O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Odnowa odnowy. W jakim kierunku podążać? 15-17 maja 2012 - h ...


„Odnowa odnowy. W jakim kierunku podążać?
Sesja dla przełożonych zakonnych
15-17 maja 2012

TEKSTY HOMILII
które w czasie sesji wygłosił Giovanni Dal Piaz OSBCam. 

---------------------------------------------------------------------

Nieobecność Jezusa i obecność Ducha
homilia – wtorek szóstego tygodnia wielkanocnego, 15 maja 2012
Dz 16, 22-34 P; Ps 138(137), 1-2a.2bc-3.7c-8; J 16, 5-11

Kościół w okresie poprzedzającym Wniebowstąpienie i Zesłanie Ducha Świętego wychowuje nas do [wejścia w] tajemnicę. Teraz wprowadza nas poprzez teksty liturgiczne, które pozwalają nam dojść do głębszego zrozumienia wydarzeń, które wspominamy. Jezus, który dotąd był rzeczywistością realną i dotykalną, określaną tak jak ma miejsce w przypadku każdej osoby ludzkiej, przez dane przestrzeni i czasu, staje się rzeczywistością kogoś odległego. On, w języku Ewangelii, powraca do Ojca. Idzie do Tego, który Go posłał, a dystans, który powstaje pomiędzy Nim a uczniami jest przestrzenią Ducha. Nieobecność Jezusa jest obecnością Ducha. Ta właśnie obecność [Ducha Świętego] oświeci umysły uczniów i uczyni ich w pełni świadomymi Boskiej tożsamości Jezusa i Jego zbawczego działania. Tylko w ten sposób będą oni mogli stać się świadkami Jezusa Zmartwychwstałego. Duch, w tym sensie, jest Pocieszycielem.

Duch Święty jest Pocieszycielem nie tyle jako ktoś, kto dobrymi słowami łagodzi ból nieobecności, ale raczej jako Ten, kto pociesza objawiając, czyli pozwalając zrozumieć sens oraz ostateczną i prawdziwą rację wydarzeń, które miały miejsce i które się zdarzają. Duch wprowadza uczniów i cały Kościół w zrozumienie dzieła Jezusa, aby uznać w Nim Syna, który objawia Ojca. Pocieszenie, jakie daje Duch, ma także dalsze i szczególne znaczenie. W literaturze prorockiej pocieszenie zbiega się czy nawet jest tym samym, co wyzwolenie z niewoli, wyzwolenie z tego, co nie pozwala ludowi przestrzegać w pełni prawa Bożego. Pocieszyciel, obiecany przez Jezusa, dokona tego wyzwolenia od zła i grzechu. Oczyści serce i umożliwi pełne przestrzeganie przykazań, a szczególnie przykazania Pańskiego. Rozumiemy więc tę więź, jaką widzi Jezus między miłością a przestrzeganiem przykazań. Pocieszyciel jest obiecany tym, którzy kochają Jezusa. A kochają Jezusa ci, którzy przestrzegają Jego przykazań, witalnej więzi między miłością i posłuszeństwem.

Kiedy przestanie się widzieć Jezusa w Jego konkretności historycznej, otworzy się czas rozeznania. Istnieje różnica między tymi, którzy nie wierzą w Jezusa i wierzącymi w Niego. Ci, którzy nie wierzą w Jezusa, dostrzegają jedynie Jego nieobecność i w ten sposób stawiają się poza możliwością otrzymania Ducha. Wierzący natomiast - uczniowie, którzy mają wiarę w Jezusa - otrzymają Ducha Świętego, a w konsekwencji staną się zdolni widzieć Jezusa także wtedy, gdy On stanie się nieobecny. I nie tylko to, ale również dojdą do głębszego zrozumienia Jego tożsamości, zrozumieją jedność, która istnieje między Ojcem i Synem. To jest rozumienie-wizja, które pochodzi z wiary i wiarę karmi. Odpowiedź, która się rodzi, a równocześnie wspiera tę wizję i widzenie to miłość. To miłość, która łączy uczniów z Jezusem, a przez Niego czyni ich uczestnikami miłości, jaką Ojciec kocha Syna w Duchu. Ukochani przez Boga staną się ze swojej strony zdolni miłować. Miłość tak, jak Jezus ukochał, to dzieło, do którego wszyscy jesteśmy wezwani, także tu, w tym czasie. [Naszym dziełem jest] świadczyć o obecności Chrystusa, umiejąc rozpoznać Jego obecność w obliczach braci i sióstr, których Pan pozwala nam spotkać i stawia obok nas.

---------------------------------------------------------------------

Przekroczyć nieprzekraczalny próg zmartwychwstania
homilia – święto św. Andrzeja Boboli, patrona Polski – 16 maja 2012
Dz 17, 15.22 - 18, 1; Ps 148, 1-2.11-12.13-14a; J 16, 12-15
(czytania ze środy szóstego tygodnia wielkanocnego)

Są różne stopnie, w jakie możemy wyrazić i zrealizować poznanie prawdy, szczególnie tej prawdy, którą przedstawia nam Ewangelia i która jest ściśle złączona, co więcej, stanowi jedno, z poznaniem tajemnicy Boga, jaka objawia się nam w Jezusie. Można powiedzieć, że jest jakieś poznanie prawdy, ponieważ nasz umysł poznał już znaczenie jakiegoś szczególnego pojęcia. Tak na przykład, możemy powiedzieć, że znamy to, że Jezus się urodził, że umarł, że zmartwychwstał i uczynił to dla nas. Możemy to powiedzieć, jako że to znamy, czyli nauczyliśmy tego słuchając naszych rodziców, później katechetów, a wreszcie samemu czytając teksty i rozważając to, co zostało powiedziane. Ta wiedza jest strzeżona w naszych myślach i niekoniecznie ma wielki wpływ na nasze życie. Mogłaby też pozostać tam, jak skarb strzeżony jedynie w sercu. Ale może dojść również do głębszego zrozumienia, czyli do świadomości, że bycie zbawionymi przez Jezusa wpływa na nasze życie, przemienia nasze życie i naznacza w sposób decydujący to, co było "przedtem" i "później". Dlatego życie staje się inne: jest jakieś "przedtem", poprzedzające tę świadomość, i jest jakieś "później". To przejście jakościowe w rozumieniu wiary nie jest owocem naszego wysiłku, pewnym i gwarantowanym po latach studiów rezultatem. Oczywiście, lata studiów i informacje, które uzyskujemy w ten sposób są użyteczne i przydatne, ale tu chodzi o inny poziom świadomości i poznania. Chodzi o poznanie, które jest darem Ducha. To jest dar i dlatego nie możemy udzielić go sobie my samy. Musimy prosić o niego, aby go otrzymać i tak dojść do pełni prawdy, którą umysł poznaje, [której się uczy] i tak zdoła przeniknąć do głębi w tę wiedzę, którą już strzeże. To dar, który przemienia to, czego się nauczyliśmy. Przemienia mocą i obecnością Ducha. Przemienia mocą i obecnością tego Ducha, który daje życie i stwarza w nas nowe życie, życie płodne, mocne i zdolne do wspaniałomyślności i daru. Duch daje nam zrozumienie, a my dajemy to, co zrozumieliśmy i świadczymy o tym naszym życiem. To wszystko jest łaską, o którą trzeba prosić i przyjąć ją z radością. To głębokie zrozumienie pozwala człowiekowi wierzącemu nie być powierzchownym, nie zatrzymywać się nigdy jedynie na wymiarze empirycznym i pozornym rzeczywistości.

Moglibyśmy powiedzieć, że to zrozumienie jest granicą poznania, którą nie zawsze jest łatwo przekroczyć. Mamy tego przykład we fragmencie Dziejów Apostolskich, który dzisiaj proponuje nam Kościół. Św. Paweł jest w Atenach. Mieszkańcy tego miasta są bardzo zainteresowani tematyką religijną. Są to osoby wrażliwe. Ich wrażliwość duchowa pozwoliła im także wyczuć możliwość, że istnieje "Nieznany Bóg", Bóg jeszcze nieznany, niepoznany. Z racji skrupułów sumienia wznieśli temu Bogu ołtarz. Dla Pawła to wszystko zdaje się być dobrą predyspozycją przede wszystkim umysłu, ale również serca, aby przyjąć prawdę Jezusa. Paweł czyni z tego spójną katechezę. Głosi Jezusa, ale głosząc Go zauważa, że jest pewna granica, którą trzeba przekroczyć. To próg, którego rozum w pełni nie rozumie. Ponieważ, aby ją zrozumieć musi już być otwarty na intuicję płynącą z wiary. Musi w nim być pragnienie daru łaski, która dotknie serca i pozwoli iść dalej. Tym progiem jest zmartwychwstanie. "Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: Posłuchamy cię o tym innym razem" (Dz 17, 32). Ponieważ dla rozumu nic nie jest bardziej pewne od śmierci. Nic nie jest łatwiejsze do wykazania empirycznego niż to, że nikt nie powstał z martwych. To jest próg. Oto wąskie przejście, które zatrzymuje, ponieważ stawia przed alternatywą pomiędzy zaufaniem sobie i zdolnościom poznawczym, jakie daje człowiekowi rozum, pomiędzy złożeniem ufności w obserwacjach, jakie można poczynić, a przejściem "ponad" do zaufania mądrości Boga i zawierzenia temu poznaniu, jakie daje Bóg.

Wielu się zatrzymuje, ale nie wszyscy się zatrzymują. Także to musimy zauważyć, bo niektórzy pozwolili, aby łaska dotknęła ich serca, żeby intuicja otwarta na tego "Nieznanego Boga", stała się światłem zdolnym oświecić ich życie, wyznaczyć pewne "przed" i "po", żeby oni również byli zaangażowani w ramach tego dynamizmu życia, który jest w zmartwychwstaniu Pana i który Pan daje tym, którzy przylgną do Niego. Oni wchodzą w rozumienie prawdy. Także my, którzy znamy wiele rzeczy z religii i z katechizmu, jesteśmy proszeni, by przekroczyć ten próg i żebyśmy umieli pójść dalej, ponad to, nad czym potrafimy zapanować naszym własnym rozumem. Nie po to, by stanąć przeciw rozumowi, ale by cieszyć się szerszym horyzontem i dojść do pełniejszego, kompletnego zrozumienia. Owo przekroczenie granic jest głęboką ambicją serca ludzkiego. Kroczą jednak ku temu szerszemu poznaniu, my również dochodzimy do tego, by móc powiedzieć razem ze św. Pawłem: "To, czym żyję, przeżywam to oczywiście w ciele - moglibyśmy dodać, że przeżywam to także w moim rozumie i poprzez umysł - przeżywam to oczywiście w ciele, ale przeżywam to też w wierze w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie" (zob. Ga 2, 20). To jest szerszy horyzont: horyzont miłości. Horyzont miłości, który obejmuje i przewyższa to, co może osiągnąć rozum.

---------------------------------------------------------------------

W nieobecności kiełkuje możliwość nowej obecności
homilia – czwartek szóstego tygodnia wielkanocnego – 17 maja 2012
Dz 18,1-8 Ps 98,12-3ab.3cd-4  J 16,16-20

Temat obecności/nieobecności jest opowiadany przez wszystkich czterech Ewangelistów, ale u św. Jana nabiera pewnych wyrazów enigmatycznych, które stawiają czytelnika/słuchacza wobec różnorakich znaczeń, prowadząc go do głębszej interpretacji tekstu. Przede wszystkim, pierwsze zastosowanie fragmentu, który usłyszeliśmy, jest bezpośrednio związane z kontekstem. Jesteśmy na Ostatniej Wieczerzy, tuż przed Męką. Odniesienie do faktu, że Jezus ma odejść, łatwo można sprowadzić do wydarzenia Jego śmierci i Jego pogrzebu. Uczniowie już Go nie zobaczą i to budzi w nich smutek: "Wy będziecie płakać i zawodzić…". Uczniowie przeżywają smutek, nieprzyjaciele natomiast postrzegają to wydarzenie jako definitywne zwycięstwo i powód do satysfakcji: "…a świat się będzie weselił". Nieobecność Pana będzie jednak krótka, jako że On zmartwychwstanie. Jak zauważy sam Ewangelista Jan w opowiadaniu paschalnym, kiedy uczniowie znów zobaczą Go wśród nich odczują wielką radość.

Drugi zakres, w jakim możemy umieścić słowa Pana, to zakres paschalny, włączając w ten zakres czas Wniebowstąpienia i Zesłania Ducha Świętego. Po zmartwychwstaniu i znakach obecności pośród uczniów, Pan stanie się nieobecny. Nie jest już obecny, a to niesie ze sobą obawę i lęk. Uczniowie zamykają się w zamkniętej przestrzeni Wieczernika, przestrzeni dobrzej zamkniętej, jakby to była cela więzienna. I to tam zaskakuje ich Duch, który czyni Jezusa Zmartwychwstałego obecnym w sercach uczniów i uczyni ich świadkami Jezusa Zmartwychwstałego. Możemy zauważyć, że każdorazowy powrót Pana do Jego uczniów nie wyraża się i nie skutkuje prostym odżyciem na nowo i przywróceniem poprzedniej sytuacji. Gdy Pan wraca do uczniów wytwarza się nowa sytuacja: relacja z Jezusem zmienia się pod względem jakościowym. Stopniowo, za każdym razem, pogłębia się, idzie się w głąb. Uczniowie coraz prawdziwiej i bardziej właściwie rozumieją Jego tajemnicę. I nie tylko to, ale powrót Pana niesie ze sobą radość i pokój. To jest to, co odczuwają uczniowie i to, co Jezus sam stwierdza w słowie powitania: "Pokój niech będzie z wami".

Jest też poziom bardziej osobisty, który dotyczy nas i czasów, w których żyjemy. W życiu duchowym zdarza się nam doświadczać nieobecności Pana. Są takie dni, a czasem okresy bardziej wydłużone, w których nie dostrzegamy u siebie obecności Jezusa. Modlitwa staje się jałowa. Życie, które przeżywamy, wydaje się nam nieproduktywne. Męczą nas wątpliwości i zakłopotanie. Przeżywamy smutek. Pytamy się, co się nam dzieje. Mamy wrażenie pewnego pęknięcia. Faktycznie, jest pewne pęknięcie, ale jest to tylko oderwanie od niższego poziomu, od niższej świadomości duchowej, aby dojść na poziom wyższy. To jest pęknięcie, które otwiera na ewolucję duchową. Jeśli umiemy być cierpliwi, pamiętając o słowach Pana: "…i znowu chwila, a ujrzycie Mnie",  wtedy zrozumiemy, że w nieobecności kiełkuje możliwość nowej obecności. Jezus prowadzi nas do nowego doświadczenia swojej obecności. "…a smutek wasz zamieni się w radość". Tak jakby przez to powiedzieć, że to co było powodem smutku w czasie nieobecności, który w rzeczywistości okazuje się owocny w nowe życie duchowe, staje się powodem radości. Tak próba staje się fundamentem nowej radości, ale pod warunkiem, że potrafimy być wierni miłości, także w czasie smutku. Jeśli pokonamy próbę, strzegąc w sercu pamięć i pewność miłości Boga, dojdziemy do radości. Nigdy nie powinniśmy zapominać, że smutek nie jest po to, by trwał, a radość nie polega na egzaltacji. Jedno i drugie, smutek i radość, są jedynie okazjami, byśmy mogli wzrastać w zjednoczeniu z Panem. A jeśli mamy myśleć o sytuacji definitywnej, musimy ciągle mieć nadzieję i ufać w radość, bo On nam obiecał, że przyjmie nas tam, gdzie On teraz jest, czyli w pełnej komunii z Ojcem. A to jest radość i pokój bez końca. To jest życie wieczne.

---------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------
w tekstach spisanych z nagrania na żywo homilii,
zachowano styl języka mówionego;
korzystamy z tłumaczenia na żywo Danuty Piekarz
---------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------

Zachęcamy do skorzystania z nagrań bieżącej sesji:

oraz innych spotkań z roku 2011 i 2012:

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl