O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  „Jak celebrować Misterium Eucharystii?” 4-6 marca ...


„Jak celebrować Misterium Eucharystii?”
4-6 marca 2011

TEKSTY HOMILII
wygłoszonych przez arcybiskupa Piero Marini

---------------------------------------------------------------------

Chrześcijanin – człowiek z definicji oczekujący przyjścia Jezusa
homilia – święto św. Kazimierza – piątek, 4 marca 2011 r.
Syr 51, 13-20; Ps 16, 1-2a.5.7-8.11; Łk 12, 35-40


Obchodzimy dzisiaj święto św Kazimierza, patrona Archidiecezji Krakowskiej, patrona Litwy, bardzo czczonego w całej Polsce. Pierwsze czytanie, wybrane przez Kościół, aby uczcić tego zmarłego w młodym wieku księcia, który był znany z "niewypowiedzianej i najszczerszej miłości ku Wszechmogącemu Bogu w Duchu Świętym tak bardzo ogarniającej jego serce, tak obfitującej i wylewającej się na zewnątrz z głębi jego serca ku bliźnim" (z życia św. Kazimierza opisanego przez współczesnego autora), dobrze opisuje jego intensywne poszukiwanie mądrości, które jest wzorem dla naszego codziennego poszukiwania. Autor księgi Syracydesa najpierw
wielbił i chwalił imię Pana, a następnie pisze: “Będąc jeszcze młodym, zanim zacząłem podróżować, szukałem jawnie mądrości w modlitwie. U bram świątyni prosiłem o nią i aż do końca szukać jej będę… Dusza moja walczyła o nią i z całą starannością usiłowałem zachować Prawo… Z nią od początku zyskałem rozum [rozeznanie], dlatego nie będę opuszczony”. Stwierdzenia te nie wymagają komentarza, ale wymagają z naszej strony przylgnięcia i zaangażowania, by je realizować w praktyce, by realizować je w naszym wytrwałym poszukiwaniu miłości Boga i miłości bliźnich, która jest – jak mówi św. Paweł – “doskonałym wypełnieniem Prawa” (Rz 13, 10) i mądrości.

To samo odnosi się do tekstu Ewangelii, którego przed chwilą wysłuchaliśmy, w którym Jezus Chrystus definiuje mądrość za pomocą krótkiego porównania, krótkiej przypowieści, która ilustruje wielką cnotę czujności. Aby jednak zrozumieć Jego słowa trzeba odczytać nasz fragment w jego kontekście bezpośrednio go poprzedzającym. Jezus zwraca się do swoich uczniów: “Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo” (Łk 12, 32). Określając swoją wspólnotę jako "małą trzódkę" Jezus stwierdza przede wszystkim, że to On jest prawdziwym pasterzem, "dobrym pasterzem" (J 10, 11.14). Ojciec oddał owce w Jego ręce, a On daje im życie w obfitości (por. J 10, 10), życie wieczne (por. J 10, 28). Ale co oznacza dla nas, chrześcijan, być "małą trzódką"? Tego wyrażenia nie należy rozumieć tylko w sensie ilościowym, liczbowym. Odwołanie się do owej “małości” jest również ostrzeżeniem przed pokusą bycia jednym z pierwszych i bycia podziwianym przez ludzi: żadnej pychy czy arogancji ze strony Kościoła i chrześcijan, ale pokora właściwa temu, kto idąc za Chrystusem pokłada całą swoją ufność i całą swoją nadzieję jedynie w Ojcu, który jest w niebie, i w Jego Królestwie, które nadchodzi…

Z tego słowa, źródła wielkiej pociechy, wypływają wszystkie późniejsze stwierdzenia Jezusa. Jezus prosi najpierw swoich uczniów, by dali na jałmużnę swoje dobra, by dzielili się tym, co posiadają (Łk 12, 33), nie martwiąc się o jutro (por. Łk 12, 22-31). Żadne gromadzenie bogactw kosztem innych nie może obciążać tego, kto wie – jak doda wkrótce potem Jezus w swoim wspaniałym powiedzeniu –, że “gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze” (Łk 12, 34). Czy jesteśmy tego świadomi czy nie, my, ludzie, potrzebujemy skarbu, dla którego możemy oddać życie, potrzebujemy celu, ku któremu zwrócimy wszystkie nasze wybory. Ważne jest to, by skarb znajdował się w właściwym miejscu, tak aby nie doszło do rozczarowania. Cóż, należy stwierdzić z mocą, że prawdziwym skarbem naszego życia jest komunia z Panem Jezusem, z której wypływa komunia z naszymi braćmi i siostrami, poczynając od tej praktykowanej konkretnie poprzez dzielenie się dobrami.

Jeśli więc Jezus jest dla nas drogocennym dobrem naszego życia, jeśli jest Tym, dla którego warto nawet stracić swoje życie (por. Łk 9, 24), będziemy również zdolni, by ukierunkować całą naszą egzystencję na Jego przyjście na końcu czasów. Tu musimy podkreślić fundamentalną prawdę – nawet jeśli ta prawda dziś jest zapominana – prawdę, którą głosimy w sercu celebracji Eucharystii: “Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie, i oczekujemy Twego przyjścia w Chwale”. Tak, my, chrześcijanie, jesteśmy z definicji “oczekują błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa” (por. Tt 2, 13), tymi, którzy “umiłowali pojawienie się Jego” (por. 2 Tm 4, 8) i przyspieszają to wydarzenie poprzez swoją modlitwę oraz przez swoje wytrwałe oczekiwanie (por. 2 P 3, 12)! Tym, co nas wyróżnia, jest postawa czujności, skutecznie opisana przez Jezusa językiem obrazowym, zapożyczonym z codziennej rzeczywistości Jego czasu, który ma również swoje korzenie w wydarzeniu paschalnym wyjścia przeżytym przez Izraela (por. Wj 12, 11): “Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy podobni do ludzi oczekujących swego Pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze”.

Z tym poleceniem Jezus łączy obietnicę: “Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał”. Ta obietnica wybrzmiewa ze szczególną intensywnością w liturgii eucharystycznej, którą celebrujemy. Dla tych, którzy oczekują Go z wytrwałością, Pan powtórzy gesty dokonane podczas Ostatniej Wieczerzy, kiedy by streścić styl, w którym przeżył całe swoje życie, stał się sługą swoich uczniów i powiedział im: “Któż bowiem jest większy? Czy ten, kto siedzi za stołem, czy ten, kto służy? Czyż nie ten, kto siedzi za stołem? Otóż Ja jestem pośród was jak ten, kto służy” (Łk 22, 27). Musimy więc być zawsze bardzo czujni, ponieważ Pan Jezus, Syn Człowieczy, przyjdzie niespodziewanie, w godzinie, której się nie spodziewamy, jak złodziej w nocy; dla tego, który będzie umiał Go oczekiwać, spełnią się wówczas Jego słowa: “przekazuję wam królestwo (…), abyście w królestwie moim jedli i pili przy moim stole” (por. Łk 22, 29-30).

Tekst Ewangelii dzisiejszej uspokaja nas więc w naszej pielgrzymce, w naszym drodze wyjścia w kierunku Królestwa. Mała trzódka Kościoła, który tworzymy, nie musi się obawiać niczego z zewnątrz, ponieważ jedyne poważne zagrożenie może przyjść na nią od siebie samego, z jego niezdolności miłowania Pana Jezusa i bycia gotowym na Jego przyjście w chwale. To czujne oczekiwanie jest tym, co nadaje sens naszemu życiu i inspiruje nasze codzienne postawy. Zrozumiał to dobrze św. Bazyli, który na zakończenie swoich “Reguł moralnych”, w pewnego rodzaju syntezie całego życia chrześcijańskiego, w ten sposób opisał to, do czego jesteśmy wezwani, aby zawsze mieć to przed oczyma: “Co jest właściwym dla chrześcijanina? Czuwać każdego dnia i każdej godziny, i być gotowym wypełnić doskonale to, co podoba się Bogu, wiedząc, że o godzinie, której się nie spodziewamy, Pan przyjdzie” (Reguły moralne 80, 22).


 ---------------------------------------------------------------------

Odpowiedzi na pytanie o chrzest Janowy nie można uniknąć
homilia – sobota VIII tygodnia zwykłego, 5 marca 2011 r.
Syr 51, 12-20; Ps 19, 8-9.10-11; Mk 11, 27-33

Fragment Ewangelii, którego przed chwilą wysłuchaliśmy, ma swój kontekst i są nim ostatnie dni ziemskiego życia Jezusa. Gdy Jezus znajduje się w świątyni jerozolimskiej, z której dzień wcześniej wypędził sprzedających, władze religijne Izraela wypytują Go o różne kwestie, próbując pochwycić na jakimś błędzie tego mistrza i proroka o takim autorytecie, który burzy ich fałszywe pewniki.

Pierwsze pytanie, które arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi ludu stawiają Jezusowi jest bezpośrednie. Dotyka od razu decydującego punktu: „Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę, żeby to czynić?”. Od początku Ewangelii według Marka tłumy, które słuchają Jezusa “zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie” (Mk 1, 22). Wobec sposobu, w jaki Jezus, poprzez dokonywane uzdrowienia, przepędzał panowanie szatana “wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą” (Mk 1, 27).

Cała Ewangelia jest nam, wierzącym, ofiarowana jako okazja, by przyjąć słowa i czyny Jezusa, jako wskaźniki drogi pozwalające odkrywać, na czym polega jego autorytet. Z lektury opowiadania ewangelicznego odczytanego oczami serca, oświeconymi przez wiarę, ukazują się niektóre decydujące cechy rabbiego z Nazaretu. Jezus był człowiek wiarygodnym, którego wiarogodność wypływała przede wszystkim z jego przekonań i jego spójności między tym, co myślał i mówił oraz tym, czym żył i w jaki sposób działał. Nie same tylko Jego słowa były tym, co docierając do drugiego, było w stanie zwyciężyć opory drugiego w wierze; to nie metoda wypracowana przy biurku budziła wiarę: tym, czymś było jego człowieczeństwo wyróżniające się pełnią łaski i prawdy (por. J 1, 14). Łaska i prawda wyrażały autentyczność Jezusa nie pozostawiając żadnej przestrzeni między jego przekonaniami oraz tym, co mówił i czym żył. Spotykając Jezusa wszyscy spostrzegali, że nie ma pęknięcia między jego słowami i jego gestami, jego uczuciami i jego zachowaniem. Jeśli ludzie, słuchając Jezusa, pozwalali Mu się przekonywać, było to spowodowane przede wszystkim świadectwem, a nie sumą słów. Jezus miał zdolność świadczenia swymi czynami, nawet bez słów.

Obok tego fundamentalnego elementu, autorytet Jezusa wynikał z Jego zdolności do “ogołocenia się”, uniżenia się, by wejść w dialog z tymi, których spotykał na swojej drodze; z Jego dyspozycyjności do spotykania wszystkich, nie czyniąc rozróżnień jakiegokolwiek rodzaju, ale tworząc przestrzeń ufności i wolności, w którą człowiek mógł wejść nie czując się osądzonym; z Jego pragnienia, by w tym, kto przed Nim stoi, zrodziła się wiara. Wreszcie – a przecież możnaby kontynuować jeszcze długo – Jezus miał autorytet, ponieważ nie czynił siebie samego punktem odniesienia dla siebie, ale ogłaszał Królestwo Boga, Królestwo tego Boga, którego z całkowitą ufnością  nazywał “Abba, Ojcze” (Mk 14, 36).

Ta ostatnia cecha, którą możemy określić jako jego oderwanie od siebie, jest obecna także w odpowiedzi Jezusa na pytanie postawione Mu przez zwierzchników religijnych: „Zadam wam jedno pytanie. Odpowiedzcie Mi na nie, a powiem wam, jakim prawem to czynię. Czy chrzest Janowy pochodził z nieba czy też od ludzi?”. Jest to pytanie, które trzeba potraktować bardzo poważnie, przede wszystkim dlatego, że ujawnia ścisły związek między Jezusem i Janem Chrzcicielem, którego sam Jezus nazwał “największym wśród narodzonych z niewiast” (por. Mt 11, 11; Łk 7, 28 ). Nie możemy zapomnieć, że obok Maryi, Jan Chrzciciel jest jedynym świętym, w przypadku którego Kościół czci nie tylko dzień śmierci, to jest dzień narodzin do życia wiecznego, ale również dzień jego narodzin na tym świecie, pozostający w bliskiej relacji z dniem narodzenia Jezusa (por. Łk 1). Jan jest lampą, przygotowaną ze względu na Mesjasza (por. J 5, 35);  jest poprzednikiem Jezusa, który przychodzi po nim, chociaż “przewyższył [go]godnością, gdyż był wcześniej ode [niego]” (por. J 1, 15.30); jest przyjacielem Jezusa, przychodzącego Oblubieńca (por. J 3, 29); jest tym, który chrzci Jezusa (por. Mk 1, 9.11), który z kolei rozpoczyna swoją publiczną działalność dopiero po niesłusznym aresztowaniu Jana (por. Mk 1,14-15)… Można nawet powiedzieć, że Ewangelia jest historią równoczesną dwóch proroków, Jana i Jezusa, z bardzo głęboką niepowtarzalnością i ze specyficznym powołaniem każdego z nich, ale również z ich istotną jednomyślnością w podążaniu za planami Bożymi, z tą samą gotowością służenia Królestwu.

Ale ten ścisły związek ustanowiony przez Jezusa między Jego autorytetem i autorytetem Jana Chrzciciela wymaga również zdecydowanego zajęcia stanowiska z naszej strony jako uczniów Chrystusa. Jan nie jest jakimś elementem pozostającym na peryferiach w stosunku do Ewangelii, ale jest [elementem] istotnym dla rozpoznania Jezusa, spełniwszy jedyną rolę przygotowania Mu drogi. Innymi słowy, jeśli jest prawdą, że władza Jezusa pochodzi od Boga, jest ona zapośredniczona przez posłuszeństwo wszystkim prorokom reprezentowanym przez Jana, który połączył w swojej osobie Stary i Nowy Testament. Należy zatem wyraźnie stwierdzić: kto nie przyjmuje Starego Testamentu, nie może przyjąć dogłębnie także Nowego, a czyniąc w ten sposób, zniekształca obraz Boga i Jego plan zbawienia. Pytanie Jezusa jest więc pytaniem, którego nie można wyeliminować, którego nie można nie postawić każdemu czytelnikowi Ewangelii, trzeba je postawić każdemu z nas: aby poznać naprawdę Jezusa i Jego autorytet, trzeba przyjąć życie i posługę przepowiadania Jana Chrzciciela, które w znaku chrztu odnalazły skuteczną syntezę.

W naszym fragmencie przywódcy religijni nie umieją odpowiedzieć klarownie, pozostając więźniami swoich własnych dwuznaczności. Odpowiadają: „Nie wiemy”.  Odpowiedź Jezusa: „Więc i Ja nie powiem wam, jakim prawem to czynię”, stanowi dla nas wszystkich tu zgromadzonych fundamentalne ostrzeżenie: Jego autorytet objawia się nam w takiej mierze, w jakiej jesteśmy zdolni zaakceptować pełne autorytetu świadectwo Jana Chrzciciela. Całym swoim życiem Jan przygotował drogę dla Pana Jezusa (por. Mk 1, 2-3), co więcej, on sam stał się tą właśnie drogą: w ten sposób nauczył nas czynić nasze życie drogą, by przyjąć Chrystusa, który przyjdzie wkrótce w chwale, by doprowadzić do pełni to, co rozpoczął w swojej ziemskiej drodze.

---------------------------------------------------------------------

Mądrość chrześcijanina – żyć stylem życia Jezusa
homilia – IX Niedziela Zwykła (A), 6 marca 2011 r.
Pwt 11, 18.26-28; Ps 31, 2-3ab.3bc-4.17.25; Rz 3,21-25a.28; Mt 7, 21-27


Słowo Boże winno angażować całego człowieka: wnętrze i to, co zewnętrzne, czyli serce i życie człowieka wierzącego. Uczeń Pana nie może się więc zadowolić tym, że słucha Słowa Pana, że jest pouczany w kwestiach wiary, że chodzi do domu Pańskiego i uczestniczy w kulcie. Ten, kto wierzy, musi koniecznie “pełnić wolę Bożą”. Oto jedność między pierwszym czytaniem ze Starego Testamentu i stronicą Ewangelii, której przed chwilą wysłuchaliśmy.
 
Kazanie na górze. Aby lepiej zrozumieć fragment z dzisiejszej  Ewangelii jest koniecznym, by odczytać go w kontekście, w jakim został wypowiedziany przez Pana Jezusa. Ewangelia przez nas wysłuchana należy do przemówień, które Jezus wygłosił na górze. “Jezus (…) wyszedł na górę” i zaczął wygłaszać błogosławieństwa (por. Mt 5, 1-12), a później następują inne przemówienia, które kończą się tekstem o domu zbudowanym na skale. Po zakończeniu tych mów, jak mówi ewangelista Mateusz, Jezus schodzi z góry (por. Mt 8, 1). “Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je…”. O jakie słowa chodzi? Z pewnością chodzi o słowa dopiero co wypowiedziane, zawierające błogosławieństwa. Wprowadzać w czyn błogosławieństwa oznacza wprowadzać w czyn życie Jezusa: On był pierwszym błogosławionym, ponieważ był ubogi; On był miłosierny; On miłował sprawiedliwość; On był prześladowanym. Wprowadzać w czyn słowa Jezusa oznacza żyć w naszym życiu tym samym Jego stylem życia. Ewangelista Łukasz dodaje pewne doprecyzowanie, którego nie znajdziemy u Mateusza, a które jest nam bardzo użyteczne, aby wyróżnić sposoby, jak mamy spełniać słowa Jezusa. Mówi Łukasz: “kto przychodzi do Mnie i słucha słów moich” (Łk 6, 47). Człowiek mądry nie jest więc mądry tylko dlatego, że wprowadza w czyn słowa Jezusa albo tylko dlatego, że działa; także głupiec bowiem działa. Jest ważne, by wprowadzać w czyn w naszym życiu styl życia Jezusa. Trzeba uczyć się od Niego. Tylko w ten sposób można budować własne życie, na pewności (skale), a nie na niepewności (piasku).
 
“Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego”. To wołanie: “Panie, Panie” rozbrzmiewa wielokrotnie w Ewangelii Mateusza. Pięć panien głupich wobec zamkniętych drzwi woła: “Panie, panie, otwórz nam!”, a Pan odpowiada im: “nie znam was” (Mt  25, 11). W dniu Sądu Ostatecznego również z ust tych, którzy stoją po lewej stronie, wychodzi wołanie: “Panie” (Mt 25, 40). Być wierzącym nie jest więc tylko kwestią słów. Zwykłe wyznawanie wiary, uczestnictwo w liturgii czy wypełnianie działań charyzmatycznych nic nie znaczą wobec Pana, jeśli nie towarzyszy im miłość. Życie chrześcijańskie nie polega jedynie na wyuczeniu się jakichś formuł czy nauczeniu się “Credo” na pamięć. Także to jest potrzebne, ale nie stanowi istoty. Jeśli tak żyjemy, stawiamy się w sytuacji, że usłyszymy skierowaną do nas taką odpowiedź daną przez Pana: “Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was” (Mt 25, 12). To samo odnosi się do Kościoła, do jego posługi nauczania, uświęcania i przewodzenia, do jego nauczania i działań charytatywnych. Jeśli nie staną się one faktycznie orędziem miłosierdzia Bożego, jeśli poprzez nie ludzie nie odczują, że im przebaczono, jeśli w rzeczywistości nie spotkają one ubogich odbiorców swoich akcji charytatywnych i działalności opiekuńczej, jeśli [ludzie Kościoła] nie patrzą na świat i na ludzi miłosiernym spojrzeniem Ojca, to takiemu Kościołowi grozi, że będzie kościołem, który widzi jedynie samego siebie. My wierzący, Kościół, jeśli chcemy być autentyczni, musimy mieć szczególny styl życia, - powtórzmy to jeszcze raz - styl życia Jezusa. Ewangelia dzisiejsza stawia nam pytanie, czy jesteśmy chrześcijanami jedynie w słowach? Czy uważamy się za chrześcijan tylko dlatego, że w pewnych sytuacjach w ciągu roku czynimy jakieś nadzwyczajne gesty? W rzeczywistości, jesteśmy chrześcijanami tylko jeśli żyjemy błogosławieństwami w naszym życiu, tylko jeśli praktykujemy styl życia, który jest podobny do stylu życia Jezusa. Jedynie w ten sposób również my będziemy mogli usłyszeć słowa: “Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).
 
Być mądrym, być głupim. Istnieją dwa sposoby życia, które dotyczą zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Są panny mądre i panny głupie; są również mężczyźni mądrzy i mężczyźni głupi. Do wszystkich może się więc odnosić działanie głupie i działanie mądre. Być mądrym to znaczy ukierunkować swoje życie i nadać mu sens. Jeśli chcemy budować nasze życie na skale, musimy skoncentrować nasze życie na Jezusie. “Jezus (…) wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie” (Mt 5, 1). Zbliżyć się do Jezusa oznacza zostawić coś. Jako prawdziwi uczniowie Jezusa winniśmy mieć odwagę oderwania się od mentalności tego świata: od powierzchowności, od kaprysów, od nowości, od wyrażeń, które są celem same dla siebie; winniśmy przyjąć zasadnicze aspekty życia. Trzeba odkryć w sobie przestrzenie milczenia, nadać znaczenie własnej wolności, by móc usłyszeć głos Pana i wołanie Ducha. Ale oddalenie się od mentalności tego świata nie oznacza oglądania się wstecz, patrzenia w przeszłość, uciekania od świata. Trzeba natomiast mieć odwagę akceptacji rzeczywistości, w której się żyje, a którą charakteryzuje zmiana, przemiana, spotkanie i mieszanie się różnych kultur. Wezwanie Jezusa w Duchu to zaproszenie, by wyruszyć ku przyszłości. A wyruszyć to zaakceptować zmianę, ogołocić się z elementów względnych i powierzchownych, nie tylko tych ze świata i społeczeństwa, w których żyjemy, ale również z elementów drugorzędnych naszego życia, z naleciałości, które pojawiły się z upływem czasu. Trzeba ruszyć się ku autentyczności własnego życia i własnego powołania.
 
Życie z Jezusem jest przygodą, której należy stawić czoła z radością i nadzieją. Bo Jezus stał się naszym towarzyszem podróży po drogach tego świata. On jest Tym, który daje odwagę i radość. Na Jego słowo możemy przekazywać, poprzez świadectwo naszego życia, sens miłości, dawania się innym, sens życia i umierania w tym świecie. Musimy usiłować urzeczywistniać, jak powiedział Sobór, autentyczną duchowość komunii. Trzeba widzieć to, co jest pozytywne w drugim, zostawić miejsce bratu, nosząc wzajemnie swoje ciężary, co upodabnia nas do Jezusa, który miał współczucie dla nas i oddał swoje życie dla naszego zbawienia.
 
Jest taka modlitwa inspirowana tekstem  świętej Teresy do Jezusa, która pomaga  zrozumieć lepiej, co oznacza być mądrymi mężczyznami i kobietami, budować dom własnego życia na skale, czyli w stylu życia Jezusa. Ta modlitwa mówi: “Chrystus nie ma swojego ciała, a jedynie Twoje. Twoje są oczy, poprzez które przechodzi jego spojrzenie współczucia i spoczywa na nędzach ludzkości. Twoje są nogi, na których On chodzi drogami świata czyniąc dobrze wszystkim. Twoim jest serce, którym Pana Jezus się wzrusza wobec mężczyzn i kobiet naszych czasów. Twoimi są ręce, którymi On nas błogosławi”. A my powiedzmy Jezusowi: “O, Panie, moje myśli niech będą Twoimi myślami; moje uczucia niech będą Twoimi uczuciami; moje pragnienia niech będą Twoimi pragnieniami; moje słowa niech będą Twoimi słowami; moje gesty niech będą Twoimi gestami; moje dzieła niech będą Twoimi dziełami”. To życzenia, które składam sobie i wam wszystkim u końca tych dni przeżywanych przez nas razem w wierze.

---------------------------------------------------------------------

Zachęcamy do skorzystania z nagrań bieżącej sesji:

oraz innych sesji, które w 2010 roku odbyły się w naszym domu. Prowadzili je: Józef Augustyn SJ; Amedeo Cencini FdCC; ks. Waldemar Chrostowski; abp Bruno Forte; Innocenzo Gargano OSB Cam., Dariusz Kasprzak OFM Cap., ks. Edward Staniek, Krzysztof Wons SDSks. Stanisław Haręzga; Marko Ivan Rupnik SJ, Maria Campatelli, Nataša Govekar, Krzysztof Wons SDS; Wiesława Stefan, Małgorzata Kramarz, Elżbieta Łozińskaks. Jakub Szcześniak; Piotr Szyrszeń SDS; Piotr Ślęczka SDS i Krzysztof Wons SDS.

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl