O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Czułam się tak jakby prelegent wypowiadał moje myśli, nazywał ...


S. M. Ewa Mazurek CSSJ (józefitka)

Dla wyrażenia mojego doświadczenia Dwuletniej Szkoły dla Formatorek Zakonnych najbardziej adekwatny wydaje mi się ewangeliczny obraz spotkania uczniów idących do Emaus z Jezusem i wspólnej ich drogi. Zwłaszcza słowa uczniów "czyż serce nie pałało nie pałało w nas..." zdają się odzwierciedlać moje przeżycia.

Doświadczałam ich wielokrotnie. Szczególnie pamiętam te słowa i treści, które sięgając głęboko, były jakby światłem dla moich przeżyć i myśli. Czasem wręcz objawieniem drogi jakiej Bóg we mnie dokonał. Przykładem niech tu będzie doświadczenie sięgające  początków mojego życia zakonnego, czyli nowicjatu. Pamiętam, iż przez ten czas namęczyłam się bardzo sama ze sobą, walcząc z moją historią życia, która etapami, ciągle powracała na modlitwie, zwłaszcza na rozmyślaniu. Ja chciałam rozmyślać według przygotowanych punktów i miałam sobie za złe, że nie potrafię się skupić. Wytrwale zgłębiać prawdy przygotowanej wieczorem.
Wielokrotnie postanawiałam poprawić się z tego "rozproszenia", aż w końcu zmęczona brakiem efektów, w walce z tą słabością, czując się totalnie pokonana, zaprzestałam tych wysiłków. Od czasu do czasu tylko podejmując jakiś akt woli, mało zresztą skuteczny, by odgonić myśli z przeszłości.

Teraz, podczas tej szkoły dał mi Pan poznać jakie to było cenne, i że to Jego sprawa. Ten powrót do historii życia, odnajdywanie w niej Bożego działania to było właśnie to czego Bóg chciał. Kiedy uświadomiłam sobie ten fakt, co dokonało się w czasie wykładu, byłam niezwykle wdzięczna Bogu, że tak właśnie się stało. Za to, że nie pozwolił mi pokonać Siebie przez "żelazną" i "sztywną" wolę ( której nie mam ) a jednocześnie dał doświadczyć, iż działał w moim życiu przez słabość, a przynajmniej przez to co ja uznawałam za słabość.
Tak oto poruszone serce, bo w pierwszym momencie było właśnie tak, otworzyło też oczy.

Innym doświadczeniem wykładowym, którego nie opiszę już szczegółowo, bo nie wiem czy potrafię, było nazwanie tego co przeczuwałam, powiedzmy duchową intuicją. To było tak jakbym uzyskiwała treść, wiedzę, tego co czułam np. podczas wykładów o antropologii czy konsekracji. Język tych wykładów, ich styl, jakby uwalniał moje serce. Wszak słuchałam już takich wykładów w czasie mojej formacji i pozostał mi z nich pewien niedosyt, a nawet trudne do wyrażenia poczucie przymusu. Nie mogłam się wewnętrznie na taki stan rzeczy zgodzić, więc szukałam istoty rzeczy, mimo że przecież zgadzałam się z treścią. Nie miałam pewności co do moich przemyśleń i oto na wykładach,  w dużej mierze, odnalazłam ich potwierdzenie, bądź dopełnienie.

Czułam się tak jakby prelegent wypowiadał moje myśli, nazywał je, precyzował. Było to takie doświadczenie jakby moje serce, krzyczało z radości - to jest właśnie to czego szukam!
Innym razem  doświadczałam jakby moje serce, albo dusza poszerzała się od tego piękna i wielkości daru  mojego powołania. Jestem bardzo wdzięczna za ukazanie tego piękna.

Doświadczenie warsztatów, to doświadczenie jak dobrze być razem, pomimo całej naszej różnorodności. Nie jest to nieznane mi doświadczenie, nowością było tylko to, że można oprócz podstawowej chęci bycia razem, pomóc sobie  w tworzeniu, czy rozwijaniu relacji międzyosobowych wiedzą. Warsztaty były  pasjonujące, chciałam wszystko to umieć, wiedzieć i stosować. Konfrontacja z rzeczywistością, wszak nieduża jeszcze, dała mi, tak to teraz czuję, pewne narzędzie - prawdę i miłość. Wiem, że w moich relacjach, tych powiedzmy "zawodowych" nie najważniejsze (choć pomocne) są metody i cała wiedza, bo w konkretnych sytuacjach o niej zapominam, ale otwarcie z miłością i stawanie w prawdzie o sobie. Wówczas nawet błędy, które pewnie zawsze będę popełniać, nie są katastrofą a mogą stać się naszym bogactwem.
Dlatego, ceniąc bardzo tę wiedzę z zakresu tworzenia relacji osobowych, stawiam ją w mojej "podręcznej bibliotece", mam zamiar często do niej sięgać, by formować systemy reagowania nowego człowieka. Jednakże wiedza ta, stojąc spokojnie na półce bynajmniej nie straszy mnie ogromem błędów i nieumiejętności, których to potencjalnie doświadczyć mogą moi bliźni. Używając jeszcze jednej metafory, doświadczenie warsztatów i wiedzę z ich zakresu spostrzegam jak porządne lusterko  do bardzo częstego przeglądania się w nim.

Pozostało mi jeszcze doświadczenie modlitwy Słowem Bożym. Sięga ono najgłębiej relacji z Bogiem i chyba dlatego najtrudniej mi je wyrazić w słowach. Jest to doświadczenie, podobnie zresztą jak poprzednie, bardzo uwalniające. Modlitwa ta dała mi przede wszystkim doświadczenie dobroci Boga, ogromu Jego daru i Jego miłości. Pamiętam zwłaszcza jedną z medytacji, nie potrafię jej nazwać inaczej jak - byciem na Górze Przemienienia. Jest to cenny klejnot mojej duchowej pamięci. Zasadniczo modlitwa ta bardziej niż trwaniem, co jest moim "codziennym" doświadczeniem była objawianiem się Boga, doświadczaniem Jego obecności, chociaż niekiedy była też tylko trwaniem.
Cała ta panorama pozytywnych doświadczeń, które starałam się wyrazić przynajmniej w głównym zarysie sprawiła, iż każdą sesję szkoły przeżywałam jak święto. Doświadczałam pokoju i wdzięczności za to czego Bóg dokonał we mnie.

Wygląda na to, że opisałam moje doświadczenia w konwencji innej niż podane pytania, myślę jednak, że odpowiedzi na nie są już przytoczone, nie będę ich już powtarzać.

Chce natomiast podziękować za trud organizowania i prowadzenia tej szkoły oraz możliwość uczestniczenia w niej.
KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl