O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Księga życia czy śmierci? Z ks. Gianfranco Ravasi rozmawia ks ...


Księże Profesorze, chciałbym porozmawiać o temacie-wyzwaniu Biblii - o śmierci. Od dziecka słyszałem, że Biblia to słowo życia, słowo, które daje nam życie… Ale bardzo wiele tekstów biblijnych mówi o śmierci, opisuje walki, wojny niosące śmierć… Jak dzisiaj tłumaczyć zwykłym ludziom, którzy słuchają okrutnych często tekstów Starego Testamentu, mówiących o śmierci, o wojnach, jak im wyjaśniać, dlaczego ta księga życia często tak naprawdę jest księgą śmierci?

Rzeczywiście, już sam początek Biblii - trzeci rozdział Księgi Rodzaju - mówi nam o śmierci. O grzechu, ale i o śmierci, o obracaniu się w proch. Na kolejnych stronicach wciąż mowa o walkach plemiennych, o podbojach, o krwi, która strugami leje się po kamieniach… wiele jest takich fragmentów, zwłaszcza w Starym Testamencie. Otóż na tak mocno podkreślaną obecność śmierci i przemocy związanej ze śmiercią, różnorakich form śmierci, pierwsza, podstawowa odpowiedź jest - jak się dzisiaj mówi w kategoriach technicznych - odpowiedzią hermeneutyczną, czyli interpretacyjną. Czytając Biblię, stale trzeba pamiętać podstawowy fakt: owszem, jest ona Słowem Bożym, ale bynajmniej nie jest zawieszona w próżni, nie spada z nieba. Przeciwnie, jest ziarnem, zasiewem złożonym w ludzkiej ziemi, w ograniczoności, w słabości, w nędzy, w śmierci człowieka. Biblię zawsze należy interpretować w świetle najważniejszej tajemnicy chrześcijaństwa - Wcielenia, które rzuca światło także na Stary Testament. Oznacza ono, że Logos - mówiąc słowami św. Jana: przedwieczne, nieskończone Słowo - staje się sarx, czyli słabością, śmiercią czy wręcz złem, grzechem, bo "On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu", jak mówi św. Paweł (2 Kor, 5, 21). Trzeba więc wziąć pod uwagę, że Biblia nie jest tylko monologiem Boga, ale jest dialogiem między Bogiem i Jego stworzeniem. Bóg zapragnął, aby to stworzenie zaistniało, i to nie jak ciało niebieskie, rządzone niezmiennymi prawami. Bóg traktuje poważnie wolność człowieka, do tego stopnia, że pozwala człowiekowi chodzić zupełnie innymi drogami. Na przykład, proponuje harmonię między mężczyzną i kobietą - "kością z moich kości i ciałem z mojego ciała" [Rdz 2, 23] - a tymczasem mężczyzna niszczy więź z kobietą, człowiek niszczy więź z bliźnim. Inny przykład: człowiek ma nadać nazwy zwierzętom, co oznacza harmonię z naturą, a tymczasem Biblia przedstawia naturę występującą przeciwko człowiekowi, bo człowiek ją zniszczył…

Musimy więc sobie uświadomić, że Biblia jest historią ludzkości, jest wspólną historią Boga i człowieka. A nasza historia, nasze dni są splamione krwią. Bóg stale jest obecny w tych dniach śmierci, stale wzywa: człowieku, powróć do mojego planu! Powróć do Królestwa Bożego, które jest obrazem Bożego planu, co widzimy w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju, w jedenastym rozdziale Księgi proroka Izajasza: człowiek w harmonii z Bogiem, z bliźnimi, z całym stworzeniem.
To jest pierwsze wyjaśnienie. Nie powinniśmy się dziwić, że w Biblii pojawia się krew, przemoc. Niektórzy nawet wkładają w usta Boga słowa pełne przemocy, bo wyobrażają sobie Boga na swój obraz i podobieństwo, a nie odwrotnie. Tu tkwi cały problem wojen zaczepnych, podbojów…

...Czasami wielcy decydenci, politycy, decydując się na rozpoczęcie wojny odwołują się do Boga. Mówią, że "Bóg jest z nami"…


To jest traktowanie Boga jak bożka, ograniczanie Go do roli przedmiotu, którym można manipulować, posługiwać się dowolnie. A przecież to ty jesteś w Jego rękach…


Dziwne jest także to, że Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo, a każdy z nas jest mężczyzną lub kobietą… nie dlatego, jakoby Bóg był mężczyzną lub kobietą! Bóg stworzył "człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę" (Rdz 1, 27). Paralelizm. Ale dlaczego mężczyzna i kobieta? Ponieważ człowiek - mężczyzna i kobieta - to obraz dialogu miłości oraz możliwości przekazywania życia. Już w Starym Testamencie widać, że zawsze powinniśmy być osobami trwającymi w miłości, w jedności, w dialogu.

Trzeba więc przywyknąć do myślenia, że Biblia to historia Boga z człowiekiem, objaśniana przez Boga, który nigdy nie chce śmierci grzesznika, ale jego nawrócenia. Oczywiście, grzesznik przez swój grzech rozsiewa śmierć…

Trudność polega także na tym, że mówi się, iż Bóg jest wszechmocny, że Jego Słowo jest wszechmocne, a jednocześnie w tych okrutnych historiach okazuje się On taki bezsilny… Nawet teologia mówi o słabości Boga wobec tych okrucieństw i przejawów śmierci. To pytanie pada często…


Są na to dwie powiązane ze sobą odpowiedzi. Pierwsza brzmi: Bóg traktuje poważnie swoje stworzenie. Zapragnął, aby było wolne, aby nie było takie samo jak gwiazda czy kamień. Niezaprzeczalnie fundamentem tej odpowiedzi jest koncepcja człowieka jako stworzenia obdarzonego wolnością. Z rąk Boga wyszedł wolny człowiek. I Bóg musi respektować zarówno zdolność wolnego człowieka do tworzenia, jak i do niszczenia. Bez tych obu zdolności człowiek nie byłby naprawdę wolny. Ale chwałą człowieka jest przyjście do Boga dobrowolnie, bez przymusu. Pokój umieją narzucić siłą wszystkie dyktatury, także religijne… A Bóg nie zmusza człowieka siłą, by chodził do kościoła za wszelką cenę; chce go stopniowo wychować, doprowadzić do dobrowolnego aktu wiary.

Druga przyczyna: w Biblii nie ma żadnego fatalizmu, natomiast istnieje wymiar eschatologiczny - sąd Boga nad historią. Bóg nie przyszedł na ziemię po to, aby wszystkiemu położyć kres: dość tego, koniec!; przyszedł, aby urzeczywistnić swój zamysł, czyli ustanowić Królestwo Boże, mówi nam o tym Jezus. Ale Bóg nie chce czynić tego sam, chce dobrowolnego współdziałania człowieka. Bóg staje się słaby po to, aby respektować wolność człowieka. Ale jednocześnie Bóg nie rezygnuje, nie godzi się, aby wszystko obumarło: nie, Bóg pragnie, aby człowiek jeszcze powrócił do stanu pierwotnej doskonałości.
Oto inny znamienny aspekt, dotykający także śmierci: Bóg decyduje się posłać własnego Syna - czyli jakby samego siebie - i wejść w historię zupełnie inaczej, pełniej niż do tej pory, przez stałą obecność swojego Słowa. Jego Słowo posługiwało się ludzkimi słowami, a więc stawało się słabe, choć nadal pozostawało Jego Słowem, Jego Obecnością. Tutaj chodzi o co innego: Bóg postanawia sam przyjść na świat i przyjąć ograniczenia tego świata. Dlatego Chrystus, jak sam dosłownie mówi, musi cierpieć, umrzeć, odczuć opuszczenie przez Boga ("Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił…").
Oto zasadnicza różnica: Bóg-Stwórca to Bóg, który wycofuje się, aby dać przestrzeń stworzeniu, które inaczej nie zaistniałoby. Bóg zmartwychwstały to Bóg, który uczestniczy w stworzeniu, wkracza w nie jako wcielony Chrystus. Wkracza tak dalece, że bierze na siebie naszą tożsamość, niejako przyjmuje nasz dowód tożsamości, w który wpisany jest ból. Aby przyjąć ją autentycznie, aby jak najpełniej zbliżyć się do nas, oczywiście musi także umrzeć. Inaczej bowiem nadal pozostałby silny. Nie tylko więc się nie wycofuje, ale wchodzi, w Jezusie Chrystusie. Wchodząc w cierpienie śmierci, Bóg nie przestał jednak być Bogiem. W samym bólu śmierci jest więc okruch wieczności. Dlatego jest Zmartwychwstanie. Gdyby go nie było, Bóg byłby bohaterem, herosem, który umiera razem z innymi ludźmi… On MUSI umrzeć. Oto myśl Bonhoeffera: Bóg nie zbawia nas mocą swojej wszechmocy. Bóg nas zbawia mocą swojej niemocy, słabości, cierpienia w Jezusie Chrystusie.

    Chciałbym poruszyć bardziej newralgiczny temat związany ze śmiercią: wchodząc w tajemnicę śmierci, Chrystus wchodzi w tajemnicę całkowitego opuszczenia przez Ojca.

Jest to jeden z zasadniczych problemów teologii Wcielenia: trzeba zachować człowieczeństwo Chrystusa nie negując Jego bóstwa, potwierdzić Jego bóstwo nie negując Jego człowieczeństwa. Na tym polegały pokusy w dziedzinie chrystologii. Gnoza przekreślała człowieczeństwo. A wizja rewolucji, wielkiego wyzwolenia ludów, teologia wyzwolenia…

Bardzo trudno mówić o osobie Chrystusa. Jaka na przykład była Jego wiedza? Ograniczona, czy też był wszechwiedzący? Chrystus nie znał języków, nie wiedział bardzo wielu rzeczy! Nic nie wiedział o bombie atomowej! Był pod tym względem ograniczony wiedzą swoich czasów. Aby być w pełni człowiekiem, musiał doświadczyć nie tylko śmierci, ale także tego, co nazywamy kryzysem wiary, czyli doświadczyć tego, że wiara to światło i ciemność. Bez tego nie doświadczyłby jeszcze wszystkiego, co wiąże się z egzystencjalnym wymiarem doświadczenia wiary. Ojciec nagle staje się nieobecny, pozostawia Go samego. Dla mnie jest to jakby szczytowy moment śmierci człowieczeństwa: w tym świetle Chrystus, który umiera wówczas duchowo, być może jest ikoną wzajemnej bliskości Wcielenia i Odkupienia. Jeśli Bóg doświadczył nawet "pragnienia wiary", pragnienia życia, to znaczy, że naprawdę przeszedł przez te rzeczywistości. Nie przestał przy tym być Bogiem! Ilekroć więc znajdę się w ciemnościach, to będą one dla mnie nie tylko negacją, ale drogą. Nie jest tak, że najpierw jest samotność i ciemność, a potem pojawia się Chrystus i wszystko wyjaśnia, że na razie jeszcze jesteśmy w Starym Testamencie… Nie! Człowiek przechodzi kryzys. Ale jest słowo Boga. Bóg właśnie chce przejść przez kryzys rozumu, wiedzy, kryzys słowa, itd. Kiedy ktoś przechodzi kryzys wiary, sensu życia, to nie można automatycznie mówić, że Bóg go opuścił… nie, Bóg ma swoje tajemnicze drogi. Bóg mówi także swoim milczeniem.

    W tajemnicy krzyża Chrystus objawia nam dramat grzechu. Najprawdziwszą śmiercią jest bowiem brak Boga. Aby nas zbawić, Chrystus nie tylko pozwolił, aby Go pozbawiono życia w sensie fizycznym, ale On, bezgrzeszny, wszedł w grzech, sam stał się grzechem…


    "On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu", jak mówi św. Paweł (2 Kor, 5, 21).  Milczenie Boga ze strony Boga, ex parte Dei. Bóg się oddala, stworzenie jest zagubione, wiara zanika: Boga nie ma! W rzeczywistości Bóg jest obecny, przez swojego Syna. Ex parte homini jest grzech. Chrystus sam nie grzeszy, ale niejako wchłania grzech, aby przejść przez niego ze swoją mocą. Można traktować to powierzchownie: Bóg przebacza grzech niejako od zewnątrz… tak jest w Starym Testamencie. Chrześcijaństwo przyjmuje zupełnie inny punkt widzenia, mówi o tym w sposób oryginalny teologicznie, prowokujący, co ma daleko idące konsekwencje: chrześcijański Bóg naprawdę jest Bogiem, który ma zdolność miłowania rozwiniętą do maksimum

    Myślę, że w krzyż i śmierć Chrystusa możemy wejść dzięki przekonaniu, że Chrystus jest obecny w śmierci każdego człowieka…

 
    Tak, bo umiera, aby uczestniczyć w pełni człowieczeństwa, aby być obecnym przy każdym umierającym. Nie jest to zwykła solidarność z umierającymi, nie! Umiera realnie, po to, aby zaświadczyć o płodności swojego bóstwa. A więc, aby pokonać śmierć. To jest Pascha, Zmartwychwstanie. Eschatologia to chwila, w której następuje zwycięstwo nad złem, ponieważ bóstwo, które na krzyżu było zamknięte w wycieńczeniu, w słabości, rozjaśnia się pełnym blaskiem, wybucha w całej pełni nowego stworzenia .
Zbyt często jesteśmy przyzwyczajeni do tego, by w męce, cierpieniu, śmierci widzieć zmęczenie, wycieńczenie Chrystusa w Jego ofierze. Tak, ale jest w tym coś więcej - pełna logika miłości. Jest to akt miłości, nie zmęczenia. Jest to akt miłości wynikający z Jego natury, obejmującej pełny dar z siebie.


Z języka włoskiego tłumaczyła Agnieszka Kuryś

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl