O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Doświadczenie mojej drogi formacji w Dwuletniej Szkole Format ...


Dziękuję Bogu za ten jubileuszowy czas łaski, za Jego miłość miłosierną, za to, że nieustannie wprowadza mnie w przestrzeń swojego przebaczenia.

Momentem, w którym poczułam się bardzo poruszona w tej Szkole była zmiana kierownika. Czułam, że zaczynam tracić grunt pod nogami, że gdzieś głęboko we mnie został poruszony jakiś system moich zabezpieczeń.

Na warsztatach ucząc się słuchać siebie, własnych uczuć, nazywać je - zaczynałam odkrywać, jaka jest moja relacja z samą sobą. Uczyłam się słuchać drugich, jak ich odbieram, jak inni mnie odbierają. Odkrywając siebie wchodziłam w stan silnego napięcia, które sygnalizowało o wielu niezaspokojonych we mnie potrzebach. Tu dotykała mnie bardzo mocno pamięć trudnej historii życia. Wracanie do niej wywoływało we mnie tak silne napięcie, że przez jakiś czas paraliżowało zdolność poznawania i rozeznawania.

Oglądając własne zachowania uczyłam się szukać motywów, które nimi kierowały. Pomału zaczynałam widzieć, jak wiele moich motywacji jest uzależnionych od moich potrzeb. To skupia mnie na sobie, zniewala, zaczynam się podświadomie bronić. To z kolei rozmazuje właściwe patrzenie na siebie i innych. Zrozumiałam, że aby wyjść poza siebie, wejść na drogę wolności i miłości powinnam z jednej strony widzieć swoje potrzeby, akceptować je, by mną nie kierowały, ale z drugiej strony swoje motywacje ukierunkować na wartości, które są poza mną. To rozeznawanie jest dla mnie codzienną pracą w poszerzaniu własnej świadomości. To poznawanie pomaga mi również rozeznawać moją prawdziwą relację z Bogiem, wsłuchiwanie się i rozeznawanie: kim jestem naprawdę, jaka naprawdę czuję się przed Nim; to pomaga mi odkrywać własne nadrabiania, maski i moje obrazy Boga.
Zaczynałam rozumieć, że jeśli chcę szukać w prawdzie Woli Bożej w moim życiu, to nie pójdę tą drogą bez przyjęcia siebie takiej, jaką jestem naprawdę. Zobaczyłam w sobie wiele masek. Zobaczyłam, jak przed sobą, przed Bogiem i przed innymi nadrabiam własną biedę. To rodziło we mnie wiele nieuporządkowań, negatywnych postaw. Zraniona ranię, zniewolona zniewalam. Zaczynałam również zmierzać się z trudną prawdą, że czując się odrzucaną sama prowokuję drugich do odrzucania siebie.

Warsztaty były dla mnie najtrudniejszą drogą formacji. Mam jednak tę ogromną nadzieję, przede wszystkim w Bogu, który dając mi takie, a nie inne życie zawierzył mi, że dzięki przedzieraniu się poprzez moje rany ku Bogu w sobie i drugich odpowiem na Jego miłość podejmując zadanie ciągłego dojrzewania do człowieczeństwa, będąc nieustannie przy Jezusie, z Jezusem, w Jezusie, w którym Ojciec podarował nam obraz pełnego Człowieka.

Bardzo dużo w poznawaniu siebie, Boga dawały mi rozmowy indywidualne, kiedy ujawniając siebie uczyłam się widzieć siebie, rozeznawać pragnienia, swoje uwikłania, pojawiające się potrzeby, zawieszenia. Refleksja po każdej rozmowie jest dla mnie uczeniem się prawdy o sobie. Moje otwieranie się (nieraz z wielkimi oporami, lękami) uczy mnie otwierania się na Boga taką, jaka jestem naprawdę. Doświadczenie akceptacji drugiej osoby pomaga mi zaakceptować samą siebie. Wracając do własnej historii życia wchodziłam w to, w czym czułam się zraniona. Nie uciekanie przed tym, wydobywanie na zewnątrz, nazywanie pozwalało mi pomału nabierać dystansu. Odkrywałam również w tych relacjach granice pomiędzy szukaniem Woli Bożej a szukaniem siebie.

Dzięki konferencjom na nowo odkrywałam tajemnicę człowieczeństwa, tajemnicę Bożego stwarzania, uprzedniego wybrania, umiłowania, powstania z wnętrza Boga, prawdę, że największą wartością jest - być z Jezusem, przez Niego z Ojcem w Duchu Świętym. Dotykało mnie to, że w moim powołaniu nikt mnie nie zastąpi, czyli, że jestem niepowtarzalna przed Bogiem, który jest wolny w powoływaniu. Poznawałam także sposoby Bożego prowadzenia, wartości ważne na drodze, na którą Bóg mnie pociągnął i jak tymi wartościami żyć. To poznawanie z jednej strony pogłębia moją fascynację, zadziwienie, pragnienie do pełniejszej odpowiedzi na dar powołania, a z drugiej strony jest nieustanną konfrontacją z tym, co wybieram każdego dnia, jak odpowiadam na wartości, dzięki którym mogłabym coraz bardziej być Jezusową, a tym samym pełniejszym człowiekiem. Wiem także, że przez jakiś czas wiele rzeczy do mnie nie docierało.

Szczególnym czasem formacji była i jest dla mnie szkoła modlitwy Słowem Bożym. Dzięki medytacjom uczyłam się modlitwy Słowem Bożym. Tu przychodziłam z tym, co poruszało mnie podczas konferencji i warsztatów. Stawałam przed Panem z pytaniem: kim ja tak naprawdę jestem? Kim Ty, Boże jesteś? Na początku, kiedy odżywała pamięć przeróżnych zranień, wszystko we mnie krzyczało, wrzało, wypływał ból po prostu uciekałam się do Boga po siłę i pomoc. Później pomału wyciszając się zaczynałam widzieć trochę więcej, niż tylko swój ból. Zobaczyłam też rany drugiej strony, własne żale, pretensje do innych, do Boga i do siebie. W moim sercu rodziła się potrzeba wejścia na drogę przebaczenia.

Ucząc się zanurzania w Słowo Boże, szukając Jezusowego spojrzenia, szukałam tego, kim jestem naprawdę w oczach Boga. Przez długi czas wchodząc w klimat Ewangelii czułam się, jak ślepiec. Pan stopniowo poprzez różne sytuacje odkrywał mój wzrok, ale ja tak bardzo bałam się spojrzeć na siebie.

Takim szczególnym czasem przenikania Słowa, które przecinało mnie jak miecz obosieczny był czas rekolekcji. Z jednej strony Bóg ogarniał mnie, osaczał. Z drugiej dotykał mnie prawdą, że tak naprawdę nie czuję się Jego dzieckiem, że wszystko chcę trzymać w swoich rękach, że tak naprawdę to ja chcę Nim kierować. Zdzierał moje maski. Rozbijał moje pojęcia o sobie i o Nim. Traciłam grunt, stawałam przed wielką ciemnością.

Był moment, kiedy Bóg dotknął największej mojej rany, że przyszłam na ten świat nie chciana, że tak naprawdę nie czułam się przez Niego kochana, że pozorami miłości nie dopuszczam Go do siebie. Odkryłam, że ja sama broniłam się przed Bogiem Miłością. Bóg jakby jeszcze bardziej tę ranę rozerwał, zranił... Dotknęła mnie Miłość. Czułam się naprawdę grzeszna, potrzebująca bardzo Jego przebaczenia. Wprowadził mnie na drogę swojej nieobecności, w swoje ręce przejął inicjatywę. Poprzez "ty daj się kochać" pociąga mnie w Siebie, wprowadza na drogę zmagania się pomiędzy pokusą i łaską, gdzie ciągle uczę się zostawiać swoje myśli, plany, obrazy, by wyruszać w nieznane. Niekiedy owładnięta Jego Spojrzeniem wychodzę z mojego rozdarcia, by wejść w Niego, gdzie czuję jedno.

Wchodząc codziennie w Słowo Boże uczę się patrzeć na siebie oczami Boga, chcę poddawać się Jego uzdrawiającemu działaniu, kiedy i jak On chce. Na tej drodze codziennie przedzieram się pomiędzy starym a nowym. Szukam mojej prawdziwej twarzy w Twarzy Boga, szukam też w innych twarzach Jego Twarzy. Idąc po linii tego, co mi podarował szukam mojego w Nim powołania. Czuję, że Jezus pociąga mnie najbardziej w swojej najsłabszej postaci - Jezus - Hostia dający się łamać w rękach kapłana, by dawać Pełnię Życia z miłości.

Dotykając jeszcze mojej relacji z wychowankami mogę powiedzieć krótko - uczę się słuchać ich, siebie, czekać cierpliwie, być wolną, dawać wolność. Moim pragnieniem jest, by one czuły się przy kochane przez Boga.

Kończąc, przede wszystkim dziękuję Bogu za dar tej Szkoły. Proszę Go, aby mnie zawsze trzymał w swoich dłoniach i żebym dając Mu się kochać, dzieliła się z innymi owocami tej miłości.
Wszystkim za wszystko dziękuję.
KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl