O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ćwiczenia Ignacjańskie 28 grudnia 2013 - 5 stycznia 2014< ...


Ćwiczenia Ignacjańskie
28 grudnia 2013 - 5 stycznia 2014
 

  Ad maiorem Dei gloriam et salus animarum!

Tradycyjnie, na przełomie roku kalendarzowego, w dniach od 28 grudnia 2013 do 5 stycznia 2014 r., przeżywaliśmy Ćwiczenia Duchowne św. Ignacego Loyoli. W rekolekcjach uczestniczyło 86 osób. Rekolektanci, adekwatnie do stopnia zaawansowania na drodze ćwiczeń ignacjańskich, uczestniczyli w jednym z czterech "tygodni". Towarzyszyło im dziesięcioro kierowników duchowych. Oprócz duszpasterzy CFD posługę towarzyszenia podejmowało trzech kapłanów diecezjalnych, kapłan - pallotyn oraz dwie siostry zakonne (urszulanka Unii Rzymskiej i siostra ze Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha  Świętego).

Dziękujemy za modlitwę w intencji uczestników ćwiczeń,
prowadzących i kierowników duchowych!


ikona św. Ignacego Loyoli w CFD w Krakowie
.

---------------------------------------------------------------------

HOMILIE
wygłoszone w czasie rekolekcji

 

Weź Dziecię i Jego Matkę, i świętego Józefa!
homilia - niedziela Świętej Rodziny, 29 grudnia 2013 r.
Syr 3, 2-6.12-14; Ps 128, 1-5; Kol 3, 12-21; Mt 2, 13-15.19-23


Dwukrotnie w dzisiejszej Ewangelii słyszymy zachętę skierowaną do św. Józefa: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę…”. Odczytuję tę zachętę jako skierowaną do mnie osobiście i do nas rozpoczynających ćwiczenia duchowe. Kiedy Jezus rozsyłał uczniów mówił: „Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski!” (Mt 10, 10). W czasie Ostatniej Wieczerzy i w każdej Eucharystii zaprasza nas: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje” (Mt 26, 26). Kiedy rozpoczynał się Rok Wiary papież Benedykt XVI użył porównania, że ten Rok jest jak „pielgrzymka na pustyniach współczesnego świata, w której trzeba nieść tylko to, co istotne (…) Ewangelia i wiara Kościoła, której jaśniejącym wyrazem są dokumenty II Powszechnego Soboru Watykańskiego, podobnie jak też nim jest (…) Katechizm Kościoła Katolickiego”. Kiedy rozpoczynamy ćwiczenia duchowne św. Ignacego, bierzemy ze sobą Ewangelię, którą chcemy czytać i rozważać, jak mówił św. Augustyn siedząc na kolanach Matki Kościoła; korzystamy z książeczki ćwiczeń św. Ignacego, w której podzielił się z nami owocami i obserwacjami ze swoich ćwiczeń duchowych lub z ćwiczeń, w których przeżywaniu towarzyszył innym; zostawiamy natomiast inne lektury poza zaproponowanymi przez prowadzących i tymi, z których korzystanie rozeznamy z kierownikiem duchowym.

„Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę…”. Te słowa św. Józef słyszy we śnie. Kiedy zatrzymałem się przy tych słowach przyszły mi do głowy słowa jednej z pastorałek, długiej i humorystycznie oddającej atmosferę panującą wśród pasterzy udających się do Betlejem: „Dnia jednego o północy, gdym zasnął w ciężkiej niemocy, nie wiem czy na jawie czy mi się śniło, że wedle mej budy słońce świeciło”. Rekolektant może, podobnie jak ów pasterz, zasypiać w ciężkiej niemocy, spowodowanej chorobą ciała lub duszy, będącej owocem zmęczenia pracą, a może i umęczenia trudnymi relacjami z ludźmi. I również czasem widzi znaki, jakby święcącego słońca, i może nie wiedzieć, czy to dzieje się na jawie czy też to mu się śni. Różne poruszenia, nie tylko senne czy na jawie, trzeba rozeznawać. Rekolekcje to czas rozeznawania.

Co więc robi ów pasterz, bohater pastorałki? „Sam się czemprędzej zerwałem i na drugich zawołałem: na Kubę, na Maćka i na Kaźmierza, by wstali czemprędzej mówić pacierza”. Kiedy komuś śnią się koszmary, może się zerwać i w swoim zaniepokojeniu może budzić wszystkich wokoło. W czasie rekolekcji niekoniecznie trzeba budzić współlokatorów; choć w sytuacji krytycznej może będzie i taka konieczność. Natomiast można, a nawet trzeba, podzielić się swoimi poruszeniami sennymi czy poruszeniami z medytacji  i modlitwy ze swoim kierownikiem duchowym. Czy pamiętacie swoisty czas rekolekcji, jaki przeżywał Samuel w towarzystwie Helego? Niedoświadczony na drodze modlitwy i rozeznawania Samuel (rekolektant) kilkakrotnie budził formatora (kierownika duchowego), przekonany, że to Heli go wołał. I wreszcie usłyszał zachętę: „Idź spać! Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha” (1 Sm 3, 9). Ów pasterz z pastorałki budził współpracowników, „by wstali czemprędzej mówić pacierza”. Istotą rekolekcji nie są odmawiane pacierze, ale gotowość słuchania Boga. Budzimy się nie po to, by odmawiać pacierze, ale by z uwagą słuchać Boga mówiącego. Tego uczy nas również św. Józef. „Ewangelie nie zapisują żadnego słowa, jakie wypowiedział. Ale milczenie Józefa ma swą szczególną wymowę: poprzez to milczenie można w pełni odczytać prawdę, jaka zawiera ewangeliczne stwierdzenie: «mąż sprawiedliwy» (…) Ewangelie mówią wyłącznie o tym, co Józef «uczynił». Jednakże w tych osłoniętych milczeniem «uczynkach» Józefa pozwalają odkryć klimat głębokiej kontemplacji: Józef obcował na co dzień z tajemnicą «od wieków ukrytą w Bogu», która «zamieszkała» pod dachem jego domu” (Jan Paweł II, adhortacja apostolska Redemptoris custos, nr 14 i 25). W rekolekcjach chodzi o bycie z Osobą, o bycie z Dziecięciem i Jego Matką, chodzi o zamieszkanie pod jednym dachem czy lepiej mówiąc ciągłe przebywanie razem, jak św. Józef, z Jezusem i Jego Matką. Byśmy „opiekowali się” nimi, a oni nami.

„Pierwsze jest: «Słuchaj, Izraelu... »” (Mk 12,29). Do św. Józefa można by odnieść słowa Katechizmu KK o Abrahamie: „jego serce jest całkowicie «poddane Słowu»; jest posłuszny. Istotne dla modlitwy jest słuchanie serca, które skłania się do Boga; słowa mają charakter względny. Modlitwa Abrahama wyraża się najpierw w czynach: jako człowiek milczenia, w tych miejscach, gdzie się zatrzymuje, buduje ołtarz dla Pana. Dopiero później pojawia się jego pierwsza modlitwa wyrażona w słowach: cicha skarga przypominająca Bogu Jego obietnice, które – jak się wydaje – nie spełniają się. Od samego początku ukazuje się w ten sposób jeden z aspektów dramatu modlitwy: próba wiary w wierność Boga” (KKK, 2570).

W pastorałce śpiewamy dalej: „Nie zaraz się podźwignęli, bo byli bardzo zasnęli, alem ich po trochu wziął za czuprynę, by wstali przywitać Boga Dziecinę”. Odprawiając rekolekcje można doświadczać różnych oporów i trzeba je pokonywać, trzeba się zmagać, czasem jak atleci na stadionie. Nas w czasie rekolekcji nikt za czuprynę brać nie będzie, ale pamiętajmy, że istotą tego czasu jest „przywitać Boga Dziecinę” (korzystając ze słów pastorałki) albo „wziąć Dziecię i Jego Matkę” (wg słów Ewangelii).

Do mnie i do Ciebie anioł Pański mówi dziś: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę…”. „Wstań, weź Dzięcię”. Przytul Tego, który przyszedł „do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi…” (J 1, 11-12). Weź Życie i przytul je, by Życie się Tobie udzieliło! Zrób tak niewiele, przytul to Dziecko i pozwól się kochać! „Wstań, weź Matkę Dziecka”. Weź Tę, która w zwiastowaniu przyjęła słowo anioła nie jako słowo ludzkie, ale jako słowo Boga, które działa w nas wierzących. Weź Tę, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Boga! Niech Maryja będzie nam orędowniczką, byśmy uwierzyli, że spełnią się słowa, które Bóg dziś na modlitwie do nas kieruje.

I weź ze sobą św. Józefa, opiekuna Maryi i Jezusa, i całego Kościoła! On „nieustannie słucha Boga, jest otwarty na Jego znaki, gotowy wypełniać nie tyle swój, ile Jego plan”. Jak mówił papież Franciszek inaugurując pontyfikat: „Józef jest «opiekunem», bo umie słuchać Boga, pozwala, by go prowadziła Jego wola i właśnie z tego względu jeszcze bardziej troszczy się o powierzone mu osoby, potrafi z realizmem interpretować wydarzenia, jest wrażliwy na to, co go otacza i potrafi podjąć najmądrzejsze decyzje”. Papież zachęcał: „W nim widzimy, (…) co stanowi centrum powołania chrześcijańskiego: Chrystus! Opiekujemy się Chrystusem w naszym życiu, aby opiekować się innymi,…”. I jeszcze jeden ważny impuls, który dał papież rozpoczynając pontyfikat: „by «sprawować opiekę», musimy też opiekować się samymi sobą! (…) opiekować się znaczy czuwać nad naszymi uczuciami, nad naszym sercem, gdyż właśnie z niego wychodzą dobre i złe intencje: te, które budują i te, które niszczą!”. Papież wołał: „opiekujmy się z miłością tym, czym Bóg nas obdarzył!”. Dlatego dziś, jak św. Józef, „wstań, weź Dziecię i Jego Matkę”.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Ewangelia - tajemnica zawsze nowa, wciąż niezgłębiona
homilia - czwartek I tygodnia po Narodzeniu Pańskim, 2 stycznia 2014 r.
1 J 2, 22-28; Ps 98, 1-4; J 1, 19-28

Spotykamy dziś w Ewangelii naszego „dobrego znajomego” z Adwentu. Wiemy, że św. Jan Chrzciciel ma bardzo ważną rolę w przygotowaniu sobie współczesnych na przyjście Mesjasza i przygotowaniu nas do uroczystości Bożego Narodzenia. Dzisiaj, po zakończeniu oktawy uroczystości Bożego Narodzenia, słuchamy znowu opisu spotkania Jana Chrzciciela z ludźmi wysłanymi do niego z Jerozolimy. W czwartej Ewangelii ten opis znajdujemy bezpośrednio po prologu. Jesteśmy więc świadkami pierwszego wystąpienia proroka znad Jordanu i słyszymy jego pierwsze słowa, które są odpowiedzią na stawiane mu przez przychodzących pytania.

Trzeba zwrócić uwagę, że głowy tych, którzy przyszli do Jana Chrzciciela i którzy się do niego zwracają były pełne różnych myśli, przekonań i wyobrażeń na temat, kim on jest. Ci, którzy przyszli do Jana mieli już z góry przygotowane pewne schematy, w których chcieli go umieścić. Pytali więc: „Czy jesteś Mesjaszem?”, „Czy jesteś Eliaszem?”, „A może jesteś jednym z proroków?”. Odpowiedzi Jana są konkretne i burzą założone przez pytających schematy. Chrzciciel zdecydowanie zaprzecza oczekiwaniom: „Nie jestem Mesjaszem”, „Nie jestem Eliaszem?”, „Nie jestem prorokiem”. Możemy przypuszczać, że w tej sytuacji w przychodzących do niego zrodziło się zdziwienie, zaskoczenie czy nawet konsternacja. My przecież lubimy, kiedy inni potwierdzają nasze myślenie i spełniają nasze oczekiwania. Chcemy, aby rzeczywistość odpowiadała przyjętym przez nas założeniom i naszemu sposobowi myślenia. Zdarza się, że kurczowo trzymamy się i bronimy „za wszelką cenę” naszych założeń i schematów. Czasem to nasze wewnętrzne nastawienie może nas tak zdominować, że uniemożliwi otwarcie się na to, co jest prawdziwe. Taką postawę możemy w sobie zaobserwować również w czasie rekolekcji. Być może ktoś z was już to kiedyś przeżył albo teraz tego doświadcza. Trudno jest nam przyjąć coś, co „nie mieści się w głowie”, czego z góry nie przewidzieliśmy. Jesteśmy zadowoleni, kiedy słyszymy to, co chcieliśmy usłyszeć; zamykamy się, kiedy pojawia się coś, czego usłyszeć nie chcieliśmy albo zdarza się coś niespodziewanego.

Bóg często nas zaskakuje. Bóg nie jest takim, jakim go sobie wyobrażamy czy jakim spodziewaliśmy się Go spotkać. Bóg jest Inny. Może więc warto zgodzić się jeszcze na to, że na tych rekolekcjach coś nas zaskoczy. Dopuśćmy możliwość jakiejś Bożej niespodzianki! Przyjmijmy Boga, który przychodzi do nas z propozycją czegoś, o czym wcześniej nie myśleliśmy. Daj się zaskoczyć! Spróbuj wyjść ze schematu! Posłuchaj tego, co mówi Pan Bóg, nawet jeśli to, co On mówi, nie mieści ci się w głowie! W czasie rekolekcji bierzemy do ręki Ewangelię, która jest Dobrą Nowiną. Ewangelia zawsze jest nowiną, niezależnie od tego, ile lat minęło od tego momentu, kiedy po raz pierwszy została opowiedziana! Ewangelia nie przestaje być nowiną, a nowina zawsze niesie w sobie jakąś nowość czy niespodziankę. Ewangelia zawsze przynosi coś nowego, a nawet więcej, ona przynosi Kogoś Nowego! Sięgamy po Ewangelię i wciąż okazuje się, że jeszcze nie znamy Jezusa Chrystusa; wciąż dowiadujemy się o Nim czegoś nowego. Czasem okazuje się, że jeszcze nie znamy Boga, a nosimy w sobie jakiś fałszywy obraz Boga, który staramy się bronić „za wszelką cenę”. Mając nieprawdziwy obraz Boga boimy się Boga, którego sobie wymyśliliśmy. Rekolekcje mogą nam pomóc przyjąć prawdę o Bogu, która nas zadziwia swoją miłością.

Św. Jan Chrzciciel, który nie jest Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem, mówi o sobie: „Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz”. Jan mówi, że jest głosem, który woła; głosem donośnym; głosem, który staje się okrzykiem; głosem, który słychać wyraźnie; głosem, którego nie można nie usłyszeć. Ten głos jest tym wyraźniej słyszalny, że rozlega się na pustyni, pośród ciszy. Prorok znad Jordanu jest zwiastunem Tego, który przyjdzie po Nim. Jest głosem, który zapowiada Słowo. O jedności między głosem a Słowem przypomina pewne czytanie z Liturgii Godzin. W trzecią niedzielę Adwentu Kościół czyta fragment kazania św. Augustyna: „Jan jest głosem, ale «na początku było Słowo», czyli Pan. Jan był głosem tylko do czasu, Chrystus jest Słowem odwiecznym. Czym jest głos bez słowa? Jest pustym dźwiękiem, który niczego nie oznacza. Głos bez słowa dźwięczy w uchu, ale nie przynosi pożytku dla serca”. To czytanie z brewiarza kończy się słowami: „Trudno jest odróżnić głos od słowa, toteż Jana uważano za Chrystusa. Głos utożsamiano ze słowem. Ale Jan wyznał, że jest tylko głosem i nie chciał uchodzić za tego, którym nie był. Rzekł więc: «Nie jestem Mesjaszem ani Eliaszem, ani prorokiem». Wtedy zapytano go: «Kim więc jesteś?». I odpowiedział: «Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę dla Pana».…”. Na pustyni naszych rekolekcji od samego początku rozlega się głos Słowa Bożego, głos, który jest okrzykiem, tyle, że nawet najgłośniejsze wołanie może zostać zignorowane. Można zatkać uszy lub udać, że się nie słyszy. Można też, niestety, słuchać czegoś innego, np. swoich lęków, obaw, niepokojów czy kompleksów. A jednak na naszej rekolekcyjnej pustyni brzmi również głos Słowa, które niesie życie.

Ów głos, jak tłumaczy św. Jan Chrzciciel, wzywa do prostowania drogi Pańskiej: „Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz”. Obraz drogi to obraz bardzo konkretny. Droga może być pełna zakrętów albo może być prosta. Oczywiście, bezpieczniej jest podróżować drogą prostą. Na drodze z wirażami łatwiej się zgubić albo z niej wypaść. Jednak w prostowaniu dróg Pańskich może też chodzić o to, by nasza wiara była prostą, byśmy w wierze nie komplikowali rzeczy prostych. W prostowaniu dróg Pańskich może chodzić o coraz większą prostotę i prostolinijność naszej wiary, by droga, którą Pan przychodzi do nas i którą my podążamy do Pana była prosta, nie skomplikowana. Wiara i zaufanie to w sumie coś bardzo prostego. W Ewangelii jest prostota; nie jest ona żadną skomplikowaną teorią, której można nie zrozumieć. Może więc chodzi o to, byśmy prostowali to, co zwykle komplikujemy. Może więc chodzi o to, byśmy przestali komplikować rzeczy. Prostota naszej wiary może się wyrażać choćby w zawołaniu: „Jezu, bądź moim Panem!” albo „Jezu, ufam Tobie!”. Prostota wiary w prostocie modlitewnych zwrotów. Oby relacja, droga między tobą i Panem, była prosta, jednoznaczna, szczera, nieskomplikowana!

Wreszcie św. Jan mówi do Żydów: „Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie…”. Dni po zakończeniu oktawy Bożego Narodzenia są równocześnie dniami przygotowania do Uroczystości Objawienia Pańskiego. Święto Trzech Króli to uroczystość Epifanii, Objawienia. Dobrze by było, byśmy w czytaniach mszalnych, których w tych dniach słuchamy, usłyszeli również echo tego przygotowania do Uroczystości Objawienia Pańskiego. Ten Nieznany - „Ten, którego wy nie znacie” - chce być poznany. To jest Jego największe pragnienie. Taki jest również najgłębszy sens Bożego Narodzenia, które odsyła do Objawienia Pańskiego. Bóg jest Tajemnicą, która chce być poznana. Nie bawi się z nami w chowanego; nie jest kimś, kto się schował i cieszy się, że trudno jest nam Go znaleźć. Bóg chce być poszukiwany i znaleziony, chce być poznawany i poznany, chce być przyjęty. Jest tajemnicą, która wciąż może być odkrywana, poznawana, zgłębiana. Nie jest tajemnicą z etykietą „ściśle tajne”, dostępną jedynie dla osób posiadających specjalne uprawnienia. Nasz rekolekcyjny trud to odpowiedź na zaproszenie Boga, aby Go poznawać. Bóg chce się objawić, a przyjęcie Jego objawienia oznacza zbawienie, czyli życie wieczne. W pierwszym czytaniu słyszeliśmy słowa: „A obietnicą tą, daną przez Niego samego, jest życie wieczne” (1 J 2, 25). Ten sam Jan Apostoł w swojej Ewangelii zapisze słowa: „A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17, 3).

Marek Chmielniak SAC

---------------------------------------------------------------------


... ... ...
homilia - ... ... ..., ... stycznia 2014 r.
... ... ...

[udostępnimy w miarę możliwości].

... ... ...

---------------------------------------------------------------------

Tego adresu nie wolno zgubić. Trzeba się nim dzielić!
homilia - sobota I tygodnia po Narodzeniu Pańskim, 5 stycznia 2014 r.
1 J 3, 7-10; Ps 98, 1.7-9; J 1, 35-42

„Gdzie mieszkasz, Panie?”. Innymi słowy moglibyśmy powiedzieć: „Jaki jest Twój adres, Panie?”. Przywołajmy kilka adresów, pod którymi znajdziemy Pana Jezusa, kiedy wrócimy do naszej codzienności. Trzeba zaznaczyć, że to są adresy nam już pewno znane. Pierwszy adres to Słowo Boże, dodajmy, Słowo czytane, rozważane, przemodlone. Sam Pan nas zapewnia, że ci, którzy żyją Jego słowem i którzy je zachowują, są dla Niego jak najbliższa rodzina: jak matka, jak brat czy siostra.

Drugi adres to sakramenty, a w szczególny sposób Eucharystia i Sakrament Pokuty. Ciągle aktualne i bardzo gorące jest pragnienie Pana Jezusa, aby tę Paschę spożywać z nami (por. Łk 22, 15). Nie tłumaczmy się, że my nie jesteśmy głodni, że my nie mamy apetytu, bo pokarm, który w czasie Eucharystii otrzymujemy, jest pokarmem na życie wieczne. U kratek konfesjonału natomiast spotykamy Baranka, który gładzi grzechy (zob. J 1, 29.36). Tylko On gładzi grzechy i nikt inny; i nie wiadomo, do kogo byśmy się nie wybrali, to jedynie u Niego znajdziemy odpuszczenie grzechów. Przekonaliśmy się o tym po raz kolejny dziś w czasie rekolekcyjnej spowiedzi, co napełniło nas ogromną wdzięcznością i radością.

Kolejny adres, pod którym znajdziemy Jezusa, związany jest ściśle z Eucharystią, a jest to Najświętszy Sakrament. To tysiące, a nawet setki tysięcy tabernakulów rozsianych po całym świecie z zapaloną wieczną lampką, której światło ciągle przypomina: „On tu jest! I będzie tu aż do skończenia świata!”. Sęk w tym, że potrzebna jest jeszcze ta druga obecność: moja i Twoja. Dopiero wówczas będzie można mówić niejako o pełni. Nie możemy Go zostawić, tak jak został zostawiony przez uczniów w Ogrodzie Oliwnym.

Inny i najbardziej popularny adres zamieszkania Pana Jezusa, liczony w miliardach, to nasi bliźni: nasi bracia i siostry. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Pan Jezus powiedział te słowa nie po to, aby nas gnębić, ale by nas zmobilizować do dobrego. Pod tym adresem spotykamy pole pracy, które jest nie do przerobienia. W tej przestrzeni, pod tym adresem, nie ma miejsca na bezrobocie. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie da się odwiedzić Jezusa pod wszystkimi adresami, jakimi są nasi bliźni, i Jezus tego od nas nie wymaga. Ale trzeba się starać, aby spotkać Go przynajmniej pod niektórymi z tych adresów, w naszych bliźnich, wśród których jesteśmy na co dzień. Jezus tam na nas bardzo czeka.

Na koniec jeszcze jeden adres, na którym Panu Jezusowi bardzo zależy i gdzie pragnie być zameldowany na stałe, a nie jedynie czasowo. To adres wyjątkowy, którym jest moje i Twoje serce.

Ewangelia podpowiada, że nie wystarczy znać adresy, pod którymi mieszka Pana Jezus. Trzeba jeszcze tam pójść, zobaczyć i pozostać. Jezus pragnie, abyśmy Go pod tymi adresami nie tylko odwiedzali, ale pozostawali u Niego, czyli budowali z Nim jedyną i niepowtarzalną relację. Chodzi o to, byśmy trwając z Jezusem uczyli się od Niego stylu życia nowego człowieka. To nie są adresy na jedną noc czy jeden dzień, ani nawet na miesiąc czy rok. To są adresy na całe życie.

Andrzej przyszedł do swego brata Szymona i z radością oznajmił mu: „Znaleźliśmy Mesjasza - to znaczy: Chrystusa” (J 1, 41). My, wracając do codzienności, postarajmy się przynajmniej o to, byśmy odnalezionego w czasie rekolekcji Mesjasza nie zgubili. To już będzie bardzo dużo. Kiedy my się zgubimy, On nas szuka; ale gdy my Go zgubimy, to z naszymi poszukiwaniami bywa różnie.

Szymon z ust Pana Jezusa usłyszał nowe imię: „Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas - to znaczy: Piotr” (J 1, 42) i jak się później okazało wraz z nowym imieniem otrzymał nowe życiowe zadanie z tym imieniem związane: być Skałą! Pan Jezus naszego imienia nie zmienia. Jezusowi nasze imiona się podobają, choć nam nie zawsze się podobają. Jezus do nas nie mówi: „Będziesz się nazywał Ryszard, Magdalena, Robert”, ale mówi: „Nazywasz się Ryszard, Magdalena, Robert”. Jezus, mówiąc do nas po imieniu, nie wyznacza nam jakichś szczególnych nowych zadań, ale zachęca do realizacji tych, które otrzymaliśmy i przyjęliśmy w momencie chrztu świętego. To są zadania niezwykłe: troska o życie Boże w nas, pomnażanie tego Bożego życia, świadectwo dawane Jezusowi, życie Ewangelią, budowanie wspólnoty żywego Kościoła i wiele innych. Kiedy więc codziennie słyszymy swoje imię, wypowiadane przez Jezusa, możemy być pewni, że On nas wzywa do podjęcia tych właśnie zadań. I oczywiście On stoi po naszej stronie, by pomagać nam w ich realizacji.

Jezus liczy również na to, że przyprowadzimy Mu wielu nowych uczniów, tak jak Andrzej przyprowadził do Niego swojego brata, Szymona. Tylko my musimy uważać na pewną niebezpieczną tendencję w nas. Czasem bowiem robimy tak, zachęcamy innych w ten sposób: „Ty idź do Jezusa, … a ja zaraz tam przyjdę”. To nie tak! To nie o to chodzi, bo my mamy iść na przedzie, a kandydat na ucznia Pana Jezusa ma iść za nami, a nie przed nami. Bo ten kandydat na ucznia Jezusa jeszcze nie wie, gdzie trzeba iść. Ty już to wiesz, a więc jesteś szczęściarzem! Ale pamiętaj, że tego adresu, pod którym mieszka Jezus, nie tylko nie można zgubić, bo ten adres jest jak chleb, więc trzeba z niego korzystać i jeszcze trzeba się nim dzielić z innymi.

Ryszard Stankiewicz SDS

--------------------------------------------------------------------- 

„Ogołocił się” i „zamieszkał w namiocie” na peryferiach
homilia - II Niedziela po Narodzeniu Pańskim (rok A), 5 stycznia 2014 r.
Syr 24, 1-2.8-12; Ps 147, 12-15.19-20; Ef 1, 3-6.15-18; J 1, 1-18


W drugą niedzielę po Narodzeniu Pańskim znów czytamy Prolog Janowej Ewangelii, a w nim słowa, które wypowiadamy tak często - w modlitwie „Anioł Pański” - nie tylko w trwającym okresie Bożego Narodzenia: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami” (J 1, 14). Słowa, do których, być może, już tak się przyzwyczailiśmy, że nas nie ruszają. Zatrzymajmy się przy nich: „Słowo stało się ciałem i rozbiło namiot wśród nas” (tak brzmi dosłowne ich tłumaczenie). Bóg objawia swą miłość do nas nie z balkonu swego niebieskiego pałacu, ale zamieszkując w namiocie; nie w centrum kulturalnym, politycznym i religijnym świata, ale na peryferiach. Stał się człowiekiem. Słowo Boga zamieszkało w słowie ludzkim. Dlaczego Bóg wybrał namiot ludzkiego ciała i ludzkiego słowa? Bo „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem”, a teraz chce nam objawić, jak cenni jesteśmy w Jego oczach.

Z dosłownym tłumaczeniem cytowanego zdania korespondują słowa z pierwszego dzisiejszego czytania. Mądrość mówi: „Ten, co mnie stworzył, wyznaczył mi mieszkanie i rzekł: W Jakubie rozbij namiot i w Izraelu obejmij dziedzictwo!” (Syr 24, 8). Wcześniej rozważała: „Pomiędzy nimi wszystkimi szukałam miejsca, by spocząć - szukałam w czyim dziedzictwie mam się zatrzymać” (Syr 24, 7), a teraz wyznaje: „Stwórca… wyznaczył miejsce pod mój namiot i powiedział: «Przy Jakubie postaw swój namiot! Izraelowi stań się dziedzictwem!»” (Syr 24, 8 - tłum. wg LXX). Dlaczego wybrał na miejsce rozbicia namiotu akurat teren zamieszkiwany przez pokolenie Jakuba? Czemu postanowił przyjść na świat w okupowanym Izraelu, na peryferiach świata? Odpowiadamy: „ponieważ umiłował”. Kiedyś wyznał Izraelitom: „wybrałem was i znalazłem w was upodobanie nie dlatego, że liczebnie przewyższacie wszystkie narody, gdyż ze wszystkich narodów jesteście najmniejszym, ale ponieważ was umiłowałem” (por. Pwt 7, 7-8). Bóg „dokonuje wyboru Izraela i miłuje go - mając jednak na celu uzdrowienie w ten sposób całej ludzkości” - powie Benedykt XVI (Deus caritas est, nr 9). Bóg wybiera i miłuje całą ludzkość, ale rozpoczyna od ostatnich tej ziemi, by każdy człowiek, każdy z nas, żyjący w wierności jedynemu Bogu, „doświadczał siebie jako kochanego przez Boga” (por. Deus caritas est, nr 9). Tę prawdę, to przekonanie, jak ufam, zabieramy ze sobą z rekolekcji. Bóg w swoim Synu, Jezusie Chrystusie, rozbił namiot między nami po to, aby objawić nam, że nas kocha.

Sformułowanie „rozbić namiot” może przywołać w pamięci ten okres w historii Izraela, w którym Arka Przymierza przez jakieś 250 lat, od wyjścia z Egiptu przez okres sędziów, a potem za panowania Dawida, przebywała nie w świątyni, ale w namiocie. Bóg zechciał rozbić namiot wśród swojego ludu, najpierw wędrującego w poszukiwaniu domu, a później urządzającego się w Ziemi Obiecanej, i nie skarżył się, że Jego mieszkaniem był namiot, ale szedł jak Pasterz z ukochanym ludem, tym wędrującym i urządzającym się, „dzieląc z nim trudy i znoje…” – śpiewamy w kolędzie. Kiedyś powiedział do Dawida: „Nie mieszkałem w domu od dnia, w którym wywiodłem z Egiptu synów Izraela, aż do dziś dnia. Przebywałem w namiocie albo przybytku. Przez czas, gdy wędrowałem z całym Izraelem, czy choćby do jednego z sędziów izraelskich, którym nakazałem paść mój lud, Izraela, przemówiłem kiedykolwiek słowami: Dlaczego nie zbudowaliście Mi domu cedrowego?” (2 Sm 7, 6-7). Dlaczego więc Bóg wybrał namiot, a nie pałac? Jak pojąć to, że zamieszkał w namiocie? Z pomocą w odpowiedzi przychodzi mi podobieństwo słów greckich: „eskenosen” = „rozbił namiot” i „ekenosen” = „ogołocił, uczynił pustym”. Syn Boży, który zamieszkał między nami, który rozbił namiot wśród nas, „istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie…” (Flp 2, 6-8). Syn Boży „ogołocił się, uczynił się pustym” i „zamieszkał w namiocie” ludzkiego ciała i ludzkiego słowa. Św. Ignacy powiedziałby, że Jezus służąc Bogu i człowiekowi znosił ubóstwo duchowe i ubóstwo materialne. Z czego się ogołocił? Odpowiadamy, że z chwały, która Mu się należała, ale można też powiedzieć, że ogołocił się z egoistycznego myślenia tylko o sobie, z egoistycznego postawienia siebie w centrum. Syn Ojca wszedł w świat pragnień Ojca, odkrył cierpienie dzieci Ojca i zjednoczony z Ojcem, z miłości do wszystkich dzieci Ojca, stał się dzieckiem, stał się prostym słowem, aby porozumieć się z dziećmi Ojca. Dwa dni temu papież Franciszek w homilii w jezuickim kościele Il Gesu w Rzymie mówił: „Serce Chrystusa to Serce Boga, który z miłości do nas ogołocił się [uczynił siebie pustym]”. Chrystus nie był skoncentrowany na sobie samym, ale na tym, by otoczyć swego Ojca większą chwałą i kiedyś doprowadzić do tej chwały dzieci Ojca. Chrystus „opróżnił” swoje Serce z samego siebie, ze swojej woli, w swoim sercu uczynił miejsce dla Ojca i dla wszystkich nas, dzieci Ojca. Tego uczyliśmy się w tych dniach rekolekcji i tego pragniemy na czas porekolekcyjny, by mieć te same pragnienia i dążenia, co Jezus. Chcemy myśleć jak Jezus, patrzeć jak Jezus, czynić jak Jezus. Chcemy - jak mówił papież Franciszek cytując nowego świętego, św. Piotra Favre'a, pierwszego kapłana w zakonie jezuitów - „pozwolić, by Chrystus zajmował centrum [naszego] serca”, bo „tylko jeśli się jest skoncentrowanym na Bogu, jest się zdolnym do tego, by pójść na peryferie świata” (3 I 2014). Chrystus, Syn Ojca, był skoncentrowany na Ojcu, i dlatego był zdolny pójść na peryferie świata, zamieszkać w namiocie ludzkiego ciała i ludzkiego słowa, by objawić Miłość. Tego sobie i wam życzę, byśmy postawili w centrum naszych serc Boga i byli zdolni wchodzić w peryferyjną codzienność życia.

PS. Jak poznać i przyswoić sobie pragnienia Boga, Jezusa? Słuchając słów Boga, słuchając Jezusa. W pierwszym czytaniu słyszeliśmy: „w mieście umiłowanym dał mi odpoczynek, (…) Zapuściłam korzenie w sławnym narodzie, w posiadłości Pana, w Jego dziedzictwie” (Syr 24, 11-12). To zdanie przywołuje w mojej pamięci obraz, którego użył teolog szwajcarski Hans Urs von Balthasar. Tajemnicę Słowa Bożego, które stało się ciałem; tajemnicę Słowa Bożego, które wypowiedziało siebie w słowie ludzkim, możnaby porównać do sytuacji: „To tak, jakby zasadzić dąb w doniczce na kwiaty”. Cud polega na tym, że ów dąb rosnąc nie rozsadza doniczki, nie niszczy doniczki. Doniczka rośnie razem z dębem, nie przestając być zwykłą doniczką. Może w kimś pojawiła się obawa, że doniczka, mając w sobie zasadzony dąb, może się wywrócić. Nie ma takiej obawy, bo to w tym przypadku nie doniczka podtrzymuje dąb, ale dąb podtrzymuje doniczkę. Słowo Boga, które się w nas zakorzenia, Ono nas podtrzymuje. To nie człowiek podtrzymuje Boga, ale Bóg podtrzymuje człowieka! Wracamy do codzienności, w której biorąc Biblię do ręki możemy doświadczać, że Słowo Boże zamieszkało wśród nas: „Biblia nie jest książką taką, jak wszystkie inne. Nie można jej z nimi porównywać i twierdzić, że jest lepsza, mądrzejsza, prawdziwsza. Biblia jest czymś zupełnie innym. Wszystkie pozostałe książki podają nam ludzkie słowa, Biblia daje nam słowo Boga” (Wilflid Stinissen OCD, Słowo jest blisko ciebie. O duchowym czytaniu Biblii, Poznań 2001, s. 8). Oto tajemnica Boga, który z miłości do nas, rozbił namiot między nami! Dąb Słowa Bożego chce zapuścić w nas korzenie, chce zamieszkać namiocie naszego serca, by nas podtrzymywać, tam na peryferiach, gdzie wracamy.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl