O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje kapłańskie „Podążając za Tobą…” ...


„Podążając za Tobą…”
REKOLEKCJE KAPŁAŃSKIE
29-31 stycznia 2010

TEKSTY HOMILII
wygłoszonych przez abpa Bruno Forte

---------------------------------------------------------------------

Niewierność umiłowanego i wierność Miłującego. Cud nowego początku
homilia - piątek trzeciego tygodnia zwykłego - 29 stycznia 2010
2 Sm 11, 1-4a.5-10a.13-17.27c; Ps 51(50), 3-4.5-6ab.6cd-7.10-11; Mk 4, 26-34

Drodzy współbracia! To dla mnie wielka radość i zaszczyt, że mogę być z wami tutaj. Naszym wspólnym pragnieniem jest poznawać coraz bardziej Zbawiciela, miłować Go jeszcze bardziej, naśladując Go jeszcze lepiej. Przepraszam, że mówię w waszym pięknym języku polskim. Liczę na cud Pięćdziesiątnicy i na waszą miłosierną cierpliwość [pierwszy akapit homilii abp B. Forte wypowiedział w języku polskim - przyp. red].

Moi najdrożsi kapłani! Bracia w radości podążania za Panem Jezusem! Słowo Boże, które dopiero co usłyszeliśmy w lectio continua Pism, jakie daje nam liturgia, to list Boga, który dziś, właśnie dziś, jest do nas wysłany. Ten list przedstawia nam dziś pewien dyptyk, dwie tablice: na pierwszej tablicy jest zapisana tajemnica naszej wolności i dramat zła, na drugiej natomiast jest zapisana tajemnica wierności Boga i niespodzianka Jego miłości. Niejako na połączeniu tych dwóch tablic słyszymy Psalm 51 (50), który łączy doświadczenie grzechu z doświadczeniem nieskończonego miłosierdzia.

Podejdźmy do pierwszej tablicy. Jest to historia grzechu Dawida. Dawid - „dodi” - to umiłowany. W księdze Pieśni nad Pieśniami "mój umiłowany", "dodi", zawiera ten asonans z imieniem Dawida. Dawid jest umiłowany przez Pana, wybrany przez Boga. Bóg kocha Dawida tak bardzo, że według tradycji rabinicznej, kiedy Dawid idzie spać, zawiesza harfę obok swojego łóżka, a Bóg posyła wiatr z północy (wiatr, który może przychodzić z Polski), aby struny tej cytry grały. Dawid się budzi, przypomina sobie o Umiłowanym i zaczyna śpiewać swoją pieśń miłości, psalmy Dawidowe. To jest Dawid. Zakochany w Bogu, wybrany przez Boga. Ktoś, kto doświadczył miłości Boga. Ktoś z nas. Bo my poznaliśmy miłość Boga, zostaliśmy powołani, wybrani, posłani. Bo także dla nas Pan posyła wiatr północny, aby zagrały struny naszej cytry, aby przypomnieć nam o naszej pierwszej miłości.

Jaki jest Dawid, skoro odrzucił miłość Boga i zapomniał o Nim? Jak to się stało? Wyjaśnienie znajdujemy w opowiadaniu z drugiej Księgi Samuela. Jego ludzie walczą za jego lud, Dawid tymczasem pozostał w pałacu i odpoczywa. On już ostygł w zapale, stracił entuzjazm miłości dawnych czasów. To już nie jest ten mały, młody Dawid, który w entuzjazmie swojej młodości idzie walczyć z Goliatem. Teraz to jest Dawid, który zasiadł na tronie i który się rozleniwił. W atmosferze letniości pojawia się pokusa: jedno spojrzenie, jeden obraz, bardzo piękna kobieta, którą widzi z okna (dziś można ją zobaczyć przez okno internetu). Ten obraz wchodzi w serce i zaczyna pracować w nim, który stracił już swój dawny entuzjazm. Dawid zaczyna mieć upodobanie w tym obrazie. Zaczyna w nim dojrzewać pragnienie, chorobliwe pragnienie, by posiąść tę kobietę. Myśli może: "Któż się o tym dowie? Któż mnie widzi? Jestem sam. Mogę zrobić to, co chcę". Dawid popełnia grzech. Sprowadza do siebie Batszebę. Staje się niewierny. On, umiłowany, staje się zdrajcą. On, wybrany, staje się tym, który zapomniał o miłości Boga. Oto tajemnica i dramat wolności. Oto, co może stać się komuś spośród nas, choć jesteśmy wybrani przez Boga i posłani przez Niego. Także w nas może wejść upór serca, także my możemy zapomnieć o danej nam miłości i zasiąść na małym tronie naszych pewników, już nie myśleć o Nim i pozwolić, by zło dostało się do naszego serca i by dokonała się zdrada, już bez hamulców, coraz większa, aż po zabicie Uriasza. To jest dramat zła, którego wszyscy musimy się wystrzegać, bo nikt z nas, nawet biskup, nie jest strzeżony przed złem. To jest dar naszej wolności i dramat naszej wolności. To my musimy podjąć nasz wybór.

Rekolekcje rozpoczynają się od drogi oczyszczenia, na której trzeba sobie uświadomić zło, które jest w nas. To, co jest bądź co mogłoby być naszą kruchością, naszą potrzebą powrotu do dawnej miłości, do radości tego pierwszego spotkania, które naznaczyło na zawsze nasze życie; do tej godziny łaski, w której zyskaliśmy przebaczenie, w której zostaliśmy umiłowani, wybrani na zawsze. I oto Dawid dzięki słowom Natana uświadamia sobie, że to on jest wilkiem, który pożera jagnię. Odkrywa, że to on jest człowiekiem potężnym, który dokonuje gwałtu na biedaku, że to on jest wybranym, który zdradził swojego Boga. Psalm 51 (50) to śpiew tej miłości niekochanej, tej niewdzięczności za otrzymany dar, tego nieskończonego bólu, że zdradziło się miłość, że już nie czuje się godnym, że odważamy się nawet na myśl o rozpaczy. Ale wiemy, że dla Boga wszystko jest możliwe, także nowe stworzenie. Serce zranione stanie się sercem zdatnym do nowej miłości. Będzie śpiewać nowe pieśni, nowe psalmy radości, światła i piękna. To jest pierwsza tablica, na której każdy z nas może znaleźć coś z siebie: miłość Boga, który nas wybrał, kruchość i zło, godziny pokusy, dramat grzechu, łaskę przebaczenia.

Na drugiej tablicy jest natomiast zapisana historia wierności Boga. Bóg wybiera pokorną metaforę, metaforę nasienia. To, co się liczy w tej metaforze to dwojaki aspekt. Pierwszy: nasienie kiełkuje i rośnie, cokolwiek człowiek, który wrzucił je w ziemię, robi: czy śpi czy czuwa, w nocy czy za dnia, ziarno kiełkuje i rośnie. Co to oznacza? To oznacza, że jest tajemnica wierności Boga, który mnie nigdy nie opuści. Jeśli Go spotkaliśmy, jeśli choć jeden raz naprawdę Go spotkałeś, miłość Boga już cię nie opuści; przykleiła się do twojej duszy bardziej niż skóra do twojego ciała. Znacie to brazylijskie opowiadanie o człowieku, który idzie po plaży. Patrząc za siebie widzi, że na piasku są tylko dwa ślady: jego i kogoś drugiego. Później będą widoczne stopy tylko jednego przechodnia. Ten człowiek myśli: to jest czas, w którym Bóg mnie porzucił. Ale Bóg mu odpowiada: „Nie. To jest czas, kiedy Ja ciebie niosłem na ramionach”. To jest wierność Boga. Cokolwiek robimy: czy czuwamy czy śpimy, w nocy czy za dnia, Bóg nas kocha. Bóg jest wierny paktowi, który zawarł z nami. Bóg jest Bogiem. Jest obecny, gotowy każdego dnia, by rozpocząć od nowa. To jest radość i piękno miłosierdzia. Dzisiaj byłem w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Miłosierdzie to w gruncie rzeczy nic innego jak nowość ciągle nowa miłości Bożej. Miłosierdzie to Boża zdolność stwarzania w sposób nowy, ciągle nowy naszej wierności.

Później jest inny aspekt, który pozwala nam zrozumieć mentalność semicka. Pomiędzy nasieniem a drzewem widzimy pewną ciągłość. My, naznaczeni trochę mentalnością scholastyczną, możemy powiedzieć, że to jest ciągłość potencji i aktu. Jeśli wolicie wyrazić to w sformułowaniach bardziej nowoczesnych, jest to "potentia oboedientialis" Karla Rahnera, czyli ciągłość w rozwoju. Tak jednak nie jest w świecie biblijnym. Drzewo w porównaniu z ziarnem wydaje się człowiekowi biblijnemu jak cud, jak niespodzianka, jak coś absolutnie nowego. Jakie to piękne! To pozwala nam zrozumieć, że Bóg jest zawsze zaskakujący, że Bóg nie jest tym, czego ty oczekujesz, że Bóg to nie jest spotkanie, jakie ty Mu wyznaczasz, że drogi Boże to nie te, które ty zaprogramowałeś. Bóg tobą wstrząsa. Bóg cię przewraca. Bóg prowadzi cię tam, gdzie może nie myślałeś iść, ale gdzie On przygotował miejsce dla ciebie. Zdać się na wierność Boga oznacza zdać się na Boże niespodzianki, dać się zaskakiwać, zdumiewać. Karl Barth to wielki teolog ewangelicki, o którym kiedyś Jan XXIII, odpowiadając na pytanie kilku dziennikarzy o to, kto jest zdaniem Ojca Świętego największym teologiem XX wieku, powiedział: "być może jest to teolog ewangelicki Karl Barth". Kuria Rzymska zadrżała, ale kiedy powiedzieli o tej odpowiedzi Barth'owi, on się wcale nie zmieszał, ale skomentował to w ten sposób: „zaczynam wierzyć w nieomylność papieża”. Ów Karl Barth mówił: „Bez zdumienia dar jest stracony. Musimy być zdolni do zdumienia, by dać się zaskoczyć Bogu”. Nie przyjechaliście na to spotkanie, by znaleźć to, co myśleliście, ale by znaleźć to, czego Bóg pragnie dla ciebie i dla każdego z nas, w sposób zaskakujący i nowy. Twoje serce, właśnie twoje serce, musi być gotowe na tę niespodziankę, by dać się zmieszać Bogu, a nawet by przeżyć rewolucję w Bogu, aby się spełnił nie twój, ale Jego plan.

Tak więc pomiędzy ludzką kondycją Dawida, jego wyborem i jego dawną miłością, jego grzechem i jego skruchą, a tajemnicą wierności Boga jest punkt spotkania, most łączący, nowe stworzenie, niespodzianka, cud miłości i miłosierdzia, która daje ciągle nowe początki. Daj nam, Panie, byśmy przeżywali nowe początki Twojej miłości do nas i naszej miłości do Ciebie. Daj nam świadomość miłości, którą nas ukochałeś. Daj nam świadomość naszych niewierności, bólu za nasze grzechy, ale też radość z wiedzy, że Twoje miłosierdzie jest gotowe na cud nowego początku. Pomóż nam, Panie, dać się zaskoczyć. To będzie naszą radością, naszym pokojem. Naszą radością i pokojem jest Twoje miłosierdzie. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

---------------------------------------------------------------------

Prawda wyzwala. Potrzebujemy jej bardziej niż powierza
homilia - sobota trzeciego tygodnia zwykłaego  - 30 stycznia 2010
2 Sm 12, 1-7a.10-17; Ps 51 (50), 12-13.14-15.16-17; Mk 4, 35-41

Drodzy bracia w kapłaństwie! Dzisiaj Słowo przedstawia nam tryptyk prawdy: Natan - świadek prawdy, Dawid - droga prawdy i Jezus - Prawda w Osobie, Prawda, która wyzwala przez prawdę. Przede wszystkim Natan jest świadkiem prawdy. Nie boi się powiedzieć Dawidowi, kim Dawid naprawdę jest: „Ty jesteś tym człowiekiem. Ty jesteś człowiekiem, który zadał przemoc ubogiemu, który zawłaszczył sobie owieczkę, będącą jedynym dobrem tego ubogiego. Ty jesteś tym człowiekiem, który chciał wyrazić swoją potęgę zabijając niewinnego". Natan ogłasza tę prawdę, której nikt inny nie odważył się powiedzieć Dawidowi. Nikt inny się nie odważył się do tego stopnia, że współpracownicy Dawida stali się jego wspólnikami w złu. Natan pokazuje nam, że wielkość ducha mierzy się stopniem prawdy, jaką jest w stanie znieść. Natan chce być posłuszny prawdzie i wie to jest największe dobro, jakiego może chcieć dla swojego króla, dlatego się nie boi, dlatego jest odważny. Prawda nas wyzwala. Kiedy pisaliśmy dokument "Pamięć i pojednanie", który miał towarzyszyć prośbie o przebaczenie, prośbie Ojca Świętego o przebaczenie za grzechy synów Kościoła, podczas jednego ze spotkań Jan Paweł II powiedział nam: „Odwagi! Bądźcie odważną komisją! Prawda nas wyzwoli”. Oto czym jest odwaga: dać się wyzwolić przez prawdę, być aż do głębi prawdziwym wobec siebie i wobec innych, unikać masek, kompromisów i półprawd. Być, jak Natan, pokornymi i odważnymi świadkami prawdy.

Dawid ukazuje nam inny aspekt, który nazwałbym drogą prawdy. Dawid pozwala, by się stopniowo dosięgnęła go siła prawdy. A prawda to osąd Boży, który dociera do jego serca i otwiera mu oczy, pomaga mu zrozumieć powagę zła, które popełnił. Prawda to Boży osąd. Nic innego, jak prawda, która toruje sobie w nas drogę. Jak bardzo potrzebujemy tego sądu! Jak bardzo potrzebujemy kogoś, kto powie nam prawdę! Jak bardzo potrzebujemy obok nas osób, które są prawdziwe!  Starannie szukajmy zawsze wśród przyjaciół i współpracowników świadków prawdy. Uciekajmy od oszukiwania, od wszystkich form kompromisu, od tych, którzy chcą nam się podobać, a nie podobają się prawdzie. Starajmy się być zawsze we wszystkich naszych relacjach osobami prawdziwymi, które pozwalają, by prawda ich oświecała i docierała do naszych serc. Był taki okres w czasie posoborowym, gdy obraz sądu Bożego, obraz Boga Sędziego, był prawie odrzucany jako pozostałość Starego Testamentu. Jak fałszywa jest taka postawa! My potrzebujemy Boga Sędziego, bo potrzebujemy prawdy, potrzebujemy jej bardziej niż powierza, którym oddychamy. Bóg, który patrzy na nas, który widzi, kim jesteśmy naprawdę, który uwolniłby nas od oszustw i kłamstw, które sami często sobie budujemy. Potrzebujemy sądu Bożego, nie tylko w dniu ostatecznym (wtedy nie będziemy mogli go uniknąć), ale dzisiaj, w codzienności naszego życia. Przyjaciele mówią nam prawdę; ludzie wolni, którzy rozmawiają z nami nie z racji roli, jaką wykonujemy, ale z powodu tego, kim jesteśmy, a jesteśmy biednymi grzesznikami potrzebującymi prawdy. I Dawid pozwala nam przebyć razem ze sobą drogę prawdy aż po słowa: „Zmiłuj się nade mną, Panie, w swojej miłości! Stwórz, Boże, we mnie serce czyste!”. Droga prawdy prowadzi nas do wyznania tego, kim jesteśmy, aby dokonać wyzwolenia naszego serca i naszego życia.

I wreszcie, Jezus – Prawda w Osobie. Jezus ucisza burzę na morzu. Pyta się swoich uczniów: „dlaczego się lękacie?”. Prawda wyzwala nas od lęku. Kto nie jest przyjacielem prawdy, zawsze będzie żył w lęku, będzie niewolnikiem strachu. Kto natomiast stara się żyć w prawdzie, będzie wolny. Jezus to prawda w Osobie. Jezus jest Tym, który wyzwala nas od lęku, który przezwycięża potęgę zła, przedstawioną w dzisiejszej Ewangelii jako wzburzone morze. Jezus to Prawda, która nas zbawia. Jezus to Prawda, która daje nam pokój, wolność i radość. Jak przyjąć Prawdę? Jezus nam to wskazuje. "Jakże wam brak wiary!". Moi najdrożsi bracia! Jeśli starałem się wam coś powiedzieć, w ciągu tych dwóch dni, to [starałem się wam powiedzieć] właśnie to, że wiara jest darem największym, że nie można przeżywać życia bez wiary ciągle ożywianej i karmionej przez ciszę modlitwy, przez słuchanie Słowa, przez Boże dotknięcie, przez Jego łaskę, która zbawia. Żyć wiarą oznacza żyć prawdą, dać się oświecić przez Boży sąd, dać się wyzwolić od naszych lęków, zniewoleń czy ambicji, wzrastać w pokoju, w radości życia pojednanego z Bogiem.

Oby zechciał Pan, który jest Prawdą w Osobie, uczynić z nas świadków prawdy, ludzi wolnych, którzy są posłuszni prawdzie zawsze i za każdą cenę, bo tylko prawda nas wyzwala. A nie ma większej miłości, jak świadczenie drugiemu prawdy, która go wyzwala. Panie Jezu, Ty jesteś Prawdą! Oświetl nas Twoją Prawdą, tym sądem Twojej nieskończonej miłości! Wyzwól nas od naszych lęków, od naszych ambicji, od naszych kompromisów! Pozwól, byśmy umieli iść z Tobą, z odwagą prawdy, drogą, którą Ty przygotowujesz dla nas! Pomóż nam być zawsze i dla wszystkich świadkami prawdy, którzy pozwolą się posyłać, aby przepowiadać innym bez kompromisów Słowo Życia i oświecać serca światłem Prawdy, którą Ty jesteś! Prawda, która wyzwala, nas zbawia. Amen.

---------------------------------------------------------------------

Odkryć Miłość, od której pochodzimy, którą żyjemy, ku której idziemy
homilia - 4. niedziela zwykła (rok C) - 31 stycznia 2010
Jr 1, 4-5. 17-19; Ps 71 (70), 1-2.3-4a.5-6ab.15ab.17 ; 1 Kor 12, 31 – 13, 13; Łk 4, 21-30

Umiłowani! Słowo Boże pozwala nam dzisiaj zrozumieć tajemnicę naszego powołania i naszej posługi kapłańskiej jako posługi miłości: miłości dawnej, miłości wiernej, miłości ciągle nowej. "Miłość dawna" - to świadectwo proroka Jeremiasza: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, mówi Pan, znałem cię...” (Jr 1, 5). Tak, nasze powołanie rodzi się zanim zaistnieliśmy, bo rodzi się w sercu Boga. To jest tajemnica łaski bezinteresownej i zaskakującej. Możnaby powiedzieć, że nie tylko stworzenie jest ex nihilo, z niczego, ale także powołanie jest ex nihilo, z niczego. Powołanie nie ma żadnej uprzedniej przesłanki, żadnej naszej zasługi. Powołanie jest całkowicie łaską. Bezinteresowność daru, który nas poprzedza od wieczności, ponieważ jest owocem w najwyższym stopniu wolnego wyboru Boga. Naprawdę, w naszym życiu wszystko jest łaską, dlatego też wszystko musi być wdzięcznością. Prawdziwym nieodpowiadaniem na powołanie jest niewdzięczność. A czym jest niewdzięczność, jeśli nie innym imieniem grzechu? Odpowiedzieć na dar to mówić "dziękuję" słowami, życiem, wyborami każdego dnia. Oto tajemnica miłości dawnej, która nas poprzedza, nas otacza, zaskakuje, zdumiewa!
 
Tajemnica miłości wiernej – miłości, która ukazuje się dzisiaj dla nas. Z nowością pierwszych chwili i z powagą ostatniej. Powiedział nam to Jezus w Ewangelii: „Dziś spełniły się Pisma, które słyszeliście” (Łk 4,21). To tajemnica „dzisiaj” Boga: wieczność i dziś, "wieczne dziś" Boga. A kiedy "wieczne dziś" dotyka naszego czasu, to nasze „dziś” staje się „dziś wieczności", staje się „dziś” Boga. To oznacza, że miłość, która nas powołała, to miłość zawsze żywa, zawsze obecna, która wymaga ciągłej nowości życia. Miłość wymaga, by odkryć dzisiaj otrzymany dar, by potwierdzić dzisiaj fakt naszej odpowiedzi, by kochać dzisiaj nową miłością i z nowym zapałem Tego, który nas ukochał od zawsze. To jest Boże "dziś", które objawia się oczą wiary i które przemienia "chronos", czas ciężki, następstwo chwili, w "kairos", w godzinę łaski, w godzinę jakościowo przemienioną przez Boże działanie.

Wreszcie ta miłość, miłość wierna, jest miłością wieczną, która nas posyła, byśmy byli jej świadkami, antycypując w czasie piękno wieczności. To orędzie św. Pawła w drugim czytaniu. Św. Paweł ukazuje nam cechy Adama. Chodzi o cztery "jeśli", o cztery warunki, i o piętnaście cech, których tu nie przypomnę wszystkich. Te cztery warunki pozwalają nam zrozumieć, że miłość, do której jesteśmy wezwani, miłość, na której polega nasza misja, nie może się rozwiązać w ludzkim tytule, wymowie, wiedzy, a nawet wierze czy hojności. Bo każda z tych czterech rzeczy, jeśli nie jest przeniknięta miłością, jest pusta. Tak więc miłość Boga przemienia nasze działanie, czyni z naszej wiedzy mądrość, z naszej urody - przekaz ducha, z naszej wiary - spotkanie miłości, z naszej hojności - promieniowanie tej miłości. Piętnaście cech miłości, podzielone na siedem cech pozytywnych i osiem negatywnych, mówi nam w gruncie rzeczy o jedynej rzeczy. Mówi nam, że tym, co liczy się w miłości, prawdziwej miłości, to zapomnienie o sobie, niestawianie w centrum własnego „ja”, ale Boga i bliźniego, do którego On nas posyła. Tak jest, jeżeli chodzi o cechy pozytywne. „Miłość jest cierpliwa, łaskawa, współweseli się z prawdą, wszystko wybaczy, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma” (zob. 1 Kor 13, 4-7). Tak jest również, jeżeli chodzi o cechy negatywne. Zobaczcie, że to tak, jakby powiedzieć, że w tym wszystkim jest ryzyko, że nie będziemy żyć miłością, to znaczy, że może pojawić się zazdrość, pycha, duma, brak szacunku, własny interes, gniew, pamiętanie o doznanym złu czy niesprawiedliwość. Kiedy żyjemy miłością jako wyjściem z samych siebie, wszystko się zmienia, wtedy realizujemy orędzie prawdy, wtedy miłość staje się antycypacją wieczności. Miłość nigdy nie będzie miała końca. Wszystko zniknie, ale miłość nigdy nie ustaje, ona nie zna zachodu. To jest prawdziwe przeznaczenie miłości, to jest nasze ostateczne powołanie: odnaleźć się w ojczyźnie miłości, bez cieni, bez oporów; dać się kochać Bogu całkowicie, w radości bez końca, kochając sercem otwartym i gotowym przyjąć wszystko, zdolnym wyśpiewywać chwałę Bogu, złączonym ze śpiewem aniołów.

O, Panie! Daj nam odkryć Miłość, od której pochodzimy, Miłość, którą żyjemy, Miłość, ku której idziemy. Daj nam przeżywać całe nasze życie kapłańskie jako tajemnicę miłości otrzymanej od Ciebie, ofiarowanej Tobie i bliźnim, będącej antycypacją wieczności. Niech nam towarzyszy Dziewica Maryja, cała piękna, stworzenie nieskończonej miłości, Matka, która rodzi nas, synów w Synu, ukochanych w Ukochanym. Amen.

---------------------------------------------------------------------
w tekstach spisanych z nagrania na żywo homilii, 
zachowano styl języka mówionego;
korzystamy z tłumaczenia na żywo Danuty Piekarz

---------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------

Zachęcamy do skorzystania z nagrań rekolekcji abpa Bruno Forte:

oraz innych spotkań z roku 2011 i 2012:

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl