O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  A więc BÓG. Mój BÓG. BÓG teologów, BÓG naukowców, BÓG dzienni ...


S.M. Barbara Rohde SAC


    "W naszej Szkole będzie chodziło nade wszystko o autoformację". Zdanie wypowiedziane dwa lata temu przez ks. Krzysztofa przybrało konkretny kształt. Dziś pytam dalej: o formy i barwy. I cóż widzę? Widzę wielość zamkniętą w jedności. A właściwie nie tyle zamkniętą co przeciwnie otwartą i ukierunkowaną: jedność otwartą na wielość, wielość ukierunkowaną na jedność.

    BÓG - człowiek - ja sama: oto trzy zasadnicze barwy, oto trzy zasadnicze kształty. Czerwień, błękit i żółć - kolor serca z dziecięcego pamiętnika, kolor nieba znad majowych łąk, kolor uśmiechniętego słonecznika. Barwy. Trzy podstawowe: czerwień, błękit i żółć.

    Czerwień. Kolor serca z dziecięcego pamiętnika. A więc BÓG. Mój BÓG. BÓG teologów, BÓG naukowców, BÓG dziennikarzy, BÓG lekarzy, BÓG sprzątaczek, BÓG stoczniowców, BÓG proboszcza, wikarego, przełożonej, Kowalskiego, małej Ani. I mój BÓG, mój BÓG. Mój. Czy to krótkie słowo "mój" było - jest - odkryciem? Nie. Pogłębieniem? Zapewne. Przecież każde spotkanie z prawdą jest ubogaceniem - jakby nowo-wcieleniem. "A Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami". I zamieszkało we mnie.

    Jakiego BOGA odkryłam? BOGA, który jest Słowem żywym i skutecznym. BOGA, który "rzekł i stało się", BOGA, który mówi i dzieje się wciąż. Moc Bożego Słowa ma moc stwórczą. Czy to właśnie odkryłam? Czy odkryłam? Nie. Wiedziałam to przecież już wcześniej. Na pewno zaś doświadczyłam. Doświadczyłam na sobie i w sobie co znaczy: słyszeć Słowo, co znaczy wierzyć Słowu, co znaczy fizycznie i duchowo czuć (widzieć, dotykać, smakować...), że Słowo stało się i wciąż staje się Ciałem - to znaczy rzeczywistością. Rzeczywistością, która dzieje się we mnie - i w Nim, rzeczywistością, która nieustannie jest w Nim - we mnie zaś mocą Jego Ducha staje się. Mnie samej i tym, którzy są obok dane jest jasno, przejrzyście, konkretnie widzieć realność kształtu każdego słowa - przestrzenie, tereny, głębiny, które ono zatacza, nakreśla, wskazuje, toruje.

    Rzeczywistość Słowa - jego skuteczność i moc - stała się moim doświadczeniem w codzienności. Doświadczeniem moim i doświadczeniem mojej wspólnoty. Pan prowadzi nas bardzo jasno i bardzo konkretnie właśnie przez swoje Słowo. Liturgia rozciąga się na cały dzień. Cały bowiem dzień - sprawy, wydarzenia, sytuacje stają się nieustannym dialogowaniem z Panem. "Mów Panie, bo sługa Twój słucha". Słucham, mówię, potem znów słucham. A Pan przemawia prosto, jasno. Wszystko wpisuje się w kształt i kolor serca - serca już nie tylko z dziecięcego pamiętnika. "Kardiologią" wypełniają się stronice zapisków zakonnicy, tej zakonnicy, którą znam najlepiej, tej, którą jestem ja sama. Tą, którą zbliżając się coraz bardziej do Słowa widzę jaśniej, konkretniej, klarowniej. Tak, widzę siebie coraz jaśniej. Widzę siebie w jasności, którą promieniuje Wcielone Słowo. Widzę siebie i słyszę siebie. Słyszę ciche - głośne stąpnięcia moich stóp, słyszę krew pulsującą w moich żyłach, słyszę moje pragnienia - te wielkie zapierające dech - i te małe milusińskie pragnące czułego pogłaskania. Słyszę radość, uniesienie, oburzenie - uczucia z tego, wciąż z tego - i nie z tego świata. "Sacrum silentium". Uczę się słuchać, nasłuchiwać, wsłuchiwać. I w drżeniu ciszy odczuwam drżenie drugiego człowieka. Drżenie jego radości, bólu, codzienności. Wchodzę cicho na placach. Drżenie ciszy wciąż trwa, wciąż trwa. Realność drugiego zaczyna stawać się bliższa, konkretniejsza. To już nie jest mgła, nie jakieś tam drżenie. To realność, rzeczywistość kształtu i barw. Drżenie ciszy trwa aż do błogosławionej chwili, w której czucie staje się myślą, myśl słowem, a słowo ciałem. Wcielenie. Tak rodzi się życie. Z ciszy, z nasłuchiwania, z pragnienia, ze spotkania.

    Ja, która zawsze odbierałam świat przez obraz - formy, kształty, kolory - dochodzę do miejsca, w którym barwa styka się z milczeniem, w którym barwa staje się brzmieniem, dźwiękiem, muzyką, piosenką.

    Ja, która ukochałam barwy - dziś uczę się dźwięków BOŻEGO i ludzkiego serca. I po raz nie wiem już który dochodzę do znanego mi wniosku: "piękniejsza od muzyki jest tylko cisza". Cisza, której spragnione jest moje serce. Cisza, której spragniony jest dzisiejszy świat. Cisza otwiera mi drogę do trzech podstawowych barw: czerwieni - koloru serca z dziecięcego pamiętnika, błękitu - koloru nieba znad majowych łąk, żółci - koloru uśmiechniętego słonecznika. I tak powstaję - rodzę się wciąż na nowo ja - kobieta konsekrowana.
KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl