O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Jestem człowiekiem, który nie lubi być do niczego przymuszany ...


Jestem człowiekiem, który nie lubi być do niczego przymuszany

Jako zakonnik jadąc na rekolekcje myślałem, że wiem sporo o sobie i o Modlitwie Słowem Bożym. Po raz kolejny w moim życiu Bóg bardzo mnie zaskoczył. Lecz tym razem nie była to miła niespodzianka. Jestem młodym człowiekiem, który dzięki Słowu Bożemu przeżył głębokie nawrócenie i odkrył powołanie kapłańskie i zakonne. Zawsze Modlitwa Słowem Bożym była dla mnie pięknym przeżyciem, aż do momentu tych ostatnich rekolekcji.

Przyjeżdżając na rekolekcje starałem się nie nastawiać na jakieś szczególne łaski. Wiedziony doświadczeniem życiowym ufałem (i nadal ufam), że Bóg gdy chce ci udzielić jakiejś łaski, to ci jej udzieli. Nie ma zatem sensu jakoś szczególnie się nastawiać.

Ośmiodniowe rekolekcje zaczęły się poniedziałek. Wiedziałem co to za rekolekcje. Znałem zasady milczenia. Wiedziałem na co się piszę i co będę robił, ale nigdy nie spodziewałem się, że podczas tych rekolekcji będę aż tak bardzo cierpiał. Początkowo nie rozumiałem tego. „Dlaczego Modlitwa Słowem Bożym mi tak ’nie idzie’ na tych rekolekcjach?” - pytałem sam siebie. Pomyślałem, że może za mało przykładam się do planu Modlitwy Słowem. Zacząłem więc bardziej intensywnie czytać i rozważać Słowo, niestety z zupełnie odwrotnym skutkiem. Jeszcze większa pustka gościła w moim sercu. Z każdym dniem stawałem się coraz bardziej zgorzkniały. Moja złość emanowała na wszystko i wszystkich. Przeklinałem w duszy to miejsce i tych ludzi, a najbardziej byłem zły na swój stan i moje wewnętrzne zachowanie. Dobrze, że nie można było rozmawiać, bo zapewne rzuciłbym parę niecenzuralnych słów i przykrych sentencji, choć zapewne moja mina wyrażała wszystko. Próbowałem zrozumieć, skąd we mnie tyle złości? Nie poznawałem sam siebie. Jednak czułem, że nie mam wpływu na to co się dzieje. To była moja odpowiedź na cierpienie które przeżywałem.

Dopiero po niedzielnej Eucharystii Bóg dał mi wytchnienie i zrozumiałem, dlaczego było mi tak źle. Otóż te rekolekcje przypadły na taki czas w którym nie potrzebuję refleksji nad moim życiem, ponieważ doskonale odnajduję Pana Boga w mojej codzienności. Podczas rozmów ze współbraćmi, podczas zabawy, czy w spontanicznej modlitwie... To były miejsca, w których prawdzie odnajdywałem Słowo Boże. Kiedy „zabrano” mi „moją” codzienność, wtenczas zabrano mi ziemię, w której to ziarno mogłoby zakiełkować. Dlaczego zatem, w tych trudnych dla mnie chwilach, Słowo Boże nie było mi pociechą? Jestem człowiekiem, który nie lubi być do niczego przymuszany. Kiedy codziennie wieczorem siadam by w samotności mojej celi pochylać się nad Słowem Bożym, wtenczas łatwiej jest mi usłyszeć to, co Bóg ma mi do powiedzenia. Wydzielenie godzin na Modlitwę Słowem Bożym spowodowało, że przestałem czytać Słowo z radością, a czyniłem to z obowiązku. Wreszcie, gdy było mi tak źle i nie znajdywałem pociechy w Słowie, nie mogłem znaleźć miejsca, w którym mógłbym w samotności zastanowić się nad samym sobą. Bo pomimo tego, iż na rekolekcjach próbuje się wejść w klimat pustyni, to niestety obecność tylu osób w jednym miejscu wyklucza samotność. W pokoju 3-osobowym nie można poczuć samotności, której ja rozpaczliwie potrzebowałem. Łatwiej mi znieść cierpienie, kiedy je rozumiem.

Poniedziałkowa konsultacja z kierownikiem duchowym całkowicie uspokoiła mnie w tej kwestii. Jestem mu bardzo wdzięczny, gdyż wiem, że nie było łatwo mi towarzyszyć. Pomimo zrozumienia całej sytuacji, mój nastrój się nie poprawił. Jednak pocieszałem się, że to już ostatnie dwa dni. Czym bliżej końca, tym byłem bardziej niecierpliwy. Niczym więzień, który z utęsknieniem czeka na koniec wyroku.

W ostatni dzień byłem szczególnie zniecierpliwiony dlatego z wielką niechęcią przyjąłem informację, że będziemy podzieleni na grupy, by podzielić się owocami z rekolekcji. No ale jak mus to mus. Poszedłem z nadzieją, iż to ostatnie spotkanie przeminie czym prędzej. I kiedy usiadłem z kwaśną miną i zacząłem słuchać świadectw, coś we mnie pękło. Prostota i szczerość, z jaką ci ludzie opowiadali jak Słowo ich odmieniło, wzruszyły mnie głęboko. To Słowo, które dla mnie było martwe przez te ostatnie dni, teraz tryskało życiem w tych ludziach. Jakże cieszyło się moje serce, szczęściem moich bliźnich... Poczułem się szczęśliwy, że mogę tu z nimi być i ich słuchać. Zrozumiałem, że warto było się męczyć te dłuuuuugie osiem dni, tylko po to, by wysłuchać tych pięknych świadectw. Był to piękny dar Pana Boga dla mnie. Pomimo mojego cierpienia, byłem przekonany, że salwatoriańskie rekolekcje są Bożym. Usłyszane świadectwa były tego potwierdzeniem.

Dzisiaj wiem, że te czas tam spędzony, pozwolił mi zajrzeć w najbardziej ciemne zakamarki mojej duszy. Podczas tego trudnego czasu miałem okazję zobaczyć, jak się zachowuję w trudnych sytuacjach. Wystarczy zabrać mi moją codzienność, a zmieniam się nie do poznania. Kiedy Bóg „zabiera” mi swoje łaski, wtedy staję się zgorzkniały i zły. To naprawdę smutne. Nie jest przyjemnie się dowiedzieć, o swoich ciemnych stronach duszy. Ale dobrze je znać.

Na zakończenie chciałbym wszystkim uczestnikom i prowadzącym bardzo serdecznie podziękować. Wiem, że wiele osób widząc moją kwaśną minę modliło się za mnie. Jestem tym głęboko poruszony i bardzo wdzięczny. To był dla mnie bardzo trudny czas. Ale jak mówi Pismo: „Kto sieje w smutku, żąć będzie w radośc”.

Pozdrawiam serdecznie OO. Salwatorianów, Siostry pracujące w tym miejscu i każdego kto będzie czytał to świadectwo. Niech Wam Bóg udzieli tak hojnych łask, jakimi mnie obdarował. A nawet większych! Amen!

br. carm. Piotr

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl