O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  "Zobaczyłem" ciszę - ks. Alessandro Pronzato ...


Świadectwo:

SZKOŁA CISZY

Używając paradoksalnego wyrażenia z Księgi Wyjścia (20, 18), którego nasze tłumaczenia nie odważają się przekazać dosłownie, lud na zboczach góry Synaj „zobaczył” głos Boga.

Otóż mogę spokojnie stwierdzić, że w Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie „zobaczyłem” ciszę.

Tak, już za pierwszym razem, gdy tylko wszedłem do tego Domu, który stał mi się bardzo bliski, cisza podczas sesji formacyjnych była tym, co najbardziej zrobiło na mnie wrażenie. Nigdzie indziej mi się to nie przydarzyło.

W innych miejscach, podczas dni ćwiczeń duchowych, już samo uzyskanie minimum ciszy jest czymś trudnym. W tym przypadku natomiast, miały miejsce zajęcia, które mogłyby nawet usprawiedliwić możliwość pewnej słownej wymiany. Ostatecznie, wystarczyłoby wymagać ściszonego tonu głosu. Poza tym, spora liczba uczestników pochodzących z różnych miejsc, mających różne doświadczenia i sytuacje życiowe mogła być usprawiedliwieniem dla wymiany słownej, wymiany poglądów.

Natomiast, nie. Cisza całkowita, absolutna. Tak jakby usta były zamknięte na kłódkę. A na pewno nikt (ojciec Krzysztof to nie tego rodzaju człowiek) nie nałożył takiego obowiązku. Wystarczyło zaproszenie, choć usilne i umotywowane. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że „miejscem” gdzie rozbrzmiewa Słowo Boże jest cisza, że owo Słowo winno być przyjmowane w ciszy, aby, po asymilacji i uwewnętrznieniu, mogło głęboko przeniknąć, a nie tylko rozbrzmiewać w uszach i oświecać umysł.

Wraz z milczeniem: modlitwa i adoracja - nie parę minut w pośpiechu, lecz godzinami. Widok rzeczywiście robił wrażenie. Nie mogłem powstrzymać myśli, że my, księża, zbyt często nie mamy dość odwagi, aby prosić i więcej wymagać. A jednak są osoby, które okazują się być dyspozycyjne i wrażliwe na wymagania bardziej radykalne.

To wszystko wcale nie jest przeszkodą w przeżywaniu więzi braterskiej, ani w dzieleniu się. Owszem, można komunikować się również przez ciszę i samotność.

Przypomina się powieść D. Grossmana, jednego z najbłyskotliwszych powieściopisarzy żydowskich naszych czasów, w której bohaterka Tamar, nawiązawszy głęboką przyjaźń z młodym człowiekiem, który pomógł jej wydostać brata z narkotyków, zwierza się, że „nigdy nie spotkała nikogo, z kim czułaby się tak dobrze milcząc”.

Otóż to: przyjęcie, cisza, medytacja, modlitwa, adoracja. Wtedy spotkanie ze Słowem staje się czymś poważnym i wymagającym, lecz również owocnym. Bardziej niż jakiekolwiek zajęcia dla siebie samych i jakiekolwiek ćwiczenia czysto intelektualne.

Kiedy się mówi: „formacja”…

Alessandro Pronzato

* * *

Testimonianza:

LA SCUOLA DEL SILENZIO

Con un’espressione paradossale, che le nostre traduzioni non hanno il coraggio di riferire alla lettera, l’Esodo (20, 18) dice che il popolo, alle pendici del Sinai, “vide” la voce (di Dio).

Io posso tranquillamente affermare che al Centro di Formazione dei padri Salvatoriani di Cracovia “ho visto” il silenzio.

Sì, il silenzio, fin dalla prima volta che ho messo piede in quella Casa che ormai mi è diventata familiare, è stata la cosa che più mi ha impressionato durante i Corsi. Non mi era mai accaduto altrove.

Già difficile, in altri posti, ottenere un minimo di silenzio durante le giornate di Esercizi Spirituali. Qui, era questione di Corsi di studio, che potevano quindi legittimare una possibilità di parola. Al limite, si poteva pretendere un tono di voce moderato, nulla più. D’altra parte, il numero consistente dei partecipanti, provenienti da luoghi, esperienze e situazioni diverse, poteva giustificare la comunicazione verbale, lo scambio.

Invece, no, Silenzio assoluto, totale, compatto. Quasi che alle labbra di ognuno fosse stato applicato un lucchetto. Ma nessuno (padre Cristoforo non è certo il tipo…) aveva imposto il lucchetto. Bastava un invito, sia pure pressante e motivato. E tutti si rendevano conto che il “luogo” dove risuona la Parola di Dio è il silenzio, che quella Parola va accolta nel silenzio, per essere poi assimilata, interiorizzata e quindi penetrare in profondità e non semplicemente risuonare nelle orecchie e illuminare la mente.

Insieme al silenzio, la preghiera, l’adorazione. Non pochi minuti frettolosi, ma ore. E lo spettacolo risultava veramente impressionante. Non potevo trattenermi dal pensare che noi, preti, troppo spesso non abbiamo il coraggio di chiedere, di esigere molto. Ci accontentiamo di poco. Eppure c’è gente che si mostra sensibile e disponibile per le esigenze più radicali.

Tutto ciò non impedisce l’esperienza di fraternità, di condivisione. Sì, perché è possibile comunicare anche attraverso il silenzio, la solitudine.

Viene in mente il finale di un romanzo di D. Grossman, uno dei più acuti romanzieri ebrei del nostro tempo, in cui si dice che Tamar, la protagonista, dopo aver allacciato un rapporto di amicizia profonda con un ragazzo che l’aveva aiutata a recuperare il fratello perduto nella droga, confessa che «non aveva mai incontrato nessuno con cui si sentiva tanto bene tacendo».

Ecco. Accoglienza, silenzio, meditazione, preghiera, adorazione. E l’incontro con la Parola diventa qualcosa di serio, impegnativo, ma anche fecondo. Più di qualsiasi studio fine a se stesso e di qualsiasi esercitazione puramente intellettuale.

Quando si dice “formazione”…

Alessandro Pronzato

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl