O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Duchowość i sny 20-22 kwietnia 2012 - homilie ...


„Duchowość i sny
Szkoła Kierownictwa Duchowego
20-22 kwietnia 2012

TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie sesji

---------------------------------------------------------------------   

Zastanówcie się, kto jest autorem tego znaku
homilia – piątek II tygodnia wielkanocnego, 20 kwietnia 2012
Dz 5, 34-42; Ps 27, 1.4.13-14; J 6, 1-15

"Mężowie izraelscy! Zastanówcie się dobrze, co macie uczynić z tymi ludźmi". Gamaliel, uczony w Prawie i poważany przez cały lud, tymi słowami zwraca się do członków rady, którzy - wiemy to z kontekstu - "wysłuchawszy [apostołów] byli rozpiłowani i postanawiali zgładzić ich". Widok uzdrowionego przez Piotra i Jana człowieka, dotąd chromego, i odważna postawa apostołów, wprowadziły członków rady w kryzys. Kim są owi dwaj uczniowie? Dlaczego nie przestali mówić, mimo że im zakazaliśmy? Autor Dziejów Apostolskich opisując stan ostrego zdenerwowania członków rady napisze, że "byli rozpiłowani": rozpiłowani" jako wspólnota, "rozpiłowani" jako jednostki. Jedna część z nich była "za", druga była "przeciw". Jakaś część ich serca mówiła "tak", inna krzyczała "nie". Mieli wiele pytań.

Gamaliel zaprasza ich - skorzystajmy z dosłownego tłumaczenia-: "Mężowie Izraelici, zajmujcie się sobą samymi nad ludźmi tymi, co macie dokonać". Powtórzmy: "zajmujcie się sobą samymi (…), co macie uczynić". Wezwanie "zastanówcie się dobrze, co macie uczynić z tymi ludźmi", które słyszeliśmy korzystając z tekstu zawartego w lekcjonarzu mszalnym, sugeruje, że problem do rozwiązania jest usytuowany na zewnątrz. Sformułowanie zawarte w dosłownym tłumaczeniu: "zajmujcie się sobą samymi nad ludźmi tymi, co macie dokonać" przypomina, że prawdziwy problem jest wewnątrz. Członkowie rady podejmując decyzję, co uczynią z apostołami, podejmą decyzję co do siebie samych. Decyzja w sprawie apostołów ukształtuje ich samych. Nasze słowa i czyny, nasze decyzje nas kształtują. Pokazują, kim jesteśmy. "Człowiek bowiem objawia, gdzie jest na skali swego człowieczeństwa przede wszystkim poprzez swój stosunek do drugich,…" (ks. T. Styczeń SDS).

"Zastanówcie się dobrze, zajmujcie się sobą samymi" to zaproszenie do rozeznawania własnej sytuacji poprzez rozeznawanie sytuacji, które pojawiają się na mojej drodze życia. To zaproszenie, by nie podejmować decyzji w pośpiechu i by w rozeznawaniu skorzystać z doświadczenia swojego, z doświadczenia innych, z historii swojej i innych. Nie trzeba przecież wyważać otwartych drzwi. Nie trzeba też odkrywać odkrytych już zakątków świata. "Aby móc rozeznać tajemnicę, leży nauczyć się pamiętać" historię swoją i innych - napisze ks. Amedeo Cencini. "Każda ludzka historia staje się historią Boga - pomyślaną i zaplanowaną przez Niego". Odrzucenie swojej lub czyjejś historii, może oznaczać odrzucenie Boga obecnego w tej historii. Cytowany już ks. Cencini stwierdza: "Człowiek może nie ponosić odpowiedzialności za swoją przeszłość, ale w każdym razie ponosi odpowiedzialność za postawę, którą przyjmuje w stosunku do przeszłości" oraz "Tylko ten może się skutecznie otworzyć na przyszłość, kto jest też otwarty na swoją przeszłość, kto uczynił ją swoją" (zob. A. Cencini, Historia własnego życia - Miejsce dla tajemnicy, Wskazówki dla rozeznających powołanie, Kraków 2001, s. 29, 53, 48)

Gamaliel przywołując tu i teraz dwa wydarzenia z historii zauważa, że tu i teraz stoją przed członkami rady dwie możliwości, że istnieją dwie interpretacje aktualnych wydarzeń. I tu powiedzmy, że jeśli ktoś w doświadczeniu kryzysu widzi tylko jedno wyjście, to trzeba by stwierdzić, że jest ślepy, bo wyjścia zawsze są dwa, co najmniej dwa: dobre i złe. A więc Gamaliel sygnalizuje, że możliwości są dwie: pierwsza, że "od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa", a druga, że "[ta myśl czy sprawa] od Boga pochodzi".

Członkowie rady otrzymali znak, który teraz muszą zinterpretować, rozeznać. Z jednej strony widzą Piotra i Jana, o których wiedzą, że są ludźmi "nieuczonymi i prostymi", "agrammatoi kai idiotai", "niepiśmiennymi i prostakami"; z drugiej strony patrzą na uzdrowionego chromego i nie znajdują słów wyjaśnienia. Pytają - wiemy z kontekstu - "co mamy zrobić z tymi ludźmi, bo dokonali jawnego znaku, oczywistego dla wszystkich mieszkańców Jerozolimy?" (zob. Dz 4, 13-15). O uzdrowieniu chromego przez Piotra i Jana mówią "znak", "semeion". To słowo dwukrotnie pada również w dzisiejszej Ewangelii: "szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki ["semeia"], jakie czynił na tych, którzy chorowali"; "a kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud ["semeion"] uczynił Jezus, mówili: „Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat”. Kiedy zwłaszcza św. Jan Ewangelista, na określenie cudów dokonywanych przez Jezusa, używa terminu "semeion", ma na myśli to, że cuda Jezusa są jak drogowskazy wskazujące na samego Jezusa. "Cud-semeion" jest znakiem, drogowskazem wskazującym na Cudotwórcę. Uzdrowiony człowiek jest znakiem wskazującym na Uzdrowiciela. Rozmnożenie chleba jest drogowskazem do Chleba Życia.

Gamaliel zachęca członków rady, by spojrzeli głębiej na rzeczywistość, by nie zatrzymali się na tym tylko, co zewnętrzne, na powierzchni, na płaszczyźnie jedynie ludzkiej. By z powagą rozważyli słowa Piotra i Jana, którzy kiedyś zdecydowanie mówili do ludu: "dlaczego patrzycie na nas, jakbyśmy własną mocą czy pobożnością sprawili, że on chodzi?" (Dz 3, 12) oraz do członków rady: "w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka - którego wyście ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych - że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy. On jest kamieniem odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła" (Dz 4, 10-11). Gamaliel przestrzega przed tym, by historia się powtórzyła. Niedawno bowiem członkowie wysokiej rady odrzucili Jezusa, odrzucili ów Kamień, "uznali [ów] Kamień za nic". Teraz grozi im ten sam błąd: odrzucając prostych i niepiśmiennych uczniów Jezusa mogą ponownie odrzucić Boga. Bóg czasem, a może często, daje nam znaki przez ludzi zwyczajnych, a nawet przez nas samych. Te znaki są blisko nas. W historii naszej i innych.

Odrzucając siebie i innych, odrzucając swoją historię i historię innych, można odrzucić Boga obecnego w tej historii. Gamaliel przestrzega: "może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem". Można też idąc za swoim wyobrażeniem Boga, odrzucić Boga prawdziwego. Oto ryzyko, na które są narażeni świadkowie znaku, jakim jest rozmnożenie chleba: "Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę". Jezus poznał, że rzesze idą za Nim, "bo widziano znaki, jakie czynił na tych, którzy chorowali". Nie szukają Jezusa, szukają siebie. Nie zdają sobie sprawy, że tylko znajdując Jezusa i tylko z Chrystusem potrafią odnaleźć w pełni siebie. Jezus powie potem: "szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości". Szukają chleba tej ziemi, a Jezus chce im siebie objawić jako prawdziwy Chleb z nieba, Chleb Życia, dający prawdziwe życie, życie pełne, życie wieczne.

Kiedy my naprawdę szukamy Boga i zanim my zaczniemy szukać Boga, Bóg nas szuka. Wychodzi nam naprzeciw. Dziś czyni to przez Piotra i Jana, przez Gamaliela, przez Jezusa Chrystusa, przez prowadzącego to spotkanie formacyjne i wszystkich jego uczestników. I chce Bóg uczyć nas pogłębionego spojrzenia na życie i na różne znaki, którymi się posługuje, by doprowadzić nas do siebie. Kiedy więc pochylam się nad jakimkolwiek znakiem, ważne jest to, czy szukam Boga, czy chcę rozeznawać wraz z Bogiem sny i inne różne sytuacje życia. Teodas, o którym mówi Gamaliel twierdził, że "jest kimś", domyślnie "kimś nadzwyczajnym", że on jest centrum historii; tymczasem umarł, a po nim i po jego zwolennikach "ślad zaginął". Piotr i Jan byli prostymi ludźmi, byli naprawdę kimś, bo za nimi stał Ktoś większy. Umarli, ale nie przestali być wielcy wielkością Jezusa Chrystusa, którego głosili.

I na zakończenie kilka myśli śp. ks. Tadeusza Stycznia SDS zaczerpniętych z rozważań rekolekcyjnych wygłoszonych w kościele św. Krzyża w Warszawie w 1987 r. (T. Styczeń, Poszukujący czy Poszukiwany? Rozważanie rekolekcyjne, Lublin 2006): "Nikt nigdy nie spotkał się z wyrzutem ze strony Chrystusa z powodu tego, że szuka, a co najwyżej z wyrzutem, że nie szuka, że ucieka od poszukiwania, czyli od… siebie samego - lub że nie dość szuka, że siecią pytań zbyt płytko zarzuconą jedynie zasłania godne uwagi (lub pierwszorzędnej uwagi godne) pytania, że po prostu nie dość nadąża za swym Pierwszym Poszukującym (…)" (s. 19). "Gdy pośród nocy zbudzi cię niepokój pytań o siebie i zabierze ci sen, nie będziesz musiał budzić twojego Boga. On jest Miłością, która nigdy nie zasypia. Miłością, która wciąż czuwa, zawsze o ciebie niespokojna. A nawet gdybyś został oddzielony od świata zewnętrznego murami więzienia, nie musiałbyś szukać posłańców, by do Niego dotrzeć. On dociera wraz z tobą, dokąd ty docierasz. I zawsze jest z tobą. Nie uprzedzisz Go troską o siebie.  (…) W Ewangelii można wskazać wiele przedziwnych spotkań z Chrystusem. Niektórzy - jak Nikodem - poszukują tego spotkania, niektórzy - jak Samarytanka z Sychem - wcale go nie szukają. Chrystus szuka go zawsze…" (s. 22).

ks. Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

W chwili próby mogę doświadczyć żywego Boga
homilia – sobota II tygodnia wielkanocnego, 21 kwietnia 2012
Dz 5, 34-42; Ps 33,1-2.4-5.18-19; J 6, 16-21

Wczoraj słuchaliśmy w czasie Eucharystii słów o rozmnożeniu chleba, o tej sytuacji, gdy okazało się, że jest za mało chleba i za mało ryb, aby nakarmić tłumy ludzi, że nasze zasoby są dramatycznie małe w porównaniu z potrzebami, które spotykamy. Dzisiaj w Ewangelii widzimy uczniów na wzburzonym jeziorze, uczniów niepewnych, czy dotrą do zamierzonego celu. Takie sytuacje - doświadczenie, że czegoś jest za mało albo doświadczenie zagrożenia - naruszają nasze przeczucie samowystarczalności. Takie sytuacje naruszają poczucie naszej samowystarczalności, że tym, co posiadamy - z chlebami i rybami czy umiejętnością żeglowania - nakarmimy tłumy czy też doprowadzimy siebie i innych do upragnionego celu.

Sytuacje, o których słyszymy, dotykają poczucia samowystarczalności. Tam bowiem, gdzie długo trwa doświadczenie samowystarczalności, nasz obraz Boga być może jest poprawny. Możemy szybko opowiedzieć o naszym obrazie Boga, jaki on jest. Ale tam, gdzie zbyt długo trwa taka samowystarczalność, tam obraz oddziela się od obecności. Mamy dobry obraz Boga, ale nie mamy doświadczenia Jego obecności, i czasami ów obraz chowamy - mówiąc obrazowo - za szafę, myśląc, że może kiedyś go wyjmiemy, np. kiedy ksiądz przyjdzie z wizytą kolędową, żeby nie pomyślał, że ma do czynienia z poganami czy coś podobnego. Obraz Boga oddziela się od obecności Boga. Mamy obraz Boga, ale oddzieleni jesteśmy od obecności Boga. Sami sobie wystarczamy.

Gdy nadchodzą chwile próby, wówczas ujawnia się coś, co w chwilach samowystarczalności kryje się w głębi naszych serc. W chwilach zbyt długiej samowystarczalności w głębi naszych serc rodzi się inny obraz Boga, a owa samowystarczalność chroni nas przed ukazaniem się tego obrazu. Dopiero w chwilach próby, kiedy jest za mało chlebów i ryb, żeby wykarmić rodzinę, zaspokoić pragnienia członków swojej parafii czy klasztoru, kiedy jest jakaś burza, wówczas odsłania się ów drugi, wewnętrzny obraz, ukształtowany gdzieś w głębi naszego bytu: obraz Boga, który sobie nie radzi; obraz Boga, który nie może mi pomóc; obraz Boga, który żąda ode mnie rzeczy niemożliwych, który mówi: "nakarm tysiące ludzi z pomocą pięciu chlebów i dwóch ryb"; obraz Boga, który tylko wymaga od nas trwania w kapłaństwie, w małżeństwie czy w klasztorze. To obraz Boga, który żąda ode mnie rzeczy niemożliwych; obraz Boga, który sobie nie radzi i nie poradzi, który przegrywa ze złem tego świata; obraz Boga, który nie jest mi życzliwy; obraz Boga, który nawet może się na mnie mści za jakieś moje dawne grzechy. "Może On się mści, może to jest kara za grzechy mojego dzieciństwa czy młodości" - myślimy. Pewien mężczyzna mówił: "Bóg jest sadystą. Bóg mnie niszczy". Ów mężczyzna w chwilach próby mówił: "Bóg mnie niszczy. Jest sadystą. To On sprawił to nieszczęście". Taki obraz Boga może wystraszyć.

Takiego, wyżej opisanego, obrazu Boga można się przestraszyć. Kiedy Chrystus zbliżył się do uczniów, oni się przestraszyli. Nie przestraszyli się Chrystusa, ale przestraszyli się obrazu Chrystusa, który w chwili samowystarczalności zrodził się nieświadomie w głębi ich serc czy rodzi się nieświadomie w głębi naszych serc. Teraz, kiedy jezioro burzy się od silnego wiatru, ów obraz się objawia, teraz się go wystraszyli. Dlatego Chrystus mówi do nich: „To Ja jestem, nie bójcie się! To nie jest wasz obraz, ale Ja. Boicie się swojego obrazu Mnie. Nie bójcie się Mnie. Nie jestem obrazem, którego się boicie. Nie bójcie się!”. Także w naszym życiu - kapłańskim, małżeńskim czy zakonnym - nie brakuje takich chwil, kiedy jest za mało chleba i za mało ryb, kiedy morze życia jest wzburzone i nie wiemy, czy dopłyniemy z naszą rodziną lub z naszym kapłaństwem do brzegu. Chwile próby. W życiu każdego z nas są takie chwile. Oby te chwile próby sprawiły, że naprawdę spotkamy żyjącego Boga. Oby te chwile próby sprawiły, że spotkamy nie tylko nasze obrazy Boga, prawdziwe czy nieprawdziwe, ale spotkamy żywego Boga, który przychodzi jak szczęście, jak życie w piękny wiosenny poranek.

ks. Krzysztof Grzywocz

---------------------------------------------------------------------  

"Popatrzcie na moje ręce i nogi". Miłość bez cierpienia to iluzja
homilia –  III Niedziela Wielkanocna (B), 22 kwietnia 2012
Dz 3, 13-15.17-19; Ps 4, 2.4-9; 1 J 2, 1-5a; Łk 24, 35-48

Próbowaliśmy w spotkaniu z Bogiem, w modlitwie i ciszy, również w spotkaniu w drugim człowiekiem i sobą samym, szczerym i życzliwym, odkryć znaczenie i rolę snów, tej niezwykłej części naszego wewnętrznego świata, naszych zasobów, które Bóg stwarzając nas wpisał w nasze wnętrze. Opowiadałem w czasie spotkania jeden ze snów, którego kiedyś słuchałem z dużym wzruszeniem, również dlatego, że znałem losy osoby, która ten sen przedstawiła. To sen pewnego mężczyzny, dziś po trzydziestce, który przyśnił mu się, kiedy miał kilka lat, może osiem lub dziewięć lat. W tym śnie ów chłopiec przebywając w domu swych dziadków, klęczy na klęczniku, na którym leży księga Pisma Świętego. Przed nim Chrystus Ukrzyżowany, adorowany przez dwóch aniołów, a z ran Chrystusa wydobywa się światło, które pada na księgę Pisma Świętego i rozświetla ją. I słyszy piękny, ciepły głos, który mówi: "Bądź moim kapłanem". Ów mężczyzna dzielił się tym, że wiele rzeczy zapomniał w swoim życiu, wiele rzeczy przeminęło i odeszło, a te słowa wciąż brzmią w nim, jak największy jego skarb, jak największy skarb jego życia. Te słowa nie przeminęły. On nic nie robił, by przeminęły czy nie przeminęły. One trwają jak rzeczywistość dnia dzisiejszego. Ów człowiek ciągle słyszy ten ciepły i cichy, stanowczy, a jednocześnie przyjacielski, zapowiadający szczęśliwe życie głos. Myśląc o dzisiejszym fragmencie Pisma Świętego ten właśnie sen mi się przypomniał.

W Ewangelii bowiem widzimy dziś Chrystusa Zmartwychwstałego, który staje pośród uczniów i mówi: „Pokój wam. Popatrzcie na moje ręce i nogi”. Na rękach i nogach Chrystusa są rany, świeże rany, które świadczą o cierpieniu. Rany, które pozostały na Jego rękach i nogach także po Jego zmartwychwstaniu. Zmartwychwstanie nie "oczyściło" ciała Jezusa ze śladów i ran Jego męki, z rany boku, do której można włożyć swoją rękę. Odsłania się tutaj bardzo ważny moment w budowaniu naszej więzi z Bogiem, z drugim człowiekiem i sobą samym. Odsłania się tutaj coś, co jest centrum chrześcijańskiej duchowości; wszystko inne jest temu właśnie podporządkowane i służy temu. Odsłania się tutaj bardzo ważny moment…

Przypominam sobie takie spotkanie z młodą dziewczyną z liceum, jeszcze przed maturą, która żeby zobrazować swój ból, swoje cierpienie, które trudno jej było wyrazić własnymi słowami, przyniosła mi tekst piosenki znanej współczesnej piosenkarki - Adele (tutaj nie jestem znawcą, być może młodsze pokolenie tu obecne wie, o kogo chodzi). Piosenkarka o pięknym głosie, przejrzałem kilka teledysków w internecie, bardzo piękne teksty, piękne słowa. Jedną z tych piosenek przyniosła owa dziewczyna, by zobrazować swój dramat, by zobrazować ból swojego dziewczęcego zranionego serca. Ta piosenka, jak twierdziła owa licealistka, była skierowana do mężczyzny, który ją opuścił, i rozpoczyna się od słów: "Słyszałam, że się ustatkowałeś, że znalazłeś dziewczynę i ożeniłeś się. Słyszałam, że Twoje marzenia się spełniły, …", a w refrenie pojawią się słowa: "będę pamiętać co mówiłeś: 'Czasem się trwa w miłości, a za innym razem cierpi. Czasem się trwa w miłości, a za innym razem cierpi'"; innymi słowy: "mówiłeś często, że bywa czas miłości i bywa czas cierpienia".

Długo razem z tą dziewczyną analizowaliśmy te słowa, piękne i poruszające do głębi. W tych słowach odkrywaliśmy wspólnie pewną niebezpieczną iluzję, która nie pozwala tworzyć głębszych więzi nie tylko tej młodej kobiecie, ale także innym osobom. To iluzja, która mówi, że istnieją dwa osobne czasy: z jednej strony czas miłości, w którym nie ma cierpienia (sielanka, paradisum, raj), z drugiej strony czas cierpienia, w którym nie ma miłości. To iluzja owej dziewczyny, że miłość do jej chłopaka będzie wolna od cierpienia: "Moi dziadkowie cierpieli, minęło. Moi rodzice cierpieli,… ale moja miłość odtąd cierpienia nie zazna"; a z drugiej strony czas cierpienia, który owa licealistka przeżywa po tym, jak ją opuścił jej chłopak, który to czas cierpienia nie jest już według niej czasem miłości. To niebezpieczna iluzja.

Chrystus, który staje dziś przed nami, pokazuje nam ręce i nogi, ukazuje swoje rany i chce nam przekazać, że w Nim pojawiające się cierpienie nie kończy miłości, że cierpienie, które Go dotknęło, nie ogranicza miłości; że nie ma miłości, która by nie niosła bólu czy ran, czy doświadczenia krzywdy. Być może jest właśnie bardzo subtelną i wręcz demoniczną pokusą, która niszczy nasze małżeństwa i przyjaźnie, kapłaństwo czy życie zakonne, oczekiwanie, że przyjdzie czas miłości, który nie będzie czasem cierpienia; że się pojawi Pan Jezus bez ran; że pojawi się chrześcijaństwo bez ran; że znajdę takiego męża czy żonę, taką plebanię czy klasztor, takiego przełożonego czy przełożoną, która zwolni mnie z cierpienia.

Jest taki piękny tekst św. Hildegardy z Bingen, pięknej kobiety i jednej z największych postaci wpisujących się w kulturę Europy i świata, filozofa i teologa, biologa i lekarza, mistyczki. Ten sam obraz, który widzi ów młody chłopiec w swoim śnie: rany Chrystusa, które świecą; rany Chrystusa, które przynoszą blask. Są takie osoby, które mimo cierpienia i zadanych im ran nie przestały kochać, których miłość była silniejsza od wyrządzonej im krzywdy, których miłość była silniejsza… Ponieważ Chrystus nie obiecuje nam, że zniesie cierpienie, ale obiecuje nam miłość, która będzie większa od cierpienia; owszem, że cierpienie uszlachetni naszą miłość, że nasze rany będą świecić.

Stąd wracam dziś myślą do tego pięknego snu owego chłopca, dziś dorosłego mężczyzny, który oświetla całe jego życie. Także w naszym życiu nie brakuje trudu, nie brakuje chwil bolesnych. Nasze sny przypominają nam czasem bolesne chwile z teraźniejszości czy przeszłości, nie pozwalają nam zapomnieć o cierpieniu i chronią nas w ten sposób od iluzji, że jest osobny czas miłości i osobny czas cierpienia. Nasze sny skłaniają nas w ten sposób do połączenia, do integracji obu tych rzeczywistości; skłaniają nas do przyjęcia miłości, która jest większa niż cierpienie i uniesie cierpienie. Nasze życie pełne jest ran i trudu. Podczas modlitwy, podczas rekolekcji prosimy Boga, aby nasze rany nie były źródłem ciemności, aby nie były źródłem następnego bólu i postępującej destrukcji, apatii czy zniechęcenia, ale by nasze rany świeciły; aby także w świetle naszych ran nasi bliscy, nasze dzieci, nasi uczniowie i nasi przyjaciele, odnaleźli sens życia; aby także w tym świetle pojawił się Ten, który mówi o sobie: „Nie bójcie się! Pokój wam”.

ks. Krzysztof Grzywocz

---------------------------------------------------------------------

Zachęcamy do skorzystania z nagrań bieżącej sesji:

oraz innych spotkań z roku 2011 i 2012:

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl