O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Uczestnicy sesji pytają - ks. A. Pronzato odpowiada


PYTANIA – ODPOWIEDZI
ks. Alessandro Pronzato
 
  
W dniach 14-16 maja 2004 roku w Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie, w ramach prowadzonej Szkoły Biblijnej, odbyła się sesja pt. Księga Jonasza. Prorok, który nie zgadza się z Bogiem. Prowadził ją ks. Alessandro Pronzato. Uczestnicy przez trzy dni byli wprowadzani do medytacji Księgi o proroku, który uciekał przed Bogiem, opierał się Jego wezwaniom i wracał do Niego. Historia proroka bardzo nam bliska. Możemy odnaleźć się w niej z naszymi ucieczkami, zmaganiami w wierze, z naszym nieposłuszeństwem i z naszymi powrotami do Boga. Księga Jonasza mówi o miłosierdziu Boga, który walczy o człowieka do końca, walczy o proroków i tych, do których są posyłani. Wychowuje ich cierpliwie swoim Słowem.
 
 
W naszej rubryce „pytania – odpowiedzi” przedstawiamy zapis z konferencji na zakończenie sesji, w której ks. Pronzato odpowiadał na pytania uczestników. Ufamy, że Czytelnicy „Zeszytów” odnajdą w nich swoje pytania i odpowiedzi, na które czekają.
 
 
 
 
 
Jonasz stracił swą twarz przed mieszkańcami Niniwy skompromitował się, gdyż Bóg „nie dotrzymał obietnicy” zburzenia miasta, które przez niego zapowiadał. Czy nie było mu zwyczajnie wstyd przed mieszkańcami Niniwy z powodu utraconego autorytetu proroka? Czy jest możliwy jego powrót do tej społeczności?
 
 
To jest problem Jonasza. Nie sądzę, żeby to był problem, który postawili sobie mieszkańcy Niniwy. Jonasz prawdopodobnie bał się, pomyślał, że stracił twarz przed mieszkańcami Nininiwy. Zresztą myślę, że Jonasz powinien mieć tę pokorę by powiedzieć pomyliłem się ale jak powiedziałem to jest jego osobisty problem ale nie powinniśmy za bardzo psychologizować ksiąg Biblijnych, postaci biblijnych. Biblia prawie nigdy nie mówi o najgłębszych uczuciach osoby. Rejestruje fakty, na przykład Biblia nie mówi co odczuwał Abraham kiedy wychodził na górę by złożyć w ofierze swego syna, to są trochę nasze zmartwienia typu psychologicznego, podobnie jak w przypadku opowiadań o powołaniu w ewangelii. Ewangeliści nigdy nie starali się nam wyjaśniać, co odczuwali, co odczuwały te osoby powołane przez Jezusa, wątpliwości, wahania, trudności. My możemy jedynie wyczuwać, ale pomijając to, ja osobiście staję po stronie mieszkańców Niniwy i myślę, że w gruncie rzeczy, jeżeli możemy odnieść się do fantazji, w gruncie rzeczy okazali się wdzięczni Jonaszowi bo to przez Jonasza osiągnęli pozytywny efekt. Dzięki Jonaszowi uzyskali ratunek, dzięki Jonaszowi i pomimo Jonasza i pamiętajcie o tym, co powiedziałem wczoraj. Mieszkańcy Niniwy byli dość inteligentni, dość sprytni i chociaż Jonasz ograniczył się do wypowiedzenia tych niewielu słów, tych pięciu słów, mieszkańcy Niniwy odczytali coś innego. Odczytali jeszcze czterdzieści dni a Niniwa zostanie zburzona chyba, że... więc w gruncie rzeczy chcieli, wyczuli to co Jonasz miał na myśli a czego nie chciał powiedzieć. Dlatego myślę, że mieszkańcy Niniwy mogli okazać wdzięczność Jonaszowi i jeśli on miałby odwagę powrócić do miasta może nawet zrobiliby mu przyjcie, święto przynajmniej ja tak myślę.
 
 
 
Myślę, że historia Jonasza to w jakiejś mierze to ikona sytuacji całego Kościoła. Gdzie według księdza dzisiaj znajduje się Kościół, ucieka, siedzi na wschodzie? Co powinniśmy zrobić aby nie powtarzać błędów Jonasza?
 
 
Mówienie o Kościele ogólnie o postawach zachowaniach Kościoła jest sprawą dość delikatną bo już samo sformułowanie „Kościół dzisiaj”.... Co znaczy Kościół dzisiaj? Kościół to my, każdy z nas jest Kościołem. Tak więc te linie misyjne to są też linie które my przemierzamy, niestety jest ciągle pomimo Soboru ta mentalność myślenia o Kościele jako o hierarchii. Często mi się zdarza podczas konferencji słyszeć chrześcijan którzy pytają co Kościół o tym myśli? Co Kościół myśli o tamtym problemie? Dlaczego Kościół tego nie robi? Dlaczego Kościół nie robi czego innego? Tak jakby Kościół był na boku ale ja odpowiadam „popatrz, Kościół to ty” więc przede wszystkim co ty myślisz o tym? Co ty robisz? Pomijając to jeśli możemy mówić o pewnych kierunkach, orientacjach z pewnością dzisiaj w Kościele są różne orientacje. Myślę tutaj nie jest miejsce aby pogłębiać te tematy eklezjologiczne. Myślę, że największym ryzykiem dzisiaj jest to, że zwracamy się przede wszystkim do bliskich, unikamy Niniwy. Dlatego, że łatwiej jest nawrócić tych którzy już są nawróceni ale stawić czoła temu kto jest inny, iść do dalekich albo do tych których my uważamy za dalekich to jest dużo trudniejsze. To zjawisko pojawia się też w pewnych ruchach i wspólnotach. Niech to będzie jasne uważam ruch i grupy w Kościele za wielkie bogactwo ducha, w dzisiejszym Kościele ale zauważam tez niebezpieczeństwa. Niebezpieczeństwo największe jest właśnie to, że znajdujemy się we własnym gronie, czujemy się dobrze ze sobą, używamy tego samego języka, więc grupa staje się w pewnym sensie taką grotą, gniazdem ja sądzę, że dynamizm Kościoła a więc także i grup powinien zawsze pociągać ze sobą zdolność wyjścia z naszych wieczerników iści do wszystkich, nie wykluczać niczego, nie zastrzegać zbyt wielu funkcji dla naszych. Mówię też czasem o liturgii oczywiście dobrze jest modlić się, śpiewać kiedy jest jednolity klimat ale myślę, że też jest dobrze zmieszać się ze zwykłymi ludźmi. Może są też śpiewy trochę fałszowane, nie wszyscy są tak samo przygotowani a więc zamiast jakiś klimatów sztucznych musimy pokochać to przebywanie wśród zwykłych ludzi nawet brudząc sobie buty błotem i kurzem na drodze, biada jeśli Kościół nie odkryje tego dynamizmu.
 
 
 
Jedno zdanie ze świętego Jana od krzyża nie daje mi spokoju, że „jeśli dusza nie pozwala Bogu aby ją oczyszczał Bóg w końcu pozostawia ją w spokoju”. Czy to jest możliwe aby Bóg zaprzestał starań aby człowiek mógł jednak żyć pełnią miłości? Czy mógłby zaprzestać starań o głębszą zażyłość z człowiekiem?
 
 
To może raczej my chcemy żeby nas zostawił w spokoju i nawet znajdujemy środki żeby obronić się przed jego prowokacjami. Oczywiści było by naprawdę wielką karą gdyby Bóg milczał. Powiedział bym, że łatwiej jest zaakceptować, przyjąć groźby Boga niż milczenie Boga. W gruncie rzeczy sama ta groźba Boga wobec Niniwitów: „Czterdzieści dni a Niniwa zostanie zburzona”, była znakiem miłości Boga wobec tego miasta, było by straszne gdyby Bóg nie zwrócił się więcej do tego miasta, gdyby już uznał je za stracone, więc także zarzut, choćby nawet ostry to zawsze lepiej niż milczenie Boga. Musimy zgodzić się na to abyśmy pozwolili aby Bóg nas niepokoił. Bo największym niebezpieczeństwem jest dla nas tani spokój. Jest taki pisarz francuski, który zmarł prawie sto lat temu i napisał monumentalny dziennik, były tam pewne treści o wielkim znaczeniu i napisał zdanie zdumiewające i paradoksalne, „dopóki jesteśmy niespokojni, możemy być spokojni”. Może to wydawać się absurdem ale tak jest. Dopóki w nas jest niepokój, to znaczy, że rzeczy idą dobrze, a zatem prośmy Boga by nas niepokoił, by nam przeszkadzał.
 
 
 
Jeśli Bóg powoła człowieka do jakiejś misji a człowiek nie zgadza się z zamiarami Boga to czy Bóg i tak realizuje swój plan i czy zawsze tak jak zrobił to w przypadku Jonasza?
 
 
Są rożne przypadki, znajdujemy to też w Biblii. W przypadku Jonasza widzimy jak Bóg nie rezygnuje z tej misji którą powierzył osobie. Jonasz odmawia a Bóg nie powierza tego komuś innemu, Jonasz jedzie do Tarszisz, a Bóg dociera do niego w tej jego ucieczce i posyła go do jego Niniwy i to jest jakby ostrzeżeniem dla nas, że Bóg nie godzi się spokojnie z naszymi nie. Bóg nalega, Bóg jest uparty, Bóg jest cierpliwy, choć oczywiście respektuje naszą wolność, choć są też inne przypadki, na przykład gdy otworzymy ewangelię, znajdziemy przypowieść o pracownikach winnicy, zabójcach, ta przypowieść, która oburzyła zgorszyła słuchaczy. Co było tym elementem zgorszenia w tej sytuacji, że ta winnica która odmówiła wydawania owoców zostaje powierzona innym, więc Bóg zawsze znajdzie kogoś kto zastąpi, tych którzy odrzucają swoje zadania albo nie dają oczekiwanych owoców. Wydaje mi się, że o tym trzeba pamiętać. Nie łudźmy się, że Bóg nie ma alternatywy ale jest też inny fakt który chciałbym podkreślić w związku z tym. Czasem ta odmowa czyjaś powoduje zgodę tylu innych właśnie ten moment upadku staje się momentem płodnym, owocnym i podam to na przykładzie bardzo konkretnym z ewangelii. Scena z bogatym młodzieńcem w wersji Marka choć on nie mówi o młodzieńcu ale to nie ma znaczenia. Jezus patrzy na niego z miłością bo zachowywał przykazania a potem mówi mu żeby zrobił dalszy krok: „jednego ci brakuje, idź sprzedaj to co masz, rozdaj ubogim, a potem przyjdź i pójdź za mną”. Ewangelista zauważa, że ten człowiek odszedł smutny, bo miał wiele bogactwa. Jesteśmy wobec ewidentnej odmowy wobec powołania, upadek a jeśli przeczytam historie kościoła, historia mnichów, zauważamy, że bardzo wiele osób i przytoczę tu przede wszystkim świętego Antoniego Pustelnika właśnie czytając tę scenę ewangelii odczuł pobudkę dotyczącą jego powołania, więc jeden który odmówił a tymczasem w historii kościoła były tysiące, tysiące takich którzy przyjęli powołanie właśnie czytając o tym niepowodzeniu. Więc oczywiście nie pomijając doniosłości, powagi tego powołania które jest nam powierzone, pozostaje fakt, że Pan ma tyle innych możliwości i oczywiście nie zatrzyma się wobec naszych myśli. Jego plan nie zostaje zablokowany dlatego, że ktoś odmawia.
 
 
 
Kogo dziś w naszych czasach uważa się za proroka, to znaczy czy każdy chrześcijanin jest w pewnym sensie prorokiem? Czy są to ludzie szczególnie wybrani by pełnić jakąś misję, po czy ich poznać?
 
 
Oczywiście wszyscy chrześcijanie należą do tego ludu bożego, który jest ludem kapłański, królewskim, prorockim. Tak więc proroctwo jest zapisane w naszym byciu chrześcijanami. Każdy z nas ma być prorokiem ale uwaga prorok to nie znaczy ktoś kto odgaduje przyszłość. Dosłownie prorok to ten kto mówi w imieniu kogoś drugiego, więc gdy my głosimy słowo Boga, gdy przekazujemy słowo Boga innym to słowo nie jest nasze. Mówimy w imieniu kogoś drugiego. Prorok to znaczy też mówić przed, czyli prorok to nie jest ktoś kto mówi w jakiś zaułkach, korytarzach ale to jest ktoś kto ma odwagę mówić słowo Boże publicznie, wobec kogokolwiek i to jest zadanie które dotyczy pewnych szczególnych posług w Kościele, biskupów, kapłanów ale i wszystkich wiernych. Poza tym są też prorocy którzy mają szczególnych charyzmat. Czyli osoby które widzą pewne rzeczy wcześniej niż inni i mają ten szczególny dar, że potrafią powiedzieć rzeczy zanim one się staną. Sam Sobór Watykański II był poprzedzony wieloma osobami tego kalibru które jednak- uwaga w tamtych czasach nie były uważane za proroków, co więcej byli prześladowani, kogoś nawet uciszono pomyślmy o tylu teologach a potem sobór przyznał im rację. Chcę przez to powiedzieć, że prorok nie ma tabliczki prorok napisanej na czole, byli czasem prorocy autentyczni, prawdziwi których uznano za fałszywych proroków, to jest wygodna postawa. Kiedy jakieś słowo jest nie wygodne, jest prowokacyjne, kiedy jakieś słowo nam przeszkadza łatwo zdyskwalifikować proroka, powiedzieć to jest fałszywy prorok. Rozeznanie prawdziwych i fałszywych proroków nie zawsze jest łatwe i ten problem istniał już w Starym Testamencie. Wystarczy przeczytać Biblię żeby zdać sobie z tego sprawę. W każdym razie pozostaje fakt, że w historii kościoła jest dość częste zjawisko proroków którzy byli czczeni, szanowani, są szanowani, po śmierci kiedy już nikomu nie przeszkadzają, nawet są wychwalani za ich posłuszeństwo, podczas gdy w swoich czasach byli prześladowani i uważani za buntowników ale to też działo się już w Starym Testamencie. We Włoszech taką znamienitą osobą dla której ten termin prorok dobrze pasuje, był bardzo odważny ksiądz który się nazywał (Primo Matcolarii) który zaznał strasznych prześladowań za swojego życia. Poznałem go osobiście, widziałem też jak płakał w pewnych chwilach bo był zniesławiany, oczerniany. Ksiądz (Marcolarii), powiedział coś bardzo prawdziwego „prorocy często są kamienowani a później z kamieni które zostały po kamienowaniu buduje się im grobowiec”. Najpierw rzuca się kamienie w proroków a później właśnie buduje się z pozostałych kamieni piękny grobowiec za to, że zechcieli odejść do drugiego życia kiedy już nikomu nie przeszkadzali. W każdym razie konkretnym znakiem autentyczności prorockiej jest zdolność nazywania rzeczy będąc świadomym ceny jaką trzeba zapłacić za te rzeczy i tutaj mówimy o przykładzie dość klasycznym Jana Chrzciciela. Jan Chrzciciel mówił Herodowi „nie wolno ci”, i dobrze wiedział, że to niczemu nie służy a jednak to mówił i zapłacił za to. Nie mówił opłaci mi się, nie opłaci? Co ryzykuję. Trzeba było powiedzieć te rzeczy, było ważne żeby zostały powiedziane a każdy jest postawiony wobec własnej odpowiedzialności i Jan Chrzciciel zapłacił za to głową i ten ksiądz (Marcolari) o którym wcześniej mówiłem ma komentarz bardzo piękny w związku z tym, mówi „głowa Jana Chrzciciela miała bardziej rację kiedy była na talerzu, niż kiedy była na szyi”.
 
KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl