włoszech Biblię czyta regularne wciąż mniejszość chrześcijan. Zazwyczaj należą oni do świeckich ruchów religijnych i kół biblijnych w parafiach, które są coraz liczniejsze. Jednak Biblia dla zbyt wielu chrześcijan spotkanie ze Słowem Bożym następuje jedynie podczas niedzielnej Mszy św. Można odnieść wrażenie, że Słowo Boże zostało posłane wyłącznie do takich świętych miejsc, jak kościoły.
Pamiętam, gdy byłem ministrantem i służyłem do Mszy św., proboszcz ogłaszał czasami w kościele, że znaleziono pęk kluczy lub portfel. Ten, co je zapomniał, może odebrać zgubę w zakrystii. Gdybyśmy dziś spojrzeli trzeźwo na naszą rzeczywistość kościelną, po niedzielnej Mszy powinniśmy mówić wiernym, że zostawili Słowo Boże w kościele. Zbyt mało ludzi pamięta o tym, by zabrać je ze sobą do domu. Będzie można powiedzieć, że Biblia rzeczywiście jest Księgą Ludu Bożego tylko wówczas, gdy Słowo Boże przejdzie od księdza, głoszącego kazanie do serc słuchaczy, z kościoła do domu. Wydaje mi się, że tak się w końcu stanie, jesteśmy na tej drodze.

Współczesny człowiek bombardowany wielką ilością informacji, przez media i niezliczone reklamy. Jak Słowo Boże ma przebić się w tym hałasie?

Ktoś powiedział ironicznie, że dziś już nie wiadomo komu nie wierzyć. Wielkim wyzwaniem dla chrześcijan dziś jest przedstawianie Słowa Bożego jako czegoś zupełnie unikalnego, jedynego. Jako Słowa, które relatywizuje wszystkie pozostałe słowa.
Ale aby to Słowo odebrać, potrzeba pustyni, wyciszenia głosów, dobiegających z targowiska i placu. I odnalezienia gościnnej przestrzeni, która jest przestrzenią Słowa. Milczenia. Gdyż głosy dobiegające z targowiska są bardzo krzykliwe. A my nie powinniśmy z nimi konkurować, natężając głos, raczej powinniśmy go przyciszyć. Możemy usłyszeć Słowo Boże jedynie w ciszy. Ono jest szeptem.
Powinniśmy też pamiętać, że wobec tylu nowości, (są to nowości, które bardzo szybko się starzeją), prawdziwie nowe są tylko Słowa Boga. Amerykański pisarz Julien Green, mówił, że gdy wstaje rano, zanim przeczyta wiadomości z porannej gazety, otwiera Ewangelię, gdyż tam naprawdę odnajduje najnowsze wiadomości.
Niebezpieczeństwem dla nas jest rutyna. Tylko wtedy, jeśli uda nam się przezwyciężyć przyzwyczajenia i pozwolimy się zaskoczyć Słowu, jako czemuś nowemu i niesłychanemu, przemieni ono życie człowieka. Dotyczy to głoszących i ludzi świeckich. Nawet jeśli ksiądz odprawia w niedzielę trzy Msze św., powinien tak podchodzić do Słowa Bożego, jakby nie wiedział, co jest napisane w tej księdze na pulpicie. Co nie oznacza, że nie powinien się solidnie przygotować do kazania. On powinien jedynie pozwolić, by za każdym razem Słowo Boże go zaskakiwało. Jakby je wcześniej nigdy nie słyszał.

Jak głosić Słowo Boże młodzieży, która jest szczególnie trudnym i wymagającym odbiorcą?

Myślę, że to nie dotyczy tylko młodzieży, ale wszystkich. Co zrobić, aby orędzie Jezusa poruszyło człowieka? - Nie wystarczy, aby głosiciel Słowa odczytał Słowo Boże. Musi też umieć odczytać serca słuchaczy. Trzeba spróbować uchwycić, jakie są prawdziwe potrzeby i problemy ludzi, którzy stoją przed nami. Gdyż zazwyczaj my księża albo zadajemy same pytania, albo udzielamy samych odpowiedzi.
I zdarza się, że pytania, które stawiamy nie są tymi pytaniami, które przede wszystkim nurtują młodych ludzi. Naszym pierwszym zadaniem jest odnalezienie pytań, jakie stawiają sobie ludzie młodzi.
Kiedyś wielkie wrażenie zrobił na mnie udział w spotkaniu, w którym uczestniczyło wielu ludzi młodych. Była tam bardzo ważna osobistość Kościoła, która na koniec poprosiła młodzież o przedstawienie swoich pytań i trudności. Z zaskoczeniem i rozgoryczeniem zauważyłem, że pytania te były wcześniej przygotowane i przerobione przez organizatorów. Zaś ta ważna persona miała przygotowane na kartce także odpowiedzi. Wydaje mi się, że trzeba mieć odwagę, by o niektórych sprawach mówić młodym ludziom otwarcie. Głosiciele Słowa stoją przed poważną pokusą. Przypomnijmy sobie przypowieść o ziarnie, które musi być ukryte, aby mogło zaowocować. Dojrzewanie jest długim i powolnym procesem. Musimy nastawiać się na długie terminy. Nie speszyć się. Gdyż błyskawiczne rezultaty, które mogą być pocieszające, nie wytrzymają próby czasu. Używając metafory, wybór polega na tym, czy posadzić dynię, czy drzewko daktylowe. One obrazują dwa typy cywilizacji. Cywilizacja zachodnia, na przykład amerykańska, wymaga szybkich efektów. To cywilizacja, hodująca dynie. Natomiast drzewko daktylowe rośnie bardzo powoli i owoce będą jeść dopiero następne pokolenia. Musimy mieć odwagę podejmować działania, których owoców nigdy nie zobaczymy.

Jaki powinien być głosiciel Słowa? 
   

Podstawowym problemem jest kwestia języka. Sądzę, że my kaznodzieje, przeszliśmy od moralistyki i głoszenia pobożnościowego ku głoszeniu typu intelektualnego. Z pewnym upodobaniem do języka specjalistycznego, który przechodzi ponad głowami słuchaczy i trafia w próżnię. Tymczasem trzeba mieć odwagę postawić na jasność i prostotę. Zmarły dwa lata temu znakomity hiszpański biblista prof. Luis Alonzo Schoekel SI mówił, że prostota jest jedną z form miłości bliźniego. Pierwszą rzeczą, którą musi zrozumieć głosiciel Słowa jest to, że powinien być zrozumiały. A drugim ważnym elementem jest pasja, ogień, który głosiciel Słowa ma w sobie. On nie może być jedynie intelektualistą. Musi być zakochany. Prorok Jeremiasz pisał: "Zesłał ogień z wysoka, kazał mu wejść w moje kości" (Lam 1,13). Myślę, że głosiciel powinien dać ogień swojego słowa. Mój przyjaciel ksiądz mawiał, że słowo nie rozgrzane przez serce jest słowem straconym.

Dodatkowym utrudnieniem dla kaznodziejów jest fakt, że kończy się cywilizacja słowa, zaś zaczyna cywilizacja obrazkowa.

Zmiany, które obserwujemy w świecie współczesnym są rzeczywiście ogromne. Jednak niezależnie od tego, jedno jest pewne - natura ludzka jest zawsze taka sama.
Trzeba naturalnie starać się, aby to znane od dwóch tysięcy lat orędzie przekazywać w nowej formie, ale należy wystrzegać się obsesji aby za wszelką cenę wychodzić naprzeciw wymaganiom dzisiejszych czasów.

Co to znaczy "obsesja wychodzenia naprzeciw wymaganiom dzisiejszych czasów"?
 
Nie należy kokietować słuchaczy. Nie wierzę w skuteczność sensacyjnych form głoszenia Ewangelii. Wydaje mi się, że nam, duszpasterzom, brakuje nieraz odwagi w głoszeniu orędzia Jezusa. Zachowujemy się jak w supermarketach i uznajemy, że jeśli jakiś towar źle się sprzedaje, trzeba obniżyć cenę. Tymczasem zwłaszcza młodzi ludzie oczekują, że będziemy od nich wymagać. Tylko radykalizm chrześcijański jest dziś pociągający, a my księża powinniśmy mieć odwagę stawiania wymagań. To się potwierdza w życiu wspólnot zakonnych we Włoszech. Te zakony, które zachowały radykalne wymagania ewangeliczne mają dziś powołania. Natomiast klasztory, których zakonnicy zdecydowali się "zmodernizować", czyli ułatwić sobie życie, więc poszli na kompromis i złagodzili swe reguły, świecą dziś pustkami.       
Podobnie jest w życiu kapłańskim. Są księża, którzy proponują swoim wiernym grę w piłkę nożną , kino i inne rozrywki. A czemu właściwie Kościół miałby konkurować z show biznesem? - Zaproponujmy raczej to, co tylko my możemy ludziom dać. Najlepsze owoce duszpasterskie mają ci księża, którzy proponują wiernym dni skupienia, rozważania nad Słowem Bożym, czy dni pustyni.
Mamy włoskie słowo, oznaczające chęć podobania się. Ludzie chcą się podobać, zabiegają o swoją popularność i miejsce w rozmaitych rankingach, mówi im się, że powinni się o to starać. Tymczasem księża nie są od tego, aby byli popularni. My jesteśmy po to, żeby być niewygodni, zadawać ludziom trudne pytania. Kto powiedział, że mamy się ludziom podobać? W "Zapiskach wiejskiego proboszcza" George'a Bernanosa stary ksiądz pyta młodych współbraci: Wy chcecie się podobać. A gdzie jest powiedziane w Ewangelii, że macie się podobać? Wy macie być solą ziemi, a nie miodem ziemi.

Chrześcijaństwo z supermaketu nie wytrzyma próby czasu, zwietrzeje?

Sądzę, że to moda, która przeminie za parę lat. My natomiast nie powinniśmy uganiać się za modą, a wyprzedzać czasy i proponować coś nowego. A możemy proponować coś nowego, gdyż Słowo Boga jest zawsze aktualne.

Jakie chrześcijaństwo przetrwa, skoro wersja "supermarketowa" się nie ostoi?

Jest tylko jedno chrześcijaństwo. Albo się jest chrześcijaninem, albo się nim nie jest wcale. Czasem zadaję sobie pytanie, dlaczego postaci z odległej przeszłości pociągają dzisiejszą młodzież? Święty Franciszek, Karol de Foucauld - oni nie szli za modą, byli autentyczni. Ojciec Pio był bardzo wymagający, zdarzało się, że nie dawał rozgrzeszenia, wyrzucał ludzi z konfesjonału. A jednak ten bardzo surowy i wymagający ksiądz ciągle pociągał tłumy wiernych. Francuski filozof i pisarz Jean Guitton mówił, że Bóg, który jest pobłażliwy nie jest już Bogiem.

Papież Jan Paweł II wzywa Kościół do nowej ewangelizacji. Czy oznacza to powrót do Dekalogu, po masowej apostazji?

Dwóch francuskich publicystów wydało książkę zatytułowaną "Małymi krokami ku barbarzyństwu". Martwią się tym, że nawet nie zdając sobie sprawy podążamy ku barbarzyństwu. Jestem przekonany, że kroki, dzięki którym wrócimy do Dziesięciu Słów nie są działaniem wstecznym, a ratunkiem chrześcijaństwa i całej naszej ludzkiej cywilizacji. Aby iść do przodu, trzeba się trochę cofnąć.
Dlatego napisałem "Powrót do Dekalogu". Może ktoś pytać, jaki jest sens pisać w dzisiejszych czasach o Dekalogu? Tymczasem to niby-cofnięcie się jest w istocie pójściem naprzód.
Dekalog nie jest datowany, on jest wiecznie aktualny, nie jest anachronizmem. Dotyczy dzisiejszego świata i szczególnie dzisiaj jesteśmy w stanie odkryć wszystkie możliwości i cały potencjał na podstawie dotychczasowych doświadczeń historycznych, o ile bogatszych, niż w czasach Mojżesza. Chociażby przykazanie "Nie zabijaj" nabiera o wiele głębszego znaczenia dzisiaj niż w przeszłości. Przykazania nie przemijają. Nawet Kazanie na Górze nie anuluje przykazań. Jezus dał ich dopełnienie, chciał żebyśmy odkryli ich bogactwo i dał nam wolność, byśmy poszli dalej i głębiej.
Jest wielka mądrość w tym, że Żydzi nie mówią o dziesięciu przykazaniach, a o dziesięciu słowach. Aspekt legalizmu schodzi na drugi plan. Dekalog należy odbierać przede wszystkim nie jako kodeks praw, a jako słowa wolności. To słowa Boga, które wyzwalają. Dekalog jest kartą wolności i wyzwolenia, a nie narzędziem ucisku i zniewolenia. Jest zbyt wielu chrześcijan o ponurych twarzach, którym wydaje się, że chrześcijaństwo to same obowiązki. i
że na tym świecie nie zaznamy radości, a jedynie w niebie. A przecież to nieprawda. Dlaczego mamy zazdrościć innym? - To raczej oni powinni zazdrościć nam naszej radości. Ale nie jest to łatwa radość. Ta radość wypływa z tego, że chrześcijanin robi to, co jest niewygodne. Idzie najtrudniejszą drogą, płynie pod prąd.


Tłumaczyła z języka włoskiego Danuta Piekarz

 


KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl