O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Poznaj Boga, aby poznać siebie 7-9 grudnia 2012 - homilie ...


Poznaj Boga, aby poznać siebie
Szkoła Duchowości Ojca Jordana
7-9 grudnia 2012

TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie spotkania

---------------------------------------------------------------------

Na tyle widzimy, na ile wierzymy
homilia – piątek I tygodnia Adwentu, 7 grudnia 2012
Iz 29, 17-24; Ps 27, 1.4.13-14; Mt 9, 27-31

Cud, w którym dzisiaj uczestniczymy w Eucharystii, cud uzdrowienia niewidomych, przywrócenia wzroku niewidomym, to jeden z dziesięciu, o których czytamy w ósmym i dziewiątym rozdziale Ewangelii Mateusza. Liczba dziesięć od razu skojarzyła mi się z Dekalogiem, czyli dziesięcioma Słowami, które Bóg podarował swojemu ludowi na górze Synaj. Dziesięć słów Dekalogu zostały nam podarowane, aby nas leczyły, aby uzdrawiały wzrok naszego serca. Dziesięć dokonanych przez Jezusa cudów, o których Ewangelista pisze we wspomnianych dwóch rozdziałach, to różnego rodzaju uzdrowienia. Jest jednak coś, co je wszystkie łączy: to wiara. Do tego stopnia, że dzisiaj - zwróciliśmy pewno na to uwagę - Jezus zanim cudownie uzdrowił niewidomych, powiedział: „Według wiary waszej niech się wam stanie”. Z jednej więc strony, niewątpliwie to Bóg jest autorem cudownych uzdrowień, z drugiej jednak strony, nie może dokonać cudu tam, gdzie nie ma wiary, gdzie nie spotyka się z wiarą człowieka. Wiara owych dwóch niewidomych i nasza wiara „pozwala” Bogu korzystać z Jego wszechmocy.

Bóg udzielił nam łaski niezwykłej: łaski wiary. Do tego stopnia, że możemy powiedzieć, że na tyle widzimy, na ile wierzymy. Kto nie ma w sobie wiary, nawet jeśli jego oczy fizycznie są zdrowe, tak naprawdę nie widzi, bo nie widzi głębiej. Widzi jedynie tyle, ile mogą zobaczyć ludzkie oczy. Nasze spojrzenie bez wiary jakby ślizga się po powierzchni. Zatrzymajmy się na informacji: „szli za Nim dwaj niewidomi”, „szli za Nim niewidomi”. Jest takie kroczenie za Jezusem, podążanie bez wiary, które jest jak kroczenie niewidomych. Można całe życie chodzić za Bogiem, nie poznając Boga, nie dostrzegając Go oczami własnej wiary. Można chodzić za Bogiem zewnętrznie, nie dotykając Go wewnętrznie. Jesteśmy na modlitwie, ale jakby niewidomi. Nasze spotkania z Bogiem to spotkania niewidzących z Bogiem. Niewidomi, o których dziś słyszymy, zwracają się do Jezusa aktem wiary, ponieważ wołają: „Ulituj się nad nami Synu Dawida” (Mt 9, 27). Uczeni w Piśmie, religijni i wykształceni ludzie, uczyli prosty lud, że przyjdzie Ten, który jest Mesjaszem, Synem Dawida; a owi niewidomi uchwycili się tej prawdy i potrafią powiązać ją z Jezusem i nazywają Jezusa Mesjaszem. Nazywają Go Tym, który miał przyjść. Niektórzy mówią, że ten dziewiąty rozdział, w którym Jezus uzdrawia niewidomych, to jest krytyka tych, którzy widzą, po ludzku widzą i nie spotykają się z Jezusem.

Zobaczmy jak rozpoczyna się dzisiejsza Ewangelia: „Jezus przechodził”. Przez kogo zostaje zauważony przechodzący Jezus? Przez tych, którzy w oczach wielu byli ludźmi niewidomymi. Można codziennie ocierać się o Boga i nie widzieć Go. Pamiętamy słowa św. Augustyna: „Boję się Boga, który przechodzi mimo”; to znaczy, boję się, że Bóg przechodzi tak blisko mnie i mogę się z Nim rozminąć. Jesteśmy w czasie Adwentu, w którym wyznajemy w akcie wiary, że Bóg przychodzi i przechodzi obok nas, że Bóg jest wśród nas. Lecz potrzebujemy oczu wiary, aby Go spotkać, aby Go dotknąć. Są ludzie, którzy się z Bogiem spotykają i inni, którzy się z Bogiem jedynie stykają; a to zasadnicza różnica. Zauważmy, że ci niewidomi, którzy idą za Jezusem wyznają aktem wiary, że On jest Mesjaszem, że jest Tym, który może ich uzdrowić, który może im wrócić wzrok, nowe spojrzenie, nowe widzenie rzeczy.

I dzieje się coś bardzo ważnego: idą za Nim aż do domu. W tym także jest wiara. Powiedziałbym tak na własny użytek, że wiara jest „nachodzeniem” Boga. Nachodzę Boga, jak owa kobieta, która nie daje Jezusowi spokoju, dopóki nie uzdrowi jej córeczki. Bóg chce być przez nas nachodzony. Jezus wchodzi do domu, a oni podążają za Nim. Ewangelista mówi pięknie, że „zbliżyli sie do Niego, przystąpili do Niego”. I wtedy wywiązuje się rozmowa i następuje najważniejszy moment: „Wierzycie, że mogę to uczynić?”. To tak, jakby Jezus pytał dzisiaj mnie o moją modlitwę: „Czy wierzysz w to, o co Mnie prosisz? Czy wierzysz w każde słowo, które do mnie wypowiadasz? Czy wierzysz, że Ja mogę ci to dać? Czy wierzysz, że twoje modlitwy mogą być wysłuchane?”. Co się dzieje dalej, kiedy potwierdzają: „Tak, Panie”? Co czyni Jezus? Czy uzdrawia ich oczy? Nie. Najpierw ich dotyka, jakby dotykał ich wiary i mówi: „Według wiary waszej niech się wam stanie”; jakby chciał powiedzieć: „Tyle zobaczycie, ile wierzycie”.

Dzisiaj chcemy prosić o cud dla nas, a Bóg chce abyśmy prosili. Dlatego prośmy o ten cud największy, czyli o cud wiary tak silnej, że pozwala Wszechmocnemu Bogu, który jest mocen uczynić wszystko, dokonać cudu w naszym życiu. Prośmy, aby te dni sesji, dni adwentowe, w których będziemy zbliżali się do Boga, „nachodzili” Boga i dotykali Go naszą modlitwą, stały się dniami, w których głębiej poznamy siebie i prawdę o naszej wierze. Prośmy także, aby Bóg pomnożył naszą wiarę, byśmy mogli mocą tej wiary (Bóg tego chce!), „ściągać” Go na ziemię, przyciągać Go, w sobie Go spotykać, by mógł w nas dokonywać tych cudów, o których On wie, że ich najbardziej potrzebujemy. 

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

…………
homilia – uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, 8 grudnia 2012
Rdz 3, 9-15; Ps 98, 1-4; Ef 1, 3-6.11-12; Łk 1, 26-38

[udostępnimy w miarę możliwości].

...

---------------------------------------------------------------------

Pustynia miejscem poznawania siebie i Boga
homilia –II Niedziela Adwentu (C), 9 grudnia 2012
Ba 5, 1-9; Ps 126, 1-2.4-6; Flp 1, 4-6.8-11; Łk 3, 1-6

Rozpoczynając tę refleksję przywołajmy raz jeszcze modlitwę, która towarzyszyła nam w czasie całego spotkania: „Boże, zawsze niezmienny! Ojcze, daj abym poznał siebie, daj abym poznał Ciebie!”.

Było to pod koniec pierwszej kadencji prezydentury Baracka Obamy, kiedy prezydentem Polski był Bronisław Komorowski, władcą Rosji Władimir Putin; przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik, a metropolitą krakowskim kard. Stanisław Dziwisz. Ziemia była niespokojna i wielu jej mieszkańców podpisywało się pod wyznaniem św. Augustyna: „Niespokojne jest serce człowieka…”. Jednak wielu jeszcze nie odkryło tego, co św. Augustyn dopowiedział w drugiej części zdania: „Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”. Ten brak pokoju rodzi w wielu spośród nas poszukiwanie. Mamy taką intuicję, że pokój możemy znaleźć poza miastem, uciekając od gwaru ulicy, że spokój można znaleźć odchodząc w miejsce odosobnione. Wydaje się nam, że opuszczenie tego bezładnego i hałaśliwego świata dałoby nam pokój. I wyruszamy na pustkowie. Dziś w Ewangelii zatrzymuje mnie najpierw to właśnie stwierdzenie, że słowo Boga zostało skierowane do Jana „na pustyni”. Do tego zaraz wrócimy, ale zauważmy, że dosłowne tłumaczenie tego zdania mówi, że „słowo do Jana, syna Zachariasza STAŁO SIĘ na pustkowiu”. Wyrażenie „stało się” przywołuje to, co się wydarzyło na początku historii, w momencie stworzenia, kiedy Bóg swoim słowem wszystko uczynił. Wówczas słowa Boga stały się ciałem w stworzeniach, a teraz to wszechmocne słowo „stało się” - dodaje Ewangelista - „na pustkowiu”.

W języku greckim określenie „na pustkowiu” brzmi: „en te éremo”. Z czym kojarzy się nam słowo „erem”? Eremici to byli ludzie, którzy odchodzili na pustynię czy na odosobnienie, by szukać Boga w samotności. Nazywamy ich dzisiaj również pustelnikami. Dla nich, ale i dla nas, pustynia czy odosobnienie są miejscem poznawania siebie i Boga. Wypowiadam te słowa w takiej właśnie kolejności, bo tak właśnie bywa, że w odosobnieniu najpierw poznajemy siebie, a później Boga. Więcej, myślę, że poznajemy siebie nie dopiero po wyjściu na pustynię, a jeszcze przed wyruszeniem na miejsce osobne, kiedy jeszcze jesteśmy w domu, kiedy uświadamiamy sobie, że czegoś chcemy, oczekujemy, że ku czemuś podążamy. Jeszcze zanim opuścimy naszą codzienność uświadamiamy sobie pragnienia, które nas „ciągną” na odosobnienie. Uświadamiamy sobie również to, że nie jest nam łatwo wyruszyć, że bardzo trudno zostawić wszystkie sprawy i relacje. „Bo kto się tym wszystkim zajmie” - mówimy. Czasem funkcjonujemy w życiu jak taki mały bóg, to znaczy z poczuciem, że gdyby nas zabrakło, to coś by się zawaliło; że gdyby nas zabrakło, kto by za nas to czy owo zrobił? Jeszcze przed opuszczeniem codzienności i przed wyjściem na pustynię, uświadamiamy sobie, że jesteśmy stworzeniami, że świat i moja rodzina czy wspólnota naprawdę mogą funkcjonować przez kilka dni również bez nas. Moment wyjścia na pustynię może być trudny również z innego powodu. W październiku 2011 r. Benedykt XVI odwiedził klasztor kartuzów w Sierra San Bruno, gdzie zwrócił uwagę na trudność zauważalną w dzisiejszym świecie. Mówił o tym, że z powodu rozwoju środków komunikacji społecznej człowiek współczesny jest zanurzony w świat obrazów i słów do tego stopnia, że nie wyobraża sobie takiej możliwości, żeby wokół niego mogła zapanować cisza. Nie dopuszcza do tego, żeby była cisza. Choć nie ogląda aktualnie nadawanego programu telewizyjnego, ma wciąż włączony telewizor. Wykonuje jakieś prace i musi mieć włączone radio. Nie może być tak, że robi jakieś rzeczy i nie ma czegoś w tle. To również może sprawiać, że wyjście na pustynię, gdzie jest cisza, dla dzisiejszego człowieka, dla nas, może być bardzo trudne. Tak więc poznajemy siebie jeszcze przed wyruszeniem na pustynię.

Wychodzę na pustynię, żeby spotkać Pana Boga. Tymczasem… często spotykam najpierw siebie i pustynię. Mogę się poczuć rozczarowany, że jestem tylko ja i pustynia, ja i cisza odosobnienia. I może być tak, jak ktoś mi kiedyś powiedział: „Proszę księdza, Bóg do wszystkich mówi, ale do mnie nie mówi”. Zapadła przez chwilę trudna cisza. Ta osoba wypowiedziała to zdanie z takim przekonaniem, że obrazowo rzecz oddając „wypadły mi z ręki” wszystkie argumenty. Choć jestem przekonany, że Bóg do wszystkich mówi, kiedy usłyszałem ton i sposób, w jaki ta osoba to powiedziała, na moment zabrakło mi argumentów. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. Nagle mnie „oświeciło” i powiedziałem: „Nieprawda”. Moja rozmówczyni podniosła głowę, bo dotąd była chyba przekonana, że racje są po jej stronie. „Gdyby Bóg do Pani nie mówił, to by Pani tutaj nie było” - kontynuowałem. „Dlatego, że opis stworzenia świata w Księdze Rodzaju jest skonstruowany według pewnego schematu: «Bóg rzekł i stało się», «Bóg rzekł i stało się», … Któregoś dnia Bóg wypowiedział Pani imię i Pani się stała, bo nie miała Pani innego wyjścia. Na tym bowiem polega pierwsze posłuszeństwo stworzenia wobec Stwórcy, że kiedy Stwórca wypowiada mówi swoim wszechmocnym słowem: «Stań się», to nie ma innego wyjścia i trzeba się stać”. Potem ja, istota rozumna i wolna, jestem zaproszony do drugiego aktu posłuszeństwa, a mianowicie do przyjęcia siebie jako pochodzącego od Boga, do świadomego uznania siebie za stworzenie pochodzące od Stwórcy. Tak więc na pustyni, gdy jestem tylko ja i pustynia, odkrywamy, że Bóg do nas mówi. Przypomina nam o tym najpierw tak zwyczajnie i po prostu nasze ciało. Nasze istnienie jest świadectwem tego, że Pan Bóg do nas mówi. Ja sam jestem pierwszym słowem, które Pan Bóg do mnie powiedział. I kiedy wychodzę na pustynię i nie ma nic, oprócz mnie, i mam wrażenie, że Bóg do mnie nie mówi, to mogę odkryć pierwszą i bardzo istotną prawdę, że Bóg mówi, bo jestem. Mało tego, odkrywam, że Bóg ciągle do mnie mówi, bo gdyby przestał mówić, to już by mnie nie było. „Kiedy odbierasz im oddech, marnieją i w proch się obracają” - modli się psalmista.

Słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, że słowo zostaje skierowane do Jana, a imię „Jan” oznacza: „Bóg jest łaskawy”. Prorok Jan, syn Zachariasza, wychodząc na pustynię najpierw miał tylko siebie samego; miał tylko to słowo, którym jest jego życie, które mówi, że Bóg jest łaskawy. Każdy z nas jest darem łaskawości Boga. Jan Chrzciciel jest synem ludzi, ale nawet jeśli przypomni sobie swoją historię, że mianowicie jego rodzice byli już w podeszłym wieku i wielu mówiło, że to niemożliwe, tymczasem okazało się, że u Boga wszystko jest możliwe. Jan jest dzieckiem ludzi i dzieckiem łaski Bożej. Ja też, wychodząc na pustynię, mogę najpierw, w przerażającej początkowo ciszy, odkryć prawdę, że jestem darem łaskawości Boga.

Dalej, udaję się na miejsce osobne, biorę do ręki Pismo Święte, chcę słuchać Boga… I co słyszę? I często słyszę najpierw siebie. Dlatego dziś zwracam uwagę, że na pustyni poznajemy najpierw siebie, a potem Boga. Nam się też czasem wydaje, że jeśli zmienimy miejsce zamieszkania, jeśli wyjedziemy z domu, to problemy znikną, że można zostawić problemy za drzwiami domu rekolekcyjnego. Mamy taką intuicję, że jeśli zmienimy wspólnotę (np. zakonną), to rozwiążą się nasze problemy. Czasem się rozwiążą, bo czasem problemy rodzą się z okoliczności zewnętrznych i są związane z sytuacją zewnętrzną. Ale innym razem problemy są w nas i nawet jeśli się przeniesiemy w inne miejsce, same przenosiny tych problemów nie rozwiążą. W momencie kryzysu może się pojawić złudna intuicja, że w innym małżeństwie albo w innej rodzinie, albo w innej wspólnocie, to by się problem rozwiązał. Tymczasem wcale niekoniecznie, zdarza się bowiem, że problem jest w nas. Wchodząc do czas rekolekcji mogę sobie to mocno uświadomić, że choć bardzo chcę słuchać Pana Boga, to często na początku, a czasem jeszcze bardzo długo, słyszę tylko siebie.

Tu przychodzi mi na myśl historia wędrówki dwóch uczniów z Jerozolimy do Emaus (Łk 24, 13-27). To jest przykład Bożej pedagogii. Jezus zbliża się do dwóch uczniów, którzy rozmawiają ze sobą w drodze o tym wszystkim, co się wydarzyło. Ewangelista Łukasz zwraca nawet uwagę, że to nie była zwykła, spokojna rozmowa, ale że oni się obrzucali słowami. Jezus się przybliża i pyta: „O czym to rozmawiacie w drodze”? A oni, którzy dotąd w siebie rzucali słowami, teraz rzucają nimi w Niego: „Ty jesteś jedynym, który nie wie” (dosł. „Ty jesteś obcy”). A Jezus, który tak się składa najlepiej wie, co się wydarzyło w Jerozolimie, nie tłumaczy im, że to nieprawda, ale pyta ich: „Co takiego wydarzyło się w Jerozolimie?”. Wtedy oni zaczynają opowiadać. Zobaczmy pedagogię Jezusa. Świadomy tego, że na pustyni najpierw często wychodzi prawda o mnie, mówi: „Co takiego się wydarzyło w twoim życiu?”. Zaprasza do tego, żeby Mu je opowiedzieć. Kleofas i drugi uczeń opowiadają nie tylko treść historii, która się zdarzyła, ale równocześnie wypowiadają przeżycia. Dzielą się nie tylko treścią, ale swoim przeżyciami, np. swoim rozczarowaniem. Dzięki temu poznają siebie integralnie, nie tylko poprzez myśli, które mieli, ale również przez to, co się w nich dzieje. Ujawniają w rozmowie z Jezusem to, że tak naprawdę uciekają z Jerozolimy, w której umarł ich Nauczyciel. Nie wiedzą, że Jezus też zmartwychwstał. Uciekają z miasta, które według nich jest miastem śmierci, a w rzeczywistości jest miastem życia. Czasem paradoksalnie, nie znając siebie, doświadczając wewnętrznego zamieszania i próbując o własnych siłach znaleźć jakieś rozwiązanie, uciekamy od życia i popadamy w jeszcze większy chaos. Kiedy owi dwaj uczniowie skończą i zapadnie cisza, to wtedy Jezus powie im z mocą: „O, nierozumni! O, twardogłowi! Jak nieskore są wasze serca do wierzenia!”. Jezus diagnozuje ich chorobę, która nie jest chorobą głowy, ale serca. „O, jak nieskore są wasze serca do wierzenia w to, co powiedzieli prorocy! Czy Mesjasz nie miał cierpieć? Czy nie miał zmartwychwstać?”. Dopiero wówczas Jezus zaczął wyjaśniać im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego; to znaczy: objawił im prawdę o sobie. My powiedzielibyśmy, że objawił im prawdę o Bogu. W ten sposób odkrywają najpierw prawdę o sobie, później również o Bogu.

Od historii dwóch uczniów uciekających z Jerozolimy, gdzie umarł ich Nauczyciel, czyli przeżywających smutek, udrękę i żałobę po stracie, przejdźmy do pierwszego dzisiejszego czytania: „Złóż, Jeruzalem, szatę smutku i utrapienia swego, a przywdziej wspaniałe szaty chwały, dane ci na zawsze przez Pana. Oblecz się płaszczem sprawiedliwości pochodzącej od Boga, włóż na głowę swą koronę chwały Przedwiecznego! Albowiem Bóg chce pokazać twoją wspaniałość wszystkiemu, co jest pod niebem” (Ba 5, 1-3). Prorok Baruch jest na wygnaniu, najprawdopodobniej w Egipcie. Stamtąd pisze o Jerozolimie, która opustoszała. Obraz pustego miasta przypomina człowieka, który nie żyje u siebie, to znaczy jest ciało, ale nie ma w nim duszy. Jerozolima ma mury, ale ludzie zostali uprowadzeni albo się wynieśli. To przypomina mi również historię św. Augustyna, który przez długi czas swojego życia szukał Boga, ale jak wyznaje szukał Boga poza sobą, na zewnątrz, w stworzeniach. Potem odkrył niezwykłą prawdę, że Bóg był w nim. Prorok Baruch głosi pustej Jerozolimie słowa pociechy i mówi: „Przyoblecz płaszcz sprawiedliwości Bożej”. Na czym polega sprawiedliwość ludzka? Na tym, by oddać każdemu to, co się mu należy. A na czym polega sprawiedliwość Boża? Na to pytanie odpowiedział Benedykt XVI w jednym z orędzi na Wielki Post. Sprawiedliwość Boża objawia się w Krzyżu Jezusa. On, jedyny sprawiedliwy, któremu należy się chwała i pełnia życia, bierze na siebie śmierć i pohańbienie, które ściągnął na siebie grzesznik, żeby temu grzesznikowi, który jest winny i zasługuje na hańbę i śmierć w zamian dać pełnię życia i chwałę. Na tym polega Boża sprawiedliwość. Papież zwrócił uwagę, że trudno nam przyjąć tak rozumianą sprawiedliwość, sprawiedliwość Bożą, bo ta przypomina nam, że nie jesteśmy samowystarczalni i potrzebujemy Boga. Prorok Baruch mówi: „Przyoblecz płaszcz sprawiedliwości Bożej”, a więc nie tylko chodzi o to, aby usłyszeć i pojąć intelektualnie, na czym polega sprawiedliwość Boża. Nie chodzi tylko o to, by poznać intelektualnie chrześcijański kerygmat, że Jezus umarł na krzyżu, zmartwychwstał i uczynił to dla mnie, dla mojego zbawienia, ale chodzi o to, żeby się przyoblec w sprawiedliwość Bożą, we wspaniałość chwały Boga, która nigdy nie minie.

Wracając do tekstu z Ewangelii Jana, którym modliliśmy się w tych dniach. Jezus w godzinie Męki prosi Ojca: „Ojcze! Otocz mnie na ziemi tą chwałą, jaką miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał” (J 17, 5). To zachęta, byśmy i my prosili, żeby Bóg przyoblekł nas na nowo w szatę chwały, z którą nas stworzył. Bo Bóg nie stworzył nas nagimi. Człowiek został stworzony i przyobleczony w szatę chwały. W momencie, kiedy popełnił grzech, utracił tę szatę chwały i zorientował się, zgodnie z prawdą, że jest nagi. A Bóg, który przewidział przed założeniem świata, że chce nas mieć ubranych w szatę chwały, chce ją nam na nowo dać i mówi: „Przyoblecz się”. Bóg jest niezwykły! Gdy kończymy nasze spotkanie mówi nam: „Popatrz, jaki jesteś wspaniały, kiedy ubrany jesteś w szatę chwały, która od Boga pochodzi!”.

Drogi bracie i siostro droga, nie jesteś prezydentem Stanów Zjednoczonych ani przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski. Wydawać by się mogło, że w historii świata od ciebie niewiele zależy albo prawie nic nie zależy. Tymczasem dziś Bóg daje nam poznać swoją logikę działania. Przychodzi do Jana, syna Zachariasza, na pustkowiu i tam zostaje Janowi dane słowo. Tę pedagogię Boga Jezus przybliżył w przypowieści o ziarnku gorczycy, które z czasem staje się wielkim drzewem. W ziarnku Słowa Bożego, które Bóg dziś w każdym z nas złożył jest życie, które zdolne jest się tak rozwinąć, że kiedyś możemy stać się wielkim drzewem, w cieniu którego będą się chronić inni ludzie. To będzie nasze rozłożone często na dni, miesiące i lata, dzieło na rzecz ludzkości. Pierwsze czytanie kończy się tą nowiną: „Z radością Bóg poprowadzi całego Izraela do światła swej chwały, z właściwą mu sprawiedliwością i miłosierdziem” (Ba 5, 9). Przepiękne orędzie! Wydaje się nam niemożliwe, by świat współczesny mógł się zmienić, tymczasem Bóg mówi, że to jest możliwe, bo dla Boga wszystko jest możliwe, ale pod warunkiem, że uwierzymy, że Jego Słowo ma życie, życie wieczne. Ufam, że Bóg który rozpoczął w nas dobre dzieło, dokończy je do dnia Chrystusa Jezusa.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------
w udostępnionych tekstach homilii,
zachowano styl języka mówionego;
---------------------------------------------------------

Zachęcamy do skorzystania z nagrań:

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl