O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  To Jego droga i spokojnie mogę nią kroczyć ...


To Jego droga i spokojnie mogę nią kroczyć

 

"Ojcowie Kościoła uczą nas czytać Biblię". Usłyszałam o tej sesji w czerwcu. Zgłosiłam swoje pragnienie uczestniczenia, gdyż żyło we mnie przeświadczenie, jak mało wiem na ten temat. Chociaż moja droga miłości do Biblii i Ojców Kościoła nie jest zupełnie nowa, to po tej sesji wyraźnie widzę, jaka była i jest wciąż niedojrzała. Jednocześnie Pan odkrywa przede mną swą cierpliwość i daje mi radość wzrastania.

Ale po kolei. W 15 roku życia usłyszałam na katechezie, że Słowo Boga to Słowo skierowane do mnie osobiście. Mój katecheta mówił: „jeśli chcesz, by Bóg do Ciebie mówił, czytaj Pismo Święte”. Powiedziałam, że nie mam Pisma. Trafiłam do szpitala, a tam kapelan widząc mnie znudzoną – przykutą do łóżka, ofiarował mi swój Nowy Testament. Kiedy wróciłam na katechezę, tam również czekało na mnie Pismo Święte. Pan Bóg dał mi swoje Słowo. Już wtedy myślałam, że to ważne wydarzenie obdarowania powinno mieć swoje odbicie w moim życiu. Od tego momentu czytałam Słowo, raz z mniejszym, raz z większym zaangażowaniem.

Przyszedł czas wyboru studiów, a ja nie umiałam go dokonać. Inni wysyłali mnie na studia matematyczne, więc pojechałam na egzaminy. Byłam rozbita i wciąż zadawałam sobie pytanie: „Czy tego chcę? Panie, czy to jest moja droga?”. Wróciłam do domu, wzięłam Pismo Święte do ręki i zaczęłam czytać. Nie chciałam znaleźć jakiegoś cudownego zdania, które w jednoznaczny sposób wskaże mi drogę. Czytałam, bo czyniąc to nie odczuwałam zdenerwowania faktem, że nie wiem, co począć z życiem. To dziwne, ale wciąż wracałam do księgi Mądrości Syracha. Wielokrotnie czytane słowa prologu tej księgi budziły we mnie coraz większe pragnienie opowiadania ludziom o Chrystusie. Tak też się stało – zostałam katechetką. W trakcie pracy podjęłam studia teologiczne, a tam moja zażyłość z Biblią trwała. Mimo, że metoda studium biblijnego, czyli rozbierania każdej księgi na czynniki pierwsze, której mnie uczono nie budziła zachwytu, to Bóg stawiał też na mej drodze ludzi rozmiłowanych w zgłębianiu samego Słowa i życia Nim na co dzień. Na uczelni pojawił się młody kapłan, który w czasie Eucharystii mówił nam o miłości do Słowa Bożego. Po latach spotkałam go, jego miłość nie osłabła, a radość i światło bijące z jego twarzy obudziło ponownie we mnie pragnienie życia w przyjaźni ze Słowem Boga. Na studiach też poznałam trochę nauczanie Ojców Kościoła, ale dopiero później na rekolekcjach w Rzymie, gdy uczestniczyłam we wspólnotowej Liturgii Godzin, nagle słowa Ojców Kościoła odczytane w Godzinie Czytań poruszyły moje serce. Wróciłam do domu i natychmiast zakupiłam czterotomowy Brewiarz, by móc zatapiać się przynajmniej we fragmenty tych tekstów wielkich pisarzy chrześcijaństwa.

Dziś często uczestniczę w dniach skupienia prowadzonych przez owego kapłana z uczelni, który z jeszcze większym zaangażowaniem i żarliwością mówi o miłości do Biblii. Ciekawe, że ostatnio dużo mówił o św. Grzegorzu z Nyssy i duchowym czytaniu Biblii, o czterech poziomach odczytywania świętych tekstów (wg tradycji rabinów): podstawowym, alegorycznym, midraszu i tajemnicy oraz o zadaniu przepisywania Tory. Przypadek? Oczywiście, nie! Tak Pan wiedzie mnie powoli drogą poznawania i miłowania Biblii. Przygotowuje me serce, by dla Niego się powiększało. Dlatego usłyszana teraz z ust kameduły Innocenzo Gargano prawda o duchowym czytaniu i odkrywaniu tajemnicy, a potem o przepisywaniu świętego tekstu, jako metodzie uczenia się czytania i miłowania Słowa Boga sprawiła, że uśmiechałam się w duchu. Pan kolejny raz daje mi potwierdzenie – to Jego droga i spokojnie mogę nią kroczyć.

Chrystus poprzez mojego kierownika duchowego przyprowadził mnie tutaj. Na jednym ze spotkań otrzymałam lekturę do wspólnego przejścia rozdział po rozdziale. Była to książka „Poznawanie siebie w świetle Słowa Bożego” ks. Krzysztofa Wonsa SDS. Odkrycia prawdy o sobie zawiodły mnie na fundament Ćwiczeń Ignacjańskich do Gdyni. Jezus tak mocno dotykał mego serca, że rozbudzone pragnienia wypełniały wszystkie moje myśli. Nie czekałam, aż minie cały rok, by uczestniczyć w kolejnym etapie Ćwiczeń Duchowych. Odnalazłam w internecie dom rekolekcyjny, gdzie zgłosiłam się na I tydzień Ćwiczeń. To był Dom Centrum Formacji Duchowej w Krakowie. To właśnie tu Bóg otworzył mi oczy na swą przeogromną względem mnie miłość. Pokazywał mi wszystkie chwile życia, zwłaszcza te najtrudniejsze, w których prowadził mnie, a nawet niósł, gdy brakowało mi sił. Od tamtej chwili me serce w jakiejś części pozostaje w CFD w Krakowie. I choć byłam tu dopiero szósty raz (ćwiczenia duchowne i Szkoła Wiary), czuję się, jak u siebie. Ten Dom, jego rodzinna atmosfera i niezwykle bogaty program są dla mnie pomocą w rozwijaniu się, by żyć na chwałę Pana i oddać Mu się całkowicie, by On we mnie działał. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale ufam, że On mnie poprowadzi. Mnie pozostaje ćwiczyć się w cierpliwości.

Na tej sesji w pierwszym dniu podczas homilii ks. Piotr mówił o św. Pawle, który w Liście do Filemona nazywa Onezyma „swoim dzieckiem, swoim sercem”. Potem nawiązał do słów z pierwszego Listu do Koryntian: „Choćbyście mieli bowiem dziesiątki tysięcy wychowawców w Chrystusie, nie macie wielu ojców; ja to właśnie przez Ewangelię zrodziłem was w Chrystusie Jezusie” (na ostatniej Eucharystii w homilii Innocenzo Gargano OSB Cam. powrócił do tych słów św. Pawła). W moim sercu zrodziła się myśl: „Panie, to właśnie tu dałeś mi poczuć się Twoim umiłowanym dzieckiem. Naprawdę mogę powiedzieć, że nie mam wielu ojców, ale są nimi w jakiejś mierze kapłani z ekipy posługującej w CFD w Krakowie. Oni zrodzili mnie przez Ewangelię w Jezusie Chrystusie do innego życia – życia w pokoju, zawierzeniu i ufności, że jestem w kochających ramionach Boga Ojca”. Niech całe me życie będzie pieśnią uwielbienia i dziękczynienia dla mojego Pana!

Lidia
uczestniczka DDB - listopad 2010

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl