O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Homilia - Wielki Piątek - 22 kwietnia 2011 ...


Od tamtego Wielkiego Piątku już nikt nie cierpi opuszczony


Homilia wygłoszona przez ks. Krzysztofa Wonsa SDS w Wielki Piątek, 22 kwietnia 2011 r., w kościele salwatorianów pw. Boskiego Zbawiciela w Krakowie, ul. św. Jacka 16.



Słońce zachodzi nad Wielkim Piątkiem. Jest wieczór. Przyszliśmy do Ukrzyżowanego z miłości. Jesteśmy na Golgocie. To nie przenośnia. Każdy z nas ma swoją Golgotę. To miejsce bardzo osobiste, w którym cierpisz, gdzie jest najmroczniej, gdzie zostałeś sponiewierany przez grzech własny lub innych, gdzie krzyczałeś do Boga i nie słyszałeś odpowiedzi. Pomyśl o tym miejscu w Tobie, w Twojej rodzinie, we wspólnocie, w pracy. To jest twoja Golgota. Właśnie w tym miejscu, w punkcie Twojego największego bólu wisi na krzyżu Jezus - cierpi i kocha, cierpi i zbawia. Św. Leon Wielki powiedział, że „Męka Pana trwa do końca świata”.

Tego wieczoru pobądźmy przy Nim, zanim zostanie zdjęty z krzyża i rozpocznie się pochówek. Spróbuj w myślach, w sercu i wyobraźni podejść do Ukrzyżowanego - tak blisko jak tylko potrafisz. Spróbuj usłyszeć Jego ciężki, dławiący oddech, charkot w piersiach, ostatnie bicia serca i krzyk do nieba.

Cyceron napisał, że krzyżowanie to najbardziej okrutna tortura, jaką mógł wymyślić człowiek. Jezus na krzyżu, nagi, zalany krwią, zmaltretowany, kona w konwulsjach. Przeguby rąk przybite do poprzecznej belki, a stopy do słupa. Powieszony tak, aby umierał jak najdłużej. Jego storturowane ciało obsuwało się bezwładnie. Umieszczono w pośrodku krzyża podpórkę. Umieszczono ją, aby umierał jak najdłużej, w męczarniach. Konał powoli - przez sześć godzin – aż się udusił. Przeszedł przez piekło fizycznego cierpienia. Wszedł w cierpienie każdego, bez wyjątku, człowieka: konającego w szpitalu, w domu, na ulicy, w rynsztoku, w środku piekła wojny. Każdą komórką swego ciała przylgnął do ludzkiego bólu. Nie ma ludzkiego cierpienia, w którym nie byłby obecny. Od tamtego Wielkiego Piątku już nikt nie cierpi opuszczony. Jest zawsze Ktoś drugi, kto cierpi i kona razem z nim. Cierpi i kocha, kona i zbawia. Nasz Jezus.

Cierpienie fizyczne Jezusa, tak okrutne, że na myśl o nim ciarki przechodzą po ciele, nie było Jego największą udręką. Największe cierpienie uderzyło w Jego duszę. Chciało ją „rozszarpać”. Łukasz napisał, że kiedy konał w konwulsjach, wszyscy Jego bliscy stali z daleka. Najbliżej byli ci, którzy z Niego szydzili, drwili, ciskali inwektywami. To tak, jakby by przy łóżku konającego człowieka, zamiast lekarzy, pielęgniarek i najbliższych osób, stali nad nim ludzie z nienawiścią w oczach, z przekleństwami na ustach, znęcający się.

Lecz najstraszliwsza udręka miała dopiero nadejść. Marek napisał, że kiedy słońce było w zenicie Jezus wszedł w największe ciemności. Skotos - ciemności całego świata przeniosły się do Jego wnętrza. Ogarnęło Go przerażające poczucie, że opuścił Go nawet Ojciec. Krzyczał do nieba: „Czemuś mnie opuścił?”. I nic nie słyszał. Jakby dziura była w niebie. Nie jesteśmy w stanie przeczuć stanu Jezusa. Najukochańszy Syn czuje się opuszczony przez najukochańszego Ojca. Nie potrafimy objąć sercem ich wzajemnej miłości, dlatego nie możemy przeczuć stanu pustki Jezusa. Dlaczego przerażająca pustka? Ponieważ czuje się obciążony wszelkim złem i obrzydliwościami całego świata. On, niewinny, stał się grzechem (2 Kor 5, 21), to znaczy pozostając bez grzechu, wszedł w otchłań każdego ludzkiego grzechu. Grzech kryje w sobie największe ciemności, ponieważ jest to jedyne „miejsce”, w którym nie ma Boga.

Oto tajemnica rzeczywistego ukrzyżowania. Prawdziwym krzyżem, na którym umiera Jezus jest mój grzech. Wchodzi we wszystkie miejsca, w których zdradziłem Boga, sponiewierałem miłość Ojca. W miejscu zerwanej więzi panuje przerażająca pustka. Wszedł w nią i wykrzyczał mój największy lęk, którym jestem kuszony w grzechu: że zostałem sam, że Boga nie ma, że mnie opuścił, że nie ma dla mnie litości. Wchodzi w to miejsce, i woła „Pragnę”. Pragnę cię zbawić, nigdy z nie zrezygnuję z ciebie.

Od Ogrójca po Golgotę na duszy Jezusa ciążyły grzechy całego świata. To one dusiły Go najbardziej. Spadły na Niego i chciały zmiażdżyć. Wziął na siebie całą ludzką hipokryzję, całą ludzką niesprawiedliwość, całą złość, całe kłamstwo, całą nienawiść, mściwość, nieopanowaną pożądliwość. O. Cantalamessa użył przejmującego obrazu, który może do nas przemówić: „Co stałoby się gdyby cały wszechświat fizyczny, z miliardami miliardów ciał niebieskich, oparł się na jednym punkcie, jak ogromna odwrócona piramida? Jaki nacisk musiałby znosić ten punkt? W takim razie wyobraźmy sobie, iż cały moralny  wszechświat winy, nie mnie bezkresny niże ten fizyczny, ciążył w tamtej chwili na duszy Jezusa”.

Stało się jak powiedział Izajasz: „Pan zwalił na Niego bezbożność nas wszystkich” (Iz 53, 6). Stał się dla mnie przekleństwem. Zszedł do najciemniejszych grobów mojego grzechu, aby mnie wyprowadzić na światło i abym zaczął żyć prawdziwie. Ilekroć popatrzę na krzyż – kiedyś znak przekleństwa, dziś błogosławieństwa, mogę powiedzieć: On zajął moje miejsce i już nie ma takiego miejsca w moim życiu nawet najbardziej przeklętego, którego nie mógłby zamienić w błogosławieństwo.

Drodzy. Ileż jest ukrytych Golgot na tym świecie, we mnie. Jeśli znajdzie się na nich miejsce dla Ukrzyżowanego, serce ujrzy jutrzenkę wielkanocną, a łzy nawrócenia staną się jak pierwszy wiosenny deszcz. A z oczu Syna Bożego popłyną łzy szczęścia, które zleją się z kroplami Jego krwi. Łzy Boga szczęśliwego, że nie cierpiał i nie umierał na darmo. Ojciec już czeka z ucztą paschalną.

ks. Krzysztof Wons SDS
KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl