O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Zrozumiałam, że relacji trzeba się uczyć i że warto się ich u ...


    Siostra klauzurowa, lat 42, od 7 lat przełożona

    Po piętnastu latach życia zakonnego, zupełnie niespodziewanie, znalazłam się jakby ponownie w nowicjacie. Teraz mając za sobą doświadczenie życia wspólnotowego i będąc już od kilku lat przełożoną  wspólnoty kontemplacyjnej. Tak bym określiła  te dwa lata w Szkole Formatorek Zakonnych. Dziękuję Bogu za ten czas, za ludzi, przez których mówił do mnie i kontynuował dzieło formacji oraz za moje siostry, które nakłoniły mnie do udziału w tej szkole.

    Znaczna część mojego przełożeństwa  przebiegła wokół spraw związanych z budową i organizowaniem życia nowego klasztoru. Każdy kto to przeżył, wie, że po kilku latach takiej działalności można stać się doskonałą administratorką i budowniczą, ale trudno jest prowadzić wspólnotę ku głębokiemu życiu wewnętrznemu. Tak było i ze mną. Ogrom spraw oraz mój naturalny pociąg do pracy, sprawiły, że medytacja, czytanie duchowe i studium, wciąż były spychane na margines sił, czasu i możliwości.
Nie umiem nawet powiedzieć, kiedy zatraciłam smak modlitwy i radość zanurzania się w miłosnej obecności Boga. A co za tym idzie wrażliwość na Boże natchnienia i najgłębsze potrzeby drugiego człowieka.  Moje rozmowy z siostrami dotyczyły teraz zazwyczaj spraw zewnętrznych, tego, co zostało zrobione i co jeszcze jest do zrobienia. Zaczęły się też pojawiać trudności w relacjach, z którymi sobie nie radziłam, ponieważ nie umiałam już słuchać Boga, ani własnego serca, ani moich sióstr. Dopiero wyjazdy na kolejne sesje były, z konieczności, oddaleniem się od masy spraw, w których wydawało mi się, że jestem niezastąpiona. Teraz, będąc poza domem, mogłam zająć się tylko tym, co najistotniejsze.

    Rozbudowane wprowadzenia do medytacji, godziny adoracji rozpoczynające i kończące dzień oraz wykłady  proponowane przez Szkołę, rozszerzały stopniowo mój umysł i moje serce. Zaczęłam na nowo smakować w Bożym Słowie, które jest przecież centrum naszego życia i które u początków mojej drogi wiary i powołania było dla mnie tak bardzo ważne.

   Po każdej kolejnej sesji coraz bardziej czułam przynaglenie, by zrewidować sprawy, w których jestem jako przełożona, aby obronić mój czas modlitwy, studium i duchowej lektury po to, by całą sobą móc trwać przy Tym, który jedynie może nasycić moją duszę, wlać w nią światło i uczynić Jego narzędziem.

   Od dawna, choć wiem, że nie od zawsze, nosiłam w sobie jakąś niewiarę w siebie. Niby nic, można z tym żyć, ale będąc przełożoną bardzo utrudniało mi to życie i służbę wspólnocie. Myślę, że jeszcze bardziej skutki tego odczuwały moje siostry. Niepewność siebie rodziła we mnie poczucie zagrożenia. Sama nie potrafiłam coś zaproponować, podjąć decyzję, ani otworzyć się na inicjatywy i propozycje  innych. Odbierałam je często jako atak na moją osobę. Wydawało mi się, że powinnam znać odpowiedzi na wszystkie pytania, z którymi przychodziły siostry, a kiedy tak nie było, czułam się zmieszana, traciłam odwagę, wycofywałam się. W ten sposób robił się dodatkowy zamęt we wspólnocie.
Dużą pomocą w tym względzie były dla mnie ćwiczenia z zakresu psychologii komunikacji, będące w programie zajęć. Dzięki głębszemu poznaniu siebie, całego świata uczuć i emocji oraz mechanizmów ich funkcjonowania, stałam się człowiekiem bardziej wolnym wewnętrznie. Potrafiłam rozpoznać to, co się we mnie dzieje i z prostotą wyrażać to w sposób budujący mnie i otoczenie. Tu uświadomiłam sobie potrzebę i użyteczność aktywnego słuchania oraz konieczność świadomego budowania relacji. Zrozumiałam, że relacji trzeba się uczyć i że warto się ich uczyć, aby móc jasno wyrażać siebie, być zrozumianą i nie zadawać innym niepotrzebnego bólu, po prostu, aby być świadectwem jedności i miłości wzajemnej.   

   Odważyłam się zaproponować moim siostrom kilka spotkań na ten temat. Pomógł nam w tym film o asertywności.  Był on okazją, aby razem przyjrzeć się naszym postawom, które wymagały zmiany i podjąć nowe sposoby zachowań. Teraz czuję się o wiele bardziej wolna i widzę, że i siostry nie boją się mówić o swoich uczuciach. Relacje nasze stały się bardziej przejrzyste. Nie musimy się wielu rzeczy domyślać, można o nich bezpiecznie mówić, nie oceniając innych.

   Podsumowując to moje świadectwo, pragnę powiedzieć, że czuję w sobie istotną zmianę i widzę jak ta zmiana pozytywnie wpłynęła na poszczególne moje  siostry, na ich drogę wewnętrznego rozwoju i na całą naszą wspólnotę. Cieszę się tym, tym bardziej kiedy siostry z radością mówią mi o tym i wraz ze mną dziękują za to Bogu.
KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl