O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Z Mojżeszem do Ziemi Obiecanej 2-4 września 2011 ...


Z Mojżeszem do Ziemi Obiecanej
Pustynna szkoła zaufania
Szkoła Biblijna
2-4 września 2011

W dniach 2-4 września 2011 r. odbyła się sesja formacyjna organizowana w ramach Szkoły Biblijnej zatytułowana „Z Mojżeszem do Ziemi Obiecanej. Pustynna szkoła zaufania”. W spotkaniu uczestniczyło blisko 160 osób.

Spotkanie prowadziła dr Danuta Piekarz - italianistka i biblistka, wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim, Papieskim Uniwersytecie Jana Pawła II w Krakowie (wcześniej: Papieska Akademia Teologiczna) oraz w wyższych seminariach duchownych Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych i Ojców Dominikanów; od 24 kwietnia 2008 r. jest konsultorką Papieskiej Rady ds. Świeckich.

Prowadząca w ten sposób scharakteryzowała drogę, którą zaproponowała: "Dzieje Mojżesza, które możemy odczytać w księgach Starego Testamentu (Wj, Lb, Pwt), są nie tylko ciekawym opowiadaniem wydarzeń z przeszłości, ale też „zwierciadłem”, w którym warto odczytać własne dzieje, radości i rozterki. W postaci Mojżesza możemy odnaleźć w pewnym sensie samych siebie, powołanych przez Boga do naszej życiowej misji, żyjących z Nim w głębokiej relacji, wędrujących do ziemi obiecanej przez pustynię tej rzeczywistości, w której żyjemy, wreszcie odpowiedzialnych za mniej czy bardziej liczną grupę tych, których Bóg nam powierzył i którzy nam zaufali".

Pani Danuta Piekarz od lat współpracuje z Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów. Wielokrotnie towarzyszyła uczestnikom jako tłumacz języka włoskiego, ale angażuje się również w posługę CFD jako biblistka. W bieżącym roku, w dniach 3-5 czerwca 2011 r., prowadziła w Krakowie weekendową sesję formacyjną pt. "Apokalipsa - Orędzie na nasze czasy". W salwatoriańskim ośrodku CFD w Trzebini prowadziła cztery sesje biblijne wprowadzające w lekturę poszczególnych Ewangelii.

---------------------------------------------------------------------

HOMILIE
wygłoszone w czasie sesji

 

Niegdyś obcy, teraz znów pojednani - oto Dobra Nowina!
homilia – sobota 22. tygodnia zwykłego, 3 września 2011
Kol 1, 21-23; Ps 54, 3-4.6.8; Łk 6, 1-5


Zatrzymajmy się przy krótkim, składającym się z trzech wersów, fragmencie z listu św. Pawła do Kolosan, który Kościół daje nam dziś w Liturgii Słowa. Apostoł przedstawia w pierwszym wersie to, co było „niegdyś”, w drugim – to, co jest „teraz”, a w trzecim – to, co z tego wynika dla chrześcijanina i dla niego samego. W pierwszym zdaniu, które dotyczy „niegdyś”, św. Paweł mówi chrześcijanom z Kolosów: „byliście niegdyś obcy dla Boga i Jego wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny”. W drugim zdaniu, dotyczącym „teraz”, zauważa Apostoł Narodów, że niegdysiejsza sytuacja się zmieniła, bo „teraz znów Bóg pojednał [was] w doczesnym ciele Chrystusa przez śmierć, by stawić was wobec siebie jako świętych i nieskalanych, i nienagannych”.

Zanim przejdziemy do trzeciego zdania zauważmy, że skoro jest mowa o tym, że Bóg „znów pojednał”, oznacza to, że kiedyś już Kolosanie stanowili jedność z Bogiem. Otóż trzeba, trzeba powiedzieć, że jest jeszcze coś istotnego przed „niegdyś”. O tym, co było przed „niegdyś”, pisze św. Paweł do Efezjan: „Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa (…) w Nim [w Jezusie Chrystusie] wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (Ef 1, 3-5a). Widzimy więc, że historia Kolosan czytana oczyma ludzi obejmuje „niegdyś” i „teraz”, natomiast historia Kolosan czytana oczyma Boga rozpoczyna się przed „niegdyś”, zanim jeszcze oczy człowieka zdołały ją zobaczyć.

Pierwszy etap historii człowieka i mojej historii to czas „przed założeniem świata”. Wtedy Bóg wybrał nas, abyśmy „byli święci i nieskalani przed Jego obliczem”. Potem była pokusa Złego, której człowiek uległ i zaczął się ten okres historii Kolosan i naszej historii, który św. Paweł określa jako „niegdyś”: „Byliście niegdyś obcy dla Boga i Jego wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny”. Bóg jednak nigdy się nie wyrzekł swego ludu, choć ten lud ulegając pokusie Złego brnie często w nieprawość, z grzechu w grzech. Lękając się ewentualnego cierpienia, które mogłoby pojawić się w związku pełnieniem woli Bożej, człowiek wchodzi często w jeszcze większe rzeczywiste cierpienie będące konsekwencją grzechu, to znaczy w śmierć. Autor listu do Hebrajczyków odda tę sytuację mówi o tych, którzy „całe życie przez bojaźń śmierci podlegli byli niewoli” (Hbr 2, 15). Człowiek, bojąc się czegoś stracić, obawiając się rzekomej utraty życia, trwa niejednokrotnie w śmiercionośnej niewoli grzechu.

Raz jeszcze przeczytajmy naszą historię oczyma Boga: „przed założeniem świata” – zostaliśmy wybrani, by być świętymi i nieskalanymi przez Bogiem; „niegdyś” – byliśmy obcymi i nieprzyjaciółmi Boga, skalani grzechem; „teraz” natomiast zostaliśmy znów przez Boga pojednani. „Teraz” zostaliśmy pojednani z Bogiem Ojcem przez Jego jedynego Syna, który stał się człowiekiem, który przyjął ciało i w ciele doświadczył śmierci, będącej konsekwencją grzechu, a wszystko po to, by stawić nas wobec Boga znów jako świętych i nieskalanych, i nienagannych. Jezus – Baranek niewinny i bez skazy,wziął na siebie nasze winy, byśmy znów mogli stanąć przed Ojcem święci i nieskalani (pamiętamy, że baranek, którego Izraelici mieli spożyć w czasie uczty przed wyjściem z Egiptu miał być „bez skazy” – Wj 12, 5; to zapowiedź Baranka niewinnego i bez skazy, który wybawi nas z niewoli grzechu).

Raz jeszcze powtórzmy, że aby właściwie odczytać swoje życie nie wystarczy zacząć od „niegdyś”. Żeby właściwie odczytać swoją historię trzeba pamiętać o początku, który ma miejsce w sercu Boga „przez założeniem świata”. By właściwie odczytać swoje życie trzeba również pamiętać o nowym początku – o przejściu paschalnym, jakiego dokonuje Jezus przez Śmierć do Życia, przez Krzyż do Zmartwychwstania, po to, by nas uczynić czystymi, nieskalanymi, nienagannymi, to znaczy takimi, jakimi Bóg nas pragnął od początku. To Bóg pierwszy jest zainteresowany tym, by uczynić godnymi spotkania z Nim – Świętym, Najświętszym. Przeżywamy pierwszą sobotę miesiąca i wpatrujemy się Maryję Niepokalanie Poczętą, która „mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmocnego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego”. Dlaczego Maryja jest tak piękna? Bo nigdy nie była w niewoli, nie była niewolnicą grzechu. Jedyna niewola, jeśli można tak powiedzieć, której doświadczała, to „niewola miłości”, która – jak powie św. Ludwik Maria Grignion de Montfort – „jest najdoskonalszym poświęceniem się Bogu”. Jest najpiękniejsza, bo grzech niczego w niej nie zniszczył. Jest piękna nie dzięki swojej dzielności, ale dzięki temu, że w swojej pokorze, uniżeniu i maleńkości, otworzyła się na wielkie dzieła łaski, które Wszechmocny w Niej i poprzez Nią chciał dokonywać.

Po tym długim, aczkolwiek koniecznym i istotnym wstępie, możemy się na chwilę zatrzymać przy słowach: „byliście niegdyś obcy dla Boga i Jego wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny”. Słowa te, jako pierwsze, mocno przykuły moją uwagę szczególnie po skorzystaniu z dosłownego tłumaczenia tego zdania: „was niegdyś będących tymi, którzy uczynili siebie obcymi i nieprzyjaciółmi myśleniem w czynach niegodziwych”. Nie chodzi tylko o tych, którzy „byli obcymi” względem Boga, ale o tych, którzy świadomie „uczynili siebie obcymi i nieprzyjaciółmi” Boga. Spróbujmy opisać kondycję takich ludzi. Greckie słowo oznaczające „uczynili siebie obcymi” lub „uczynieni obcymi” pojawia się jeszcze dwukrotnie w listach św. Pawła, a konkretnie w liście do Efezjan. Poprzez te fragmenty możemy zobaczyć konsekwencje oddalenia się od Boga, obcości i nieprzyjaźni względem Boga. Jaka jest kondycja człowieka poprzedzająca ponowne pojednanie? Św. Paweł mówi Efezjanom, że byli ociemnieni myśleniem i uczynili siebie obcymi życiu Boga (Ef 4, 18). Czyniąc siebie zależnymi od bożków, czyniąc trwając w niewoli grzechu, uczynili siebie obcymi życiu Boga, to znaczy: nie znając Boga, nie mają życia, które jest w Bogu. Być obcym Bogu oznacza nie służyć Bogu, a służyć bóstwom i bożkom obcym. Można uczynić siebie obcym jedynemu prawdziwemu Bogu i służyć różnym bożkom czy bóstwom. Wybór obcych bóstw sprawia również, że człowiek czyni siebie obcym obywatelstwu Izraela (Ef 2, 12). Grzech nie tylko oddziela nas od Boga, ale oddziela nas również od wspólnoty Kościoła. Wreszcie, grzech sprawia również, że sami z sobą czujemy się obco. Trwając w grzechu, w głębi naszego serca czujemy, że to nie jest to, czego naprawdę w życiu pragniemy.

Sytuacja Kolosan „niegdyś” to sytuacja mniej czy bardziej świadomego wejścia w niewolę grzechu, nieprawości, bałwochwalstwa. Ta sytuacja przywołuje w mojej pamięci wyznanie św. Pawła z listu do Rzymian rozpoczynające się od słów: „Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię” (zob. Rz 7, 14-25). Oto kondycja niewolnika, bo sługa-niewolnik nie wie, co czyni pan jego – wnioskuje o. Innocenzo Gargano czytając ten tekst w oparciu o słowa z Janowej Ewangelii J 15, 15 („Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego”). Nosimy więc w sobie tajemnicę nieprawości, misterium niewoli grzechu, misterium ininiquitatis. Nosimy w sobie coś, co występuje w nas w roli pana, co wydaje nam rozkazy, co nie wyjaśnia nam ich, ale trzyma nas w swojej władzy. Technika działania Złego, jest właśnie taka: nie ujawnia swoich tajemnic niewolnikowi, ale domaga się by ten był mu ślepo posłuszny i by za dużo nie myślał. Św. Paweł jednak dzieląc się z chrześcijanami z Rzymu swoim rozdarciem wspomina o człowieku wewnętrznym, który jest różny od grzechu. Istnieje bowiem, jak już wspominaliśmy, taka część nas, najgłębsza część naszego serca, która nigdy nie pogodziła się z niewolą, która uznaje, że Boże Prawo jest dobre, choć nie daje sił do wypełnienia go. Paweł woła: „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci?”. Paweł wykrzyczy rozdarcie, które przeżywa. Gdy przeżywamy nasze „niegdyś”, naszą niewolę grzechu, bardzo ważne jest dostrzeżenie tego wewnętrznego rozdarcia. Kiedy bowiem będąc w niewoli grzechu nie odczuwamy tego rozdarcia, może to oznaczać, że przestaliśmy walczyć. A niebezpieczny jest spokój kogoś, kto pozostaje w niewoli i rezygnuje z korzystania z daru wolności. Niebezpieczny jest spokój kogoś, kto właśnie dla świętego swojego spokoju poddał się tyranowi, który niszczy jego życie. Tylko ten, kto ma poczucie grzechu, krzyczy i prosi o uwolnienie od grzechu. Ktoś kto nie czuje grzechu, nie czeka też na Dobrą Nowinę, którą jest Jezus. Krzyk Pawła staje się jednak modlitwą. „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!”. Oto Dobra Nowina dla Pawła, który odczuwa rozdarcie. Pawłowe „niegdyś” otwiera się w ten sposób na Chrystusowe „teraz”.

Teraz dopiero możemy przejść do trzeciego zdania z dzisiejszego czytania. Tych, którzy „niegdyś” byli obcymi, a „teraz” zostali znów pojednani z Bogiem, św. Paweł zachęca, by „trwali w wierze, ugruntowani i stateczni, a nie chwiejący się w nadziei właściwej dla Ewangelii”. Bo to, co Bóg w Jezusie im uczynił, jest naprawdę Dobrą Nowiną. Paweł zaś odkrywa swoje powołanie jako sługi, jako „diakona” tej Dobrej Nowiny. Przeżywając tę Eucharystię pamiętajmy o tym, co Bóg dla nas dokonał „przed założeniem świata” i „teraz” w Jezusie Chrystusie. My mający swoje „niegdyś” chcemy „teraz” kontemplować niewinnego Baranka, dzięki któremu będziemy mogli stanąć przed Ojcem Niebieskim bez skazy. „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” – usłyszymy przed Komunią świętą. My wezwani na Jego ucztę naprawdę jesteśmy błogosławieni!

ks. Piotr Szyrszeń SDS
---------------------------------------------------------------------

Słuchać Miłości, by słowem pozyskać brata
homilia – 23 niedziela zwykła (A), 4 września 2011
Ez 33, 7-9; Ps 95, 1-2.6-7ab.7c-9; Rz 13, 8-10; Mt 18, 15-20


Kiedy wczytujemy się w dzisiejszą Liturgię Słowa nietrudno chyba zauważyć, że jak refren powtarza się w niej niezwykle delikatny temat z naszego życia. Jest to coś, z czym sobie często nie radzimy albo co podejmujemy z ogromną trudnością. To upomnienie braterskie. Można, niestety, tak kogoś „upomnieć”, że się przez długie lata nie podniesie. Można kogoś „upomnieć” najświętszą prawdą i zrobić to tak, że już nie będzie mieć ochoty na życie w prawdzie. Ale dzisiejsza Liturgia Słowa mówi tak naprawdę nie tylko o upominaniu, ale jeszcze bardziej o miłości, bez której nie ma prawdziwego upominania. Tylko upomnienie płynące z serca, które kocha i które jest zatroskane o drugą osobę, może wydawać owoc. Tylko upomnienie płynące z serca, któremu zależy na drugiej osobie, może wydawać owoc. Bo tak naprawdę nie leczą nasze słowa i nie leczy nasza retoryka, ale leczy miłość. Tylko miłość uzdrawia, bo tylko ona jest życiodajna; a jest tak dlatego, że z miłości zostaliśmy stworzeni, dzięki miłości żyjemy i dzięki miłości zdrowiejemy. Stąd kuracji potrzebuje najpierw nie ten, który ma być upomniany, lecz ten, który ma upominać. W pierwszej kolejności z kuracji potrzebujemy skorzystać my sami. Kuracji potrzebują nasze sumienia i serca, aby tak zostały przygotowane, by miłość była rzeczywiście pierwszym motywem naszego działania. Dlatego nie powinniśmy – nie waham się tego powiedzieć – podchodzić do drugiej osoby z upomnieniem, jeśli nie ma w nas miejsca na miłość do tej osoby. Bo litera – przypomniała nam wczoraj słowa św. Pawła pani Danuta Piekarz – zabija, a Duch ożywia (zob. 2 Kor 3, 6). Jak to jednak zrobić? Odpowiedź znajduję w słowach pierwszego dzisiejszego czytania – w słowach, które słyszy prorok Ezechiel, a które to słowa mnie zatrzymały.

Prorok to ten, który otrzymuje misję od Boga. Prorok otrzymuje często zadanie bardzo trudne i niewdzięczne. Przypomnijmy sobie najdramatyczniejszą chyba spośród postaci prorockich, jaką był Jeremiasz. To prorok, który całe życie musiał upominać, musiał mówić ludowi słowa twarde i trudne, a jednocześnie kochał lud. Takim człowiekiem jest również Ezechiel. Ezechiel ma upominać swój naród, ma upominać braci gubiących się w grzechu. To właśnie ten prorok usłyszy pytanie Boga: „czyż nie zależy mi na życiu człowieka? czyż nie zależy mi na tym, by człowiek żył, a nie umierał?” (Ez 18, 23: „Czyż tak bardzo mi zależy na śmierci występnego - wyrocznia Pana Boga - a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył?”). To, co mnie zatrzymało w pierwszym czytaniu, to słowa polecenia, które słyszy z ust Boga Ezechiel: „Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela, abyś słysząc z mych ust napomnienia, przestrzegał ich w moim imieniu” (Ez 33, 7). Otóż, co tak naprawdę uzdrawia nasze serce przygotowując je do prowadzenia innych? Tym czymś jest słuchanie. „Pierwsze jest: Słuchaj, …” (Mk 12, 29). Pierwsze jest słuchanie Tego, który jest źródłem życia i źródłem miłości.

I wróciła mi w pamięci sytuacja życiowa Mojżesza, [któremu towarzyszy w tych dniach]. Pani Danuta tak obrazowo i żywo mówiła nam o dialogu Mojżesza z Bogiem, kiedy otrzymuje pierwsze polecenie, by pójść do faraona. Mojżesz nie chce iść, czuje mocny opór. Jeden z argumentów, który Mojżesz wyciąga, – skorzystam z przekładu Pisma Świętego wydanego przez paulistów – to jest argument jego mowy: „Zważ, Panie, że nie jestem dobrym mówcą. Nie byłem nim zresztą nigdy, nawet od czasu, gdy Ty przemówiłeś do swego sługi. Mam ociężałe wargi i niesprawny język”. Mojżesz wypowiedział całą prawdę o sobie. Jednak zwróćmy uwagę, że bardzo często jest tak, że – użyję przenośni – nasza choroba mowy wcale nie jest związana z chorobą języka czy warg. Nasza choroba mowy jest często związana z chorobą słuchu. Bardzo często dlatego nie potrafimy dobrze mówić, ponieważ nie potrafimy dobrze słuchać. Wydaje się, że Mojżesz powiedział bardzo głęboką prawdę o sobie. On do tej pory słuchał siebie, swoich wizji i swoich projektów na to, jak uleczyć naród i wyprowadzić go z niewoli. Przez osiemdziesiąt lat nie słuchał i dlatego – używamy wciąż tej samej przenośni – był głuchoniemy, był niemy i nie potrafił mówić do ludu i do faraona. Ale Bóg nie rezygnuje i zdaje się mówić: „Ja będę uzdrawiał twoje, Mojżeszu, uszy, a ty nauczysz się mówić”. Słyszeliśmy w jednej z konferencji, że po pewnym czasie Mojżesz zaczyna przemawiać i nie potrzebuje już Aarona. Potrafi mówić, ponieważ – wiemy z kontekstu jego życia, z owych czterdziestu lat – nauczył się słuchać. Wróćmy więc do kwestii upominania.

Każdy z nas, tutaj obecnych, jest w swoim życiu za kogoś odpowiedzialny. Najpierw każdy z nas jest odpowiedzialny za siebie samego; w tym sensie, możemy powiedzieć, że jesteśmy pierwszymi przewodnikami dla siebie samych. Jesteśmy także odpowiedzialni za innych; są wśród nas żony i mężowie, ojcowie i matki, kapłani i siostry zakonne. Każdy z nas odpowiada w jakimś sensie za innych poprzez słowa, które wypowiadamy i przez które docieramy do serca innych. Dlatego we mnie dziś najmocniej wybrzmiało to słowo, które słyszy Ezechiel: „masz być stróżem” to znaczy „masz słuchać”. "Pierwsze jest: Słuchaj!”. Słowo Boga, które pogłębia nasz słuch, pogłębia również nasze serce. Im bardziej będziemy związani z Tym, który jest Słowem miłości, tym bardziej kształtować się będzie nasza mowa miłości.

Zwróćmy uwagę na proces, który opisany został w Ewangelii i który dokonuje się w kontekście upomnienia brata; choć zauważmy, że Jezus mówi nie tyle o upominaniu, ile o pozyskaniu brata. Chodzi więc Jezusowi o takie – jeśli już chcemy tak powiedzieć – upominanie, kiedy żona musi upomnieć męża i odwrotnie, kiedy rodzic musi upomnieć dziecko, kiedy kapłan musi upomnieć penitenta czy kogoś, kogo prowadzi albo kiedy kapłan ma przyjąć upomnienie, by upominając uczynić wszystko dla pozyskania bliźniego. Opisując proces upominania Jezus z każdym następnym etapem tak naprawdę akcentuje coraz bardziej miłość.

Mówi: „[najpierw] idź i upomnij go w cztery oczy”. Co to znaczy? Otóż, takie będzie upomnienie, jaka jest relacja między tymi dwoma osobami, między upominającym i upominanym. „W cztery oczy” oznacza także intymność, zażyłość, dyskrecję, subtelność; a to – można by powiedzieć – różne imiona miłości. To pierwszy etap. My wiemy z doświadczenia, jak to nieraz bardzo pomaga, kiedy możemy usłyszeć coś w dyskrecji. Potrafimy, w atmosferze dyskrecji, przyjąć najtrudniejsze prawdy. Jakim błogosławieństwem dla każdego z nas jest spowiedź święta, spowiedź indywidualna, uszna! Jakim błogosławieństwem dla każdego z nas jest to, że z tym, co jest w nas najintymniejsze, możemy przychodzić do Boga w ogromnej dyskrecji. W tym wszystkim dominuje miłość.

Potem Jezus mówi: „Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch…”; „weź brata i zróbcie to we dwoje albo w troje”. O co chodzi? Chodzi o to, by podwoić czy potroić troskę miłości. Nie chodzi więc o to, że szykujemy jakąś szarżę czy zorganizowaną akcję. Chodzi o to, by podwoić czy potroić troskę miłości. Chodzi również o to, by wybrać takiego brata czy siostrę, którego/którą będzie najłatwiej usłyszeć temu, który ma być upomniany. Wreszcie: „Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi”. Pod koniec dzisiejszej Ewangelii słyszymy: „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”. Chodzi więc o to, by Kościół się modlił, by cały Kościół wołał do Boga w trosce o brata. Chciałem podkreślić temat miłości, bo on tutaj jest dominujący; św. Paweł nam dziś przypomniał, że wypełnieniem Prawa jest miłość: „Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo”.

I wreszcie ostania próba: „A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik”. O czym myślimy, słysząc te słowa Jezusa? Czy nie jest często tak, że w tych słowach słyszymy: „machnij na niego ręką; z niego już nic nie będzie; ja już zrobiłem wszystko, co mogłem”? Tymczasem, gdy Jezus poleca: „niech ci będzie jak poganin i celnik”, wówczas mówi: „zostaw go Mnie”. Bo tylko Jezus wie, jak obchodzić się z celnikami i grzesznikami. „Zostaw go Mnie” to znaczy „nie rezygnuj z niego; ale zgódź się na to, że ty już wyczerpałeś swoje możliwości; uznaj swoje granice; ty więcej pomóc mu nie możesz”.

Chciejmy, drodzy, w tej Eucharystii przywołać wszystkie nasze relacje, zwłaszcza te najtrudniejsze, z którymi najmniej sobie radzimy, w których czekają nas największe wyzwania. Złóżmy na ołtarzu, przed Bogiem, wszystkich tych, których w naszym życiu mamy ratować poprzez pozyskiwanie ich, poprzez upominanie. I prośmy, byśmy nigdy nie milczeli – przed czym  przestrzega Bóg Ezechiela i nas w pierwszym czytaniu – tam, gdzie trzeba mówić; byśmy, gdy trzeba mówić, mówili z odwagą i zawsze z miłością; i byśmy zawsze byli otwarci, my pierwsi, na słuchanie Tego, który jest Miłością i który nam podpowie najlepsze drogi dotarcia do drugiego człowieka.

ks. Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

 
   

   

W styczniu 2010 r. w ramach "Zeszytów Formacji Duchowej" ukazał się numer zatytułowany "Ewangelia dla początkujących" (ZFD nr 46 / 2010).

Jesienny numer czasopisma wydawanego (ZFD nr 53 / 2011) będzie poświęcony tematowi "Orędzie na nasze czasy. Księga Apokalipsy".

Obie publikacje są pokłosiem  sesji formacyjnych prowadzonych przez dr Danutę Piekarz w domach CFD w Trzebini  i Krakowie.

 

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl