O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Nie wyprzedzać łaski. Z ks. Krzysztofem Wonsem SDS rozmawia d ...


Chrześcijanin XXI wieku często nie widzi sensu modlitwy w swoim życiu i bardzo szybko o niej zapomina. W jaki sposób dzisiaj trzeba wzbudzać w nim pragnienie modlitwy?

Zacznę od tego, że my sami, księża, duszpasterze, musimy być przekonani, że modlitwa i kontemplacja jest punktem wyjścia dla całej wizji naszego życia, jego planowania i działania; powinna przenikać  przestrzeń duszpasterstwa. Przypomniał nam o tym papież w Novo millennio ineunte (por. NMI 38). Ludzie patrząc na nas, nie mogą mieć wątpliwości, że jest to kluczowa zasada chrześcijańskiej wizji życia, a mianowicie: zasada pierwszeństwa łaski.

 Kościół zawsze był kuszony, aby zmieniać porządek tej zasady, to znaczy, aby polegać bardziej na sobie i na własnych planach niż na łasce; aby wyprzedzać łaskę w działaniu. Papież pisze dobitnie: "Biada jednak, gdybyśmy zapomnieli, że bez Chrystusa "nic nie możemy uczynić" (por. J 15,5). To właśnie modlitwa zawsze broniła Kościół przed uleganiem temu nieuporządkowaniu, a co za tym idzie, przed wewnętrzną frustracją. "Modlitwa - pisze papież - przypomina nam nieustannie o pierwszeństwie Chrystusa i - przez odniesienie do Niego - o pierwszeństwie życia wewnętrznego i świętości" (NMI, 38). Papież podkreśla z mocą, że chodzi o modlitwę głęboką, która nie tylko nie przeszkadza uczestniczyć w sprawach doczesnych, ale więcej, daje zdolność kształtowania historii świata wedle zamysłu Bożego (por. NMI, 33).

Musimy przyznać, że wciąż pokutuje w nas dychotomia między życiem i działaniem głęboko zakorzenionym w codziennej historii a modlitwą i kontemplacją, które wydają się należeć do porządku wartości innego świata. Hans Urs von Balthasar stwierdza  wręcz, że: "Kontemplacja jest otoczona w Kościele jakąś atmosferą małoduszności i zniechęcenia. Pragnęlibyśmy, a nie potrafimy" . Sądzę, że można uzupełnić tę myśl innym stwierdzeniem, a mianowicie: że modlitwa i kontemplacja dla wielu są prawdziwą abstrakcją, doświadczeniem "nie z tej ziemi". Ponadto, musimy być świadomi, że w naszej polskiej rzeczywistości Kościół i jego wierni noszą w sobie ranę, która jeszcze długo będzie się goiła. Jest to rana rozdarcia i rozdziału: życia "kościelnego" od życia społeczno-państwowego, życia duchowego od życia materialnego, życia religijnego od tzw. życia prywatnego, modlitwy od pracy, aktywności od duchowości. Jest to dychotomia bardzo niebezpieczna dla życia chrześcijańskiego, jest rodzajem schizofrenii mogącej powodować rozbicie i dwuznaczność na  różnych poziomach życia.

Odnowa Kościoła i przemiana świata albo rozpoczynają się od zażyłej więzi z Osobą Jezusa Chrystusa, albo w ogóle ich nie ma. Kościół III tysiąclecia ma być Kościołem modlitwy i kontemplacji. Stanie się tak jedynie wtedy, gdy sam będzie kontemplował Chrystusa i czynił Go obecnym w swojej historii i historii świata. Świat jednak nie ukocha Chrystusa, jeśli my sami nie będziemy żyli z Nim w zażyłej więzi, nie będzie kontemplował Chrystusa, jeśli w nas samych nie spotka doświadczenia kontemplacji Chrystusa: "Nasze świadectwo byłoby jednak niedopuszczalnie ubogie, gdybyśmy my sami jako pierwsi nie byli tymi, którzy kontemplują oblicze Chrystusa" (NMI, 16). Jeśli oddziaływanie Kościoła w jego konkretnej rzeczywistości staje się ubogie, niewystarczające, należy pytać o to, jakie żyje w nim doświadczenie modlitwy i kontemplacji. Warto odnieść się do intuicji wielkich teologów naszych czasów, które dzisiaj wyraźnie się sprawdzają.


Jak łączyć życie modlitewne z bardzo aktywnym życiem codziennym czy duszpasterskim? Wielość zewnętrznych zadań może spowodować wewnętrzne wypalenie człowieka czy księdza. Jak się przed tym obronić?

Nierzadko słyszymy stwierdzenia typu: "Ja modlę się pracą", "Modlę się, gdy spotykam się z ludźmi" itp. Nie mam wątpliwości, że tak może być naprawdę, pod jednym jednak warunkiem, a mianowicie: że potrafimy znajdować w ciągu dnia przestrzenie czasu, w których trwamy w ciszy, modlimy się "na kolanach", słuchamy Słowa. Tylko wtedy będziemy zdolni otwierać się na doświadczenie obecności Boga w różnych sytuacjach: w pracy, w rozmowach itp. Dobrze wyczuwał to św. Paweł, "niespokojny apostolski duch", który dla Jezusa nie potrafił "ustać" w jednym miejscu. Powiedział: "Wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś co się słyszy, jest słowo Chrystusa" (Rz 10,17). Oznacza to, że powinniśmy jasno i konsekwentnie określać sobie czas, w którym potrafimy skupić się tylko na jednym, na słuchaniu Słowa, albo na adoracji czy kontemplacji. Modlitwa osobista wypracowuje w nas wyczucie misterium, nadprzyrodzoności, pogłębia nasz słuch i nasze spojrzenie. Potrafimy wtedy dostrzegać Boga pośród najbardziej szarej codzienności. Co więcej, modlitwa osobista uczy nas świeżości w relacji z Bogiem, uczy zażyłości z Nim, a to z kolei pomaga nam przeżywać jako czynności święte rzeczy codzienne, które spełniamy każdego dnia: uczestnictwo w Eucharystii, modlitwa brewiarzowa, różaniec, inne formuły, przy których nierzadko wpadamy w niedobre przyzwyczajenie, w duchowe uśpienie. Ważne jest również, aby zadbać o coroczne rekolekcje. Nie możemy sobie pozwolić na to, aby po roku pracy duszpasterskiej, po roku głoszenia Słowa, sprawowania Eucharystii, katechizowania nie ofiarować sobie solidnego czasu intensywnej modlitwy. Śmiem twierdzić, że banalne odprawianie rekolekcji będzie prowadziło do banalnego przeżywania swojej pracy duszpasterskiej, nawet jeśli będzie jej wiele i wiele potu wylejemy. I odwrotnie: intensywnie przeżywany czas na słuchaniu Słowa, adoracji, może prowadzić nas do odzyskania świeżości i głębi w naszej posłudze. Warto także pamiętać o kulturze spędzania czasu. Od naszego stylu życia, od tego, kogo tak naprawdę adorujemy w życiu, będzie zależał stan naszego serca. Parafrazując słowa Jezusa: serce nasze będzie zawsze tam, gdzie są nasze życiowe skarby.  Warto więc częściej wracać do pytania: gdzie "przebywa" moje serce?

Jakie znaczenie ma medytacja Słowa Bożego dla nas przygotowujących się do kapłaństwa i dlaczego często ta modlitwa wraz z opuszczeniem seminarium zostaje przez księży zapomniana?


Jest to kwestia kluczowa. Nie uświadamiamy sobie nieraz, ile może dawać nam przez cały dzień posługi karmienie się Słowem, intensywna medytacja przez chociażby tylko pół godziny. Nie ma rozeznania powołania bez słuchania Słowa i nie ma życia powołaniem bez życia Słowem. Nie zawsze w to tak naprawdę wierzymy. Tymczasem słuchanie Słowa i medytacja będą decydowały o poziomie naszego życia: na jakim poziomie będę słuchał Słowa, na takim będę je głosił. I tu nie chodzi bynajmniej o elokwencję, o inteligencję. Tu chodzi o elokwencję serca. Słowo zawsze szuka drogi do serca. Jeśli znajdzie we mnie drogę do serca, moje relacje z tymi, którym służę, będą głębsze. Wysoki poziom intelektualny, skądinąd ważny, nie gwarantuje jeszcze głębi w przepowiadaniu Słowa. Polecam dokument Kongregacji ds. Duchowieństwa "Kapłan, głosiciel Słowa...". Dobitnie mówi ona, że aby przepowiadanie Słowa było skuteczne, musi ono wynikać z głębokiej modlitwy" - sit orator, antequam dictor.

Zaniedbanie modlitwy Słowem po wyjściu z seminarium może mieć różne podłoże. Mamy do czynienia z co najmniej dwiema różnymi sytuacjami. Bywa tak, że ksiądz, nieraz tuż po wyjściu z seminarium, rezygnuje z przedłużonej modlitwy czy z innych praktyk, które wpajano mu w seminarium, i wtedy rzeczywiście można by pytać, czy praktyki te w ogóle zostały zinterioryzowane, jeśli ksiądz bez walki je oddaje, jeśli tak szybko się z nimi żegna. Oczywiście, może się zdarzyć również tak, że ktoś z takich czy innych powodów na początku swojego kapłaństwa przeżywa silny kryzys. Trafia do środowiska, z którym nie może nawiązać relacji, gdzie panują konflikty, w którym przeżywa przerażenie, że to, czego się podejmuje, przerasta go, na przykład katecheza. Może to spowodować zagubienie. Ale jeśli człowiek zinterioryzował wartości, to ma do czego wracać. Przede wszystkim jednak szuka pomocy, walczy o te wartości.
Gorzej jest w sytuacji, gdy ktoś gubi wartości nadrzędne i nie przeżywa z tego powodu głębszego niepokoju, jakby przechodząc nad tym do porządku dziennego. Jestem daleki od oceniania tych ludzi. Każdy taki przypadek powinien być osobno weryfikowany i poddawany refleksji. Mimo wszystko myślę, że w tych ludziach są głębsze pragnienia. Być może pewne doświadczenia duszpasterskie staną się dla nich drogą do zasymilowania tego, czego nie uczynili w seminarium. Zawsze jednak istnieje niebezpieczeństwo, że wartości "nieuwewnętrznione" w trakcie formacji seminaryjnej, bardzo szybko zostaną zagubione w życiu kapłańskim.

Papież Jan Paweł II zachęca nas do specyficznej modlitwy, jaką jest kontemplacja. Jak ta modlitwa ma pomagać w budowaniu naszej więzi z Panem Jezusem?


Rzeczywiście, papież, który z całym realizmem dostrzega współczesne biedy, posiada jednocześnie wizję świata pełną nadziei i dobrej myśli. Obecny świat - zauważa papież - pyta o Chrystusa! Co więcej, nie tylko chce się czegoś dowiedzieć o Chrystusie, ale chce Go zobaczyć: "Ludzie naszych czasów, choć może nie zawsze świadomie, proszą dzisiejszych chrześcijan, aby nie tylko "mówili" o Chrystusie, ale w pewnym sensie pozwolili im Go "zobaczyć"" (por. NMI, 16). Papież zwraca uwagę na duchowe pragnienia, jakie nosi w sobie dzisiejszy człowiek, zwłaszcza młody. Kryje w sobie głęboką tęsknotę za autentycznymi wartościami, mimo możliwych dwuznaczności swojej postawy (por. NMI, 9). Sądzę, że taka wizja człowieka i taka wiara w człowieka jest nam, kapłanom, bardzo dzisiaj potrzebna. Musimy demaskować w sobie niewiarę w duchowe pragnienia człowieka, zwłaszcza młodego, który często swoim stylem życia wydaje się zaprzeczać najgłębszym duchowym pragnieniom. Papież zauważa, że istnieje pewna tendencja do pesymistycznego patrzenia na młodych ze względu na wszystkie ich problemy i słabości, z jakimi zmagają się we współczesnym społeczeństwie (por. NMI, 9). Ojciec Święty przełamuje ten pesymizm. Mamy po prostu ukazywać młodym prawdziwe oblicze Chrystusa. Wtedy oni sami dostrzegą w Nim przekonującą odpowiedź na swoje pytania i będą potrafili przyjąć Jego orędzie, także to trudne, naznaczone przez Krzyż (por. NMI, 9).

Pragnienie Chrystusa, które pulsuje w sercu współczesnego człowieka, jest dla nas bardzo odpowiedzialnym wezwaniem. W jednym przypadku jest ono widoczne i manifestowane przez uczestniczących w życiu Kościoła. W innych, nie mniej znacznych przypadkach, jest to pragnienie jakby nierozpoznane, niewydobyte, ukryte, choć bardzo silne. Chodzi o tych, którzy żyją z dala od Kościoła, z ciężkim sumieniem, w rozbitych małżeństwach i rodzinach, z brzemieniem grzechu, które ich zamyka, w błąkających się na ulicach, odurzonych alkoholem i narkotykami, określanych jako margines społeczny, "zapętlonych" w hedonistycznym stylu życia, w materializmie, w pracoholizmie. Potrzebny jest Kościołowi niejako "szósty zmysł", przez który będzie on zdolny rozpoznać, uchwycić i odpowiedzieć na to niewydobyte pragnienie, na zewnątrz niewidoczne, nie wyrażane. Kościół, jak mówi kard. J. Ratzinger, musi spotkać ich z Chrystusem, bo On przecież jest Osobą i szuka osoby, ma oblicze i szuka naszej twarzy, ma serce i szuka naszego serca.

Jeśli w życiu wielu ludzi wiara, szukanie Boga zatrzymuje się i kończy na pragnieniach, to dlatego, że "ściągają ich w dół" codzienne biedy życia,  nie potrafią obronić się przed hedonizmem i materializmem, które tłumią i paraliżują ich pragnienia. Odwołując się do ewangelicznego obrazu, można powiedzieć, że "nie mają człowieka", który podprowadził by ich do "sadzawki" - do doświadczenia wiary. Nie mają człowieka, który pomógłby im zbliżyć się do Chrystusa, nauczył, jak się z Nim spotkać. Takim "człowiekiem" nadal chce być Chrystus żywo obecny w Kościele. Ewangelia o sparaliżowanym człowieku powtarza się. Trzeba nauczyć współczesnego człowieka modlitwy i kontemplacji, które leczą z niemocy. Papież wyraźnie wskazuje na te wartości jako kluczowe. Są one drogą do głębokiej więzi z Osobą Chrystusa. Są skuteczną terapią na ludzkie biedy, które duszą i miażdżą duchowe pragnienia człowieka. Jako kapłani musimy stać się pierwszymi wierzącymi w tę prawdę.


KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl